DEVIN TOWNSEND PROJECT – Potrzeba kreatywności

Stonowany lunatyk, sowizdrzalski filozof, depresyjny optymista, leniwy pracoholik. Devin Townsend to człowiek-instytucja. Instytucja taka, jak Devin Townsend Project. Z okazji niedawnej premiery krążka Transcendence, pogadałem z tym przesympatycznym człowiekiem, schodząc z tematu częściej niż kiedykolwiek.

Devin, znasz jakieś ciekawe oksymorony?

Ciekawe oksymorony… Głupi mędrzec.

To z pozoru głupie pytanie stanowi trafną klamrę twojej twórczości. Wystarczy zestawić Strapping Young Lad z Casualties of Cool. Pełno kontrastów i paradoksów, ale myli się ten, który twierdzi, że pomieszałeś wszystko bez ładu i składu.

Wiesz, większość ludzi, których spotkałem przez całe swoje życie, pasuje do tego opisu. Dobra, nie wszyscy grają muzykę, ale zachowana zostaje prawidłowość. Mnóstwo kontrastów i paradoksów. Te dwie szczególne cechy stanowią mój napęd do tworzenia, nieskończone źródło kreatywności. Oczywiście, nie jest to żadna skwapliwie wyreżyserowana postawa ćwiczona latami. To wychodzi naturalnie, gdzieś z głębi duszy. Nie chcę prowokować, tylko tworzyć muzykę mogącą uszczęśliwiać ludzi.

Czy jako tak aktywny i szybko działający twórca, często padasz ofiarą niemocy i braku weny?

Kurwa, całkiem często! Zawsze jednak, gdy dobrnę do takiego punktu, pozbywam się go w dziecinnie prosty sposób:DT przestaję go obrabiać. Stopuję, robię sobie przerwę i wracam doń w pełni zregenerowany, świadom swojej świeżości i chęci do kontynuacji. To jest moja rada dla wszystkich artystów: odpocznijcie czasami, nie przyjcie do przodu bezsensownie. Jeśli opętańcza harówka poskutkuje jedynie średniej jakości produktem, po co marnować cenny czas? Można go spożytkować w znacznie ciekawszy sposób. Uwierzcie, kiedy będziecie gotowi do dokończenia swego dzieła, od razu się zorientujecie.

Hola, hola. Te twoje kryzysy jakieś specjalnie częste chyba nie są, co? Wydajesz minimum jeden album rocznie, to całkiem sporo.

Pamiętaj, że muzyka to nie tylko moja pasja, lecz także sposób na spłacenie rachunku telefonicznego i wykarmienia rodziny. Bywają chwile, że robię rzeczy, które z góry skazują mnie na poświęcenie oraz brak komfortowych warunków. Lecz w takich sytuacjach zawsze szukam logicznego wyjścia. Innej, lepszej furtki. Sprzątam mieszkanie, biorę dzieciaki na spacer, biegam, rozmawiam z chłopakami z kapeli. Tak zwyczajnie, o niczym. Bowiem rozmowa – nawet głupawa – to świetne lekarstwo na lwią część moich problemów. Czasami robienie rzeczy, których robić nie mam ochoty, bardzo pozytywnie wpływa na moją kreatywność.

Wszyscy kochamy tę muzę, ale w przypadku takich jak ty, potrafi irytować, a nawet być zarzewiem większych problemów?

Tak. Dokładnie

Jak irytujący są ludzie wypytujący o powrót Strapping Young Lad?

Nie są irytujący. W pełni ich rozumiem. Strapping Young Lad było świetną kapelą z własnym stylem. Kochałem ten zespół. Tylko że odczuwam potrzebę bycia szczerym ze słuchaczami. Bardzo źle czułbym się reaktywując Strapping. Byłoby to coś, co bolałoby mnie bardzo z powodu wewnętrznej niestabilizacji. Rozwiązanie formacji rozpoczęło nowy rozdział w moim życiu. Tego się trzymajmy.

Dlaczego album rozpocząłeś nagranym na nowo „Truth”, a zakończyłeś coverem Ween? Nie chciałeś w ich miejsce umieścić dwóch nowych piosenek?

Nie, miałem wystarczająco dużo skomponowanych utworów. Problem leży zupełnie gdzie indziej. Wszystko, co do tej pory zrobiłem, jest niedoskonałe. Kiedy powstawała oryginalna wersja „Truth”, brakowało mi w niej czegoś. Nie byłem zbyt zadowolony z tego kawałka. Tymczasem nowa interpretacja satysfakcjonuje mnie w każdym calu. Poza tym „Truth” świetnie pasuje do konceptu zawartego na „Transcendence”. Od początku czułem, że to właściwa pora, aby powrócić do tego numeru. Co do „Transdermal Celebration” też mam kilka powodów. Po pierwsze: jest to zajebisty kawałek muzyki. Cały ten krążek to taka próba zdefiniowania siebie na nowo, więc uznałem, że świetnym pomysłem będzie spuentowanie go cudzą myślą.

Jak znajdujesz „Transcendence” pośród całej swojej bogatej dyskografii?

Jako najnowszą (śmiech). Każda z moich płyt to taki wycinek życia, pokazuje, w jakim miejscu aktualnie jestem.

Nie sądzisz, że ten album to takie podsumowanie twoich dotychczasowych działań?

Tak. Samo umieszczenie na krążku „Truth” może o tym świadczyć. Próbowałem ukazać fundamenty mojego stylu i chyba podołałem wyzwaniu. Przede wszystkim pragnąłem osiągnąć stopień bliski perfekcji. Nagrać to z właściwymi ludźmi, opatrzyć dobrym brzmieniem i dopracować kompozycje w każdym calu. „Transcendence” to cały ja. Zarówno z przeszłości, jak i teraźniejszości.DT band

Byłem dosyć zdziwiony po pierwszym odsłuchu „Transcendence”. Zawsze wydawałeś mi się być artystą, który nieustannie szuka i z każdym rokiem próbuje zawrzeć w muzyce coś innego. A wyszło inaczej.

Czasami tak, czasami nie. Zależy. Jeśli nie chcesz głupio utknąć w jednym punkcie, musisz wprowadzać jakieś zmiany. Dlatego też robię tak ja. Jeśli nagrywam dwie płyty w zupełnie odmiennym stylu, oznacza to, że intensywnie odczuwam taką potrzebę. Jeśli nie: pasuje mi stan rzeczy na daną chwilę. Moje poczynania zwyczajnie muszą być autentyczne, a jeżeli są, nie zwracam uwagi, czy obrany przeze mnie kierunek jest idealny.

Jak to w końcu będzie z tym Devin Townsend Project? Rozwiązujesz, czy nie (kilka miesięcy temu muzyk rozważał tę możliwość – przyp. Brzoza)

To generalnie bardzo ciężka sprawa. W pewnej chwili zwyczajnie znudził mnie ten zespół. Zmieniam podejście na stare lata. Kiedy odczułem brak inspiracji w Strapping, bardzo lekko zdecydowałem o rozwiązaniu. Nie odczuwałem szczęścia grając tam. Było to zwyczajnie sprzeczne z moją duszą i kotłującymi się myślami. Ale kiedy rozważałem zakończenie Devin Townsend Project, napotkałem pewne przeszkody. Dlaczego? Zwyczajnie nie miałem powodu, by kończyć. Ludzie to lubią, czuję się dobrze, nie było to szkodliwe dla mojego ducha, gramy coraz większe koncerty. Potrzebowałem odnaleźć powód, by kontynuować, co poskutkowało „Transcendence”. Uznałem, że będzie to dopływ świeżej krwi i szczerze wierzę, że tak jest. Nie potrafię pojąć Slayera albo AC/DC, którzy piszą tę samą muzykę od miliona lat. Jak można odczuwać zainteresowanie po tylu latach? Czy jeszcze w ogóle je odczuwają? Powodem, dla którego Devin Townsend Project trwa było odnalezienie inspiracji, co do dziś mnie cieszy.

Dlaczego więc nie próbowałeś szukać tej inspiracji pod koniec działalności Strapping Young Lad?

1Było mi zwyczajnie ciężej. Strapping Young Lad to wszystkie moje stresy, złości i frustracje przelane na muzykę. Bardzo dużo zrobiły też narkotyki. Kiedy rzuciłem marihuanę, stałem się ojcem i dojrzałem, wszystko to, co czyniło Strapping Young Lad dobrą kapelą, zniknęło. Postanowiłem usytuować moją energię w innym miejscu.

Chodzą plotki, że planujesz wydać coś ze Stevem Vaiem. Prawda to?

Nie ma żadnych planów, ale kocham Steve’a i jeśli wyszedłby z taką propozycją, raczej bym na nią przystał.

Co sądzisz o nowszych rzeczach Steve’a?

Myślę, że koleś tworzy to, co tworzyć chce i za to ma mój szacunek. Jest wiele osób, które nie przepadają za moimi dokonaniami, ale robię swoje. Osobiście nie śledzę jego twórczości, lecz nie dlatego że za nią nie przepadam. Zwyczajnie mam nieco inny gust. Gdybym przejmował się opiniami ludzi na mój temat, chyba dawno przestałbym tworzyć muzę.

Rozmawiał Łukasz Brzozowski

Zdjęcia: archiwum zespołu/Erich Saide