COFFINFISH – Pozornie zwyczajny świat, w którym ukryte drzemią niewyobrażalne koszmary

Debiutancki album Coffinfish to doskonała propozycja dla Wszystkich, którzy cenią sobie muzykę bardzo otwartą a jednocześnie profesjonalną. Mocne, bardzo świadome zabaw z formą granie przypadło mi do gustu od pierwszego kontaktu z „I Am Providence”. Jeśli chcecie dowiedzieć się, dlaczego świat Oceanów i Lovercrafta jest inspirujący dla muzyków balansujących na cienkiej linii granicznej pomiędzy rockiem a metalem to bez przedłużania wstępu zapraszam na wywiad z Piotrem (wokal), który oprowadzi nas po terytorium zespołu, którego nazwa narodziła się na dnie Pacyfiku…

Cześć Piotr! Jak mają się sprawy w Coffinfish? Od premiery „I Am Providence” minęło już dwa miesiące czyli mieliście chwilę czasu na to by zapoznać się z opiniami słuchaczy i tzw. „sceny”. Jesteście w pełni zadowoleni z tego jak album jest przyjmowany wśród ludu?

Cześć. Jak na razie nie mamy powodu do narzekań, płyta została bardzo dobrze przyjęta. Dotarło do nas sporo recenzji, w których przeczytaliśmy wiele miłych rzeczy. Można powiedzieć, że odetchnęliśmy z ulgą. Dobrze jest w końcu mieć to za sobą i móc pójść dalej.

Coffinfish to bardzo oryginalna nazwa dla kapeli. Skąd pomysł by po szyld zespołu sięgnąć na dno Pacyfiku?

Od początku wiedzieliśmy, że będziemy się kręcić wokół klimatów morsko-dziwnych. Zanim jeszcze pojawiła się koncepcja Lovecrafta, czy chociażby tematyki ep-ki „Staring at The Abyss”, miały być morskie stwory. „Chaunax endeavouri”, jako paskudna ryba, żyjąca w ekstremalnych warunkach, pasowała do tego idealnie, to jedno z tych stworzeń, które wygląda jakby było z innej planety. Później koncepcje się zmieniały, ale nazwa została i uważam, że nadal pasuje.

Przed debiutanckim LP wydaliście jeden materiał, wspomnianą przez Ciebie ep-kę „Staring at the Abyss”. Jak dla mnie, już ten pierwszy krok ukazał Coffinfish w bardzo pozytywnym świetle. Progresywne, ciężkie granie, po linii łączącej rock i metal, zaproponowane na tym materiale, reprezentuje poziom co najmniej dobry. Produkcję na tle innych wyróżnia wyczuwalna w każdym aspekcie wysoka świadomość muzyczna. Kompozycje są przemyślane, zagrane ze smakiem… Gdzie zdobywaliście muzyczne szlify bo domyślam się, że Coffinfish nie jest dla Was pierwszą okazją do tworzenia?

Każdy gdzieś wcześniej grał, jednak nie powiedziałbym, żeby tamte doświadczenia miały jakiś wpływ na twórczość Coffinfish, poza tak oczywistymi aspektami jak nauka gry na instrumencie. Wydaje mi się, że na prawdę bardzo długo tworzymy numery, każdy jest wielokrotnie przerabiany, rozbierany i składany od nowa w innej konfiguracji aż do momentu, kiedy stwierdzimy, że to jest to. Później, na płycie wszystko brzmi bardzo płynnie i naturalnie, jednak sam proces tworzenia jest dla nas zawsze żmudny i niesamowicie wyczerpujący, ale dający też ogromną satysfakcję.Coff live 2

Dając słuchaczom drogowskaz w poszukiwaniach, wokół których krąży koncept Coffinfish, wykładacie na ladę swoje inspiracje: Ocean, tajemnice ludzkiego umysłu, weird fiction a co za tym idzie, Lovercraft. Przyznam, że pomysł interesujący, ale na ile odzwierciedla on Wasze osobiste zainteresowania i poszukiwania opowieści, które porywają umysł na długie godziny? Cóż jest takiego inspirującego w tej przeogromnej, mokrej materii zwanej Oceanem?

Przede wszystkim – pewna tajemnica. Ocean nawet w dzisiejszych czasach pozostaje w dużym stopniu niezbadany. Niesamowicie inspirująca jest fauna i flora podmorska, jak wspominałem wcześniej – to trochę jakby „świat w świecie”. Inspiruje jego ogrom, legendy z nim związane, przeraża świadomość, że nie wiemy co czai się pod powierzchnią. To jest nieskończone źródło ciekawostek i inspiracji. Bardzo dobry fundament, na którym można oprzeć ciekawe opowieści. Z Lovecraftem jest podobnie, jego twórczość pozostawia bardzo dużo pola do interpretacji i działa na wyobraźnię. Mitologia Cthulhu to temat wałkowany wiele razy, jednak zawsze czułem potrzebę, żeby przerobić go raz jeszcze, po swojemu. Przedstawiłem koncepcję reszcie zespołu. Ci, którzy nie byli zaznajomieni z twórczością samotnika z Providence szybko nadrobili stracony czas i za wspólną zgodą wizerunek Howarda stał się naszą wizytówką. Przynajmniej na jakiś czas.

Lovercraft zwany jest ojcem literatury grozy. Interesujesz się tym nurtem bardziej przekrojowo również współcześnie? Jeśli tak to jakie produkcje filmowe/książkowe z szeroko rozumianego horroru powaliły Cię ostatnio na kolana?

Trudno dzisiaj o takie rzeczy. 90% produkcji opiera się na oklepanych schematach, nawet nie próbując wnieść do gatunku czegoś oryginalnego. Dlatego częściej zdarza mi się wracać do klasyki a nowości traktuję z przymrużeniem oka. Jeżeli chodzi o książki to ostatnie rzeczy okołohorrorowe jakie miałem w rękach to „Zombie Survival” i „World War Z” Maxa Brooksa. Bardzo fajne rzeczy, wymagające specyficznego podejścia czytelnika do tematu. „World War Z” nie ma wiele wspólnego z filmem i jest od niego dużo ciekawsza. Czekam też na nowe „Evil Dead”.

„I Am Providence” to debiut, z którego możecie być dumni. Obcując z tym materiałem od razu odczuwamy, że Wasza muzyka nabrała ciężaru, mocy, stała się bardziej esencjonalna i mroczna. Rozwój w przypadku Coffinfish oznacza większy ciężar gatunkowy?

Niekoniecznie. Rozwój oznacza dla nas stworzenie kolejnej porcji muzyki, z której będziemy zadowoleni; nie skupiamy się nad tym, że „musi być ciężej”, czy tak będzie, wyjdzie w praniu. W chwili obecnej mamy gotowy materiał na kolejną EP i zaczęliśmy prace nad nowymi rzeczami. Trudno jeszcze powiedzieć, w którą stronę pójdziemy, nie mamy żadnych planów ani założeń. Dobre przyjęcie płyty jest na pewno bardzo motywujące, ale nie zamierzamy się spieszyć. Robimy po swojemu, powoli i metodycznie.

To właśnie ten, jak sam mówisz, żmudny proces kompozycyjny był powodem opóźnienia w premierze płyty? Jeśli dobrze pamiętam, album anonsowaliście na styczeń a ukazał się w maju. Jesteście perfekcjonistami, którzy nie dopuszczają żadnych kompromisów?

Anonsowaliśmy na jesień… samo nagrywanie poszło dość sprawnie, zmieściliśmy się w założonych ramach czasowych, później zaczął się kocioł z mixem. Pracowaliśmy po raz kolejny z Widkiem a współpraca zdalna przy takim projekcie nie sprawdza się najlepiej – przeprawa przez „I AmProvidence” okazała się dla nas bardzo surową lekcją. Nie chcę sugerować, że nie podoba nam się brzmienie płyty bo tak nie jest, jednak nadal jest tam sporo rzeczy, które można byłoby poprawić a przynajmniej takie jest moje zdanie. Co do jednego natomiast jesteśmy zgodni: na przyszłych nagraniach brzmienie się zmieni. Mamy już na to swoją koncepcję.Grafika

Wiele osób, moim zdaniem trochę za sprawą owczego pędu, wrzuca was do worka z napisem „post”, „post rock”, „post metal”. Zgodziłbym się z tymi porównaniami w kontekście ep-ki, ale LP jest pod tak dużym wpływem psychodelicznego ciężaru lat 70-tych, doom, sludge, że popularny termin „post” lekko się już przeterminował. Z czego Twoim zdaniem wynika chęć podpięcia muzyki pod jakiś aktualnie modny trend? Zgodzisz się ze mną co do wpływów, które dominują na „I Am Providence”?

Każdy interpretuje muzykę na swój sposób, szuka porównań z czymś co już zna. Dla kogoś kto słucha ISIS, będziemy podobni do ISIS, jeżeli ktoś zatrzymał się na Metallice to niezależnie od tego co grasz i tak będzie ci mówił „fajne, trochę podobne do Metalliki”. A prawda jest taka, że sugerowane przez recenzentów czy fanów inspiracje często nie mają nic wspólnego z wizją, którą wyobraża sobie sam zespół. Ty np. wspominasz psychodelię z lat 70tych – i ok. Ja tego nie słyszę. Zespół nie ustala tego czym się inspiruje, chociaż niektóre rzeczy są oczywiste. My robimy swoje a do jakiego worka nas wrzucą, to już naprawdę nie ma najmniejszego znaczenia.

Chwilę po wydaniu LP, zapowiedzieliście, że ruszają prace nad nowymi dźwiękami Coffinfish. W kontekście tego co mówisz o brzmieniu, można zaryzykować stwierdzenie, że szykują się zmiany? Które oblicze zespołu jest bliższe Waszej wizji to z ep-ki czy debiutu?

To, co znajdzie się na nowej ep-ce będzie bardzo bliskie dźwiękom z debiutu, ponieważ materiał został nagrany niemal w tym samym czasie. Jednak chcemy poeksperymentować z miksem i masteringiem, więc pod tym względem będzie to już pewna zapowiedź tego, do czego będziemy dążyć w dalszej pracy.

Świetnym dopełnieniem materiału jest bardzo sugestywna i niepokojąca okładka. Kto jest autorem grafiki zdobiącej cover „I Am Providence” ? Pracę można nazwać esencją tego co znajdziemy w pudełku?

Okładka wykorzystuje wiele ciekawych fotografii z okresu mniej więcej 1900-1930, wśród których ukrytych jest wiele okropności, jak również zdjęć zwyczajnych ludzi w codziennych sytuacjach. To jest dla mnie esencja Lovecrafta. Pozornie zwyczajny świat, w którym ukryte drzemią niewyobrażalne koszmary. Autorem tej grafiki jestem ja.

Pozostając w klimatach nazwijmy to intrygujących dla oka. Waszym koncertom do niedawna towarzyszyły wizualizacje – czy jest to ważny element koncertowego oblicza Coffinfish? Osobiście przyznam, że ze smakiem dobrane animacje/video potrafią przenieść koncert w inny wymiar czego dowodem są choćby występy Mord’a’Stigmata…

Bardzo fajnie jest kreować otoczkę wizualną dla zespołu a zwłaszcza dla zespołu tego typu. Przez jakiś czas stosowaliśmy wizualizacje na koncertach i uważam, że to był bardzo dobry pomysł. Problem polega na tym, że ktoś te wizualizacje musi wykonać i mamy duży kłopot ze znalezieniem odpowiedniej osoby, która zrobi to dobrze i będzie chciała się zaangażować w życie zespołu. Temat jest poruszany cały czas i na pewno wizuale wrócą, ale nie potrafię powiedzieć kiedy…Coff Live

„I Am Providence” ukazał się sumptem Unquiet Records. Znając dbałość z jaką Tytus wydaje płyty, można powiedzieć, że są to produkty niemal kolekcjonerskie. LP to początek udanej współpracy biznesowej z Unquiet?

Tytus zapytał nas o współpracę jeszcze zanim ukazała się pierwsza płyta ze stajni Unquiet (rewelacyjne PurpleHaze Ensemble). Od razu uznaliśmy, że w sumie ok, czemu nie? I tak nie mieliśmy za bardzo innych możliwości na horyzoncie. Dzisiaj strasznie się cieszę z tego, że tak właśnie wyszło, uważam, że nie mogliśmy trafić lepiej. Tytus to świetny wydawca, każdemu takiego życzę. Tak, nowy materiał również ukaże się nakładem Unquiet Records i mam nadzieję, że tak samo będzie z każdym następnym. Wystarczy spojrzeć na jego portfolio, to bardzo budujące – być pod jednym szyldem z takimi zespołami.

Powoli kończy się nam lato, wielkimi krokami zbliża się coroczny, jesienny wysyp premier płytowych i klubowych koncertów. Gdzie będzie można w najbliższych czasie zobaczyć Coffinfish? Dobrze przyjęty album przełożył się na zwiększoną ilość propozycji koncertowych?

Nie wiem czy na ilość, ale wydaje mi się, że na jakość owszem. Z tego co mogę na dzień dzisiejszy potwierdzić na 100% , zagramy w październiku na Soulstone Gathering oraz będziemy supportować Dirge w Krakowie i jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem – jeszcze w dwóch innych miastach.

Dzięki za poświęcony czas i powodzenia z Coffinfish!

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu