DOPAMINA – trans, groove i klimat

O debiutanckiej płycie Dopaminy Fala możecie przeczytać sobie gdzieś obok, zaś w tym miejscu zapraszam na pogawędkę z basistą zespołu – Tomkiem Krzemińskim. Okazuje się, że można powrócić do dawnych lat i fascynacji bez obciachu, tworzyć rockową muzykę tu i teraz a nostalgię traktować jako przyprawę, która dodaje smaku i nie zdominuje potrawy. Muzyka Dopaminy jest ze wszech miar znajoma, składająca się z prostych, ale sugestywnych kompozycji, które intrygują i zmieniają się w miarę słuchania. Traktuję „Falę” jako początek pewnej historii, postawienie pierwszego kroku na drodze, która – mam nadzieję – nie zakończy się na pierwszym zakręcie…

Dlaczego granie muzyki uzależnia? Masz jakąś odpowiedź na to mądre pytanie?

Tak, to prawda, granie muzyki uzależnia, choć tylko wybrane jednostki. Wielu moich kolegów pochłoniętych pasją muzykowania, zarzuciło ten temat u progu dorosłości. We mnie grało od zawsze, zanim zacząłem dobrze mówić nuciłem melodie. A dlaczego ? Bo granie i tworzenie muzyki ma dla mnie mistyczny wymiar, jest swoistym equalizerem rzeczywistości. JestDPAMINA3 równie ważne jak muzyka Kilara w Draculi. Bez muzyki moje życie byłoby niemym filmem.

Skąd pomysł na Dopaminę – chęć grania prostszych rzeczy, czy może sentyment za latami 80 – tymi, które słychać na „Fali”?

To coś więcej niż sentyment, Dopamina jest zakorzeniona w „osiemdziesiątce”; wszyscy dorastaliśmy w tamtych czasach, pewien klimat epoki i charakterystyczne dla tamtych czasów melodie weszły nam w krew. Nie zakładaliśmy, że będziemy grać „prostsze rzeczy”, choć komuś, kto zna moje wcześniejsze dokonania, mogłoby się tak wydawać. Po prostu, w tym układzie sił taka „wygrywa” się mam muzyka… Dopamina jest bardzo naturalnym tworem i to jest jej wielka zaleta.

Mam wrażenie, że koniecznie chcieliście odejść – i to daleko – od Waszych, macierzystych formacji. Czy mieliście coś w rodzaju założenia – „chcemy brzmieć tak czy tak”, czy raczej daliście się ponieść… fali?

Nie, nie mieliśmy żadnych założeń, poza tym, że chcemy grać od serca, górnolotnie to ujmując. Dymitr miał kilka piosenek, wyznaczających początkowy kierunek Dopaminy, który po kilku próbach „zafalował” wraz z nowymi tematami tworzonymi w trio. Jest sporo słońca na tej płycie, ale są też miejsca zacienione, co mnie osobiście cieszy.

Słuchając płyty obcuję z trzema starszymi facetami, którzy dokładnie wiedzą jakie jest życie. Ten podskórny dystans do rzeczywistości, pozycja obserwatorów, którzy nie mają już ochoty na „angażowanie się” – jest w tym jakaś przekora z Waszej strony?

Każdy z nas na swój niepowtarzalny sposób zna życie, mamy swój bagaż. Pewnie Dopamina młodsza o dwadzieścia lat inaczej by „śpiewała”, aczkolwiek nie dopuszczam takiej sytuacji, by wiek i dystans do rzeczywistości zwalniały nas z zaangażowania. Pasja nie tętni w pełni i miarowo jeśli nie jest poparta zaangażowaniem.

Na ile w tekstach Dopaminy odbija się Wasze życie. Bardziej autobiografia (podwórko, osiedle, ulica…) czy raczej zmyślone historie z przesłaniem?

O to najlepiej należałoby spytać Dimę… Autobiografia to może za dużo powiedziane, ale z pewnością jest sporo odniesień do naszego życia.

Oczywiście, nie trzeba być specjalistą, żeby usłyszeć ducha lat 80 – tych w Waszej muzyce. Za co kochacie tamten – z dzisiejszego punktu widzenia – dość siermiężny okres w muzyce, nie tylko polskiej?

Za tą siermiężność właśnie, he, he. Za niepowtarzalne i bardzo charakterystyczne melodie, za „plastikowe brzmienia”, za Pana Kleksa, za punk rocka i charakterny pop i za „stylówkę”, rzecz jasna.

trans, groove i klimat

trans, groove i klimat

Jak doszło do Waszego spotkania – spontan, czy do założenia zespołu dochodziliście poprzez wypracowanie wzajemnych relacji? Dzisiaj można uznać, że jesteście prawdziwym zespołem z wszystkimi tego konsekwencjami?

Swego czasu tworzyliśmy z Jarkiem sekcję rytmiczną w Variete, gdzie okazało się, że uwielbiamy z sobą grać; mając to w pamięci, gdy Jarek zadzwonił z propozycją stworzenia bandu, nie zastanawiałem się nawet przez chwilę. Dymitra znałem z nagrań Dubska, zawsze lubiłem jego głos i teksty, szybko dogadaliśmy się na muzycznej i kumplowskiej płaszczyźnie. Zdecydowanie czujemy się i jesteśmy zespołem w pełnym tego słowa znaczeniu. Tworzymy, gramy, nagrywamy z radością i lubimy się, a to jest najważniejsze.

Wyobraziłem sobie, co powstanie po zmieszaniu i wstrząśnięciu trzech zespołów- Dubska, Neuma i Variete. Wychodzi na to, że jednak najbardziej skłaniacie się w stronę nowofalowych klimatów Variete niż słońca i reggae, że o połamanych, „neumowych” klimatach nie wspomnę. Co takiego intrygującego mają w sobie te mroczki, bo i JD gdzieniegdzie się ze swoim trupim makijażem przebija?

Myślę, że to właśnie połączenie trzech rożnych osobowości dało ten właśnie klimat, który Tobie kojarzy się z Variete. Może trochę przez to, że w duecie z Jarkiem przejawiamy takie „rytmiczne myślenie Variete” oparte na pętli, choć to akurat jest moim oczkiem w głowie i ulubioną forma muzycznej ekspresji od lat. Lubię trans i groove, do tego jeszcze trochę „mroku, pazura” i już…

Jak wyglądało tworzenie piosenek na „Falę” – dużo dłubania, czy postawiliście na spontaniczne szkice „z klimatem”?

I znowu postawiliśmy na spontan, często są to pierwsze wersje, bez zbędnego dłubania w aranżach i brzmieniach. Specyficzny” brud” wynikający ze świeżości piosenek, lub jak kto woli z nieogrania, uznaliśmy za atut. A teraz dzięki temu lub przez to (znów jak kto woli…), Dopamina na koncertach brzmi inaczej, jak dla mnie lepiej.

teraz tylko koncerty...

teraz tylko koncerty…

Czemu akurat „Podwórko” zostało zwieńczone klipem? Jakiś szczególny powód?

Bo to dobra piosenka jest, tak uważamy. Poza tym jest to w ogóle pierwszy numer Dopaminy i należy mu się hołd.

Wiem, że jesteście rozłożeni między Bydgoszczą i Warszawą – czy taki stan rzeczy pozwala funkcjonować Dopaminie bez przeszkód, czy raczej przez taką sytuację nie wszystko udało się zrealizować?

Nie paraliżuje nas odległość na tym etapie życia zespołu, dajemy radę, spotykamy się stosownie do odległości, ale za to są to spotkania bardzo kreatywne. Tak na marginesie jestem z Kujaw i przy okazji odwiedzam rodzinę i Dopaminę.

A propos realizacji – jak na dzień dzisiejszy oceniacie swoje osiągnięcia? Co udało się zrealizować a z czym nadal walczycie? Dużo mówi się o tym, że muzycy alternatywni mają raczej pod górkę i małe szanse na tzw. „kawałek (kieliszek?) chleba”….

Stworzyliśmy dobry i zwarty zespół, kawałek fajnej muzyki, która nas jara, lubimy się i mamy podobne plany i oczekiwania, no i jest płyta. Są to dla mnie bardzo ważne sprawy, rzekłbym fundamentalne; przewinąłem się przez kilka zespołów i wiem, że należy być wdzięcznym za taki stan rzeczy. Teraz tylko koncerty, koncerty i będzie dobrze… Ach i zapomniałbym – dobry menago z pasją…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu