DECEPTION – Niedziela dzień cwela…

Nie można odmówić Deception poczucia humoru, ale też nie radzę nikomu traktować ich jak kolejny zespół, który na siłę dystansuje się od swojej twórczości. Chłopaki z Deception metalem są przesiąknięci, wierzą w niego i wyciskają z instrumentów dźwięki mroczne, potwornie ciężkie i raczej mało przyjazne. Najnowsze dzieło „Inferno”, poza zmianami składu i wydawcy, przynosi jak zwykle muzyczne tornado, apoteozę śmierci i rozkładu oraz agresję   zdecydowanie przekraczającą możliwości przeciętnego zjadacza chleba. Ale też nie jest to płyta dedykowana ministrantom. Przed wami zeznający na korzyść mieleckiej bandy wokalista M. Czyli Mały…

Najnowsza płyta „Inferno” to wasza deklaracja death metalowej niezłomności – co trzyma Was ciągle przy życiu i muzyce, skoro raczej na niej nie zarabiacie?

Hail! Trzymają nas przy życiu alkohol oraz różnego rodzaju używki, które wpływają znacznie na postrzeganie przez nas rzeczywistości. Ogólnie twierdzę, że w życiu każdego człowieka ważne jest by mieć jakąś pasję. Czyli coś co napędza do działania, generuje pozytywną energię i daje porządnego kopa… Bez tego jesteś tylko następną nic nie wartą marionetką. To pasja daje nam motywację, a finansowe perypetie schodzą gdzieś na bok. Wiadomo przecież, że pieniądze szczęścia nie dają, he, he, he…

Dlaczego między „Nails…” a „Inferno” są aż cztery lata przerwy – co się w ciągu tego czasu wydarzyło?

Wydarzyło się chyba sporo. Deception zagrało na dwóch edycjach Legions of Death Attack w roku 2007 i 2008, były także występy na Grim Harvest Fest 2008 i 2009. W międzyczasie nastąpiły zmiany personalne w zespole, wzajemne ”docieranie się”, oraz tworzenie muzyki na najnowszą płytę. Czas szybko gdzieś umknął, lecz aktualnie chwytamy wiatr w żagle. Machina wojenna ruszyła…

Poprzednia płyta zebrała trochę cięgów za brudne i bardzo surowe brzmienie – jak oceniacie efekty pracy nad „Nails…” z dzisiejszej perspektywy?

Odpowiedzi na to pytanie powinien udzielić chyba Deather lub August, gdyż mnie nie było jeszcze w zespole. Z tego co mi wiadomo „Nails…” oceniają panowie bardzo pozytywnie, to dobry materiał obfity w intensywne dźwięki metalu śmierci.

Trochę zaskoczyła mnie zmiana barw klubowych. Po takim, bombastycznym wydaniu „Nails…” jakie zafundowała Wam Old Temple, spodziewałem się kontynuacji współpracy. Co nie „zatrybiło”?

Trybiło wszystko dobrze. Głównym powodem, że „Inferno” nie ukazało się nakładem Old Temple, był czas oczekiwania na ukazanie się płyty. Eryk miał swoje plany, a nam nie chciało się czekać. Prowadziliśmy równolegle w czasie pogaduszki z innymi zainteresowanymi, a efekt finalny jest już wszystkim dobrze znany. Deathrune zostało wydawcą naszego ostatniego muzycznego bękarta.

Jak udało się Wam nawiązać współpracę z Deathrune?

Niedziela dzień cwela...
Niedziela dzień cwela…

Zaraz po ukończeniu sesji nagraniowej wysłaliśmy płyty w celu znalezienia jakiegoś wydawcy. To przecież standardowa procedura… Deathrune była jedną z wytwórni, z którą zaczęliśmy prowadzić rozmowy. Jak już wiadomo dogadaliśmy się i powierzyliśmy nasze ostatnie muzyczne dzieło w ich ręce. Nie kryje się za tym żadna pikantna historia, nie było też żadnych łapówek i prób przekupstwa he he he…

Nowa płyta to także zmiany i przesunięcia w składzie – dlaczego do nich doszło? I nie odpowiadajcie, że „skoro musiało, to doszło”…

Wypada chyba zacząć od tego, że początkiem zmian kadrowych w Deception było ”zniknięcie” ówczesnego gitarzysty Aggaretha. By zespół nie przepadł w niebycie, trzeba było przedsięwziąć pewne kroki. Pomijając chwilowy epizod Rzułtego w kapeli, już ze mną na pokładzie podjęliśmy decyzję o reorganizacji… i tak oto w kapeli pojawił się Żuber jako basista, a Deather chwycił w swe ręce gitarę. W takim składzie gramy już od jakiegoś czasu i żadne znaki na ziemi i niebie nie wskazują by w najbliższym czasie coś uległo zmianie.

Teksty z nowej płyty są cholernie obrazoburcze, negatywne i bijące prosto w chrześcijański splot słoneczny. Co motywuje Was do ciągłej i – powiedzmy to sobie uczciwie – skazanej na porażkę krucjaty?

Już dawno obiecałem sobie, że nie dam się wciągnąć w polemikę na temat moich tekstów. Każdy niech sobie je interpretuje na swój sposób. Chrześcijaństwo jak i inne religie monoteistyczne mam w głębokim poważaniu. Ogólnie temat religii jest tak nudny, że nie chcę sobie zawracać nim głowy. Oprócz tekstu do utworu „Manifest”, oraz „Fire, Blood And Death”, który jest ukłonem w stronę pewnej kapeli ze Szwecji… Teksty gloryfikują inne wartości niż „biją prosto w chrześcijański splot słoneczny”… Religie już dawno przestały mnie interesować, jest dużo ciekawszych tematów, a chaos który mnie otacza daje wciąż nowe doznania i inspiracje do poszukiwań. Czytajcie więc i się zastanawiajcie…

Muzycznie kontynuujecie old schoolowe, death’owe poszukiwania, bez zbaczania w żadną stronę. Nie mieliście kiedyś ochoty, by trochę poeksperymentować?

Zależy co masz na myśli pytając o eksperymenty. W naszej muzie nigdy nie usłyszysz śpiewającej niewiasty lub skrzypiec, czy tamburyna, he, he, he… Niedawno nagraliśmy materiał na ep-kę, i mogę Cię zapewnić, że usłyszysz na nim pewne zmiany. Chcemy się rozwijać i wszystko idzie w dobrym kierunku. Następny pełny materiał Deception, będzie z pewnością dużym krokiem naprzód, choć może za bardzo wybiegam w przyszłość, a tego nie lubię.

Deception nową płytą jeszcze bardziej okopuje się na pozycji death metalowego zaprzańca, patrzącego raczej wstecz niż do przodu. Czy faktycznie współczesna scena metalowa nie ma dla Was niczego ciekawego do zaoferowania?

Oczywiście, że ma dużo do zaoferowania. Ukazują się przecież dobre płyty z death metalem, przykładem są ostatnie albumy Azarath czy Diabolic. Nie będę jednak chyba pierwszą osobą, która twierdzi, że najlepsze albumy z metalem śmierci powstały już jednak dawno temu. Nie wiem czemu tak to odbieram, może po prostu się starzeje i młodzieńcza ”podjarka” gdzieś przepadła… lub może w natłoku gówna jakie się ukazuje, trudniej wyłowić jakąś perełkę?

Moim ulubionym fragmentem nowej płyty jest „Plague”, gdzie w blasty i wściekły atak pięknie wpletliście załamanie i zmianę groove w środku kawałka? Czy taki pomysł wyszedł spontanicznie, bo przyznam, że znakomicie urozmaicił ten utwór…

Wyszło totalnie spontanicznie. Nie kombinujemy zbytnio i nie analizujemy każdego riffu, gdy powstaje muzyka Deception. Total luz i zero spinki.

Z kolei „Broken Chains of Slavery” śmierdzi z daleka Morbidami. To przypadek, macie morbidów w genach czy celowo chcieliście złożyć taki malutki hołd? A może zupełnie się mylę?

Chyba zupełnie się mylisz… Morbidów w genach z pewnością nie mamy. Jednak skłamałbym gdybym nie wspomniał, że dla każdego z nas, zespół ten w pewnym okresie naszego życia był na ”ołtarzu”. Nie da się zaprzeczyć, że pierwsze trzy płyty tej kapeli, to mus dla każdego death maniaka. Przyznaję, że ich wcześniejsze muzyczne oblicze bardziej mi odpowiada. Choć nie twierdzę, by ich późniejsze nagrania były gorsze. Jestem chyba tylko sentymentalny, he, he, he…

Nagrywaliście płytę w Chinook Studio – to miejsce często produkuje znakomite i zaskakujące brzmienia. Jak wyglądało nagrywanie i co uważacie za największy atut tego miejsca, bo o ile się nie mylę, nie po raz pierwszy gościliście w tym przybytku?

Fakt, zespół gościł w tym miejscu kilkakrotnie. „Inferno” jest jednak chyba ostatnim materiałem jaki został zarejestrowany w Chinook Studio. Samo nagrywanie poszło bardzo sprawnie, nie zajęło nam długo czasu, gdyż byliśmy dobrze przygotowani. Największy atut studia, to chyba odległość od naszego miejsca zamieszkania, oraz cena, która wcale nie jest wygórowana.

Przed Wami czas na prezentację materiału na żywo – macie jakieś plany koncertowe, teledyski do nakręcenia czy może jakiś mały skandalik?

Na ten moment planów koncertowych brak, czekamy na propozycje… Teledysk może kiedyś w przyszłości, a na skandalik jeszcze czas nadejdzie.

Słowo na niedzielę do stałych czytelników Violence?

Niedziela dzień cwela… A tak już całkiem na poważnie, dzięki za wywiad. Miło było odpowiedzieć na te kilka ciekawych pytań. Pozdrawiam i do zobaczenia na koncertach. Hail!

Rozmawiał Arek Lerch