CLOSTERKELLER – Zanim znikniemy jak kolejne łzy w deszczu…

Być może kilka osób zdziwi się widząc logo zespołu CLOSTERKELLER w sekcji wywiadów naszego portalu. Osobiście uważam jednak, że jest to miejsce jak najbardziej odpowiednie. Powiem więcej – moim zdaniem wszystkim fanom dźwiękowej przemocy przyda się czasem chwila odmiany gdy warto jest poszukać w muzyce rockowej czegoś nowego, wartościowego… Zapraszam Was do lektury wywiadu z Anją Orthodox, niezwykle zapracowaną osobą, której jestem wdzięczny za to, że znalazła chwilę czasu by odpowiedzieć na parę pytań!


Witaj Anju, dzięki, że znalazłaś czas na to by odpowiedzieć na parę pytań dla Violence!  Często zdarza Ci się udzielać wywiadów do portali/magazynów związanych z muzyką  zwaną przez ogół ekstremalną?

Jakoś tam bardzo często nie, ale czasem się zdarza. Z tego, co wiem niektórzy słuchacze ekstremalni lubią sobie czasem posłuchać Closterkellera. Zapewne dla złapania drugiego oddechu przed kolejną masakrą dla uszu i mózgu… Jesteśmy dla nich takim miodowym opatrunkiem kojąco-regenerującym.

W chwili obecnej zespół Closterkeller koncertuje w ramach trasy Abracadabra Gothic Tour 2011 – jakim zainteresowaniem ze strony fanów cieszą się te koncerty? Ostatnio coraz częściej mówi się o tym, że dużo fanów chodzi na koncerty. Czy również zaobserwowałaś takie zjawisko? Uważasz, że „weekendowa” forma trasy to najlepsze rozwiązanie zarówno dla zespołu jak i fanów?

zanim znikniemy jak kolejne łzy w deszczu...
zanim znikniemy jak kolejne łzy w deszczu…

Tę „weekendową” formę trasy zrobiliśmy w największej mierze ze względu na prośby odbiorców. Sami wiemy przecież, że najfajniej jest gdy koncerty odbywają się w weekend bo nie ma ciśnienia z jakimiś tam szkołami czy pracami. Na naszej trasie gramy zawsze piątki, soboty i niedziele a czasem też poniedziałki i czwartki, ale to wtedy gdy klub taki termin nam narzuci jako jedyny możliwy. Nie zauważyliśmy zmniejszenia się liczby publiczności na naszych koncertach w tym roku, ale to chyba z powodu tej nowej płyty, którą promujemy. Wiem, że teraz na rynku faktycznie jest niezła zapaść. Bardzo znane zespoły odwołują koncerty i mają tzw. „wtopy”.

Najnowszy płyta Twojego zespołu to koncept album. Czy na koncertach gracie go w całości? Koncept album zmusza do uwagi, skupienia – udaje się przenieść jego dramaturgię na scenę?

Tak, to jest trasa promocyjna płyty „Bordeaux” i w związku z tym gramy ją w całości od początku do końca. I tylko na tej trasie taka szansa będzie, co wyraźnie zaznaczam w zapowiedziach, później już tego nie powtórzymy. Dzięki temu te koncerty są wyjątkowe. Opowiadam sporo pomiędzy utworami, opisuję historię, którą opowiada płyta. Jest specyficzny nastrój. Niewątpliwie kosztem jakiegoś tam czadu czy czegoś, co powszechnie nazywa się „zabawą”, ale ja uważam, że to też jest wielka wartość i przeżycie – taki właśnie odbiór koncertu bardziej jak spektaklu teatralnego. Nie idziemy za „fast-foodowym” podejściem do sztuki, żeby wszystko było łatwe, fajne, smaczne i znikało w moment. Dotyczy to nie tylko samej muzyki, ale i koncertów na trasie. W ogóle gdy tylko widziałam, że jacyś ludzie mają w dupie specyficzny klimat, jaki się tworzy, zdarzało mi się nawet i rzucić kąśliwą uwagę ze sceny. A ja potrafię być żmijowata! Niemniej zdecydowanie nie interesuje mnie pogo podczas utworów „Serce” czy „Jak łzy w deszczu”.

Pozostając w temacie koncertów; dużym zawodem było dla Ciebie wydarzenie z tegorocznych wakacji gdy wskutek załamania pogody nie doszło do występu Closterkeller na Castle Party? Bywasz na tym festiwalu również prywatnie…?

Nie, nie bywam na żadnych festiwalach prywatnie. Jesteśmy bardzo aktywni koncertowo i to mi wystarczy. Kocham przez to ciszę i spokój. A na tamtym Castle Party to mało mnie szlag nie trafił… Byliśmy dokładnie w najgorętszej fazie tworzenia płyty „Bordeaux” w studio. Musieliśmy to rozbić, robiąc próby przed tym koncertem bo przygotowywaliśmy premiery kilku nowych utworów na tę scenę w Bolkowie. Oprócz tego wyrwało nam to po dwa bezcenne dni nagrań, których nie dało się już później odzyskać. Ja straciłam i Mariusz też  bo wtedy nagrywaliśmy symultanicznie w dwóch studiach. Nie no, wolę o tym zapomnieć. To był najbardziej przerąbany wyjazd w mojej karierze…

Nowa płyta Closterkeller „Bordeaux” jest drugim albumem wydanym przez Universal Music. Czy fakt, że wydajecie płyty w dużym koncernie fonograficznym uważasz za sukces zespołu? Universal pomaga Wam również w organizacji koncertów, promocji albumu?

Universal zajmuje się tylko i wyłącznie wydawaniem i promocją naszych płyt. Cała reszta w tym koncerty jest nasza. Od tego mamy Wojtka – naszego managera. Bardzo dobrze nam się pracuje z Universalem. Spokojnie i normalnie, tak – po prostu. A czy to sukces? No pewnie tak skoro wszyscy nam to  mówią. Jest nam bardzo miło z tą świadomością, że ta firma nas wydaje bo sami jej dyrektorowie powiedzieli, że zależy im na współpracy z nami bo chcą mieć u siebie zespół na tak wysokim poziomie artystycznym i wykonawczym. Że pracują z nami z szacunku dla Closterkellera. No jejuuu… Sama to słyszałam bo przy tym byłam.

Skąd w ogóle wziął się pomysł by „Bordeaux” stał się płytą koncepcyjną? Czy najpierw pojawiła się opowieść a później dopiero muzyka? Jak wyglądał proces tworzenia tego albumu? Opowiesz w kilku słowach jaką historię przedstawiasz słuchaczom na „Bordeaux”?

U nas zawsze jest najpierw muzyka. Teksty piszę ja na samiutkim końcu. Tak było i teraz. Gdy stworzyliśmy już dużą ilość utworów, w pewnym momencie powiedziałam „stop” z tworzeniem. Jak zwykle nastąpiły tutaj afery, że ich ograniczam, ale tak jest za każdym razem i już przestałam na to zwracać uwagę. Zostawiłam zestaw utworów, które widziałam jako fajną całość. Wyleciały dwa kawałki grane od półtora roku na koncertach i mające już teksty. Nagle zauważyłam, że jeśli chodzi o teksty to mam kompletnie czyste pole, muszę napisać wszystkie. I wtedy przypomniałam sobie jak Mariusz nie raz sugerował, że mogłabym przy moim poziomie doświadczenia i wyrobienia literackiego, pokusić się na koncept-album. Zawsze kazałam mu z tymi ideami spadać na drzewo, ale tutaj tak mnie w tajemnicy wzięło aby spróbować. To jest naprawdę trudne zadanie by nie popaść w kicz lub jakąś rzeźbę. Ułożyłam utwory w takiej „muzycznej” kolejności i zaczęło mi w głowie wszystko świtać. Często miałam wrażenie, że ta historia się tak dziwnie „sama” pisze. W pewnym momencie przyjęłam za pewnik, że pomagają mi jakieś siły z innego wymiaru i nawet się tym ucieszyłam. Uznałam, że zamiast się motać, zacznę z nimi współpracować aczkolwiek nie do końca rozumiejąc o co chodzi. Skakałam między utworami tak całkiem intuicyjnie. A tematyka tekstów pośrednich nagle sama się narzucała. No i napisałam taką opowieść o dwojgu ludziach pięknych duchowo, kobiecie i mężczyźnie, mistykach próbujących iść przed siebie pomimo klątwy rzuconej na nich przez czas, który wydobył  się z rozbitej przez nią klepsydry i spersonalizował w ścigające ich fatum. Główną myślą wszystkiego jest słabość człowieka w starciu z przeznaczeniem. I że to, co po sobie zostawiamy powinno być jak najwartościowsze aby choć trochę nadać sens tej ulotnej chwili gdy przemykamy przez ten cały nasz świat. Zanim znikniemy jak kolejne łzy w deszczu, bez śladu. Ta cała ich historia jest jak życie – mieni się najróżniejszymi kolorami i nastrojami. Pijesz ją jak to wino „Bordeaux”: na początku słodko, potem kręci się w głowie a na koniec spadanie, spadanie i czerń… Później jeszcze trochę trzeba było podtuningować muzykę pod klimaty tekstów aż stworzyła się spójna całość. Spójna a zarazem bardzo różnorodna, aż dziwne to takie jakoś…

Jak wszyscy dobrze wiemy, piszesz dla Closterkeller teksty i śpiewasz, jaki jest natomiast Twój wpływ na dźwiękowe oblicze zespołu? Przy komponowaniu nowego materiału dla Closterkeller chłopaki mają wolną rękę czy też zawsze ich pomysły muszą zostać przez Ciebie zatwierdzone?

Muszą zostać zatwierdzone. Jestem „dyrektorem artystycznym” zespołu i pilnuję ogólnego klimatu każdej płyty. Mam też wpływ na kompozycje, niektóre są zresztą moje. My tak pracujemy w zespole, że ktoś tam przynosi pierwszy pomysł, ale potem wszyscy nad nim pracujemy zespołowo. Wiadomo, że nad jednym bardziej a nad innym mniej, ale zawsze jest to jakaś tam wypadkowa naszych osobowości twórczych. W wypadku „Bordeaux” praca twórcza wyglądała głównie tak, że Mariusz z Krzyśkiem i moim synem Adamem (na bębnach…) spotykali się na próbach i obrabiali ich pomysły. Rollo tworzył swoje konstrukcje w domu i potem dawał je mnie. Ja czasem przychodziłam na próby głównie jednak  pracowałam w domu nad segregacją pomysłów (czyli ucinaniem tej ich „wolnej ręki” i wynajdywaniem fajnych momentów) i wokalami do tego wszystkiego. Na koniec wszyscy spotykaliśmy się w sali prób aby nasze dzieła podogrywać i złożyć w ostateczny konkret. No i dwa tygodnie przed płytą doszedł jeszcze Gerard, który choć wziął partie bębnów stworzone przez Adama, dodał do nich to i owo od siebie i nagrał wszystko potem w studio. Kłócimy się na próbach. Jak tworzymy to u nas poważnie kipi. Taki jest efekt zebrania tylu wybujałych osobowości w jednym miejscu. Ale trzymamy się tak długo dlatego, że pomimo konfliktów  wszyscy siebie nawzajem podziwiamy i szanujemy jako artystów. Inaczej to byśmy się pozabijali!

Który z aspektów twórczości Closterkeller ma dla Ciebie większe znaczenie – muzyka czy teksty?

Właściwie to trudno mi powiedzieć. Bo wydaje mi się, że teksty. Ale one same, tak bez muzyki nie miały dla mnie sensu jako dla twórcy. Nie mogłabym być tylko poetą. Składnik muzyczny jest mi niezbędny do życia. „Polak nie kaktus – pić musi” a ja nie ryba – bez głosu i śpiewania  w ogóle siebie nie widzę.

17 października miała miejsce premiera płyty OME „tOMEk Beksiński” na której możemy usłyszeć Twój głos. Jaki był Twój udział w powstaniu tego wydawnictwa? Czym właściwie jest płyta „tOMEk Beksiński” – hołdem, wspomnieniem a może próbą uchronienia postaci Tomka przed zapomnieniem?

Tak prawdę mówiąc to ja nic z tym projektem nie miałam wspólnego poza tym, że zaproszono mnie do jednego numeru, więc przyszłam i zaśpiewałam i poszłam. Nawet już zdążyłam prawie zapomnieć, że to nagrałam gdy okazało się, że wreszcie płyta została wydana. O twór zwany OME należy pytać kogo innego. Nie znaczy to oczywiście, że ta płyta jest mi obojętna. No nie, przecież Tomek był moim najlepszym przyjacielem i na zawsze zostanie w moim sercu i pamięci krater po tej katastrofie. Dlatego zgodziłam się tam zaśpiewać. Bo tak w ogóle jestem niezbyt chętna do gościnnej współpracy z innymi muzykami czy zespołami. W Closterkeller spełniam się w całości.

Myślałaś kiedyś o tym by teksty autorstwa Tomka Beksińskiego, które wykorzystał projekt OME zostały użyte przez Twój zespół?

Tomek pisał tylko po angielsku a ja piszę wyłącznie po polsku. Czyli to się wyklucza. Niemniej już wykorzystywałam jego angielskie wersje naszych utworów bo przecież przetłumaczył nam teksty na płyty „Blue” i „Violet”. Także kilka utworów starszych – np. „Władza” jego autorstwa. Na „Bordeaux” użyłam jako myśli przewodniej do utworu „Bez odwrotu” – takiego szkicu koncepcyjnego, jaki mieliśmy z Tomkiem do wersji angielskiej utworu „Fortepian”, która w końcu nie ujrzała światła dziennego.

Całkiem niedawno zadebiutowałaś w nowej roli, mam tu na myśli Twoją autorską audycję Abracadabra, której słuchać możemy na cyfrowych falach Radia WWW. Jak odnalazłaś się w nowej roli – prowadząc własny, autorski program? Jest szansa na to by kiedyś Abracadabra została przeniesiona do „prawdziwego” radia?

E tam… Ja w ogóle o czymś takim nie myślę. I prawdę mówiąc wcale bym nie chciała. Nie jestem profesjonalnym radiowcem i to moje prowadzenie audycji jest jak rzeźby naturalistów. Wszystko jest takie bardzo na luzie i kompletnie niepoważne. I na tym polega cały odjazd… Nie chciałoby mi się jakoś tam napinać i wychodzić ze skóry, aby to wszystko było zawodowe i idealne. Prowadzę audycję taką jakiej sama chciałabym słuchać. Czyli konkretnie sprofilowaną, o wyraźnym, określonym klimacie, czasem z niewielkimi odchyłami, ale też nie przegiętą w jakąś stronę. Ma być po prostu „okołogotycko i klimatycznie”. Muzyka jaką ja lubię. Nie staję na uszach, żeby wielkie rzesze ludzi tego słuchały. Niech będzie ich mniej, ale za to tacy, co wiedzą o co chodzi i kumają takie klimaty. W trakcie piszę ze słuchaczami na Facebooku i jest fajnie. Nie uruchamiam telefonu ani kamery – choć są tam takie możliwości. Ustaliłam optymalny poziom interakcji ze słuchaczami i to fajnie działa.

Do niedawna Twoje felietony można było przeczytać co miesiąc w Teraz Rock’u jednak od jakiegoś czasu, niestety, zniknęły- jaki jest powód Twojej absencji na łamach tego pisma? Czy planujesz jeszcze powrót do TR?

Ależ ja nigdy stamtąd nie odeszłam! Oni się zlitowali gdy widzieli jak potwornie jestem zakręcona i zamotana w przygotowanie ostatniej płyty a teraz w jej trasę. Nie nadawałam się do normalnych kontaktów. Będę pisała dla nich na pewno, bo wiem, że mnie tam cenią i lubią.

Promocja „Bordeaux” rozkręciła się już na dobre, trasa trwa, premierę miał teledysk a jakie macie plany na najbliższe miesiące? Czy wzorem poprzedniej płyty można spodziewać się więcej niż jednego materiału video?

Niedługo powstanie teledysk do kolejnego singla „Halo ziemia”. Po trasie odpoczniemy trochę. Potem mamy dużą szansę na to, by zarejestrować taki video-materiał z koncertem promującym „Bordeaux” i wydać (być może – bo to jeszcze nie jest pewne…) specjalną edycję „Bordeaux” z DVD. W styczniu mamy koncerty w Irlandii. Tak jakoś od połowy lutego chyba znów zaczniemy grać koncerty. Tym razem już bardziej ogniste i ze starszymi numerami. Tak w odróżnieniu od tych nawiedzonych z tej trasy.

Czy kolejny, dziesiąty już album Closterkeller zaskoczy słuchaczy czymś szczególnym?

No mam nadzieję!

Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas i tradycyjnie ostatnie zdanie zostawiam Tobie!

Powiem coś tak mało oryginalnie – zapraszam na nasze koncerty! Wtedy się zdziwicie, jaki to dobry zespół ten Closterkeller. Tak mówię, zakładając, że czytają to „ekstremiści”, którzy się dotąd Closterkellerem – tym koncertowym – nie skalali. A szkoda! Właściwie to tak się nagadałam, że już nic mi w głowie nie zostało. Co mam powiedzieć? Niech Was piekło pochłonie bo przecież to lubicie…

Rozmawiał Wiesław Czajkowski