CEASELESS DESOLATION – Trochę hipnotycznych melodyjek i tym podobne rzeczy…

Ceaseless Desolation to twór intrygujący o czym czytelnikom jest wiadome choćby za sprawą recenzji jaką jakiś czas temu mieli okazję czytać na naszych jakże szanownych łamach. Mieszanka dźwięków i klimatu jaką serwuje ten band zwyczajnie zwala z nóg. Całkiem niedawno „Nicość” ukazała się na czarnym krążku, dlatego też zapraszam na wywiad z Najterem – jednym ze sprawców zamieszania o jakże wymownej nazwie Ceaseless Desolation…

CD to Wasze pierwsze kroki w muzycznym biznesie czy macie już może w swoich CV inne zespoły?

Najter: Najciekawsze CV ma Olsen (artylerzysta m.in. Panacei, Words Mean Nothing, Perseverance, ostatniego wcielenia Adiafory, i kilku innych lokalnych projektów o krótkiej żywotności). Ja kilka lat ciągnąłem Let’s Kill God (przez większość czasu jako basista) oraz miałem kilka podejść do innych projektów, z których nic wartego uwagi nie wyszło. Resztacd3 zaczęła swoją przygodę praktycznie od zera…

Jednym z określeń Waszej muzyki jakie znalazłem jest termin blackened hc/crust, choć moim zdaniem da się w Waszych dźwiękach odnaleźć o wiele więcej – grind, thrash, punk. Do jakich inspiracji się przyznajecie a które odrzucacie?

Crustcore brzmi lepiej (śmiech). Właściwie chyba możemy się przyznać do wszystkich sugestii, jako, że każdy z nas zdążył się w życiu osłuchać najróżniejszych odmian cięższej muzy (szczególnie tej z punkowym rodowodem), co na pewno gdzieś tam przy okazji wychodzi. Jeśli zaś chodzi o intencje, z mojej strony przede wszystkim przyznaję się do inspiracji szwedzką szkołą zmetalizowanego crustcore’a po linii Skitsystem i Martyrdöd. Do tego na pewno dochodzą Amebix, Dystopia, klimaty stench, sludge i doom, granie a’la Bolt Thrower, czy w końcu pewien przekrój black metalu.

Podoba mi się to, że wychodząc od klimatów punk tworzycie dźwięki, które sięgają o wiele szerzej. Czy komponując materiał nakładacie na siebie jakieś ograniczenia? Zestawienie klimatu, który porównać można do specyficznej mieszanki black metalu i sludge z crustowymi kopniakami to taka wasza autorska koncepcja czy może wynik świadomej inspiracji?

W punkcie wyjścia chcieliśmy po prostu grać crust na d-beatowym rdzeniu. Zaczęliśmy od klimatów skitsystemowych, które w trakcie dalszej gry naturalnie się rozwinęły, wzbogacając o elementy innych, pokrewnych gatunków. Żeby nie było nudno, zaczęliśmy trochę bawić się tempami, wprowadziliśmy trochę hipnotycznych melodyjek i tym podobne rzeczy. Myślę, że nie ma jakichś szczególnych ram ograniczających naszą muzykę – chcemy po prostu dalej iść obranym kursem, choć w sposób progresywny i przynoszący frajdę.

Trochę hipnotycznych melodyjek i tym podobne rzeczy...

Trochę hipnotycznych melodyjek i tym podobne rzeczy…

„Nicość” zyskuje bardzo dużo dzięki nieźle skrojonemu brzmieniu – kto jest odpowiedzialny za taki a nie inny sound? Jesteście zadowoleni z efektu pracy w studio a może DIY oznacza w waszym przypadku również w pełni samodzielne zrealizowanie materiału od strony realizatorskiej?

Za nasze brzmienie odpowiada Adam Czechowicz z warszawskiego studia FONIA, będącego aktywną częścią i supporterem sceny D.I.Y. Adam odpowiada za nagranie i realizację całego materiału, my jedynie daliśmy mu pewne punkty odniesienia (o co nam chodzi) i wskazówki odnośnie szczegółów. I cóż… Efekt, który wspólnymi siłami osiągnęliśmy, przekroczył nasze oczekiwania, a ja osobiście mam nadzieję, że za jakiś czas uda się tam wrócić z nowym materiałem…

„Nothingness” ukazał się sumptem podziemnego labelu Chaos in my Head. Planujecie pokazać ten materiał również poza Polską? Jak wygląda odzew sceny… tak właściwie, to jakiej sceny częścią jest Ceasaless Desolation?

CD OkładkaCxDx funkcjonuje na scenie D.I.Y. hardcore/punk – z tej sceny wyrośliśmy, ją współtworzymy i myślę, że tego będziemy się trzymać (oczywiście, nie zamykając się z założenia na wszystko inne). Chaos wydał CD – przynajmniej 1/3 nakładu poszła do UK, reszta do Polski, choć zainteresowanie tym nośnikiem jest niewielkie. Wpłynął na to między innymi fakt, że w momencie ukazania się płyty mieliśmy przerwę w graniu i brak możliwości koncertowania zablokował bieżącą promocję (a obecnie kapele naszego pokroju najwięcej kompaktów sprzedają właśnie na koncertach).

„Nothingness” czy jak kto woli „Nicość” miał się też ukazać na winylu, jest to jeszcze temat przyszłości – czy czarny krążek jest już dostępny? Jakie macie plany związane z zespołem? (w chwili gdy czytacie te słowa, vinyl jest już dostępny – przyp. red.)

Obecnie staramy się skończyć oprawę graficzną do vinyli, które są już wytłoczone, mając nadzieję na w miarę sprawne domknięcie sprawy. LP wydadzą 3 kooperujące labele: trójmieskie Scream oraz Extinction Records a także radomska Caramba. Plany na najbliższy czas to wrócić do czynnego grania i robić nowy materiał, co już poniekąd zaczęliśmy wiosną i powoli ciągniemy do przodu. Jest to o tyle ciężkie, że po drodze opuścił nas basista (choć wreszcie jest szansa na zastępstwo).

LP przeżywają dziś renesans i to nie tylko na scenie hc/punk; czy wydanie winylowe będzie się w zasadniczy sposób różnić od tego z CD? Grafiki, wygląd layoutu (Cd) robią bardzo dobre wrażenie, nawiązują klimatem do nagrań no i przede wszystkim wasz debiut wyróżnia się na tle wielu ubogich „digipacków” jakich dziś pełno. Chcieliście stworzyć materiał, który oprócz ciekawej muzyki będzie również ładnie prezentował się na półce?

Jeśli już mamy coś wydawać (dla mnie osobiście nie jest to priorytet), niech stanowi to miłe dla oka uzupełnienie muzyki i tekstów. Choć do wersji CD akurat mamy kilka zastrzeżeń. Vinyl miał mieć zupełnie inną oprawę, z czego musieliśmy zrezygnować ze względu na… zaginięcie wykonawcy. Z tego powodu wróciliśmy do okładki z CD; Pablo dorysował tylną część okładki (moim zdaniem fajniejszą niż przód), natomiast cała reszta jest robiona od nowa w zbliżonym klimacie i z podobną zawartością co płyta.

Podkreślacie to, że Ceasaless Desolation to zespół antyfaszystowki, ateistyczny, prowegetariański, jednak czytając Wasze teksty nie znajdziemy w nich bezpośredniego nawiązania do takich idei, więcej w nich smutku, izolacji… Uważacie dzisiejszy świat za dobre miejsce do życia?

Kapel, które poruszają ważne problemy jest na scenie punkowej od groma, my natomiast obraliśmy nieco inny kurs, do pewnych rzeczy nawiązując pośrednio lub zostawiając je niecocd2 dalej, w kontekście, między wierszami… Bardziej chodzi o ekspresję swojego postrzegania, przeżyć i wniosków, stworzenie pewnego klimatu emocjonalnego, w którym można się zagłębić, niż konkretne omówienie poszczególnych kwestii, zajmując w nich jasne stanowisko (choć takie kawałki też nam się zdarzyły i pewnie jeszcze przydarzą) – cała reszta zależy od odbiorcy. Co do dzisiejszego świata… Rzeczywiście, nie jawi się nam zbyt sympatycznie, choć na pewno jest w nim dużo fajnych rzeczy, których w naszych tekstach nie uświadczysz (śmiech).

Zespół to dla Was platforma prezentacji idei, swojego spojrzenia na świat, czy ponad wszystko liczy się muzyczna strona całego zamieszania?

Idea to może nie najtrafniejsze słowo, natomiast z mojej strony zarówno muzyka jak przekaz nakładają się na siebie, wzajemnie przenikają, tworząc integralną całość. Właściwie nie wyobrażam sobie rozłączenia tych dwóch kwestii – są równie ważne.

Pytanie trywialne, ale pewnie kilka osób, które słyszały „Nicość” chciałoby poznać na nie odpowiedź – czego możemy spodziewać się po CD w najbliższej przyszłości? Jakie macie zespołowe priorytety na nadchodzące miesiące?

Na pewno chcemy skompletować skład (zgrać się z nowym basistą), wrócić do aktywności koncertowej oraz wziąć się za nowy materiał. Jak się z tym uporamy, będziemy myśleć nad trochę poważniejszymi rzeczami.

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: Archiwum zespołu