DEAD INFECTION – więcej czarnego humoru

Pod względem medialnym grind jest gatunkiem dość niewdzięcznym. Mało jest związanych z nim skandali, brakuje zabójstw i podpaleń, nikt nie tworzy list wrogów gatunku, ani nie dyskutuje na forach internetowych na temat tego, który z wykonawców jest „prawdziwy”. Być może w jakiejś alternatywnej rzeczywistości Mick Harris śmiertelnie wytargał Shane’a Embury za jego kultową czuprynę, członkowie Carcass trafili do więzienia za podpalanie szpitali, a Seth Putnam ujawnił się jako homoseksualista, ale w świecie, w którym egzystujemy, scena grind jest oazą spokoju, na której której kontrowersje wzbudza co najwyżej istnienie zespołów pokroju Cripple Bastards. Dlatego fani matematycznego grindu spod znaku Antigamy nie wydadzą na mnie wyroku śmierci za przeprowadzenie wywiadu z Dead Infection i nie znajdę na wycieraczce swojej laleczki voodoo przebitej tysiącem strzykawek. W najgorszym wypadku reanimujący mnie sanitariusz spojrzy z politowaniem na koszulkę z nieczytelnym logo zespołu, ale nie powstrzyma go ona od wykonywania czynności związanych z jego zawodem. Możemy zatem bez większych obaw opublikować to, co na temat swojej kapeli miał do powiedzenia Cyjan.

Witaj. Co nowego u Dead Infection?

Cześć. Przede wszystkim praca nad nowymi wydawnictwami. Niebawem split ep z Parricide pt. „Looking For Victims”, następnie realizujemy III demo „Cadaverous Chaos” w wersji digital stream, a potem skupiamy się w końcu nad naszym jubileuszowym albumem, który będzie zawierał nasze starsze utwory wybrane przez fanów.

Ostatnim waszym wydawnictwem był, o ile się nie mylę, split z Haemorrhage, który ukazał się w 2009 roku. Co spowodowało tak długą przerwę w aktywnościDI logo studyjnej?

Wszystko po trochu. Koncertowaliśmy nieco po świecie, poza tym mieliśmy trochę spraw rodzinno-osobistych. Ważnym czynnikiem były też na pewno zmiany personalne w zespole. To wszystko wpłynęło na to, że nie było czasu popracować nad czymś nowym.

Czy materiał na wspomnianym splicie zaskoczy fanów Dead Infection, czy powinni się oni raczej nastawić na kolejną porcję tego, co już znane i lubiane?

Jak wspomniałem wcześniej, ep – ka już niebawem. Stylistycznie nie planujemy żadnej rewolucji. Będą to krótkie, skoczne piosenki. Fani powinni być zadowoleni.

Centralną postacią na okładce nowej ep – ki jest kot Adolf, który pojawił się już chyba na obrazku zdobiącym „Furniture Obsession”. Czyżbyśmy byli świadkami narodzin zespołowej maskotki w stylu Eddiego z Iron Maiden?

Na okładce nowej ep – ki jest po prostu kot, a to już indywidualna sprawa jak ktoś to zinterpretuje. Być może insynuujemy coś, ale niech każdy odczytuje to na swój własny sposób. To jest tylko okładka, i nie planujemy budować maskotki kiciusia na koncerty.

Na waszym facebookowym profilu wyczytałem, że szykujecie także trzecie… demo. W dzisiejszych czasach, przy braku zależności muzyki od fizycznego nośnika, trudno się czasem połapać co jest demem, co ep – ką, a co płytą, ale ciekaw jestem dlaczego zdecydowaliście się na takie określenie? To dość zaskakujące w przypadku zespołu, który przecież materiałów demo nagrywać raczej nie musi.

III demo, jak wcześniej wspomniałem, będzie wydane w formie cyfrowej i dostępne na iTunes tudzież przez PayPal. Opierając się na współczesnej technologii chcemy zobaczyć jak ta forma dostępności muzyki sprawdzi się w naszym przypadku. Poza tym wiele uznanych kapel nagrywa materiały demo. Kto powiedział, że ten nośnik jest zarezerwowany wyłącznie dla wykonawców debiutujących?

Zasadniczym powodem naszej rozmowy jest reedycja płyty „A Chapter of Accidents”. Jak z perspektywy czasu oceniasz ten materiał? Czy jest tam coś, z czego nie jesteś do końca zadowolony?

Uważam, że jest to doskonały album i nic bym tam nie zmieniał. W tamtym okresie był to album na skalę naszych możliwości i nie grzebałbym w nim teraz tylko dlatego, że mam większe doświadczenie, albo, że są lepsze możliwości realizacyjne i można poprawiać setki razy to i tamto. Album jest jaki jest, każdy widzi i słyszy, i niech w takiej formie zostanie zapamiętany.

 więcej czarnego humoru

więcej czarnego humoru

Okładka tej płyty jest chyba najbardziej radykalnym w waszej historii wykorzystaniem estetyki gore. Na późniejszych wydawnictwach odeszliście jednak od tego rodzaju wizualizacji, stawiając na mniej dosłowne i bardziej humorystyczne podejście do tematu. Czy wynikało to ze znudzenia klasyczną formułą gore, czy może z faktu, że stała się ona pewnego rodzaju scenowym szablonem, którego powielanie w nieskończoność nie miało większego sensu?

W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że ta cała ekstremalność już się przejadła. Sporo kapel próbowało dalej szokować okładkami, ale to i tak było jedynie powielanie tego co już zostało powiedziane. Oczywiście nie chcieliśmy zrywać z etykietą „gore”. W końcu sami wybraliśmy tę ideologię, z tym kojarzyliśmy się zawsze naszym fanom. Ale postanowiliśmy ją trochę wzbogacić, upiększyć. Stąd więcej w naszych tekstach czarnego humoru, jak również drobne zmiany w pomysłach graficznych.

Tak szybka i precyzyjna gra na perkusji wymaga nie lada wprawy i kondycji. Czy z biegiem lat granie tych ultraszybkich partii przychodzi ci coraz łatwiej, czy może wręcz przeciwnie?

Dzięki za miłe słowa. Jakoś jeszcze nie spadam z tego stołka za perkusją. Jak się ćwiczy w miarę regularnie to forma wciąż dopisuje.

Czy zdarza ci się, że zainspiruje cię jakiś młodszy bębniarz, czy raczej wzorujesz się głównie na starych mistrzach gatunku?

Oj, chyba już nie rozglądam się za młodą krwią. Jest tych kilku bębniarzy, którzy są prekursorami gatunku i wzorem dla mnie i ich inspiracja pozostanie w tym co robię chyba już do końca.

W jak dużym stopniu starasz się urozmaicić swoją grę i „przemycić” do waszych utworów jakieś niewykorzystywane wcześniej rozwiązania rytmiczne?

To pytanie egzaminacyjne chyba (śmiech). Urozmaicam swoją grę tym co inspirowało mnie przez lata, czyli style wypracowane przez moich perkusyjnych mentorów, bo tak chyba mogę śmiało ich nazwać. Nie ma nie wykorzystanych wcześniej rozwiązań. Najpierw powstaje riff, a rytm stanowi jego fundament. A kreacja tego rytmu to już moja szlifierka… najpierw umysłowa, a potem w kolektywie na próbie.

O ile wiem na co dzień nie słuchasz zbyt wiele grindu, ale przewrotnie zapytam jaka była ostatnia płyta grindowa, która zrobiła na Tobie wrażenie?

Zgadza się. Siedząc przykładowo sobie w domu przy komputerze, nawet teraz odpowiadając na te pytania, to lubię jak coś gra z innej beczki. Teraz przykładowo słucham soundtrack’u do „Oblivion”. A jeśli chodzi o album grind z nowości to… nic mi nie przychodzi do głowy w tym momencie. Carcass – „Reek of Putrefaction”?DI Live

Ostatnimi czasy grywaliście chyba w dość okrojonym składzie. Czy lepiej gra ci się, gdy na scenie towarzyszy ci większa ilość osób, czy może „co za dużo, to niezdrowo”?

Scenicznie odpowiada mi skład trzyosobowy. Ale ostatnio i o taki było trudno nawet. Mam nadzieję, że jakoś to się ustabilizuje wkrótce. Już przedsięwzięliśmy odpowiednie kroki.

Wolicie grać koncerty z zespołami prezentującymi podobną stylistykę, czy wręcz przeciwnie?

Może nie tyle czy wolimy… ale od jakiegoś czasu da się zauważyć, że robienie koncertów gdzie występują zespoły prezentujące różną stylistykę to wręcz pomysł bardzo dobry. Przekonaliśmy się o tym nie raz. Taka impreza przyciąga przeróżną rzeszę fanów muzyki, nie tylko tej ekstremalnej. Grając przykładowo z kapelami punkowymi, hard-rockowymi czy wręcz rockowymi widzimy, że taka opcja wabi na koncert więcej ludzi, bo i stylistyka muzyczna jest większa. Impreza wydaje się być mniej monotonna, gdzie (w przypadku koncertu stricte metal) zazwyczaj gra kilka kapel i które różnią się od siebie co najwyżej czasem trwania utworów. Zatem z takich imprez „mieszanych” mam miłe wspomnienia i absolutnie nie neguję tego.

Dzięki za udzielenie nam wywiadu, tradycyjne „ostatnie słowa” należą do ciebie…

Dziękuję za wywiad i w ogóle. Pozdrówka!

Rozmawiał Michał Spryszak

Zdjęcia: Archiwum zespołu