DISLOYAL – rozpierdolić system

Nazwa tej formacji jest odwrotnie proporcjonalna do działań zespołu. Kętrzyńska (przynajmniej w połowie…)  grupa jest od swoich początków czyli od… 1997 roku maksymalnie lojalna ukochanej sztuce, czyli czarnemu i korzennemu death metalowi. Mimo, że od lat 90-  tych scena DM przeszła gruntowne zmiany, wzloty i upadki, Disloyal uprawia swoje poletko, udowadniając, że konsekwencja jest ważniejsza niż oryginalność. Najnowsze, czwarte dzieło „Godless” zawierające chyba najgęstszy jak do tej pory, smoliście techniczny death metal, stało się dobrym przyczynkiem do rozmowy z perkusistą Jarkiem Paprotą, którego incydentalnie wspomógł gitarzysta Artyom Serdyuk. Zapraszamy do bezbożnego świata.

W przypadku zespołów pokroju Disloyal zawsze pcha mi się na usta pytanie – co tak po prawdzie trzyma Was, panowie na scenie? Jedna rzecz, impuls, tym bardziej, że przecież nie ma szans, by na muzyce zarabiać…

Na scenie trzyma nas pasja i miłość do muzyki ekstremalnej. To jest już nasz sposób na życie, gdyż siedzimy w tym od dawna i bez tego po prostu nie moglibyśmy dalej funkcjonować; na pewno można by było zastąpić to czymś innym, ale jestem pewien, że wcześniej czy później wrócilibyśmy do grania muzy czy to pod nazwą Disloyal czy nie, razem czy osobno w innych zespołach, ale na pewno granie będzie z nami do końca życia… o ile starczy sił, oczywiście. Jeśli chodzi o drugą część pytania – nikt nie wie, czy jest możliwe w końcu zacząć zarabiać na graniu muzyki death metalowej, black metalowej czy innego jej brutalnego odłamu. Jeśli cofnęlibyśmy się kilka lat wstecz – czy ktoś by uwierzył, że Behemoth czy Decapitated osiągną taki sukces sceniczny jak i finansowy? Wątpię. Po prostu trzeba robić swoje i tyle a co będzie, zobaczymy.

Wydaje mi się jednak, że właśnie w takiej rzeczywistości jak Wasza o zwątpienie najłatwiej. Trudno cały czas dokładać do swojej działalności; jak wygląda zespołowa logistyka – macie sponsorów, endorsmenty itp. wsparcie, czy podchodzicie do muzycznej niezależności dosłownie?

Wiesz, zawsze są jakieś chwile zwątpienia, ale jakoś pchamy ten wózek dalej i chcemy wskakiwać na coraz to wyższe poziomy. Kiedyś w przeszłości różnie było z tym finansowaniem działalności Disloyal, były to jakieś kontrakty małe czy większe, jakieś układy itp. Jeśli chodzi o etap powstania naszej ostatniej płyty „Godless”, finansowaliśmy wszystko sami. Teraz mamy nowy deal i zobaczymy jak się to wszystko potoczy.

rozpierdolić system

rozpierdolić system

Rozumiem, że Disloyal to zajęcie „po godzinach” – czym zajmujecie się na co dzień? Jeśli miałbyś określić w jakim stopniu bycie muzykiem określa Twoje życie, jak brzmiałaby odpowiedź?

Na dzień dzisiejszy, jest to dokładnie zajęcie „po godzinach„. Ja pracuję w Straży Granicznej, ale jako pracownik cywilny i zajmuję się bezpieczeństwem teleinformatycznym, Kolya jest konserwatorem zabytków, ale bardziej chodzi o obrazy, ikony itp., Kris pracuje w firmie, która produkuje i handluje kopertami, Artyom zajmuje się organizacją koncertów i promocją. Bycie muzykiem jest dla mnie dodatkowym oddechem i czymś co mnie trzyma w całości; bardzo trudno opisać to uczucie, ale jest zajebiste.

Ile w takiej rzeczywistości udaje się zagrać koncertów, np. w skali roku? Jak wyglądają zespołowe „statystyki”?

Od jakiegoś czasu zawiesiliśmy działalność koncertową. Spowodowane to było zmianą składu, sprawami w życiu prywatnym, stworzeniem nowego teamu i pracą nad nowym materiałem i jego nagraniem. Teraz, po premierze płyty czyli 9 czerwca 2015 roku, planujemy już próby i koncerty, żeby znowu znaleźć się na scenie.

Ale wszyscy mieszkacie w Polsce?? Pytam, bo zauważyłem, że wśród metalowych zespołów to chyba jakaś moda – basista na Wyspach, wokalista w Irlandii a pałker gra w 10 zespołach…

He, he, dobre… No wiesz, życie się tak układa. W Disloyal to tylko Ja i Kris mieszkamy w Polsce. Artyom i Kolya mieszkają w Grodnie na Białorusi, ale nie stanowi to dla nas żadnej przeszkody w działalności, bo to żadna odległość żeby się spotkać na probie czy zagrać koncert. Jesteśmy w końcu sąsiadami.

Jak to się dzieje, z Twojego punktu widzenia: w Polsce nie ma muzyków, wszyscy są zajęci czy jest inny powód takiej, internacjonalnej kolaboracji? Jakie są plusy a jakie minusy tego układu?

Tak jak wcześniej wspomniałem, w dużej mierze spowodowane jest to po prostu życiem, mnóstwo ludzi wyjechało z naszego kochanego kraju za chlebem, z drugiej strony jest pewnie sporo młodych muzyków, ale może nie posiadających tej determinacji i zapału do grania ekstremalnych rzeczy, a ci co pozostali, czyli tzw.”stara” gwardia robią swoje czy to z młodymi, nowymi muzykami czy właśnie z ludźmi już sprawdzonymi w boju, ale nie mieszkającymi w Polsce. Dla mnie osobiście odległość nie wpływa na działalność zespołu w żaden sposób, bo jak się chce, wszystko można poustalać, zaplanować i zgrać. Nie jest konieczne spotykanie się codziennie na próbach, które trwają np. po 8 godzin. Każdy może sobie ćwiczyć indywidualnie i dopiero jak jest jakiś koncert czy sesja, spotkać i wszystko to ograć. W dobie Internetu itp. nie ma barier by tworzyć zespół.

Pytanie nasuwa się samo w kontekście sytuacji za wschodnią granicą – co o tym co dzieje się na styku Rosji i Ukrainy sądzą Wasi koledzy? Pewnie temat był poruszany…

Powiem ci szczerze, że nie poruszaliśmy tego tematu przy spotkaniach…

Artyom: Muzyka i twórczość nie są związane z politycznym brudem lub jakąś propagandą. Dla tego poglądy każdego z muzyków są sprawami osobistymi, ale każdy z nas jest przeciwko wojnie, przeciwko temu żeby ginęli i cierpieli zwykli ludzie. Pewnie znacie też sytuację na Białorusi; my jesteśmy za wolnością, przeciwko jakiejkolwiek dyktaturze i politycznej agresji miedzy krajami tak i wewnątrz każdego państwa. Dalej już sami możecie wyciągnąć wnioski na temat tego co sadzimy o tym wszystkim.

Czas chyba coś o muzyce powiedzieć, bo ktoś nas posądzi o jakieś społeczne dyrdymały. Nowa płyta. Death metal. Old school. Klasyka. A jeśli ktoś powie: „eee, nic oryginalnego„? Zachowacie się jak muzyk Big Cyca, co za złą recenzję wytoczył dziennikarzowi internetową krucjatę?

W żadnym wypadku. Takie zachowanie jest popierdolone. Jeśli się komuś nie spodoba, jest to również traktowane z naszej strony z pełnym szacunkiem i jak najbardziej ok, tak jak w przypadku pełnego zachwytu nad płytą. Przecież każdy ma prawo do swojego, muzycznego gustu. My swoją muzykę tworzymy w taki sposób, żeby nas samych położyła na glebie i kazała kwiczeć z zachwytu i dopiero później puszczamy ją w „świat”. Jeśli się komuś podoba, ok, a jak nie to nie i tyle. A akcja z Big Cycem jest zaskakująca…

Akurat takim zachowaniem zrobili sobie więcej „tyłów” niż pożytku. Co zresztą pociąga za sobą kolejne pytanie o relacje biznesowe w środowisku metalowym. Bo przyznam szczerze, że w większości przypadków dziennikarze piszący o metalu i okolicach zazwyczaj znają się z zespołami, o których piszą (mówimy o naszym poletku…). Nie uważasz, że mamy tu co najmniej korupcjogenny grunt?

O, stary sorry, ale nie będę się zbytnio wypowiadał na temat zachowania niektórych ludzi z tzw „dziennikarskiej branży metalowej” i wielkich wytworni. Jestem świeżo w temacie, ponieważ nie tak dawno zakończyłem rozsyłkę w celu znalezienia dystrybutorów nowej płyty Disloyal i akcji promocyjnych przed premierą. Mogę tylko powiedzieć, że na tym polu brakuje nam jeszcze dożo w kwestii profesjonalizmu na płaszczyźnie zespół – wytwórnia czy zespół – magazyn, portal itp. Oczywiście, nie wszyscy są tacy i tu wielkie dzięki tym, którzy w Polsce nas wspierali i mieli chęć do pomocy. W zupełności się z tobą zgadzam co do teorii koleżeństwa i samojebek

Moim skromnym zdaniem „Godless” to najintensywniejsze dzieło Disloyal, kompleksowe, techniczne i… gęste jak cholera. Trzeba być fanem, żeby polubić te intensywne struktury. W założeniu chcieliście zgnieść i przytłoczyć słuchacza?

Dokładnie, zgodzę się z twoją opinią odnośnie nowego albumu. Jest to najbardziej techniczny, brutalny i dojrzały materiał w całej dyskografii Disloyal. Nigdy wcześniej nie było takiej pracy i tyle poświęceń aby uzyskać finalny efekt. Naszym założeniem było rozpierdolić system a czy to się nam uda, zobaczymy po opiniach słuchaczy.Disloyal Godless

Nie boicie się, że w dobie eklektyzmu, hipsterskiego black metalu itp. wynalazków Wasz album po prostu wpadnie do szufladki z napisem „oldskul DM” i tyle? Chodzi mi o to, czy jest szansa, by „skonsumować” pracę, jaka została przy płycie wykonana?

Nie. Uważam, że dobra i szczera muza obroni się sama. Jeśli chodzi o „Godless” – nie jest to „oldskul DM” pełną gębą. Moim zdaniem, na tej płycie jest mało „oldskula„, więcej tu nowatorskich i technicznych, death metalowych powiązań niż oldskulowych historii. Jak już wcześniej wspomniałem, każdy ma prawo do swojej interpretacji, z pełnym szacunkiem z naszej strony. Myślę, że w połączeniu sił z naszą wytwórnią i dobrą promocją, dystrybucją, ten album pozostanie jednak w pamięci i w jakim stopniu zapisze się na dobre w metalowym świecie. Materiał na nim zawarty pod względem muzycznym jak i produkcji jest naprawdę na wysokim poziomie i pierwsze recenzje, opinie jakie do nas spływają, tylko to potwierdzają. Absolutnie nie ma mowy o dnie szuflady dla „Godless”.

Miło słyszeć w głosie taką wiarę we własny produkt – jeśli mógłbyś zatem porównać nowe dzieło z młodszym o siedem lat „Prophecy” – przepaść duża?

Musi być wiara i satysfakcja we własną twórczość bo bez niej na pewno tego byśmy nie robili. Jeśli chodzi o „Prophecy” – patrząc z perspektywy tych kilku lat to duża przepaść. Wtedy „Prophecy” było dla nas czymś zajebistym, spontanicznym, byliśmy i jesteśmy tez dumni z tej płyty. Pod względem produkcyjnym, twórczym i zawartości to zupełnie inna bajka. W składzie byli inni ludzie, którzy mieli inne spojrzenie na metal niż obecny team. „Prophecy” był nagrywany w domowym studio, z domową produkcją, ale mimo to jest super albumem.

Jak wyglądała produkcja nowej płyty? Co może nas zaskoczyć? Co Was zaskoczyło podczas prac nad materiałem?

Na pewno nowością dla mnie była sesja bębnów. Nagrywaliśmy bębny w pełni akustyczne, bez żadnych triggerów co było super doświadczeniem i interesującym przeżyciem. Do tej pory, jeśli chodzi o rejestrację bębnów, wykorzystywaliśmy triggery czy to na centralach czy nawet na całym zestawie. Tu słyszysz naturalne brzmienie jakie osiągnęliśmy w MONROE SOUND STUDIO. Przed wejściem do studia cały materiał był zrobiony w programie Guitar Pro z rozpisaniem na poszczególne instrumenty w postaci nutowej z odpowiednim podziałem metronomu w każdym utworze. Każdy ćwiczył swoje partie do sesji indywidualnie, nie spotkaliśmy się przed rejestracją na żadnej probie aby ograć materiał i taki system też był dla mnie nowością. Kiedy zostały położone pierwsze ślady bębnów i gitar to już w tzw. „surowej” wersji padliśmy na ryj. Kurwa, to tak wszystko nap…, że masakra. Podczas sesji zaskoczyło mnie przede wszystkim profesjonalne miejsce i podejście do nagrywania muzy jakim jest Monroe Sound. Arkadiusz i Jarosław Jabłońscy (właściciele i realizatorzy) to profesjonaliści pełną gębą. To co zrobili na „Godless” przeszło nasze wszystkie oczekiwania, zresztą, przekonajcie się sami, gdy posłuchacie płyty.

Artyom: Mieliśmy bardzo staranne i subtelne podejście do procesu nagrania tej płyty i każdego instrumentu. To tak samo dotyczy i naszego realizatora dźwięku Ara, który po prostu mistrzowsko wykonał swoją robotę. Jesteśmy bardzo zadowoleni z brzmienia płyty i to jest właśnie to, co zaskoczyło nas podczas prac nad materiałem, to jakie brzmienie udało się osiągnąć. Natomiast jeśli chodzi o to co może zaskoczyć słuchaczy, mam nadzieję, że to będzie sam materiał, jego szczerość, klimat, agresja, emocje włożone w muzykę.

Tytuł płyty. Przyznam, że konkretny, może nie oryginalny, ale niosący przesłanie. Właśnie jakie – bo przyznam, że mam nadzieję na coś więcej niż zwykłe zaprzeczenie i cios wymierzony w religię?

Dokładnie, konkretny, walący prosto po mordzie bez żadnego, zbędnego pierdolenia. Dość długo zastanawialiśmy się nad tytułem albumu i padło właśnie na „Godless”. Ten tytuł dobrze odwzorowuje zawartość płyty pod względem tekstowym, gdyż większość utworów na tej płycie stanowi podłoże antyreligijne, choć są utwory, które mówią o tym co się dzieje na świecie, o tym jak to wszystko wpływa właśnie na nas jako ludzi, którzy posiadają swoją wewnętrzną, osobistą „religię”, która niekoniecznie sprowadza się do wiary w jakiegoś ludzika, posąg itp., ale do wiary w swoje „ja” tu i teraz, odsłaniające właśnie te drugie oblicze ludzkiej bezbożności nawet u tych najbardziej wierzących.

Wiara w swoje „ja” czyli coś w rodzaju siły woli. To chcecie przekazać słuchaczowi? Wiarę we własne możliwości?

Na pewno wiarę w siebie, w swoje życie bo nikt, ani żaden inny bożek za nas go nie przeżyje, gdyż taka jest prawda. Reszta to po prostu manipulacja i obłuda, że coś lub ktoś może za nas coś zrobić. Jesteśmy tu i teraz i wszystko zależy od nas jak te życie przeżyjemy i jak je wykorzystamy.

Do tytułu i treści fajnie nawiązuje okładka – jaka była jej historia?

Za cały artwork, znajdujący się na płycie, odpowiedzialny jest dobry i uzdolniony grafik Piotr Hałasik. Na naszym profilu możecie znaleźć namiary na jego strony www i profile facebook. Nie było po prostu żadnej, konkretnej historii jeśli chodzi front cover. Po prostu zwróciliśmy się z prośbą do Piotra czy nie zechciałby się podjąć zrobienia okładki naszej najnowszej płyty. Zapodaliśmy mu teksty, nazwę płyty. Piotr zrobił na wstępie projekt wyjściowy a dalej to już tylko w porozumieniu z nami dopełnił całości. I tak z propozycji zrobienia tylko okładki zrobił się layout na cały album. Powiem ci, że był to długi i bardzo wymagający proces dla dwóch stron, ale efekt końcowy bardzo nam się podoba. Może z takich ciekawostek warto wspomnieć, że pierwszy raz w historii zespołu postanowiliśmy zrobić oprawę graficzną do każdego kawałka. Każda grafika w książeczce do CD odzwierciedla zawartość tekstową utworu.11042191_861374673928305_830927869_n

A wytwórni bliżej nie dało się znaleźć?

Niestety, nie, he, he… Dostawaliśmy propozycje współpracy z bliższych stron świata, ale warunki na jakich mielibyśmy rozpocząć współpracę nie były wystarczająco zadowalające, lub po prostu zanim poustalaliśmy jakieś szczegóły, kontakt ze strony wytworni się urywał. Dlatego wybraliśmy japońską GHASTLY MUSIC. Zobaczymy co z tej naszej współpracy wyniknie. Na razie dogadujemy się w naprawdę fajny sposób bo przedstawiamy im swoje pomysły dotyczące promocji albumu czy przyszłych działań a oni są jak najbardziej na tak.

Czy w związku z tym są szanse na koncerty w Japonii?

Bardzo byśmy tego sobie życzyli i chcemy na maksa odwiedzić Japonię. Kurde, byłoby cudownie tam dotrzeć. Zobaczymy jak to się wszystko potoczy po oficjalnej premierze płyty…

Na koniec, zamiast tradycyjnych planów: jak widzisz death metal za 10 lat?

Myślę, że za wiele się nie zmieni przez tych 10 lat. Na pewno powstaną jakieś nowe odłamy tego gatunku, ale jakiejś totalnej rewolucji nie przewiduję. Na koniec chciałbym serdecznie podziękować za wywiad i wsparcie dla Disloyal. Wszystkich chętnych zapraszam do zapoznania się z naszą nową płytą „Godless” jak i w ogóle z nazwą Disloyal. Płytę można zamówić na stronie naszej wytwórni i u oficjalnych dystrybutorów. Mamy też dla Was ekskluzywną ofertę ze specjalnymi zestawami promocyjnymi z płytami CD, koszulkami, girlies, itp.! Uruchomiliśmy sklepy internetowe: dla zamawiających z Polski i dla reszty świata. Dołączajcie do armii bezbożnych!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia/grafika: Piotr Hałasik