CREMASTER – Absurdalny performance nie przeszkadza w porządnym graniu muzy.

Świat metalu to jedna wielka spina. Wszyscy starają się być groźni, stroją srogie miny i napinają prężące się pod skórzanymi kurtami muskuły. Grasz metal? Musisz być twardy jak stal! I w takim oto towarzystwie narodził się ładnych kilka lat temu twór Cremaster. Zespół może i szalony, ale przede wszystkim niebywale kolorowy co w szarzyźnie metalowego poletka stanowi urozmaicenie i to nie małe. Ostatnio było o nich cicho, ale nie martwcie się nastał bowiem czas szalonej zabawy. Cremaster wraca na salony z najlepszą płytą w swoim dorobku. O czym rozmawiałem z Bedhed’em, nie zdradzę, ale temat nowego, wiekopomnego dzieła przewijał się w tej rozmowie nie raz i nie dwa…

Cremaster wraca na salony po prawie pięciu latach milczenia; pytanie mocno trącące banałem: co działo się z zespołem w tym czasie? Zmienił się skład, dodaliście do nazwy bardzo znaczącą frazę „The True”, czy to jedyne zmiany jakie zaszły w obozie Cremaster?

Badhed: Milczenia wydawniczego, gdyż gdzieniegdzie pojawialiśmy się znienacka. Zagraliśmy parę letnich festiwali, trochę koncertów czy to z Acid czy to z Katem czy to z Tankard. True CremasterGłównie jednak zajmowaliśmy się sobą i swoimi rodzinami, jednemu się rodziły dzieci, inny zmieniał pracę, jeszcze inny wyjechał za chlebem. Życie, Panie. Z drugiej strony jednak jesteśmy z charakteru nieustępliwymi skurwielami, więc nie wchodziło w rachubę powieszenie leginsów na kołku, trzeba było przeczekać cięższy dla nas okres. Teraz przynajmniej więcej czasu można temu wszystkiemu poświęcić. Nazwa the true, pojawiła się już przy naszej drugiej płycie – Pumpernikel. Ale kiedy Łysy (poprzedni śpiewak) zapomniał zapłacić za domenę, musieliśmy już oswoić się z The True przed Cremaster. Poza tym, po 13 latach przebierania się i robienia swojego bez słuchania nikogo z zewnątrz (sami wiemy wszystko najlepiej już od późnych lat przedszkolnych) zasłużyliśmy na The True (śmiech). Skład natomiast od paru lat jest ten sam i próbujemy ze sobą wytrzymać. Głównie starsi muszą podejść rodzicielsko do młodszych bo tam na strychu nie zawsze jest porządek. A młodsi myślą jak starsi.

Wspominasz o okazjonalnych koncertach z czasu gdy Cremaster pozostawał w stanie uśpienia a może bardziej drzemki, nie mówisz jednak ani słowa o waszym wiekopomnym występie na jednym z castingów do pewnego talent szoł. Opowiedz mi proszę, dlaczego szacowne jury nie przekonało się do waszych dźwięków i nie gracie dziś tras u boku Brodki czy innego Donatana?

Aaaaaa tak, jeszcze taka przygoda była (śmiech). Dziwna sprawa – najpierw się przekonało a później przemyślało swój błąd – jak mniemam. Coś ich musiało urazić – promile, brak ugodowości, zupełny pokaz braku szacunku do członków jury (krakowsko – częstochowskiej) . Ciężko powiedzieć, natomiast prawda jest taka, że przy tej okazji bawiliśmy się sążnie przez 2 dni i chyba o to w tym wszystkim chodzi. Jedno jest pewne – już nas talent szoł nie zobaczy. Gejowsko – wiejsko – chujowa zabawa (śmiech).

Cremaster 3Wiesz wiele osób postrzega Cremaster jako swego rodzaju kabaret, w którym zawsze na pierwszym miejscu był absurdalny performance. Jak to widzisz Ty, człowiek, który jest w Cremaster od początku? Ważniejsza jest dla was muzyka czy cała towarzysząca jej otoczka?

Na początku zawsze jest muzyka, do której dobieramy sposób przedstawienia jej na żywo. Absurdalny performance nie przeszkadza w porządnym graniu muzy. Na próbach raczej ćwiczymy część muzyczną, performance omawiany natomiast jest w zgoła innych okolicznościach. Dla mnie otoczka, o której mówisz, jest ważna, niekoniecznie może do każdego trafiać, ale zdecydowanie wolę koncerty gdzie się coś dzieje, inaczej wystarczy mi empeczy zespołu. Jak mawiał Freddie Mercury – „Dirorerep”.

Lada chwila premiera nowego dziecka Cremaster, Słynna praczka i chór wujów to w moim odczuciu płyta, która zaskoczyć może nawet waszych fanów. Album jest owocem długiej, wytężonej pracy w pocie czoła, czy może poszliście na żywioł i płyta powstawała bardzo szybko? Tworzenie materiału tak eklektycznego jak nowy LP jest zadaniem trudnym, wymagającym ciężkiej pracy? Jakimi kryteriami kierujecie się by ocenić czy dany pomysł pasuje do Cremaster?

Kierujemy się pewną zasadą. Tutaj muszę sparafrazować pewnego pisarza – Adolfa Hiltera – „Obie królowe sztuki – architektura i muzyka – nie mają cremasterostwu niczego do zawdzięczenia”. Wyobraź sobie, że przez te lata przygotowaliśmy dwa pełne albumy. „Słynna Praczka i chór wujów” i „Troglodythor”. Ten drugi jest o wiele cięższy i poważniejszy , więc zdecydowaliśmy się, że po tylu latach wydawniczego milczenia zrobimy najpierw coś bardziej zbliżonego do starych dokonań dźwigacza. Można powiedzieć, że Praczka jest spoiwem pomiędzy starymi naszymi albumami a tym co będzie niebawem. Wynika to ze zmian w składzie, ale także zmian w nas samych. Uważam jednakowoż, iż rewolucji nie ma co robić, gdyż jesteśmy dość oryginalni jak na polskie, metalowe standardy a ostanie czego bym chciał to bycie epigońskim. Ciężko powiedzieć ile tworzyliśmy „Słynną…” gdyż ja z gitarzystą Kiwim bez przerwy wbijamy nowe pomysły, a później decydujemy, które z nich nadają się do wykorzystania w danym projekcie. Na Płynną sraczkę nawaliliśmy co się da – od ballady więziennej do deszcz metalu poprzez industrial. Taki Cremasterowy gulasz. Ponadto mamy się czuć dobrze. Mussolini z kolei powiedział – „Lepiej żyć jeden dzień jak lew niż 100 lat jak owca”. I znajdź tu odpowiedź, do czego ten cytat.

Absurdalny performance nie przeszkadza w porządnym graniu muzy

Absurdalny performance nie przeszkadza w porządnym graniu muzy

Uważasz, że scena metalowa jest śmieszna? „Słynna praczka…” to cholernie trafna satyra na zjawisko zwane metalem…

Faktem jest, iż nie trzeba się specjalnie wysilać aby napisać coś śmiesznego o scenie metalowej, bo sama w sobie często taka jest. Ale nie jest wyjątkiem. Gdybyśmy chcieli zrobić płytę o celebrytach też nie było by trudno, o gwiazdach co robią po lodzie również, nawet wśród żużlowców dało by się odnaleźć takowe elementy. Można tak bez końca. Jakby na to nie patrzeć, gramy metal, więc chcemy również zostać w tym całym metalowym bajzlu. Tak jak w przysłowiu – kiedy wejdziesz pośród wrony, koniom lżej. Stąd często odwołania do tematów poruszanych właśnie w tym gatunku. Sami słuchamy kuców więc nam łatwiej. Największym problemem w tym świecie są spięte poślady i cholernie poważni ludzie na zdjęciach z war paintingiem. Wiesz, ci sami co śmieją się z naszych pięknych, jakby na to nie patrzeć, leginsów śpiewają Halfordowi w trakcie koncertu – jestem twoim turbo kochankiem. Ja nie widzę żądnej różnicy między mejkapem Behemoth, Kiss, Amy Łajnhałs czy baby metal z Japonii. A właśnie – chciałbyś być turbo kochankiem Roba?

Zostawmy Roba i jego upodobania w spokoju (śmiech). Jest jakaś granica w temacie żartów, której Cremaster nigdy nie przekroczy? Uważasz, że można śmiać się ze wszystkiego czy może jednak istnieje jakieś tabu?

Znam jedno Tabu. Jest to tabu – latura. I z tego nigdy nie będziemy się nabijać (śmiech).

Jak sam wspomniałeś, Cremaster na nowym albumie czerpie z bardzo wielu źródeł , mamy tu thrash, death metal, punk, balladę a nawet muzyczną bajkę. Nie sądzisz, że tworząc płytę tak eklektyczną sprawiacie, że trudno jest do was dopasować określoną grupę odbiorców? Liczysz na to, że dzisiejszy słuchacz zna takie pojęcia jak dystans czy szerokie horyzonty?

Dziwne w tym wszystkim jest to, że pomimo takiego eklektyzmu, album stanowi spójną całość. Przyznać przy tym muszę szczerze, że nie byliśmy pewni czy to wypali. Zaryzykowaliśmy i jesteśmy zadowoleni. Teraz pytanie czy słuchacze będą. Nie mam zielonego pojęcia. Skoro na metalfescie najlepsza zabawa, między hordami metalowymi, była na Braciach Figo Fagot, to mam nadzieję, że mimo wszystko znajdą się tacy, którym się Słynna Praczka spodoba. Pierwsze recenzje są pozytywne, więc czekam na rozwój wydarzeń. Jeżeli chodzi o drugą część pytania to liczę na to, że dzisiejszy słuchacz zna takie pojęcie jak dystans czy szerokie horyzonty.Cremaster 1

Bracia Figo Fagot będą dzielić z Wami scenę podczas premierowego party ku chwale nowego dzieła Cremaster – jak doszło do tej współpracy? Będzie to jednorazowy występ przeciwko moralności czy może szykujecie coś więcej np. wspólną trasę koncertową?

Jest to przedziwne połączenie, sam mam wiele obaw, jednakowoż uważam że może to zażreć. Z BFF graliśmy póki co raz na Zacieraliach – festiwalu sztuki żenującej. Przy okazji powiem, że festiwal jak i jego organizatorzy to najwspanialsza rzecz jaka w stolnicy mnie spotkała. Chciałbym być honorowym graczem honory ze skauta i występować tam co styczeń. Tam też okazało się, że może być dobra zabawa i w trakcie deszcz metalu i disco polo. Zestaw koncertu w Rzeszowie jest przypadkowy. Organizator chciał zrobić zarówno Cremaster jak i BFF i połączył imprezę. Pragmatyzm wziął górę. Jeżeli natomiast BFF chciałby nas widzieć podczas zwiedzania wiosek – mówimy tak, przynajmniej jest możliwość pokazania się większej ilości ludzisk. Pamiętaj co mówił Himmler – bohaterowie rodzą się na wsi!

Premiera płyty już za chwilę, czy w związku z tym planujecie jakieś szczególne akcje, które mają przypomnieć fanom o istnieniu Cremaster? Nagraliście videoclip, który udostępniacie w sieci – dlaczego akurat ten numer został wybrany prezentacji w formie wizualnej?

Przede wszystkim dość duży, jak na nas, koncert w rzeszowskiej Wytwórni razem z BFF. Szykuje się parę koncertów promocyjnych, ale większość z nich planowana jest już na jesień. Sam klip jest dobrą formą promocji. Dlaczego ten numer? Jest prosty, łatwy w odbiorze i z dobrym tekstem, choć trzeba trochę siedzieć w metalu żeby zrozumieć go w całości. Na pewno będziemy się spotykać w gronie zespołowym i zachowując się sarmacko będziemy dyskutować jaki to super album, choć to chyba nie jest najlepsza promocja (śmiech).

Jaka Twoim zdaniem przyszłość czeka Cremaster?

przyszłość

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu