CALM HATCHERY – szkoła życia

Granie death metalu to ciężki kieliszek chleba. Profitów raczej nie ma, popularność wśród fanów na pstrym koniu jeździ. Pozostaje wytrwałość, zawziętość i cel, który chce się zrealizować. Może to być płyta, może koncerty. Jednak istotą nap… brutalnego death metalu pozostaje w tym smutnym jak by  nie patrzeć kraju, pasja. Bez niej mielibyśmy dwa zespoły na krzyż (odwrócony…) i długo, długo nic. Nie piszę tego, żeby jakoś usprawiedliwić to co dzieje się na scenie DM, ale też i mój rozmówca, Piotr „Huzar” Hauzer, nie ma złudzeń i twardo stąpa po metalowym poletku. Choć ma powody do zadowolenia, bo właśnie nakładem Selfmadegod ukazała się nowiutka płyta jego zespołu Calm Hatchery „Fading Reliefs” a grupa ma okazję pokazać się szerokiej publice grając trasę u boku Vader. Jak jest i jak będzie – oto rzeczywistość widziana z perspektywy muzyka metalowego…

CH to zespół death metalowy, nasuwa mi się zatem pytanie, czy grając tak czysty gatunkowo metal, jest szansa, że kiedyś „skręcicie” gdzieś obok? Czy może wierność formie jest najistotniejsza?

Witaj. Nie dbamy o „wierność” formy. Nie zakładamy sobie żadnych sztucznych podziałów przy komponowaniu muzyki. Wydaje mi się, że próby skręcania, może nie tak widoczne, ale jednak mają miejsce na naszym najnowszym krążku „FadingCH band3 Reliefs”. Jasne, na początku, kiedy zaczęliśmy wspólnie grać, chcieliśmy się wyżyć jako deathmetalowcy, dzisiaj jest trochę inaczej.

Wróćmy na chwile do przeszłości. Poprzednia płyta ukazała się już daaawno temu – jeśli miałbyś sklecić kilka słów na temat tego co wydarzyło się po jej wydaniu? Co się udało, a czego z założeń nie zrealizowaliście?

Poprzednia płyta właściwie otworzyła nam „furtkę” na głębsze wody. W maju 2010 roku kiedy album „Sacrilege of Humanity” był już nagrany, nie mieliśmy nawet wydawcy. Płytę zaczęliśmy rozsyłać w świat z miernym skutkiem. W między czasie zgłosiliśmy się na konkurs muzyczny GENERACJA 2010 w Koszalinie, gdzie główną nagrodą były pieniądze oraz zagranie w finale u boku Vader i Napalm Death. Zgłosiliśmy się i… spośród wielu zgłoszeń zostaliśmy wybrani do półfinału – wygraliśmy. Dzięki temu zwycięstwu poznaliśmy naszego przyszłego wydawcę, który był akurat w jury i zainteresował się naszym zespołem. Na finale poznaliśmy również Petera z zespołu Vader… Pół roku później nasza płyta ukazała się pod szyldem Selfmadegod i zostaliśmy zaproszeni na trasę z Vader… Poprzednia płyta zapewniła nam więcej niż sobie wyobrażaliśmy.

Pewnie owa trasa była spełnieniem marzeń? Czego nauczyliście się jako przecież ukształtowany już zespół od Petera i spółki?

Tak, była spełnieniem marzeń, z Vader zagraliśmy już dwie trasy. Rzeczywiście, podpatrywaliśmy Vadera na koncertach, na próbach dźwięku, ale i na pracę technicznych. Na pewno zaimponował nam Peter jako doświadczony muzyk, niezależnie od sytuacji, warunków w klubie świetnie sobie radził z przeciwnościami losu, pełen profesjonalizm i świetne opanowanie instrumentu, zresztą to się tyczy całego Vadera. Na trasie wiadomo, zdobyliśmy doświadczenie sceniczne ( choć dużo nam jeszcze brakuje do ideału), ale nauczyliśmy się również systemu pracy, czyli jest czas na rozładowanie sprzętu, próba dźwięku, obiad, koncert potem pakowanie sprzętu i wyjazd na następny koncert. To była dla nas szkoła życia.

Dzisiejszy death metal jest niemal tak samo podzielony jak nasza stara Europa. Czy są jakieś nowinki w tym gatunku, które Was ostatnio zaskoczyły czy zainteresowały, a może raczej należycie do gatunku ortodoxów, co raczej gustują w klasyce?

Wiesz, z tym to bywa różnie. Ja za siebie mogę odpowiedzieć, że dzisiaj mało który zespół potrafi czymś zaskoczyć. Zespołów jest masa i to świetnie wyszkolonych technicznie, ale mało jest w większości z nich charakteru, własnego ja i naprawdę ciekawych kompozycji. Osobiście, wciąż słucham pierwszych albumów Morbid Angel, Nocturnusa, ale oczywiście śledzę nowości, np. Gorguts zaskoczył bardzo pozytywnie, czy nowy Ulcerate.

Dla mnie przyszłość death metalu to właśnie Ulcerate, choć to już w zasadzie black metal, szczególnie na ostatniej płycie. Calm Hatchery stoi jednak na straży tej bardziej tradycyjnej formuły łojenia – zgodzisz się z taką opinią?

Na dzień dzisiejszy jesteśmy gdzieś pomiędzy, choć nam już brakuje dystansu do samych siebie, ale próbujemy. Ostatnia płyta to jakiś etap przejściowy pomiędzy tradycją a czymś nowym, czas pokaże…CH band1

Właśnie – nowa płyta. Ciekawe jest to, że kiedy jej słuchałem, odniosłem wrażenie, że skręciliście nieco w stronę… black metalu. Co Ty na takie dictum??

Wiesz, jeśli usłyszałeś w ogóle jakiś skręt, to chyba dobrze. Czy są to skręty w stronę black metalu? Nie wiem ! Być może dla niektórych słuchaczy tak będzie. My tworząc te utwory nie analizowaliśmy ich po kątem muzycznych szufladek… Staraliśmy się rzeczywiście odświeżyć trochę naszą formułę.

A na czym – z Waszego punktu widzenia – takie odświeżanie polegało?

Na zastosowaniu nowych patentów nie granych przez nas wcześniej. Są wstawki akustyczne co jest nowością w naszym zespole, pojawiło się więcej partii wokalnych niekoniecznie tylko growlujących, użyliśmy również więcej nowych harmonii i akordów w partiach gitarowych, z mniej lub bardziej udanym skutkiem, ale przynajmniej spróbowaliśmy.

Death metal i kwestia tekstów to dość drażliwy temat. Jedni idą stronę spraw socjalnych, inni nadal trzymają się magii i diabełków – czy Wy macie jakiś pomysł na metalowe tekściwa? Jest coś takiego jak przekaz Calm Hatchery?

Jest pewna forma przekazu i nie są to ani diabełki, ani gore. Utwory są raczej filozoficzne. Obnażają istotę ludzką z jego błędnych wyobrażeń o sobie samym i o sensie istnienia człowieka we wszechświecie, o jego abstrakcyjnych wymysłach, mitologiach oraz tematy wychodzące poza czas i przestrzeń.

Prowadzenie zespołu w dzisiejszych czasach dobrobytu jest paradoksalnie, dość trudne. Czy nie uważasz, że współczesny świat narzuca pewne formy promocji, co powoduje, że tak po prawdzie nie możemy już myśleć o czymś takim jak niezależność?

Ciekawe pytanie. W pewnym sensie chyba tak właśnie jest. Normalnie byśmy nie nakręcili teledysku, ale wszyscy naokoło tak robią i w pewnym sensie klip zrobiliśmy, można powiedzieć, że pod presją – to przykład. Sama niezależność i wolność jest w muzyce, natomiast całe to zamieszanie związane z promocją to meczący temat.

szkoła życia

szkoła życia

Męczący, ale konieczny, żeby wyróżnić się choć trochę w tej masie. Nie uważasz, że dzisiaj zespołów jest zdecydowanie za dużo?

Tak, zdecydowanie konieczny, ale w moim odczuciu jest to wymuszone… Uważam, że zespołów jest za dużo. Rynek pęka w szwach, ale z drugiej strony, nie można nikogo ograniczać. Jeśli ktoś ma ochotę grać z zespołem, niech to robi. Takie mamy czasy. Dzisiaj, w dobie wszystkiego, sztuką jest zrobić coś co jest szczere, emocjonalne… Mało komu się to udaje.

Jak zwykle CH ma ciekawą, przykuwającą uwagę okładkę. Możesz zdradzić jej historię? Co ona w zasadzie obrazuje? Z mojego punktu widzenia na pewno spełnia rolę marketingową…

Okładka jest dziełem Mentalporna, który zobrazował moją wizję płyty, jeśli chodzi o treść. Okładka miała być surowa w bardzo delikatnych kolorach. Chcieliśmy aby okładka była surowa, nie tak „komputerowa” i kolorowa jak z naszej poprzedniej płyty. Nie zgodzę się, że szata graficzna jest marketingowa. Ta okładka idealnie odzwierciedla treści zawarte na płycie… I z mojego punktu widzenia budzi pewien niepokój.

Jesteście w samym środku batalii koncertowej. Może kilka uwag&refleksji z „pola bitwy”?

Trasa jest bardzo intensywna. Publiczność dopisuje. Mamy za sobą naprawdę udane występy w miastach jak Wrocław, Gdańsk, Białystok, Warszawa czy Kraków. Frekwencja średnio około 500 osób, więc chyba jest nieźle zagrać u boku tak zacnych zespołów jak Vesania i Vader, to zaszczyt i przyjemność. Przy okazji chcę pozdrowić kolegów z tych bandów!!

Death metal to ciężki kawałek chleba – myślicie o czymś takim jak zawodowa liga, czy bardziej szczerze jest wtedy, gdy muzyka zostaje hobby po godzinach pracy? Na jakim etapie znajduje się obecnie CH?

Finansowo nas troszkę „przepłukało” ze względu na sesję nagraniową i nie tylko… To bardzo trudny okres dla zespołu, nawet na trasie pojawiły się wątpliwości – „być czy nie być”. Kasy z tego nie mamy, raczej dokładamy do interesu. Dokończymy trasę i się okaże co z nami będzie. Na razie jesteśmy jeszcze na etapie hobby.

Miejmy nadzieję, że to nie będzie ostatni akcent ze strony CH. Myślisz, że niezależność=bieda? Dzisiaj pojawił się np. wywiad z Robertem Brylewskim, który przyznaje, że mimo wielu, wielu płyt na koncie nie stać go na żarcie… Smutne to jest.

Nie jest wesoło. Takie są realia. Wydaje mi się, że na zachodzie jest trochę łatwiej zespołom z niszowych gatunków. Nie można się poddawać. Dopóki istnieje wewnętrzny płomień, potrzeba ekspresji wyrażania swojego ja, trzeba to robić, ale rzeczywiście, trudna sytuacja finansowa może zniweczyć wszystko. Teraz dopiero zrozumiałem, że życie muzyka, artysty jest bardzo trudne…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu