DOPELORD – Trzeba kurzyć jak lokomotywa

Upłynie jeszcze dużo wody w Wiśle zanim polskie kapele z klimatów stoner, sludge i doom, osiągną popularność i zdobędą taką publikę jak zespoły black czy death metalowe. Będzie się to jednak zmieniać dzięki takim grupom jak Belzebong, Major Kong czy właśnie Dopelord, który w okolicach Wielkanocy wypuścił swój drugi, znakomity w brzmieniu i formie album Black Arts, Riff Worship & Weed Cult. O to, jak się sprawy mają, zapytałem basistę Dopelord, Kluska.

Między Waszym pierwszym, a drugim albumem trudno dostrzec rzucające się w oczy zmiany w stylistyce, różnice tkwią raczej w brzmieniu, które stało się pełniejsze i bardziej potężne. Jakie zmiany dla Was samych przyniósł drugi album?

Rzeczywiście, nie planowaliśmy zmian stylistycznych, chcieliśmy możliwie najwierniej uchwycić nasze obecne brzmienie. Wydaje mi się, że więcej dzieje się w samych kawałkach. klusek- fot. paweł wygodaMagick Rites nagraliśmy po niespełna roku istnienia, materiał na “Black Arts, Riff Worship & Weed Cult” powstawał znacznie dłużej i miał czas na okrzepnięcie.

Piosenki Dopelord to nie rock progresywny, więc wyobrażam sobie, że skomponowanie jednego numeru nie zabiera Wam trzech miesięcy. Z drugiej strony mówi się czasem, że właśnie najtrudniej grać proste rzeczy. Jaka jest Twoja opinia na ten temat?

Rzeczywiście, w naszych kawałkach kluczowy jest riff, więc gdy już mamy dobry riff, wszystko idzie raczej szybko. Bywa jednak tak, że ktoś przynosi na próbę w miarę gotowy numer, a innym razem dłubiemy przy nim dłużej niż te trzy miesiące. Wynika to w dużej mierze również z tego jak często gramy próby. Nie wiem, czy najtrudniej gra się proste rzeczy, bo nigdy nie grałem rzeczy skomplikowanych.

W Polsce stonerowe kapele grają głównie po barach, kiedy zagranicą odbywają się całe festiwale poświęcone takiej muzyce. Macie pojęcie z czego to może wynikać?

dopelord-nowyalbumZ bycia pięćdziesiąt lat za zagranicą. A z drugiej strony, mamy inicjatywę koncertową Days Of The Ceremony, więc hola hola, zły człowieku. W ciągu dwóch dni zobaczyć na żywo Acid King, Pentagram, Orange Goblin, by wymienić najsroższe strzały – jeszcze kilka lat temu nikt nie wmówiłby mi, że coś takiego będzie w Polsce możliwe. Jeszcze inną sprawą jest zainteresowanie taką muzyką. U nas ludzie chodzą na koncerty głównie na facebooku.

Mieliście okazję grać już zagranicą. Czy poza Polską Wasze brzmienie przyciąga więcej słuchaczy?

Graliśmy do tej pory kilka koncertów za granicą. Austria, Czechy, Słowacja. Frekwencyjnie te koncerty wypadają z reguły dobrze, stoją za tym dobra organizacja i być może zasobność zagranicznych portfeli. Nie sądzę, bym miał dostatecznie wyrobione zdanie na temat grania za granicą, dlatego zaraz ruszamy do Niemiec i Danii, by dalej przekonywać się jak to jest.

Magick Rites ukazało się pod szyldem Can’t Tell You Records. Drugi album wydaliście sami, bez labela. Nie chciało się Wam wysyłać promówek czy coś innego zdecydowało?

Can’t Tell You wydało jedynie kompakt. Kasety wydaliśmy sami, za wydaniem winylowym stoi z kolei Heavy Metal Vomit Party. W przypadku drugiego albumu sami wydajemy CD, bo to po prostu wygodne.

Trzeba kurzyć jak lokomotywa

Trzeba kurzyć jak lokomotywa

Czy płyta jest w jakiejś dystrybucji, gdzie można ją kupić?

Jak na razie sami jesteśmy jedynym dystrybutorem płyty. Umówmy się, aby rozprowadzić trzysta sztuk nie potrzebujemy jakichś specjalnych, dystrybucyjnych fajerwerków.

Zdaje się, że to, na co czekają najwięksi fani to wydanie na płycie winylowej. Czy to też robicie własnym sumptem?

Nie, oparciem tu będzie dla nas, jak w przypadku pierwszego albumu, Heavy Metal Vomit Party, czyli jednoosobowy label ze Słowacji.

Wiele zespołów używa diabolicznego wizerunku nie będąc przecież w codziennym życiu złoczyńcami. Podobnie z ekstremalnymi kapelami doom metalowymi. Choć ich muzyka jest skrajnie depresyjna to nie popełniają samobójstw na potęgę. Każdy gatunek ma swoją otoczkę i estetykę. Ze stonerem wiąże się otwarte uwielbienie konopi. Tu pytanie, czy bonga, dym, marihuana to po prostu gadżety uzupełniające image zespołu czy faktycznie, aby grać stoner z krwi i kości trzeba kurzyć jak lokomotywa?dopelord2 - fot. paweł wygoda

Trzeba.

Autorem okładki „Black Arts, Riff Worship & Weed Cult” jest niesamowity amerykański grafik Chris Panatier. Jestem ciekawy jak na niego trafiliście. Na jego stronie jest informacja, że potrzeba nawet do pięciu miesięcy, aby zrealizował dany obraz. Zdradzicie jakieś ciekawe szczegóły ze współpracy?

Znaleźliśmy go w internecie, skontaktowaliśmy się i okazało się, że jest otwarty na współpracę. Z tego co pamiętam, nie musieliśmy czekać na efekty jego pracy aż tak długo, co świadczy tylko o tym, że przez ten czas więcej ludzi poznało się na jego niesamowitym talencie.

Wywodzicie się z okolic Lublina, a teraz mieszkacie w Warszawie. Przeprowadzaliście się solidarnie i świadomie całą kapelą czy to wydarzyło się tak jakoś?

Dopelord powstał w Lublinie i nikt temu nigdy nie zaprzeczy. Nasza przeprowadzka do Warszawy ma prozaiczne powody. Dobrze, że mieszkamy w jednym mieście, bo w ten sposób o wiele łatwiej organizować próby.

Rozmawiał Adam Drzewucki

Zdjęcia: archiwum zespołu/Paweł Wygoda