DEIVOS – jeśli hamujemy, to tylko silnikiem…

Death metal to zła muzyka… Miała niszczyć, obrażać i sprowadzać do parteru. Nokautować. Na  początku nokaut odbywał się za pomocą ideologicznych konotacji, epatowania diabłem i dewiacjami. Od pornografii, przez demony, satanizm aż do zła, które drzemie w człowieku. Towarzyszyły temu dźwięki brutalne, brudne i absolutnie nie – muzyczne. Z czasem, kiedy dawni rebelianci nauczyli się grać, death stał się muzyką (o zgrozo – czasami melodyjną…) dla mas. To pewnie właśnie wtedy część odszczepieńców stwierdziła, że czas na coś nowego i szokującego. I wymyśliła, że można metal połączyć z akademicką maestrią i szwajcarską precyzją. Nie chce mi się wymieniać wszystkich zbawców i wizjonerów gatunku, dość, że do dzisiaj tzw. techniczny death metal budzi mój duży szacunek. I choć coraz rzadziej trafiam na zespoły, które mają coś ciekawego do powiedzenia, nadal ze szczeniackim zachwytem słucham popisów uczniów szkoły wyznaczonej przez nieświętą trójcę Schuldiner/Mameli/Gallagher.

Deivos to jeden z jaśniejszych przykładów łączenia klasycznego, ołowianego soundu z błyskotliwą techniką. Słuchając „Demiurge of the Void” nie mam wątpliwości, że są świadomi ograniczeń stawianych przez gatunek, dlatego zamiast tworzyć niezrozumiałe hybrydy, modyfikują go, posłusznie trzymając się ram określonych przez klasyków. Czy mam rację? W celu wyjaśnienia moich wątpliwości zwróciłem się do samych zainteresowanych a konkretniej gardłowego – Huberta…


Najnowsza płyta to już drugie dzieło dla Unique Leader – jak układa się współpraca?

Póki, co płyta jest wydana i do tej pory tylko tyle się zadziało a przynajmniej o tym wiemy. Mamy kawałek do jułesej więc trudno powiedzieć, jak promowana jest płyta w ojczyźnie hamburgerów. W każdym bądź razie ze względów oczywistych na naszych śmieciach musimy liczyć na siebie, bo jednak macki UL tak daleko nie sięgają. Niedawno otworzyli swoją europejską agencję, więc liczymy po cichu, że coś się zmieni w tym aspekcie…

Przyznam się, że jestem zaskoczony waszą kreatywnością – skąd u was tyle sił do pracy?

Cholera wie, jemy dużo czerwonego mięsa, a może to jej urok. Trudno nam usiedzieć na dupach, więc zamiast kolejnego odcinka „Trudne sprawy” wolimy trochę powygłupiać się w sali prób i poudawać zespół. Zresztą, cały materiał w głowie układa Tomasz, a jego życie otacza mgła tajemnicy, nikt nie wie, co robi w wolnym czasie, zapewne wtedy krzesa z siebie iskry kreatywności.

Ok. Muzyka. Jak napisałem w recenzji, jestem dozgonnym fanem „Gospel of Maggots”, jednak np. w Masterfulu wyżej stawiają najnowsze dzieło. Jak ustosunkujesz się do tych preferencji – czy nowa płyta jest rozwinięciem „Gospel…” czy zupełnie innym kierunkiem poszukiwań?

Nie powiedziałbym, żeby nowy album był w prostej linii kontynuacją „Gospel”. Nówka jest bardziej gitarowa, brzmienie bardziej żywe a same numery mają w sobie więcej przestrzeni. Moim zdaniem „Demiurg” jest bardziej agresywnym i jadowitym albumem. Po prostu krok do przodu postawionym na szerokim gościńcu prowadzącym wiadomo gdzie. Ot, coś starego, coś nowego, coś pożyczonego, ale nie ma niczego niebieskiego, więc trudno powiedzieć, co dalej wyjdzie z tego związku dźwięków.

Porażająca jest zwartość i esencjonalność muzyki, jaka znalazła się na nowej płycie – nie macie ochoty przyhamować? Co pcha Was w stronę tak intensywnych dźwięków?

Eeee, przecież jest sporo zwolnień w tym materiale (śmiech…). Poza tym teraz wszystko dzieje się szybko, technologie, wojny przesył informacji, japońskie metro… trzeba jakoś za tym nadążyć, wyścig szczurów, te sprawy. Jeśli hamujemy, to tylko silnikiem, bo tak ekonomiczniej. Odpowiadając na pytanie, nie mamy zamiaru zwalniać, to je death metal, musi być intensywnie, bo tak!

Nowa płyta to także jeszcze większy ukłon w stronę transowego, zapętlonego grania. Taki patent namiętnie stosuje Immolation – czy byli dla Was inspiracją, czy wasz rozwój przebiegał w zupełnym oderwaniu od klasyków gatunku?

Tomek często się zamyśla i wtedy riff się zapętla, dlatego mamy na sali cyrkiel, którym akcentujemy zmiany tempa. Raczej nie da się grać w oderwaniu od klasyków szczególnie słuchając na co dzień ich płyt, kto twierdzi inaczej nigdy tak naprawdę nie kochał swojej matki i tak wszyscy bardzo lubimy Immolacje.

Określa się Deivos mianem technicznego death metalu – czym dla Ciebie jest technika – środkiem czy celem?

Jeśli hamujemy, to tylko silnikiem…

Myślę, że nowa płyta jest odpowiedzią na Twoje pytanie, oczywiście tylko środkiem. Nikt z nas nie pretenduje do bycia super – hiper wypierdalaczem, a muzyka ma pozostać muzyką. Nie powiększamy sobie penisów chełpiąc się umiejętnościami grania bardziej złożonych numerów niż Artrosis. Wiadomo, że większa znajomość techniki szarpania strun czy walenia kijem po bębnach przekłada się na swobodniejsze wyrażanie własnych pomysłów i ubieranie je w dźwięki, ale to tak oczywiste jak złote myśli Paulo Coehlo.

Od początku jesteście wierni death metalowej stylistyce i mimo, że Wasza muzyka zmienia się, ma ściśle określone granice. Nie chcielibyście czasami pomyśleć o rozszerzeniu spektrum zainteresowań?

Nasze spektrum zainteresowań jest już całkiem szerokie, czym można tłumaczyć ilość kapel i projektów, w których się większość z nas udziela. Nie widzę jednak sensu, żeby wszystko mieszać w jednym tworze o imieniu Deivos. Jak mawiają, jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Jak coś działa to, po co przy tym nadmiernie grzebać. Ramy death metalu nas nie uwierają w Deivos, jest jeszcze sporo miejsca na rozpostarcie skrzydeł, a Demiurg nie jest naszym ostatnim słowem.

Nowa płyta jest dla mnie w pewnym sensie reakcją na „Gospel…” – bliższa korzeniom i bardziej wściekła. Czy takie były założenia?

Nie wiem, czym się kierował Tomek tworząc ten materiał, ale nie sadzę żeby jakoś skrupulatnie układał strategie jak i co powinno brzmieć. Z pewnością zostały wyciągnięte wnioski z poprzednich dwóch lekcji, dzięki czemu zdezaktualizowało się powiedzenie, które jeszcze do niedawna krążyło wśród naszych złośliwych i zawistnych kolegów „nie wiadomo, co się dzieje, jak w Deivos”.

Zastanawiająca jest kwestia okładki. Najnowsza płyta i „Gospel…” to w zasadzie wariacja na ten sam temat. Czy chcecie w ten sposób podkreślić, że to dwie części pewnej całości, kontynuacja, czy po prostu spodobał wam się pomysł Andrzeja Leńczuka?

Andrzej robi dobrą robotę, a jego grafiki stały się naszym, prócz krowiego dzwonka, charakterystycznym elementem, wiesz, demon na każdej okładce jak Edie u Ironów. Większej filozofii tu nie ma. No może w przypadku nowej płyty starałem się pisząc teksty, żeby pojawiło się jakieś nawiązanie do okładki, co po ich lekturze nie powinno być zbyt trudne do wychwycenia, bo są proste jak w mordę szczelił.

W recenzji użyłem sformułowania „mistrzowie drugiego planu” – nie czujecie frustracji, że grając muzykę bijącą na głowę wielu tuzów gatunku, pozostajecie w zasadzie w cieniu? Nie czujecie się pokrzywdzeni?

Jest jak jest, gramy to, co gramy, jesteśmy skąd jesteśmy. W cieniu może i tak, ale nie jest to dla nas solą w oku. W tym momencie przecież brutalnych kapel jest takie mrowie, że nikt się nie przejmuje jakimś Deivosem z Polski B.  Więcej koncertów by się przydało, to fakt, więc panie i panowie organizatorzy = odzywać się śmiało! Ogólnie to też nie jest aż tak źle, mamy kontrakt z niezłym labelem na 3 płyty, co w dzisiejszych czasach nie jest taką prostą sprawą, przynajmniej o to nie musimy się przez jakiś czas martwić.

Wiem że Deivos to nie jedyny wasz zespół – troszkę o powiązaniach i innych projektach?

Uff… to tak, Mścicho i Wizun obecnie grają w Blaze of Perdition który właśnie wydał nową płytę „The Hierophant”, coś tam też przygotowują z Dira Mortis i powstaje powoli kolejna płyta Abusiveness. Również z nimi ja oraz Kamil gramy jeszcze w Ulcer czekając na odwlekaną już irytująco długo premierę pełnograja „Grant us Death”, w międzyczasie pojawiła się całkiem ciekawa opcja wydania naszych dwóch kawałków nagranych wcześniej i będzie to wydane, jako split z pewną zacną hiszpańska kapelą, ale nie zapeszajmy. Z Kamilem jesteśmy w trakcie nagrań pełnograja Soul Snatcher i jak na razie końca nie widać. Tomek gra tylko w Deivos, co wobec powyższej wyliczanki wydaje się dość dziwne (śmiech…).

Należeliście do stajni Empire Records. Swego czasu prężna wytwórnia i gazeta przestały istnieć i choć różne były opinie, uważam, że troszkę brakuje ich na rynku. Jak wspominacie kolaborację z panem Mariuszem Kmiołkiem?

Ano brakuje, dwie płytki za 20 zł to niezła gratka nawet, jeśli tylko jedna jest ciekawa. Niestety, nie było mnie jeszcze w składzie, ale z tego, co wiem, to trochę nam ta kolaboracja pomogła w podpisaniu później papierów z UL.

Skoro przy możnych tej branży jesteśmy – jak postrzegacie pewną zmianę sił: Dziubiński nie żyje, wspomniany Mariusz też w zasadzie wycofał się z rynku, został jedynie Mystic, ale dzisiaj to potężna, komercyjna stajnia, metal traktująca raczej marginalnie. Czy widzicie jakieś nowe siły, które mogą wstrząsnąć rynkiem?

Są jeszcze starzy wyjadacze jak Pagan Records, który bardzo szanuje za to, że nie stało się z nimi chociażby to, co z mystic. Jest oczywiście Witchinghour, który w tym momencie chyba najbardziej prężnie działa. Są i starzy załoganci stojący nieco z boku ale uparcie podtrzymujący ogień jak Old Temple. Nie bardzo wiem co miałoby wstrząsnąć sceną w tym momencie, w dobie mp3 i internetu w dodatku w tak niszowym rynku jakim jest metal. Chyba tylko jakiś bogaty szaleniec mógłby się na to porwać, albo bogaty maniak, na pewno musiałby być to ktoś bogaty, bez dwóch zdań.

Kiedy mailowaliśmy przed wydaniem płyty, zachęcaliście mnie, żebym ściągnął krążek, jeśli chce go przed premierą płyty posłuchać. Wnioskuję z tego, że macie raczej dość liberalne podejście do tematu ripowania z sieci. Jak odnosicie się do tej, jak by nie było – nowoczesnej formy tape tradingu?

To nie ja, to moi poprzednicy a dokładnie Tomek. Wiadomo, że wcześniej czy później wszystko trafi do sieci, więc nie ma się co oszukiwać czy obruszać na taki stan rzeczy. Znak naszych czasów, kto ma kupić płytę ten kupi, niezależnie od tego czy wcześniej przesłucha ją na mpchujkach czy nie. Z drugiej strony – jest to zawsze szansa trafienia do odbiorcy, który w innych warunkach nie usłyszałby naszego materiału tylko dlatego, że mieszka w tadziekistanie czy innym bangladeszu czy po prostu nie stać go na zakup płyty. Zresztą, kiedyś się przegrywało kasety z tego samego powodu, z jakiego niektórzy ściągają mp3, nie widzę problemu. Poza tym nie wydaje mi się abym dożył czasów, kiedy muzyka nie będzie wydawana na normalnym nośniku (apropos, czemu Immolation ostatniej ep. nie wydał w normalny sposób, czemu??). Każdy, kto nie lubi płyt plastykowych może mieć oryginalne pliki mp3 z iTunes, bo z tego co się orientuję, nawet tam można dorwać Demiurga (szok że ktoś jest skłonny za to płacić…).

Płyta jest już w sklepach, pozostaje pytanie co dalej? Bardziej technicznie grać nie ma sensu, może kiełkują Wam w głowach jakieś ciekawe pomysły co dalej z karierą?

Nie wiedziałem, że jakieś sklepy sprzedają naszą płytę, jutro sprawdzę w Żabce (śmiech…) Kariery również nie rozpoczynamy, ktoś ci podał złe informacje. Aktualnie szukamy możliwości pogrania paru koncertów żeby sprawdzić, jaką siłę rażenia ma nowy materiał no i pokazać się w nowym, jakże przystojnym składzie. Myślimy też czy by Kamila nie zeswatać z Jolą Rutowicz, może wtedy jakaś kariera by się zaczęła i występy w programie Gwiazdy tańczą na grobach, kto wie. Ogólnie to nie myślimy jeszcze nad nowym materiałem, trzeba trochę odsapnąć. Jeszcze korzystając z okazji nadmienię że „Demiurga pustki” można dorwać na „aledrogo”, lub pisząc do nas elektronicznego lista na deivos@gmail.com bo unik lider nie ma dystrybucji na Polskę. Dzięki za zainteresowanie i do zobaczyska gdzieś, kiedyś.

Rozmawiał Arek Lerch