CRYPTICUS – życie to nieustający horror…

Kwiecień to dobry moment, by  zjeść do krypty. Cuchnącej zwłokami, zgnilizną i pleśnią. A jak jeszcze zejdziemy tam przy dźwiękach jakże nam miłych i równie obleśnych – to już sama radość. Na świecie, dzięki Selfmadegod pojawił się zacny split Scaremaker i Crypticus i na dobry początek ucinamy sobie pogawędkę z panem Patrickiem Brussem, miłośnikiem szwedzkiego metalu, smakoszem horrorów różnej maści i dowódcą drugiego z wymienionych ansambli, duetu w zasadzie. A że death metal i groza zawsze dobrze się znosiły to i muzykę Patrick robi przednią. Szczegóły poniżej…

 

Ciążyłem w stronę filmów grozy już jako dziecko, bo bałem się wszystkiego.

                                                                                                                                               Patrick

Na początek do bólu tradycyjnie – kilka słów o historii Crypticus – dlaczego zdecydowaliście się razem pracować?

Wystartowałem z Crypticus w okolicy 1996 roku, wtedy był to solowy projekt i wypuściłem z nim kilka demówek  i albumów. Tak było, dopóki nie zająłem  się produkowaniem  płyt innych zespołów, wtedy poznałem Brynjara (bębny). Jego główny zespół  to Liklukt, ale on występował jako muzyk sesyjny u różnych wykonawców. Grał wtedy z Ribspreader, których album miksowałem. Słyszałem jak gra, widziałem też w jaki sposób pracuje i to właśnie zainspirowało mnie do zaproszenia go do współpracy. Szczęściem dla wszystkich, zgodził się!

Dlaczego zainteresowałaś się filmami grozy a nie np. obyczajowymi? Co wyjątkowego jest w takich obrazach?

Ciążyłem w stronę filmów grozy już jako dziecko, bo bałem się wszystkiego. Po takim „przygotowaniu” było łatwiej obcować z monstrami. Od dzieciństwa interesowałem się, jak powstają takie filmy, jak wyglądają przygotowania do kręcenia takich scen, efektów specjalnych…

Jak myślisz – czy kombinacja horror – opowiastek i  metalowej muzyki ma szansę powodzenia? Jak wygląda przygotowanie tekstów?

Życie jest niczym innym, jak nieustającym horrorem. W końcu wszyscy oczekujemy na śmierć. Artyści stworzyli horrory w pewnym sensie po to, by pomóc nam uporać się z własnymi strachami, uprzedzeniami i fobiami. Opowieści grozy, proza, teatralne sztuki czy filmy a nawet radiowe audycje z tego gatunku są stworzone po to, by zaszczepić nasze umysły przeciwko horrorowi, jakim jest proza życia. Death metal jest tego muzycznym odpowiednikiem. Nasze teksty opowiadają historie grozy, ale muzyka jest po to, by można je było „zobaczyć”. Wierzę zatem, że to muzyka musi być priorytetem…  A tak poza tym, gatunki, jakimi są literatura grozy i death metal przyciągają najlepszych artystów na świecie i my do tego chcemy się przyczynić.

Jak powstają Wasze piosenki – czy na początku są riffy czy jakieś obrazy, horrory filmowe czy książki?

Czasami riffy przychodzą do mnie znikąd (np. pierwszy riff w „Necroborg”, który pojawił się w moim śnie…), dlatego od razu sięgam po gitarę i nagrywam wszystko, co przychodzi mi do głowy, zanim zdążę zapomnieć. W moim studiu, w komputerze mam folder wypchany mp3 z riffami. Spędzam sporo czasu układając je w podstawową narrację utworu a potem zastanawiam się, jaką historię chcę opowiedzieć. Kocham książki i komiksy o tematyce horroru, więc często je przeglądam, w poszukiwaniu inspiracji. Czasami w tych tekstach pojawiają się metafory z mojego własnego życia, czasami adaptuję fragmenty jakichś opowiadań. Czasami są to stare audycje radiowe, w stylu „Dark Fantasy”, jestem też fanem ścieżek dźwiękowych do filmów grozy, więc wykorzystuję podobne, klimatyczne elementy w mojej muzyce.

Masz ulubionych pisarzy i reżyserów z tego gatunku?

życie to nieustający horror...

życie to nieustający horror...

Tak, jak wielu muzyków metalowych uwielbiam Roberta E. Howarda, Lovecrafta i Edgara A. Poe (w zasadzie ukradłem z jego wierszy sposób pisania poezji grozy…). Jestem też oczywiście wielkim fanem współczesnych mistrzów, takich jak Laird Barron, T.E.D. Klein, Thomas Ligotti i Ramsey Campbell. Ulubieni reżyserzy? Bracia Coen, Mario Bava, Cronenberg, Neal Marshall, Tarsem, Joe Dante, Martin Scorsese, Christopher Nolan, David Fincher, Ridley Scott, Fulci itp.

Opowiedz zatem o swoich ulubionych filmach grozy – tych starszych i najnowszych. Czy jesteś fanem jakiego konkretnego gatunku horroru?

Oprócz rzeczy oczywistych, są to np. „Książę Ciemności”, „Dom Przy Cmentarzu”, „Black Sabbath”, „Smakosz”, „Die Monster, Die!”, „Zejście”, „Night of the Creeps”, „Upiorna noc Halloween”, filmy brazylijskiego producenta i aktora Coffin Joe (alias the Ze Do Caixao). Przede wszystkim delektuję się jednak starymi filmami  – „Azyl” (chodzi o film Roy W. Bakera z 1972r.), „The House That  Dripped  Blood” (1970), „Od Szeptu w Krzyk” (1986) czy „Creepshow” George A. Romero. Mogę je oglądać cały czas!

Niektórzy muzycy łączą granie w zespole z pasją reżyserską – dla przykładu – Rob Zombie (jestem fanem „Domu Tysiąca Trupów”…). Nie chciałbyś nakręcić horroru?

Też jestem wielkim fanem tego obrazu! Obawiam się jednak, że to jedyna dobra rzecz, jaką Rob dotychczas wyreżyserował. Jak na razie… To moje największe marzenie, żeby nakręcić taki film! Nazbierało mi się całe mnóstwo pomysłów które chciałbym zrealizować, jednak w związku z brakiem odpowiednich funduszy, wszystkie są na razie realizowane za pomocą muzyki.

Ok., powróćmy do muzyki – opowiedz trochę o pierwszych albumach „Dedicated to the Impure” i „They Called Me Mad” – niczego o tych krążkach nie wiem. Jak oceniasz tę muzykę z dzisiejszego punktu widzenia?

„Dedicated” to w zasadzie demówka. Napisałem połowę tego materiału i nagrywałem wszystko w ciągu czterech miesięcy, dlatego brzmi to trochę szorstko. Myślę, że te piosenki są nadal świetne i jestem dumny, że zadebiutowałem taką muzyką. „They Called Me Mad” to zupełnie inna historia.  Nagrywałem ją w trudnym, mrocznym okresie. Miałem napady złości, problemy w związku, kiepski sprzęt i za mało kasy. Kompletnie spieprzyłem produkcję, ale dzięki sytuacji, w jakiej się znajdowałem, jest w tej muzyce sporo nienawiści i szczerości.

Ostatnie swoje dzieło dzielisz na Splicie z zespołem Scaremaker. Znasz zespół – zdradź dlaczego zdecydowałeś sie połączyć z nim swoje siły?

Nie jest żadną tajemnicą, że Bill i Vanessa prowadzą wytwórnię Razorback, która wydała moje pierwsze dwa albumy. Oni zaprosili mnie do udziału w tym splicie, głównie dla dobrej zabawy.  W sumie dziwne, że nie wydają tego materiału, ale na szczęście Karol z Selfmadegod tego dokonał. W sumie dobrze, bo dzięki temu naszą muzykę usłyszeliście w Polsce!

Okładka splita przypomina mi o starych czasach, kiedy grafiki na płyty były ręcznie rysowane. Kto zatem przygotował okładkę wspomnianego Splita? Masz swoich ulubionych ilustratorów?

To jest praca mojego przyjaciela Putrid Matt’a, to genialny artysta, tworzący dzieła w najlepszej tradycji takich gości jak Bernie Wrightson, Graham Ingelks i Alfredo Alcala. On stworzył dużo rysunków na t – shirty i okładki płyt, najlepiej, jak sprawdzicie go w sieci. Osobiście lubię artystów rysujących w klasycznej, komiksowej formie, takich jak Drew Friedman, Hilary Barta, Siergio Aragones, John Severin, Charles Burns czy Ernie Chan i Gary Kwapisz.

Możesz  opisać krótko pieśni Crypticus, jakie znalazły się na splicie?

Ok., „Beauty&Deceased” jest o czymś osobistym… „The Hungerer”  zainspirowany został nowelą „Nadelman’s God” (T.E.D. Klein), „End the World of Men” zawiera elementy tolkienowskie, chodzi o radość z bycia… barbarzyńskim Orkiem, zaś „Baron of the Dark” to hołd dla twórczości Lovecrafta a jednocześnie fantazyjna wersja moich psychodelicznych doświadczeń.

Opowiedz trochę o koncertowych doświadczeniach Crypticus – grasz koncerty, czy Crypticus jest jedynie projektem studyjnym? Używacie jakichś specjalnych rekwizytów podczas koncertów?

Grałem wiele koncertów z moimi innymi zespołami, jednak Crypticus nie jestem jednym z nich. Głównie dlatego, że ja mieszkam w USA a Brynjar w Norwegii. Nie byłem też jakoś specjalnie zainteresowany graniem koncertów z tym projektem, bardziej interesuje mnie tworzenie muzyki i delektowanie się dźwiękiem przez dobre słuchawki…

Jako, że jest to pierwszy kontakt z polskimi fanami – kilka słów dla naszych maniaków!

To zaszczyt mieć polskich fanów! Wszyscy muszą się… spić i zamiatać włosami razem ze mną, tak samo jak ja bawię się słuchając waszych zespołów! Polska jest matką wielu zajebistych grup – Azarath, Calm Hatchery, Graveland, Hell-Born, Dead Infection czy Infernal War, że wymienię tylko kilka…

I na sam koniec chcę, żebyś wymienił dziesięć płyt, które wpłynęły na Ciebie jako człowieka i muzyka… 

BLUT AUS NORD – “The Work Which Transforms God”

CARCASS – “Necroticism”

CORROSION OF CONFORMITY – “Blind”

DECEASED – “As the Weird Travel On”

ENTOMBED – “Clandestine”

KYUSS – “Sky Valley”

METALLICA – “…And Justice for All”

SIGH – “Hail Horror, Hail!”

THE SISTERS OF MERCY – “First & Last & Always”

UNHOLY – “Second Ring of Power”

Dzięki za wywiad!!

Rozmawiał  Arek Lerch