CARDINALS FOLLY – Stajemy się doomowym Motörhead

Od lat wierni tradycyjnemu, do bólu klasycznemu doom metalowi. Cardinals Folly. Może kogoś ta muzyka nudzić – jasna sprawa, ale nie można im odmówić szczerości. O Finlandii, powieściach grozy i Szatanie w krótkiej rozmowie opowiada Mikko Kääriäinen – basista, a zarazem wokalista grupy.

Dlaczego fińska muzyka jest taka mroczna i surowa? To przez klimat?

Prawdopodobnie tak, ale być może ma to też związek z tym, że Finowie są bardzo prostolinijni, szczerzy i… zwyczajnie prości. Nie odrzucają negatywnych emocji, nie chcą od nich uciec – starają się z nimi zmierzyć. Napisanie piosenki to dobry sposób na to. Zresztą, jakakolwiek sztuka to dobry sposób na zmierzenie się z bólem. Myślę, że to leży w fińskiej naturze.

Nie jesteście zbyt religijnym krajem…

Powiem więcej – moim zdaniem jesteśmy w zasadzie krajem pogańskim. Oficjalnie jesteśmy chrześcijanami, ale prawdę powiedziawszy, nie znam zbyt wielu wierzących osób. Religia nie ma dla naprawdę sporej części Finów większego znaczenia.

Więc bliżej wam w takim razie do Czech niż Polski.

Czytałem o Czechach. Są uważani za najbardziej ateistyczny kraj w Europie, ale – bazując na własnych doświadczeniach – myślę, że więcej tam wierzących niż u nas.CF2

Wyczytałem, że nazwę zespołu zaczerpnąłeś z jednej z książek Dennisa Wheatleya. Czym jest Cardinals Folly?

To budynek, on zresztą istnieje naprawdę, w Anglii. Mam nadzieję, że uda mi się go kiedyś zobaczyć. Uwielbiam książki Wheatleya, mam większość z nich, a ta nazwa – Cardinals Folly – od razu mi się spodobała. Brzmi bardzo doom metalowo, coś jak Reverend Bizzare, a oprócz tego ma ten anty-religijny aspekt – wiesz, ksiądz popełniający głupstwo. Nie jest to rzadkie zjawisko. To ma sens.

Jakimi jeszcze pisarzami się inspirujesz?

Robert E. Howard, H.P Lovecraft, Nietzsche, Philip K. Dick… Horrory, książki fantasy i historyczne – takie rzeczy głównie czytam. Klasyka.

Możemy odnaleźć któreś z tych inspiracji na Holocaust Of Ecstasy nad Freedom?

Jasne, chociażby w tytule, który jest nawiązaniem do opowiadania „Zew Cthulhu” Lovecrafta. Kawałek „La Papesse” inspirowany jest z kolei bardzo dziwnym francuskim horrorem o tym samym tytule z 1975. Wyreżyserował go Mario Mercier – gość zrobił w swoim życiu jedynie 3 filmy i wszystkie są tak samo pojechane.

Sporo jest w Waszej muzyce Szatana…

Szatan jest dla mnie symbolem człowieka; symbolem sprzeciwu i rebelii. Przecież my tacy właśnie jesteśmy – kiedy nam się coś nie podoba, staramy się to zmienić. Szatan to pozytywny przykład buntu. Pokazuje, że można z niego czerpać siłę.

W jednym z wywiadów wspomniałeś, że „Szatan uratował cię przynajmniej raz”. O co konkretnie Ci chodziło?

Pochodzę z bardzo religijnej rodziny – co prawda moi rodzice tacy nie są, ale reszta familii zdecydowanie tak. Mam na przykład szaloną ciotkę, która w pewnej wiosce położonej w centrum Finlandii opowiadała wszystkim, że czczę Szatana i generalnie jestem wcieleniem zła (śmiech). Muzyka heavy metalowa i Lucyfer w pewien sposób mnie przed tym obroniły – sprawiły, że nie jestem takim człowiekiem. Skupiam się na sobie, nie atakuję innych ludzi. Przecież nikogo tą muzyką nie CF4krzywdzę.

Zespół powstał 12 lat temu. Trudno było wtedy znaleźć w Finlandii chętnych do grania doom metalu?

Cholernie trudno było znaleźć kogoś, kto rozumiałby chociaż czym jest doom metal, a co dopiero jeśli chodzi o znalezienie członka doom metalowego zespołu. Prawda jest taka, że kiedy w 2004 roku zaczynaliśmy jako The Coven, byłem jedynym gościem w zespole, który naprawdę siedział w tej muzie. To odbywało się bardziej na zasadzie grania z kolegami. Dopiero 3 lata później, w 2007, kiedy zmieniliśmy nazwę oraz skład, staliśmy się zespołem w pełni świadomym tego, co gra. Teraz czuję, że jesteśmy naprawdę zgraną ekipą – regularnie robimy próby, gramy koncerty. Pomimo tego, że w tym roku wydaliśmy nowy krążek, za kilka tygodni nagrywać będziemy wersje demo kawałków na następny album.

Doom metal staje się coraz bardziej popularny?

Wydaje mi się, że tak. Mam wrażenie, że ludzie stają się coraz bardziej świadomi jeśli chodzi o muzykę undergroundową. W podziemiu dzieje się coraz więcej naprawdę ciekawych rzeczy, a wszystko napędza Internet – dzięki niemu zespoły mogą dotrzeć do znacznie większej rzeszy osób. Przy czym uważam, że Internet ma też ciemne strony. Wielu ludzi jest uzależnionych od portali społecznościowych – zamiast cieszyć się życiem, zastanawiają się, co wrzucić na Facebooka i jak zareagują na to ich znajomi. Dla sporej części osób świat wirtualny staje się światem rzeczywistym.

Granie metalu to w Finlandii kosztowne hobby?

Generalnie trudno mi powiedzieć, ale my radzimy sobie coraz lepiej. Płyty wydaje nam wytwórnia, więc tutaj nie ponosimy kosztów, a jeśli chodzi o koncerty to wychodzimy na plus. Więcej zarabiamy niż wydajemy. Gorzej jest, kiedy chcesz ruszyć w trasę po Europie, wtedy koszty drastycznie rosną. Doom w naszym kraju jest całkiem popularny, sporo zespołów gra taką muzykę, a ludzie przychodzą na koncerty. Zupełnie inaczej wygląda to w Szwecji – mam kolegów w pewnym doomowym zespole z tego kraju i… nie grają żadnych koncertów. Nie ma tam zapotrzebowania na taką muzykę.

W ogóle mam wrażenie, że Szwecja i Finlandia mocno się od siebie różnią.

To zupełnie inni ludzie, zupełnie inny język…  Szwedzi są bardziej otwarci, my jesteśmy raczej cisi i spokojni. Znacznie więcej wspólnego mają z Norwegami niż z nami. Myślę, że Finlandia to bardzo tajemniczy kraj. Nie ma drugiego takiego.

Stajemy się doomowym Motörhead

Stajemy się doomowym Motörhead

Wróćmy jeszcze do muzyki – gracie coraz szybciej, doomową piwnicę zastępuje powoli stonerowa pustynia. Z czego to wynika?

Myślę, że w pewnym sensie stajemy się takim doomowym Motörhead. Gramy coraz szybciej i brzmimy coraz bardziej „metalowo”. My zresztą inspirujemy się także takimi zespołami jak wspomniane wyżej Motörhead czy Iron Maiden. To będzie słychać na następnej płycie. Będzie bardzo różnorodna – sporo szybkich jak i wolnych fragmentów w każdym kawałków.

Macie już jakieś plany co do nowego krążka?

Prawdopodobnie ukaże się w przyszłym roku, aczkolwiek nie śpieszymy się. Czekamy na odpowiedni moment. Mam wrażenie, że to będzie nasz najlepszy krążek. W zespole panuje świetna atmosfera, czerpiemy radość ze wspólnego grania… Czego chcieć więcej?

Rozmawiał Paweł Drabarek

Zdjęcia: archiwum zespołu