COUNTERPARTS – hardcore daje wolność

Z obsługującym sześć strun w kanadyjskim Counterparts Jessem Doreenem, rozmawiamy o „The Difference Between Hell and Home” – najnowszym albumie grupy, kontrowersjach związanych z Victory Records, wydawcą tego wydawnictwa oraz o własnym spojrzeniu na współczesny hardcore.

Wasz nowy album nieco odstaje od reszty dyskografii. Oczywiście, to wciąż ten sam zespół, ale przesunięcie środka ciężkości i większy nacisk na agresję jest C5znacząco zauważalne. Co najbardziej wasz wkurza?

Mnie osobiście – rozjebany e-papieros. Najgorsza rzecz na świecie (śmiech). A tak na serio, jest tego za dużo, żeby tak po prostu wymienić, dlatego lepiej skupić się na mniej istotnych rzeczach. Łatwiej je znieść.

W swojej recenzji wspominam o wpływach kapel ze stajni Deathwish. Partie, w których gracie chaotycznie i wspomagacie się blastami są tego najlepszym dowodem. A tak naprawdę, czy w ogóle jesteście zainspirowani zespołami z tego labelu?

Zgadza się. Co prawda, nie jest to nasza ulubiona wytwórnia, ale mają masę naprawdę zacnych kapel, które stanowią dla nas punkt odniesienia. Zdecydowanie jest to trafna uwaga.

Skoro już rozmawiamy o wytwórniach. Victory to wciąż jeden z najbardziej znienawidzonych labeli w stanach, który trochę na przekór hejterom, wydaje umiarkowanie dobre zespoły. Chciałbym abyś rzucił nieco światła na tę oficynę. Czy rzeczywiście jest tak źle?

Powiem Ci tak. Nic mnie bardziej nie wkurza jak cała ta wojna przeciwko naszej wytwórni. Co więcej, jeszcze bardziej wkurza mnie zarzucanie nam podpisania chujowego kontraktu, a jako, że nigdy nie mieliśmy umowy z nikim innym – no, sam widzisz, chyba nie jest jednak tak źle. Nigdy nie mieliśmy znaczących konfliktów z Victory i zakładam, że nie będziemy. Są pewne kwestie, nad którymi czasem trzeba wspólnie popracować, ale jeśli chodzi o aspekty czysto muzyczne, to jeden z nielicznych labeli, który daje nam pełen komfort nagrywania i wydania muzyki dokładnie takiej jakiej właśnie chcemy.

hardcore daje wolność

hardcore daje wolność

Co sądzisz o kampaniach kickstarter/indiegogo? Czy w obliczu takiej formy finansowania produktu – albumu, wytwórnie płytowe są jeszcze w ogóle potrzebne?

Oczywiście, że są. To właśnie dzięki wytwórni wynieśliśmy nasz zespół na zupełnie nowy poziom. Na razie z ciekawością obserwuję tego typu zbiórki pieniędzy, ale wolałbym aby muzycy, którzy decydują się na taki krok, byli w tym ostrożniejsi. Fiskus tylko czeka na błędne decyzje. Poza tym, nikt nie zapewni Ci takiej dystrybucji muzyki jak wytwórnia. Doceniam wysiłek i zajmowanie się tym w duchu D.I.Y, ale nie da się inaczej.

Scena której jesteście częścią, nie wiadomo dlaczego, ciągle jest ze sobą skłócona. Kiedy Scott Vogel nazywa The Ghost Inside obrazą dla tego nurtu, a z drugiej, Freddie z Madball nazywa Terror zespołem hardcore-core (cokolwiek to ma znaczyć), coś jest nie tak. Dlaczego ludzie, którzy powinni dawać przykład młodym ludziom czym ta scena jest i jakimi zasadami się kieruje, robią coś zupełnie odwrotnego?

Osobiście, nie chcę wdawać się w taką polemikę. W ogóle, termin hardcore jest – według mnie – jest kwestią kompletnie indywidualną, choć ma pewne ramy. Nie popieram wypowiedzi ani jednego ani drugiego bohatera twojego pytania. Olewam je i uważam, że hardcore to po prostu dobra muzyka, która daje ci wolność. Niczego więcej nie potrzeba.

 podchodzimy do sprawy poważnie...

podchodzimy do sprawy poważnie…

Skoro już mówimy o tym co trapi scenę. Czy zauważasz jakieś różnice pomiędzy tą w Kanadzie a w USA? Coś szczególnie niszczy ją od środka? Może niezrozumienie wobec chrześcijańskich wartości?

Coś w tym jest, aczkolwiek, choć może cię zasmucę, nie staję po żadnej ze stron barykady i nikogo nie piętnuję, a tym bardziej sam nie daję żadnych rad. Sam traktuję ludzi, muzyków, czy kraje, w których gramy dokładnie tak samo, bez taryfy ulgowej, ale za to ze sporą dozą zaufania. Mam jednak przeczucie, że głównym źródłem nieporozumień jest czysta frustracja związana z trudem prowadzenia kapeli. Poza tym, ludzie się na ogół wspierają.

W Europie do głosu dochodzą radykalne, prawicowe środowiska, które działają na niekorzyść nie tyle sceny muzycznej, co społeczeństwa w ogóle. Wspominam o tym, gdyż rok temu w czasie występu Defeater na Fluff Fest w Czechach ich patriotyczny manifest został dość błędnie odczytany, być może, z racji przewrażliwienia na punkcie tego tematu. Znasz sprawę? Sądzisz, że to co zrobili było odważne?

Jak najbardziej, chociaż nie nazywałbym tego odwagą, a po prostu zajęciem konkretnego stanowiska. Niezależnie od tego czy komuś się to podoba czy nie, to są twoje przekonania i jeżeli czujesz, że to dobre miejsce aby o nich powiedzieć – rób to śmiało.

W twoich słowach, czym jest Counterparts w 2013 roku? Jak byś opisał swój zespół?

Reprezentujemy naprawdę bardzo dobrą jakość w tym co robimy. Podchodzimy do sprawy poważnie, bez ceregieli, ze szczerą pasją. Nic dodać nic ująć.

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu