CENTURION – wierzymy w to, co robimy!

Właściwie to cztery przytoczone w tytule słowa mogłyby wystarczyć za cały wstęp do tego wywiadu. Centurion powrócił do świata żywych płytą bardzo udaną i – moi drodzy – nie pozostaje Wam nic innego jak w tej właśnie chwili przeczytać tych parę słów, które mieli do przekazania Bigos i AD Gore!

 

 

Na początek w imieniu swoim i czytelników chciałbym zapytać Was o to, na czym upłynęło Wam dziesięć cholernie długich lat jak minęły od wydania debiutanckiego „Conquer and Rule”?

Bigos: Rzeczywiście minęła już dycha od wydania jedynki. Dużo czynników na to wpłynęło. Pierwszym takim czynnikiem i chyba najważniejszym było to, że posypał się ówczesny skład Centuriona. Jako pierwszy z grania zrezygnował Destroyer Sodomizer Sobiech. Powodem jego decyzji były problemy zdrowotne. Ten kto zna Sobiecha wie, że dysponuje on dość specyficznym głosem i nie mówię tu o growlu. W pewnym momencie Sobiech usłyszał od lekarza, że straci głos jeśli nie zrezygnuje z picia albo z darcia ryja. Zrezygnował z darcia hehehe… Później odszedł Ostry, który zdecydował się wyjechać za granicę. Następny był Ziomek. Z pierwotnego składu zostałem tylko ja i Śliwa. We dwóch nie przestaliśmy grać nawet na chwilę, mimo, że przeprowadziłem się wtedy z Płocka do Warszawy. Taki stan trwał dość długo. Nie chcieliśmy przyjmować do zespołu przypadkowych ludzi. Nieprzypadkowymi okazali się być Caesar i AD Gore,  z którymi postanowiliśmy wznowić granie w pełnym składzie, którego dopełnił Blacha. Osobiście nie uważam tego czasu za stracony. Aktualnie jestem zdania, że to najlepszy skład Centurion jaki mógł się przytrafić.

Wielkimi krokami zbliża się dzień premiery drugiego muzycznego dziecka Centurion czyli „Serve no One”. Odczuwacie przed premierą choć małą dozę tremy czy też jesteście może zupełnie spokojni i pewni tego, że zostanie dobrze przyjęty?

AD Gore: Szczerze – mamy to w dupie jeśli materiał nie zostanie dobrze przyjęty. Owszem, inwestujemy siły, zresztą nie tylko my, żeby w podziemiu płyta dotarła do wszystkich zainteresowanych, ale kiedy już tak się stanie – ocena muzyki to prywatna sprawa odbiorcy. Dotychczas, za wyjątkiem kilku negatywnych opinii, wynikających pewnie z tego, że ktoś się przestraszył, płyta była oceniana wyjątkowo dobrze. To przynosi pewną satysfakcję, ale nie ma na nas większego wpływu jako na twórców. My wierzymy w to co robimy i to jest podstawa. Nigdy nie oglądamy się na innych. Przy komponowaniu materiału nie idziemy na kompromisy. Albo coś urywa łeb albo wypieprzamy to do śmieci. I nie liczymy na ogólnoświatowe robienie nam laski tylko dlatego, że nagraliśmy solidną death metalową płytę. Nie odkryliśmy przecież koła. Po prostu stworzyliśmy zajebiście brutalny, surowy wyziew, który jest ciekawą muzyczną propozycją w czasach pedalskiego pitolenia i oszukiwania słuchacza perkusją wklikaną myszą do komputera.

Właściwie to „Serve No One” jest płytą, która jeszcze zanim została wydana już zebrała dobre opinie. Na etapie poszukiwania wydawcy ukazało się kilka pozytywnych recenzji materiału promo… Czujecie, że jest to najlepszy materiał na jaki było stać Centurion w danym czasie czy też patrząc z perspektywy kilku miesięcy coś można było zrobić lepiej?

AD Gore: Tak, to było najlepsze na co było nas wtedy stać. Teraz pewnie zrobilibyśmy to jeszcze inaczej, być może lepiej, ale to nie ma znaczenia. Muzyka jest połączona z emocją jaka towarzyszy chwili. Kiedy nagrywaliśmy „Serve no One” nasze emocje były w przewadze negatywne, materiał rodził się w bólach, ale dzięki temu ma to „coś”. W moim prywatnym odbiorze jest wręcz przesycony złą energią. A jeśli powstał w takim kształcie to znaczy, że tak musiało być.

Płyta zostanie wydana przez Wydawnictwo Muzyczne Psycho, wytwórnię podziemną, ale ostatnimi czasy coraz mocniej zaznaczającą swoją obecność. Jakie względy zdecydowały o wyborze akurat tego labelu?

wierzymy w to, co robimy!

wierzymy w to, co robimy!

AD Gore: W pierwszej kolejności była to osobista rekomendacja Grega Rosentahla, który zajmuje się naszą promocją, oraz Wita z Empheris, który wydawał już wcześniej płytę pod szyldem Psycho. Poza tym – podziemny i niszowy charakter tego wydawnictwa. Z Robertem z Psycho poznaliśmy się kilka lat temu podczas naszego koncertu w Ciechanowie, gdzie rozjebaliśmy klub i samych siebie też przy okazji. Co prawda nie do końca zapamiętaliśmy tą znajomość z powodu ilości wychlanej wówczas wódy, ale po latach bardzo nam się spodobało to w jaki sposób prowadzi swoją stajnię. Pasjonat i prawdziwy old schoolowiec – mnie osobiście urzekło to, że wypuszcza materiały na kasetach, ale przy całej podziemnej aurze Wydawnictwa Psycho, do procesu wydawniczego podszedł bardzo profesjonalnie.

Jeżeli mowa o wydawcach to nie mogę nie zapytać o Apocalypse Prod. firmę, która wydała Wasz debiut. Jak współpracowało się Wam z tą nieźle się zapowiadającą i szybko zamkniętą wytwórnią? Czy płyta „Conquer and Rule” jest jeszcze gdziekolwiek dostępna?

Bigos: Z Apocalypse Prod. współpracowało nam się bardzo dobrze. Nie wiem, czy to z tego względu, że Mittloff jak zawsze jest bardzo skuteczny w swoim działaniu czy też dlatego, że bardzo dobrze znamy się kilkanaście lat. Pewnie jedno i drugie. Myślę, że na dobrą współpracę wpłynęło również to, że Mittloffowi bardzo podobał się nasz materiał. My byliśmy wtedy zespołem, który chciał wydać płytę i grać koncerty. Apocalypse nam to umożliwiło i bardzo dużo pomogło. Zagraliśmy na Metalmanii, płytę można było dostać w każdym, większym sklepie muzycznym. Czego mogła więcej chcieć banda debili grających death metal…

W jednym z wywiadów z Centurion przeczytałem „jesteśmy zespołem podziemnym i tak już zostanie” czy oznacza to, że w takiej właśnie niszy czujecie się najlepiej? Co według Was oznacza dziś w dobie globalizacji i Internetu termin „zespół podziemny”?

AD Gore: Zespół podziemny to taki, który nie ma parcia na szkło. Nas nie interesuje wielki międzynarodowy sukces, gramy głównie dlatego, że to kochamy. Podziemie to także ludzie, wspólne balety, koncerty i tak dalej… Ale też wiara w szczerość; w muzykę jako formę sztuki – nie produkt. Jeżeli chodzi o globalizację i internet – nowoczesne technologie nie są złe same w sobie. To ludzie, szczególnie ci młodsi, są nimi zaślepieni i od nich uzależnieni. Internet to obecnie  najwygodniejszy kanał promocji i budowy sieci kontaktów – także dla sceny podziemnej – ale powinien być katalizatorem zainteresowania tym co dzieje się w realnym życiu. Dla przykładu – wczoraj byłem na koncercie Suffocation, na który przyszło 130 osób. Przypuszczam, że pozostałe 500, które mogło być na tym gigu, bo nazywa siebie fanami tego zespołu, siedziało w tym czasie na Facebooku, słuchając muzyki z YouTube. No cóż, tak jak w życiu – można się pieprzyć z wystrzałową laską albo walić konia przed pornosem na kompie. Ich wybór.

Bigos: Zgadzam się z tym, co mówi AD Gore. Na początku zapytałeś mnie co robiliśmy 10 lat po wydaniu pierwszej płyty. A my de facto siedzieliśmy w piwnicy grając stare numery, układając nowe i mimo, że po drodze były różne problemy, to nawet na chwilę nie pomyśleliśmy o tym żeby z tego zrezygnować.

„Serve no One” to płyta zawierająca niemal esencję death metalowej sztuki, brutalność, szybkość, technikę, ale też album pełen „ciekawych zwrotów akcji” dopełniających dzieło co sprawia, że nie jest to muzyka jednowymiarowa. Jaki jest przepis na death metal według Centurion? Dopuszczacie do siebie myśl by na następnym materiale bardziej poeksperymentować z death metalową formą?

AD Gore: Jesteśmy bardzo brutalni. To jest podstawa – czy wolno czy szybko, nasza muzyka musi brzmieć jak akompaniament do zagłady ludzkości. I zdecydowanie preferujemy niedosyt zamiast przesytu. Bazujemy na bardzo prostych, podstawowych wręcz środkach, które pozwalają na budowanie odpowiedniego klimatu muzyki. Ale w tym właśnie cały urok – proste instrumentarium pozwala osiągnąć bardzo wiele, kiedy wiesz jak użyć instrumentu, he, he, he… Jeśli pytasz o zwroty akcji – tutaj także kierujemy się zasadą by nie robić nic na siłę. Wszystko musi naturalnie wypływać z nas samych, nawet jeżeli zaskakujemy to tak by zaskoczenie było dobrze osadzone w całości kompozycji. Nie mamy żadnego planu na rozwój w przyszłości. Po prostu tak jak zwykle będziemy grać to co nam się akurat spodoba. Aktualnie mamy zrobiony jeden nowy numer i mogę na jego temat powiedzieć tyle, że jest szybki, brutalny, a jego tekst obrazi uczucia religijne wielu osób.

Jesteście kolejnym zespołem, który nagrał bardzo udany materiał w Progresja Studio… nie będę Was pytał o techniczne szczegóły sesji i o często powtarzające się w wywiadach zadowolenie z jej wyniku lecz o to, czym jest dla Was samo nagrywanie? Ciężką choć twórczą pracą czy też przyjemną chwilą spełnienia gdy wreszcie możecie nadać realną formę swoim pomysłom?

AD Gore: Sesje bywają bardzo różne. W przeszłości zależało to głównie od tego co aktualnie braliśmy, obecnie to dużo bardziej skomplikowany proces, w przewadze oparty na tym ile czasu poświęciliśmy na przygotowania. Jeśli wszystko dobrze się układa, gitary stroją, mamy wspólną wizję i nie napierdalamy się między sobą to jest całkiem miło. Niestety tak bywa raczej rzadko. Zazwyczaj samo rejestrowanie śladów to jednak ciężki zapieprz, tym bardziej gdy ktoś nagrywa tak jak my – wszystko leci prawie od razu, nie ma samplowania gitar, nie ma miliona wcinek… Dla mnie najprzyjemniejsza część pracy zaczyna się od nagrywania wokali, kiedy już cały szkielet jest gotowy. Wtedy wychodzi naprawdę całość – to czego nie słychać na próbach – i to jest zajebiste uczucie.

Podobno praca nad materiałem została rozłożona na kilka etapów… to konieczność czy też przemyślany wybór by móc spojrzeć na każdy zakończony etap z dystansu?

AD Gore: O fuck… nie chce mi się o tym gadać. Czasem taka była konieczność, kiedy indziej po zakończonym jednym etapie zwyczajnie rzygaliśmy nagraniem i zamierzenie odsuwaliśmy je od siebie.

„Serve no One” dla Was- twórców, nie jest już materiałem tak świeżym jak dla słuchaczy czy w związku z tym powstają już nowe kompozycje z myślą o następcy wspomnianego wydawnictwa?

AD Gore: Tak – jak wspomniałem wcześniej, mamy już gotowy jeden cały utwór i kilka rozgrzebanych. Ten nowy strzał będzie można zresztą usłyszeć już na najbliższych koncertach. Ciężko w tym momencie ocenić ile czasu zajmie stworzenie nowego materiału, ale mamy głowy pełne dobrych pomysłów i parcie na tworzenie nowego Centuriona.

Jakie macie plany odnośnie promocji „Serve no One”? Kiedy będziecie mogli powiedzieć, że płyta ta odniosła „sukces”…?

Bigos: Nie mamy przepisu na sukces i nie chcemy go mieć. Płyta będzie normalnie dostępna w dystrybucji Psycho i jeszcze w paru innych miejscach. Ten kto będzie chciał, na pewno do niej dotrze. Poza tym mamy dogadany deal na distro płyty w Biedronce. Będzie leżała w koszu przy kasie, codziennie w niskiej cenie. Poza tym mamy zamiar zagrać parę koncertów i wydać następną płytę za kolejne 10 lat.

Rozmawiał Wiesław Czajkowski