DARKTHRONE – Koneserzy i mizantropi

Darkthrone jaki jest, każdy widzi. Można ich kochać, można reagować na nich alergicznie, lub po prostu ignorować. Są jednak tacy, co w ogóle nie wiedzą, co z tym Darkthrone począć. Czy norweski duet zaprzedał swoje młodzieńcze ideały, czy może wręcz przeciwnie? Czy nie powinni zmienić nazwy? Czy oni tak na serio, czy robią sobie z nas jaja? Jeśli odpowiedzi nie udzieliła wam wydana na początku tego roku „The Underground Resistance”, to zawsze jest mały (tyci tyci zaledwie) promyk nadziei, że niektóre kwestie rozwikłać pozwoli lektura poniższego wywiadu. Co powie Fenriz? Czy znów się wykręci, czy dziecko zniechęci, czy nie?

 

Witaj Fenriz, co u ciebie? Czy jakaś muzyka przygrywa ci tle, podczas gdy odpowiadasz na te pytania?

Nie, rzadko puszczam muzykę kiedy robię coś twórczego, czy nawet kiedy czytam. Jeśli tak robię, to muzyka zostaje zredukowana do roli tła, a według mnie należy jej słuchać w skupieniu. Dopiero co wróciłem z małego treningu piłkarskiego, wraz z moją dziewczyną kupiliśmy sobie dzisiaj nowe buty do gry. Teraz odpowiadam na maile, no i wykasowałem z odtwarzacza mp3 dzisiejsze albumy-porażki, aby zrobić miejsce na nowe, teoretycznie obiecujące rzeczy.

Zanim przejdziemy do waszego nowego albumu, chciałbym zacząć od innego wątku. Wiem, że bardzo lubisz NYHC, a ponieważ Violence ma pewne powiązania ze sceną hardcore, to wypadałoby zapytać o to, jakie albumy z tego gatunku są dla Ciebie najważniejsze…

“Life of Dreams”, Crumbsuckers. Zdecydowanie. Oprócz tego lubię też niektóre nagrania Judge i “The Age of (Squirrel) Quarrel” Cro-Mags. Kupiłem „Life of Dreams” pod koniec 1986, albo na początku 1987. Tak mi się wydaje, zresztą nie było wtedy żadnych informacji na temat tego zespołu, a moje wydanie z Cobra Core nie miało ani tekstów, ani zdjęć na okładce, tylko te rysunki… i jedne z najbardziej oryginalnych nagrań hardcore jakie słyszałem po dziś dzień. Magia.

Na początku lat 90. wśród norweskich muzyków dało się wyczuć dość wrogie nastawienie do sceny hardcore i pewnych postaw z nią związanych, które przeniknęły w szeregi metalowców. Zdaję sobie sprawę, że poglądy te wygłaszał głównie Euronymous, ale ciekaw jestem jakie było wasze podejście do tej kwestii…

Cóż, chyba każdy z nas dał się w pewnym momencie ponieść fali nienawiści, ale nie przypominam sobie, aby było to skierowane konkretnie w stronę sceny HC. Bardziej irytował nas kierunek, w jakim wtedy podążał death metal, zarówno muzycznie jak i pod względem wizerunku. W 1987 roku był to wspaniały nurt muzyczny, a w 1990 nagle wszystko zaczęło się psuć. Pamiętam, że kiedy występowałem z Valhall w klubie Bootleg w Oslo pod koniec 1989 roku graliśmy nawet kower „Just Sit There” Crumbsuckers. W muzykę Judge wkręciłem się mocno w 1993 albo 94. A po naszej trasie w Finlandii w 1991 zafascynowało mnie Bad Religion (choć oni akurat nie mają nic wspólnego ze sceną NYHC). Wydaje mi się, że dla nas wszystkich naturalny był eklektyzm i tego się trzymaliśmy, ale kiedy młodsi od nas i ludzie spoza naszego środowiska zaczęli śledzić wypowiedzi Euronymousa, większość z nich zinterpretowała to jako dość totalitarne podejście i albo zaczęli je naśladować, albo go nienawidzili. A my po prostu słuchaliśmy tego, na co mieliśmy ochotę, choć oczywiście toczyliśmy zacięte debaty i wspólnie pielęgnowaliśmy typowy dla nas GUST MUZYCZNY. Wszystko to wypłynęło na świat dopiero w 1993 roku, podczas gdy cała ta „era panowania” miała miejsce głównie w czasach sklepu HELVETE, od sierpnia 1991 do grudnia 1992.

Nagrywanie „The Underground Resistance” trwało nieco dłużej niż w przypadku poprzednich albumów, był ku temu jakiś powód?

Dwa utwory mieliśmy nagrane jeszcze w 2010, zanim ukazało się „Circle the Wagons”. Kończyłem już wtedy refren do „Valkyrie”… a potem obaj zaczęliśmy się spotykać z nowymi dziewczynami i to wpłynęło dość mocno na nasze życie. Mieliśmy znowu wiatr w żaglach już od 1998 roku i nagraliśmy przez te 11 lat aż 8 albumów, więc sądzę, że tak czy inaczej potrzebna nam była przerwa. Do tego pomysły na dokończenie „Valkyrie” pojawiły się u mnie dopiero we wrześniu 2011, więc tym razem nawet komponowanie zabrało mi sporo czasu (śmiech).

We wspomnianym „Valkyrie” pojawia się kilka motywów granych na gitarze akustycznej, co zdarzyło wam się chyba po raz pierwszy od czasu “In the Shadow of the Horns”. Z tego co czytałem komponujesz głównie przy użyciu akustyka, ale pewnie twoje wcześniejsze, hellhammerowskie riffy nie brzmiałyby tak dobrze bez przesteru… Czy zatem, biorąc pod uwagę twój obecny styl, możemy w przyszłości liczyć na większą ilość akustycznych motywów?

Fenriz na wyprawie

Fenriz na wyprawie

WŁAŚNIE robienie tych MOCARNYCH riffów sprawdza się najlepiej w przypadku gitary akustycznej, bo jeśli wtedy brzmią mocno, to z przesterem i potężnymi bębnami będzie czad jak sam skurwysyn. Kiedy tworzę kawałki, gram na starej, taniej podróbce Gibsona (Fenix, czy jak to się tam zwie, kupiony za 600 dolarów w 1995 roku) bez żadnego fuzza. Nie jest mi on potrzebny, po tylu latach wiem już co jest dobre, a co nie. Słyszę to z przesterem dopiero kiedy spotykamy się z Tedem by nagrywać. Pokazuję mu jak ma grać i BUM – chwilę później mamy to nagrane na taśmie. Mieliśmy akustyczne pasaże już na pierwszych trzech taśmach demo. Miałem hopla na tym punkcie, bo było to wtedy czymś zupełnie normalnym w heavy i thrash metalu. Ba, nawet w ciężkim rocku z późnych lat 60. i 70. Byłem do tego przyzwyczajony – najpierw masz partie akustyczne, a potem wchodzą twarde elementy. Oczywiście twarde w sensie mocniejsze (śmiech). W każdym razie, w pewnym momencie trzeba się było z tym pożegnać. Swoją drogą na naszym demo „Thulcandra” jest fragment TOTALNIE zainspirowany DRUGĄ płytą Crumbsuckers, koneserzy od razu wyłapaliby podobieństwo, ale jak dotąd NIKT jeszcze tego nie wychwycił (śmiech). Jednak w przypadku „Valkyrie” fragment akustyczny pojawił się, bo riff tego POTRZEBOWAŁ aby nabrać odpowiedniej mocy. Jednocześnie potwierdza to to, o czym mówię od zawsze – powinniśmy mieć własne studio już w 1988 roku. Wtedy jednak nie mogliśmy sobie na to pozwolić, a kiedy w końcu dorobiliśmy się go w 2005, wiedziałem, że będziemy od tego momentu tworzyć bardziej w stylu, w jakim robiliśmy to na początku. Jak zwykle nie mamy żadnych założeń odnośnie nowego materiału, wszystko może się wydarzyć. Jednak wszystko wskazuje na to, że nadal będziemy się wić jak wije i wszystko będzie dziełem przypadku. Improwizujemy zależnie od sytuacji, co jednak nie sprawia, że brzmimy jak Winger.

Ten utwór ma nieco inny klimat niż reszta albumu. Jest bardziej emocjonalny i skupia się na postaci kobiecej, co jest chyba rzadkością w tekstach Darkthrone. Oczywiście wcześniej była „Natassja in Eternal Sleep”, ale to chyba jedyny przypadek kobiecej obecności w waszych lirykach, prawda? Korci mnie, żeby zasugerować, że to coś w rodzaju pogańskiej piosenki miłosnej, ale nie wiem, czy nie porazi mnie za to jakiś piorun…

Miałem jeszcze jeden blackandrollowy kawałek o kobiecie, na płycie „Plaguewielder”. „Sin Origin”, czy jak on się nazywał… Było tam kilka zabójczych riffów i dość kiepska końcówka (śmiech). Przypadkiem jednak wyszło, że pod względem TEKSTÓW wszystkie pozostałe utwory na „The Underground Resistance” dotyczą OSĄDU, natomiast „Valkyrie” jest dla mojej dziewczyny. Muszę powiedzieć, że nigdy nie rozumiałem jawnej nienawiści do kobiet w niektórych tekstach kapel metalowych. Wygląda to tak, jakby ci kolesie zwyczajnie bali się kobiet. Wracając do „Valkyrie”, w książeczce do płyty jest napisane, że dedykowany jest on mojej dziewczynie, więc nie odkryłeś tu Ameryki i nie trafi cię piorun. Chyba że uważasz, że trzecia płyta Cirith Ungol jest ich najlepszą.

Twój śpiew w tym utworze różni się od styli, które wykorzystywałeś do tej pory. Czy wynika to wyłącznie z tego, że nagrywając wokale nie słyszałeś w słuchawkach ścieżki basu (jak wspominasz w książeczce płyty), czy może chciałeś także spróbować czegoś nowego?

Nie, śpiewam W ZŁEJ TONACJI w kilku miejscach, bo w słuchawkach nie było basu. Wyobraź sobie, że próbujesz wstrzelić się we właściwą tonację przy podkładzie muzycznym, który brzmi jak odkurzacz. Zazwyczaj jednak zostawiamy pomyłki na płytach, jeśli naszym zdaniem utwór dzięki temu zyskuje. Więcej zespołów powinno podchodzić do tego w ten sposób, choć z drugiej strony jest też masa zespołów, które powinny popracować nad sobą i trochę się podciągnąć, kolego. Wydaje mi się, że nie zrobiłem w tym kawałku niczego nowego, śpiewam po prostu w stylu speed metalowym. Są dwa rodzaje speed metalu; ten piękny, który zazwyczaj pochodzi ze Skandynawii (a właściwie ze Szwecji i krajów bloku wschodniego) i mocniejszy, brudny speed w stylu Exciter (albo speed wymieszany z thrashem i power metalem, jak wczesny Whiplash). Lubię oba te style, ale kiedy sam tworzę speed metal to ciągnie mnie raczej w stronę tego ładnego. Oba style miały swoją kulminację w 1984-85 roku, ale Deep Purple grało proto-speed na początku lat 70., a pierwszy czysto speed metalowy kawałek to najprawdopodobniej „Exciter” Judas Priest z 1978, który jest nie do pobicia! Śpiewam tu jednak w tym samym stylu co w tytułowym utworze z „Circle the Wagons”. Po prostu… inne riffy wymagają innych melodii wokalnych i „Valkyrie” potrzebował właśnie takich. Zresztą najprawdopodobniej były one improwizowane podczas nagrywania.

 koneserzy i mizantropi

koneserzy i mizantropi

Mam jednak wrażenie, że Twoje utwory mają w sobie nieco więcej luzu niż kawałki napisane przez Nocturno. Czyżby był ostatnio bardziej wkurzony niż ty?

On gra bardzo PRECYZYJNIE, a mój styl jest dość luźny, może nawet niechlujny, więc nie ma nic dziwnego w tym, że jego utwory są zawsze bardziej… SZTYWNIACKIE? (śmiech) Myślę jednak, że Darkthrone tego potrzebuje. Jego wkurzają w metalowej scenie inne rzeczy niż mnie, więc razem poruszamy wszystkie kwestie, które wymagają krytyki (śmiech).

Z kolei „Leave No Cross Unturned” to miks waszych obecnych speedmetalowych fascynacji z czymś, co można określić jako „powrót do korzeni”. Znów pojawiają się motywy w stylu Celtic Frost, a w pewnym momencie nawet „przedstawiasz” Nocturno Culto, tak jak na „A Blaze in the Northern Sky”. Czy za tą miksturą starego/nowego Darkthrone kryje się jakieś przesłanie?

Dobre pytanie, ale ZDECYDOWANIE NIE!!! Byłem pewien, że moje utwory będą utrzymane w stylu tytułowego kawałka z „Circle the Wagons”, ale olaboga, nagle ZNÓW siedzę po kolana w Celtic Frost! Tak po prostu samo wyszło, ale podobały mi się te riffy i postanowiłem zrobić bardziej epicki utwór, zamiast kolejnego speed metalowego ochłapu. Kolejne 20 lat pokaże, czy podjąłem właściwą decyzję. A może 30? Myślę, że chyba nie wyszło to tak totalnie do dupy (śmiech). Zasadniczo jednak chciałbym przez to powiedzieć, że za naszymi kawałkami nie stoi żaden wydumany koncept. Kiedy te riffy pojawiły się w mojej głowie, czułem, że nie pasują do tego utworu. Jednak w ostatnich latach bardzo się starałem, aby większość moich piosenek była „PRAWIDŁOWA”, więc w tym przypadku postanowiłem dla odmiany odpuścić i zostawiać to tak jak jest.

Na jednym ze zdjęć w książeczce płyty masz na sobie koszulkę Scorpions. Ponieważ wczesne nagrania Scorpions są raczej niedoceniane (w przeciwieństwie do późniejszych), chciałbym poświęcić cześć tego wywiadu, aby spróbować choć w niewielkim stopniu to zmienić. Które albumy Niemców należą do twoich ulubionych? Czy nagrali coś wartego uwagi po odejściu Uli Rotha?

Cóż, przyznam, że zazwyczaj mam bardzo małą wiedzę na temat zespołów, które mi się podobają. Czytam baaaardzo niewiele na temat muzyki, skupiam się po prostu na samych Fenriz po godzinachalbumach. Scorpions poznałem dopiero w 1982 albo 83 roku i w tamtym czasie większość ich piosenek była okropna, choć lubię na przykład utwór „The Zoo”. Trzymałem się jednak z dala od ich muzyki, aż do momentu, gdy ludzie z mojego otoczenia zaczęli się coraz mocniej w nich wkręcać, gdzieś na początku pierwszej dekady tego wieku. Wtedy odkryłem wszystkie ich albumy z lat 70. Nie mam jednak ulubionych płyt, bo w tamtym czasie zostałem DJ-em, a umysł DJ-a z upływem czasu skupia się CORAZ BARDZIEJ na zabójczych KAWAŁKACH, a nie na całych albumach. Wierz mi. Mam więc ulubione piosenki, takie jak „Steamrock Fever”, „The Sails of Charon” i zajefajny (tak, to właśnie napisałem) „ROBOT MAN”!!! Gdybym jednak musiał wybrać ulubioną płytę… chyba wytypowałbym „Fly to the Rainbow”, czy jak się nazywa ten album z ZAGADKOWĄ okładką (śmiech).

Byliście chyba jednym z pierwszych zespołów metalowych, które obrały artystyczny kierunek związany z mniej „wypolerowanym” brzmieniem i uczyniły z tego coś w rodzaju swojej filozofii. Oczywiście takie rzeczy miały miejsce wcześniej w przypadku punk rocka, czy nawet nieco bardziej mainstreamowych artystów jak Captain Beefheart albo Bruce Springsteen („Nebraska”), ale w przypadku zespołu metalowego było to rzeczywiście swego rodzaju rewolucją, bo większość zmierzała w przeciwnym kierunku. Ciekaw jednak jestem, czy decyzja ta podyktowana była wyłącznie zmianą stylu i czy zdecydowalibyście się na podobny manewr, gdybyście zamiast „A Blaze…” postanowili jednak nagrać „Goatlord”.

Większość FAKTYCZNIE szła w przeciwnym kierunku i to było dla mnie druzgocące, zarówno wtedy jak i teraz. Nie mogę nawet w spokoju zjeść kanapki nie będąc nagabywanym o tę kwestię przez ludzi, którzy albo nas za to kochają albo nienawidzą, ale sam fakt, że cała masa fanów metalu nie ma nic przeciwko skompresowanemu, plastikowemu brzmieniu, albo temu, że usuwa się cały bas z centralek, jest w tak niesamowicie złym guście, że jeśli metal nie był do tej pory pośmiewiskiem, to na pewno jest nim teraz. Od 25 lat próbuje się zastąpić wspaniałe metalowe brzmienie (przykładowo pierwszy album Metallica albo Mercyful Fate) czymś kompletnie absurdalnym. Nasz pierwszy album też nie błyszczał na tym polu, ale wtedy ograniczał nas niewielki budżet. Przy drugiej płycie mieliśmy o 150% więcej kasy na nagrania, a „Goatlord” brzmiałby pewnie jak wczesne nagrania Black Sabbath. Graliśmy nawet na próbach „Under the Sun” Sabbath, który miał trafić na jakąś płytę planowaną przez Peaceville, która nigdy nie ujrzała światła dziennego. Według mnie właśnie coś takiego robiło Autopsy, grając death metal z autentycznie sabbatowskim brzmieniem.

A skąd pomysł na płyty z komentarzem dogranym do utworów? Jesteście chyba pierwszym zespołem, który wpadł na coś takiego.

Coś musieliśmy zrobić, a przypomniało mi się kilka starych DVD, gdzie zamiast autorskiego komentarza w książeczce były właśnie dograne ścieżki audio. Pomyślałem więc, dlaczego sam nie miałbym zrobić czegoś takiego? Założyłem, że przynajmniej JEDNĄ osobę mogłoby zainteresować to, jak odbieram swoją muzykę odtwarzając ją i komentując na bieżąco. Prawda?Darkthrone w bieli

Ano prawda. Nie słyszałem jeszcze płyty z komentarzem do „Goatlord”, muszę zatem zadać przynajmniej jedno pytanie związane z tym albumem, bo to jedna z moich ulubionych płyt. „Kobiece” wokale na tej płycie były czymś kompletnie zaskakującym w przypadku Darkthrone, co cię do tego zainspirowało? Zawsze miałem wrażenie, że ta płyta jest czymś w rodzaju waszej odpowiedzi na „Into the Pandemonium”, ale to pewnie dość naciągane porównanie…

Przepiękne pytanie. Wydaje mi się, że wszystkie te różnorodne głosy pojawiły się w mojej głowie podczas pisania tekstów. Angielski Sabbat miał takie teksty z podziałem na role jak w teatrze, ale nie przekładało się to aż tak bardzo na same wokale. Nie pamiętam już co konkretnie zainspirowało użycie kobiecego głosu, ale obstawiam, że była to właśnie wizualizacja związana z dialogami w tekstach na demo Sabbat (to pierwsze kupiłem na początku 1987 roku, wtedy robiło się to z pomocą listów i MIĘDZYNARODOWYCH PRZEKAZÓW POCZTOWYCH). Być może natchnęło mnie także Mercyful Fate… Nie jestem w tej chwili przekonany, czy to było dokładnie to, ale pewnie coś w ten deseń. Na pewno chciałem to zrobić przy okazji fragmentu ścieżki dźwiękowej do „Dzieci kukurydzy”, która jest wkomponowana w jeden z utworów na „Goatlord” i być może cały ten pomysł wyrósł właśnie z tego. Jedną z moich ulubionych taśm demo w tamtym czasie było „A Creation of Ripping Death” Devastation (ze stanu Illinois), które nagrał mi Nicke z Nihilist w 1987 albo 88 roku. Moje przejścia perkusyjne na „Goatlord” są w wielu miejscach inspirowane przejściami na tej taśmie. Jakiś czas później z pomocą tapetradingu udało mi się zdobyć ich nigdy nie wydany album. Były to niedokończone nagrania, ale był tam też fragment muzyki z „Dzieci Kukurydzy” i umieszczając ten motyw w jednym z kawałków na „Goatlord” chciałem dokończyć to, co oni zaczęli. Taka tam ciekawostka.

Zagrałeś na basie na pierwszej płycie Dødheimsgard. Co myślisz dzisiaj o tym albumie i rzeczach, które nagrali później?

Tak, to było pod koniec ‘94 roku. Wszyscy ostro wtedy imprezowaliśmy w pubie Elm Street, a miejsce prób większości kapel mieściło się ulicę dalej. Skończyło się więc tak, że zacząłem z Nocturno Culto pracujenimi grać na basie. Bas był moim ulubionym instrumentem podczas nagrywania utworów Isengard, więc cieszyłem się, że mogę w końcu spróbować swoich sił jako basista w zespole. Pasowało mi to, ale w międzyczasie pojawił się w moim życiu nowy związek i oczywistym dla mnie stało się, że zagram tylko na tym jednym albumie, a potem odejdę z kapeli. Zresztą w tamtym czasie pod ręka było od groma muzyków, więc po nagraniu płyty w ‘95 roku szybko znaleźli kogoś na moje miejsce. Z tego co pamiętam następny… chyba mini album, był spoko. Podobały mi się nawet szalone pomysły z „666 International”, ale szybko się z tego OTRZĄSNĄŁEM..

No dobrze, to było już ostatnie pytanie. Dzięki za wywiad i za to, że nie gracie koncertów, bo osobiście wolę większą ilość płyt z logiem Darkthrone. Coś do dodania?

Hail KOLBOTN i pamiętajcie, aby posłuchać HOUR OF 13!!!!!! !!!!!! !!!!!!

Rozmawiał Michał Spryszak