CARCASS – Stal rdzewna

Metal, niby żywy człowiek, im starszy tym dziwniej się zachowuje, a historia Carcass obrazuje to w całej krasie. Jako nastoletnie chłopię obserwowałem na kartkach pism muzycznych rozkład Truchła w atmosferze niesmaku po (znakomitym) „Swansong” i ogólnego tumiwisizmu wokół kapeli, którą wszyscy spisali na straty. Wystarczyło nie istnieć 12 lat, żeby zespół mógł wrócić jako klasyk i bogowie metalu, fetowany za sam fakt reaktywacji. Tę pozycję ugruntowuje im oczywiście klasyczny dorobek sprzed prawie 20 lat, bo przecież nie „Surgical Steel”, która jaka jest, każdy już wie. Wątpliwości co do nowej płyty przedstawiłem w stosownej recenzji, pora więc dyplomatycznie odpytać Billa Steera – człowieka o nienagannych manierach i onieśmielającej kulturze wypowiedzi.

Wychodzi na to, że od 1985 roku do dziś Carcass dłużej nie istniał niż istniał… Jakie to uczucie, wracać po tylu latach w aurze gwiazdorstwa, jako zespół kultowy?

Cóż, „gwiazdorstwo” to za mocne słowo. Wciąż jesteśmy zespołem podziemnym, przynajmniej w tym sensie, że niewiele osób spoza sceny zna naszą nazwę czy muzykę. Ale tak, Carcass wydaje się dziś o wiele popularniejszy niż za dawnych lat.

 stal rdzewna

stal rdzewna

„Surgical Steel” stanowi swego rodzaju łącznik między „Necroticism” a „Heartwork” i nie brzmi raczej jak kontynuacja hardrockowego „Swansong”. To chyba pierwszy album w waszym dorobku, na którym oglądacie się za siebie zamiast po raz kolejny na nowo określać własne brzmienie. Czy przed pisaniem nowego materiału dyskutowaliście o tym, jaki kierunek obrać?

Tak naprawdę nie prowadziliśmy żadnych dyskusji. To byłoby zbyt wykalkulowane. Po prostu przyszedłem do sali prób z paroma riffami, i we trzech (Jeff, Dan i ja) zabraliśmy się do pracy nad aranżowaniem utworów. Osobiście uważam, że na tej płycie patrzymy jednak przed siebie. Jasne, że jest tu mnóstwo momentów, które brzmią podobnie do naszych starych nagrań, ale pojawiają się też elementy, których nigdy na albumach Carcass nie było.

Nie licząc Brujeria, żadna z kapel, w których graliście po rozpadzie Carcass, nie brzmiała choćby minimalnie jak muzyka zawarta na „Surgical Steel”. Dlaczego właściwie zatoczyliście koło i wróciliście do death metalu?

Chciałem znów podjąć to wyzwanie. Tak, przez pewien czas byłem zupełnie gdzie indziej i tworzyłem inną muzykę, ale w mojej głowie wszystko układa się w logiczną całość. Dziwnie byłoby rozwiązać teraz zespół tylko po to, by założyć nowy, który grałby dokładnie to samo.

Czy wchodząc do studia mieliście konkretną wizję tego, jak powinien brzmieć wasz nowy album?

Byliśmy w pełni świadomi tego, jak chcemy podejść do nagrywania. Zwracaliśmy uwagę, aby brzmienie było w granicach rozsądku naturalne. I musiało być w tym „powietrze” i przestrzeń, nie pakowaliśmy się w sztuczne wyrównywanie nagrań i całą tę studyjną synchronizację, którą stosuje dziś tak wiele kapel.

Kto wpadł na pomysł, aby okładka bezpośrednio nawiązywała do klasycznego obrazka z „Tools of the Trade”?

Jeff. Spędził cały dzień układając nowy krąg z narzędzi chirurgicznych, a Ian Tilton robił zdjęcia.

Jak opisałbyś osobiste relacje wewnątrz Carcass? Jaki klimat panuje w zespole biorąc pod uwagę, że Michael (Ammot, lider Arch Enemy i zdrajca metalu – przyp. B.) nie brał udziału w sesji, a Ken (Owen, pierwszy i najlepszy perkusista Carcass – przyp. B.) wciąż nie jest w stanie grać?

Minęło wiele lat od kiedy Ken doznał wylewu. W ostatnim czasie pracował bardzo ciężko, abyCarcass Zabija wrócić do normalnego życia, z pomocą rodziny i bliskich przyjaciół. Zamiast rozpamiętywać to, co stało się parę lat temu, patrzymy na to tak: to cud, że wciąż jest z nami. Z Michaelem jest zupełnie inaczej, bo nie był jednym z założycieli zespołu i grał się tylko na dwóch z naszych starych płyt – Ken zaś na wszystkich. Trudno więc porównać obie sprawy. Być może trochę szkoda, że Michaela nie było z nami na pokładzie, ale zwyczajnie nie dałby rady nagrywać tej płyty. Arch Enemy jest jego priorytetem i wszyscy o tym wiedzą.

Sympatycznie było zobaczyć Kena wchodzącego na scenę podczas jednego z waszych poreaktywacyjnych koncertów w 2008 roku. Czy wciąż powinniśmy o nim myśleć jako o członku zespołu? Czy Ken miał jakiś wkład w waszą nową muzykę?

Jak już mówiłem, Ken był w Carcass od początku aż do końca „pierwszej” ery, tak więc jest on wciąż członkiem zespołu. Wpadł do studia nagrać dodatkowe wokale do paru kawałków. I na całe szczęście, bardzo podoba mu się nowy materiał.

W okresie „Heartwork” i – zwłaszcza – „Swansong” Carcass ciążył w kierunku społecznej i politycznej tematyki tekstów. Wydawało się, że straciliście zainteresowanie estetyką gore, czemu więc nawiązujecie do niej na nowym albumie?

Musiałbyś spytać Jeffa, on jest tekściarzem. Ale szczerze mówiąc nie wydaje mi się, żeby wrócił do estetyki gore. Teksty na tej płycie dotyczą różnych tematów – okrucieństwa wobec zwierząt, polityki, wojny, religii…

 niektórzy uznali nas za swoją inspirację

niektórzy uznali nas za swoją inspirację

„Surgical Steel” wyciekł do sieci na długo przed oficjalną premierą, i praktycznie każdy zainteresowany zna już waszą płytę. Jak się z tym czujecie?

Należało się tego spodziewać. Nie poczuliśmy się jakoś szczególnie dotknięci, choć oczywiście nasza wytwórnia była daleka od szczęścia.

Czy żałujesz straconego czasu po tym, jak rozpadliście się w latach 90.?

Nie. W tamtym czasie nie było dla nas miejsca na scenie metalowej. Obecnie ludzie nazywają te płyty „klasykami”, co jest oczywiście miłe, ale trzeba pamiętać, że wtedy nikt tak nie uważał.

Tytuł pierwszego utworu na „Surgical Steel” („1985” – przyp. B.) to swego rodzaju ukłon w stronę waszych korzeni, jednak muzycznie nie ma z nimi wiele wspólnego. Ciekaw jestem jak oceniasz wasze demówki i pierwsze dwie płyty?

Wszystkie one oddają to, czym w danym momencie byliśmy jako muzycy, i z tego powodu cenię każdą z nich.

Posiadam reedycję „Symphonies of Sickness” z 1994 roku, wydaną z fatalną fioletową okładką. Czy autoryzowaliście to wydawnictwo?

Nie, nie mamy nic to gadania w tej kwestii. Rozstaliśmy się z Earache Records dawno temu, od tamtego czasu kilka razy wznawiali i zmieniali szatę graficzną naszych starych albumów.

A co sądzisz o wznowieniach płyt Carcass w serii „full dynamic range”? Konsultowaliście je?

Naprawdę sądzisz, że ktoś by nas wysłuchał? Prawa przemysłu muzycznego wciąż faworyzują wytwórnie kosztem artystów, więc nie mamy prawa głosu w żadnych sprawach tego typu.

Jak oceniasz remiksy utworów Björk i Killing Joke, które nagraliście tuż przed rozpadem?

Jeff spędził cały dzień układając nowy krąg z narzędzi chirurgicznych, a Ian Tilton robił zdjęcia

Jeff spędził cały dzień układając nowy krąg z narzędzi chirurgicznych, a Ian Tilton robił zdjęcia

Grałem partie gitary rytmicznej w remiksie Björk, ale nie podoba mi się rezultat. Większość roboty wykonali Jeff i Carlo. Do dziś natomiast nie słyszałem remiksu Killing Joke, nie brałem w nim udziału.

Czy śledzicie dokonania zespołów, które bezpośrednio inspirowały się waszą muzyką, jak Xysma, Haemorrhage, Dead Infection, nie wspominając o The County Medical Examiners?

Słyszeliśmy niektóre z tych kapel, oczywiście bardzo nam to pochlebia…

Wydaje mi się, że metalcore i melodyjny death metal zawdzięczają Carcass tyle samo, co zespoły grindcore’owe. To dość oczywiste, że „Heartwork” zawiera elementy, które łatwo wychwycić na wielu współczesnych płytach metalowych. Czy uważasz, że cieszycie się uznaniem, na jakie zasługujecie?

Trudno powiedzieć. Staram się patrzeć na pozytywne aspekty, przynajmniej niektórzy uznali nas za swoją inspirację.

Śledzicie nowe wydawnictwa zespołów ze starego katalogu Earache, jak Morbid Angel, Napalm Death czy Brutal Truth?

Ja osobiście nie, ale sądzę, że Jeff owszem.

Bardzo podobał mi się inspirowany filmem „Reanimator” plakat – ten, na którym Ken trzyma strzykawkę. Niewiele wiadomo na temat waszych pozamuzycznych inspiracji, czy czerpiecie je z kina? Filmy horror/gore wydają się najpewniejszym strzałem…

I znów, to bardziej działka Jeffa. Nasz nowy gitarzysta Ben również lubi ten gatunek.

Czy po tylu latach dalej twierdzicie, że „corporate rock really does suck”?

Nie chciałbym się podpisywać pod tak ogólnym stwierdzeniem. Dla mnie to tylko zaczepny tytuł, który Jeff wymyślił, aby oddać swoją irytację ówczesną relacją z Columbia Records. Tak, z dużymi wytwórniami wiąże się wiele negatywnych aspektów, ale nie czarujmy się co do niezależnych – one potrafią być równie trudne we współpracy

Rozmawiał Bartosz Cieślak

Zdjęcia: Adrian Erlandsson