DEMONICAL – Jasno sprecyzowana wizja

Lato to dla bywalców koncertowych spelun przeważnie sezon ogórkowy, a jedynym sposobem na spędzanie wolnego czasu zdaje się wyjazd na jeden z przetaczających się o tej porze roku przez kontynent muzycznych spędów albo upicie się na smutno. Tym bardziej więc warto ruszyć cztery litery na któryś z dwóch koncertów, z którymi za parę dni odwiedzą nasz kraj Szwedzi z Demonical. Czy po trasie koncertowej ochrzczonej dumnie Summer Infernal Tour zostanie coś więcej niż popiół i dogorywające zgliszcza świątyń przekonamy się już w najbliższy piątek (13.07) w Poznaniu i dwa dni później (15.07) w Bielsku-Białej, a tymczasem przyjrzyjmy się temu, co do powiedzenia miał Martin Schulman – grający na basie założyciel tej deathmetalowej hordy.

Od premiery Waszej ostatniej płyty minął już ponad rok. „Death Infernal” to trzeci długogrający album w dyskografii Demonical. Utarło się, że to właśnie ten trzeci krążek często bywa dla wielu zespołów w pewnym sensie testem, sprawdzianem i to z jego premierą wiąże się rozmaite nadzieje oraz oczekuje przełomów. Jak bardzo zmienił się status Demonical po jego wydaniu?

Spośród wszystkich naszych płyt, to właśnie „Death Infernal” zebrała najbardziej pochlebne recenzje, a jej sprzedaż znacznie przewyższyła wyniki, które osiągnęły poprzedniczki. Już pod tym względem można zatem stwierdzić, że zrobiliśmy duży krok naprzód. Staliśmy się popularniejsi, a ostateczny rezultat, jakim jest ta płyta, wyszedł w pełni po naszej myśli. Jesteśmy przekonani, że naprawdę dobrze reprezentuje Demonical. Nie jest to może jakiś ogromny przełom, lecz definitywnie spory ruch do przodu.

Jak podsumowałbyś dotychczasową promocję „Death Infernal”? Które z wydarzeń, jakie nastąpiły po premierze płyty, uznałbyś za najważniejsze?

Trudno wybrać jeden najważniejszy moment, lecz wydaje mi się, że największe znaczenie mają tu wszystkie trasy koncertowe, które odbyliśmy po wydaniu albumu. Bodajże trzykrotnie zjeździliśmy Europę, a ponadto zagraliśmy pierwsze w naszej historii koncerty w Ameryce Północnej. Udało się nam m.in. zagościć na popularnym Maryland Deathfest, który staje się coraz ważniejszą imprezą wśród odbiorców muzyki ekstremalnej. Koniec końców, uważam, że zarówno dobre przyjęcie „Death Infernal”, jak i wszystkie nasze występy promujące to wydawnictwo, sprawiły, że rok 2011 i 2012 to niezwykle dobry czas dla Demonical.

Bardzo często mówi się o Was jako o zespole byłych członków legendarnego Centinex. Jak zapatrujesz się na takie postrzeganie, będąc założycielem zarówno Demonical, jak i tej pierwszej kapeli? Ile Centinex ostało się w Demonical, a co się zmieniło?

Wiesz, takie głosy rozbrzmiewały szczególnie głośno w okresie, gdy Demonical ledwo powstał i utrzymywały się gdzieś do momentu, w którym wydaliśmy debiutancką płytę. O tym, że założę Demonical, wiedziałem jeszcze przed rozpadem Centinex; miałem jasno sprecyzowaną wizję tego, czym ten zespół ma być i jak brzmieć. Kiedy postanowiłem zakończyć działalność pod szyldem Centinex i oficjalnie ogłosić powstanie nowej formacji, miałem w jej składzie trzech członków znanych z gry w tym starszym zespole. Wiedziałem, że część ludzi zareaguje w sposób, o którym wspomniałeś, lecz od samego początku podkreślałem też, że jesteśmy czymś zupełnie nowym i kompletnie nie zależy nam na budowaniu reputacji jako „Centinex 2”. Mimo iż byliśmy czymś nowym, byłem w stanie zrozumieć wszelkie porównania obydwu zespołów; myślę, że w przeważającej mierze spowodowane były tak szybką transformacją z jednej grupy w drugą. Swoją drogą, muszę dziś powiedzieć, że Demonical brzmi dokładnie tak, jak chciałem aby grał Centinex. Jednak w ostatnich latach swej działalności band ten coraz bardziej oddalał się od starej szkoły death metalu, co doprowadziło mnie do braku satysfakcji i, w prostej linii, do rozpadu kapeli. Tak czy inaczej, działamy jako Demonical już od sześciu lat i w ciągu tego okresu zaszliśmy o wiele dalej, a także staliśmy się znacznie bardziej popularni, niż kiedykolwiek było to udziałem Centinex. Wszelkie porównania, które pojawiają się dziś głównie w rozmaitych wywiadach i recenzjach, nie mają już tak istotnego znaczenia.

jasno sprecyzowana wizja

jasno sprecyzowana wizja

Prawdę mówiąc, nie żałuję niczego, choć oczywiste jest to, że gdyby dano mi szansę zrobić wszystko raz jeszcze, do pewnych rzeczy podszedłbym inaczej. Zgodnie z tym, co powiedziałeś, stale znajdowaliśmy się w cieniu Entombed, Dismember czy Unleashed. Nie wiem do końca, dlaczego tak było, choć najprawdopodobniej tamte zespoły zaistniały w trochę lepszym momencie i miały po prostu więcej szczęścia. Nie bez znaczenia był też fakt, że każdy z nich znajdował się pod skrzydłami dużej wytwórni, co niejako samo z siebie implikowało lepsze możliwości wypromowania własnej muzyki. Być może rzeczywiście nie mieliśmy tyle szczęścia, co one, i gdzieś po drodze podjęliśmy parę złych decyzji. Obecnie nie tracę zbyt wiele czasu na rozpamiętywanie przeszłości. Jestem zadowolony z tego, co osiągnęliśmy jako Centinex, choć nie ukrywam też, że wszystko idzie nam dużo lepiej pod szyldem Demonical. W związku z panującym od kilku lat renesansem szwedzkiego death metalu postanowiliśmy wznowić pierwszą płytę z 1992 roku. Co ciekawe, więcej i znacznie pochlebniej pisze się o nim w muzycznej prasie dziś niż dwadzieścia lat temu. Wiesz, Centinex to wciąż bardzo ważny rozdział w moim życiu… To ja założyłem ten band i ciągnąłem ten wózek przez następne 16 lat, na dobre i na złe. Niczego jednak nie żałuję, nie oglądam się za siebie. Zdecydowanie bardziej wolę patrzeć do przodu.

Scenę deathmetalową w Twoim kraju często przedstawia się jako środowisko tworzone przez przyjaciół, podzielających tę samą pasję. Czy znaczy to, że jest ona całkowicie wolna od wzajemnej rywalizacji i konkurencji?

I tak, i nie. Konkurencja była tu od zawsze i każdy, kto mówi co innego, kłamie. Nie potrafię jednak ocenić, jak duże rozmiary ma to zjawisko. Każdy, kto gra w zespole, chce wydawać płyty i grać dużo koncertów. Nie uważam jednak, by sama konkurencja była czymś złym. Jest różnica między nią, a zazdrością czy wkurzaniem się o to, że ktoś inny odnosi sukces. Jak każdy, staramy się nagrywać najlepsze płyty, na jakie nas stać, a jednocześnie obserwować to, co robią inni. Chcąc nie chcąc, w większości przypadków każdy się tutaj zna, bo nie raz przyszło się nam spotkać na jakimś koncercie. Generalnie rzecz biorąc, wydaje mi się, że scena szwedzka jest grubo przeceniana przez ludzi z zagranicy. Wiele osób, zwłaszcza w Niemczech, wyobraża ją sobie jako pieprzony raj dla zespołów metalowych, podczas gdy od wielu lat istnieją tu kapele, o których mało kto słyszał i które praktycznie nie mają szans na granie regularnych koncertów. Bardzo ciężko jest tu zorganizować cokolwiek. Wyjątkiem są imprezy w piątki i soboty, lecz dotyczy to tylko większych miast. Klimat koncertowy jest zdecydowanie lepszy w Europie Środkowej.

Gdybyś miał wskazać jeden album w dorobku Centinex, który miałby stanowić dla przyszłych generacji wizytówkę twórczości tego zespołu, na jaki tytuł padłby Twój wybór?

Wciąż skłaniałbym się ku pierwszej płycie, czyli „Subconscious Lobotomy”, ponieważ to od niej wszystko tak naprawdę się zaczęło i nadała ona ton naszej późniejszej twórczości. To w gruncie rzeczy dość typowa rzecz dla tamtych czasów, dość tradycyjnie pojmowany death metal. Jednak mimo iż gdybym nagrywał ją dziś i pewnie sporo rzeczy zrobiłbym inaczej, ciągle uznaję „Subconscious Lobotomy” za ważny album. Generalnie rzecz ujmując, bardziej odpowiadają mi wcześniejsze nagrania niż większość tego, co zaczęliśmy robić później. To zresztą główny powód, dla którego zgodziłem się wznowić tę płytę w tak wielu różnych formatach. Składano mi również liczne oferty wydania reedycji późniejszych wydawnictw, lecz nie byłem zbyt entuzjastycznie nastawiony do tego pomysłu. Przynajmniej nie tak bardzo, jak w stosunku do wznowienia debiutu.

Przeobrażenie Centinex w Demonical nastąpiło w samym środku triumfalnego powrotu oldschoolowego death metalu na salony. Czy trudno jest zachować własny indywidualizm pośród wszystkich tych zespołów, które wypłynęły na tej fali?

To trudne pytanie i myślę, że lepiej byłoby zadać je naszym fanom. Prawdę mówiąc, nigdy nie było moim celem stworzenie najbardziej oryginalnego zespołu na świecie. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że słychać u nas wpływy wielu zespołów starej szkoły. Tak, jak powiedziałem wcześniej, Demonical szybko zyskał sporą popularność i nigdy nie zastanawialiśmy się nad tym, jak ocenić zjawisko tego deathmetalowego renesansu. Tym, co liczy się dla mnie najbardziej, jest fakt, że wciąż możemy nagrywać dobre płyty i grać koncerty. Resztą nie zawracam sobie zbytnio głowy.

Od jakiegoś czasu posługujecie się terminem „Death Metal Darkness”, który często używany jest, by opisać Wasz styl. Jak wyjaśniłbyś jego znaczenie?

To określenie reprezentuje zespół, jego muzykę, teksty i, ogólnie, leżący u podstaw Demonical koncept. Zaczerpnęliśmy je z piosenki o tym samym tytule, która znalazła się na naszej drugiej płycie, i która do dziś pozostaje stałym punktem w naszej set liście oraz jednym z koncertowych faworytów. Zwykle grywamy ją na zakończenie występu. Myślę, że póki Demonical będzie istniał, termin ten będzie cały czas aktualny. Nasza muzyka to death metal, natomiast liryki skłaniają się ku ciemności. Nic dodać, nic ująć.

W jakim stopniu inspiruje Was rosnąca w siłę i ciesząca się niespotykanym dotąd zainteresowaniem scena blackmetalowa w Waszym kraju? Elementy tej stylistyki pojawiały się już gdzieniegdzie w dokonaniach Centinex, a do Demonical mogły zostać przemycone za sprawą zaangażowania Waszego wokalisty, Sverkera, w zasłużone dla black metalu Necromorbus Studio?

Trudno odpowiedzieć. Naszą muzykę można raczej bez problemu określić jako death metal. Z drugiej strony, sam słucham black metalu, i to zarówno tego ze Szwecji, jak i kapel z innych krajów. Jesteśmy fanami tego, co robi np. Marduk. Prawdę powiedziawszy, komponując muzykę nie zastanawiam się, czy zmierza ona w jakimś konkretnym kierunku. Analizując utwory Demonical, pewnie mógłbyś doszukać się kilku elementów black metalu, więc sprawa pozostaje otwarta.

Które albumy wskazałbyś jako te, które dały Ci bezpośredni impuls do tego, by zacząć grać metal?

W zasadzie wszystko sprowadza się do dwóch płyt, przynajmniej jeśli chodzi o death metal. Mam tu na myśli „Left Hand Path” Entombed i „Like an Everflowing Stream” Dismember. Po ich usłyszeniu zdecydowałem, że chcę grać tę muzykę. Wciąż słucham każdego z nich przynajmniej raz w miesiącu. Ponadto twierdzę, że to właśnie te albumy są szczytowymi osiągnięciami obu grup; nawet jeśli podobają mi się ostatnie rzeczy wydane z logo Dismember, nie zmienia to faktu, że to właśnie ich pierwszą płytę uważam za najbardziej udaną. Oczywiście wcześniej, gdy dopiero zaczynałem się interesować cięższa muzyką, słuchałem sporo heavy metalu, jednak nie powiedziałbym, by te nagrania w jakikolwiek sposób wpłynęły na mnie jako muzyka. Natomiast w momencie, gdy usłyszałem debiuty Entombed i Dismember, postanowiłem, że nie chcę być jedynie biernym fanem, ale również aktywnie uczestniczyć w postawaniu metalu i samemu zacząć go grać.

Za kilka dni wyruszacie na kolejna koncertową inwazję promującą „Death Infernal”. Jakie macie oczekiwania w związku z Summer Infernal Tour i co jest najlepszym powodem, dla którego warto pojawić się na którymś z Waszych koncertów w Polsce?

Najlepszym powodem jest to, że jesteśmy oczywiście dobrym zespołem, grającym dobrą muzykę. Dobrze wyglądającym zespołem przystojniaków! (śmiech) Nie możemy już doczekać się nadchodzącej trasy. Tym razem zagościmy na wielu metalowych festiwalach, a oprócz nich zagramy również koncerty klubowe. Mimo iż wielokrotnie koncertowaliśmy już w ramach promocji „Death Infernal”, granie tych utworów wciąż sprawia nam frajdę i dobrze czujemy się wychodząc każdego wieczoru na scenę z tym materiałem. Osobiście bardzo lubię jeździć w trasy i mam tu na myśli nie tylko same koncerty, ale także zwiedzanie i poznawanie nowych miejsc. Polska zawsze była jednym z naszych ulubionych krajów, więc jestem przekonany, że nadchodzące koncerty nie będą pod tym względem żadnym wyjątkiem!

Rozmawiał Cyprian Łakomy

Zdjęcia: Soile Siirtola