BULLET BELT – między innymi punk…

Czasami jest tak, że demo, zwykła „zajawka” jakiegoś zespołu, potrafi mocno sponiewierać. Ostatnio rzadko kiedy daję się ponieść debiutom, jednak tym razem się udało. Stołeczna załoga Bullet Belt gra bezpretensjonalną muzykę, która z założenia powinna być maksymalnie pretensjonalna. Chłopakom udaje się na „Divided Youth” (wydanie kasetowe!) ominąć mielizny crossovera i dotrzeć do samego jądra tej stylistyki. Może pomaga w tym fakt, że w zespole są i zdeklarowani metalowcy i punkowcy? A może błogosławieństwo Kostrzewskiego Romka? Jeśli dodać do tego energię i dużą sprawność wykonawczą, mamy przepis na udany debiut. Oby tak dalej – czekam na kolejną porcję hałasu a dzisiaj zapraszam na pogawędkę z gardłowym zespołu – Jakubem Góreckim…

Bullet Belt wpisuje się w całkiem niemałą scenę zafascynowaną thrash metalem. Czy możecie umiejscowić Wasz zespół wśród innych tego typu załóg? Bliżej Wam do SSS czy np. Świniopasa?

Przede wszystkim nie rozgraniczał bym tych dwóch zespołów inaczej niż geograficznie, mówimy tu o takich dwóch ekipach, które zawsze pokazywały, że bawią się w granie tego w taki sposób, jaki mi odpowiada najbardziej – thrash metal, który nie ma zamiaru zapomnieć o tym, ile zabrał z punk rocka. Czy stawiałbym nasz zespół bliżej któregokolwiek z nich? Raczej nie, na pewno nam nie udało się być w tym co robimy aż tak dowcipni i należy jeszcze dodać, że Świniopasa już nie ma  miejsce ich zajął Tester Gier, który na pewno ze składu Świń zachowałBullet szarpie struny wokalistę i ma ciągnąć ten sam klimat metalowego cyrku.

Co zatem w Waszym przypadku było najpierw – punk czy metal? Pytanie o tyle istotne, że po trzech dekadach hałaśliwego żywota tychże, zaczynać można flirt z muzyką z bardzo rożnych stron…

Nastoletni metalowcy na przełomie podstawówki/liceum, to jest element wspólny u nas; każdy to zaliczył i stąd sentyment, który doprowadził do tego, że w ogóle chciało się grać coś takiego. Potem już bywało różnie; ja obecnie definiuję siebie przez pryzmat tego, co działo się później, przez poznanie hc/punk bardziej niż kumplowanie się z typem w koszulce 1125. Coś podobnego wydarzyło się w życiu każdego z naszej piątki, tylko w różnym stopniu. Ja naprawdę nie potrafię tego do końca rozgraniczyć, wiem czemu przestałem czuć się częścią tego całego „metalu” lata temu, ale też wiem, że ile rzeczy, które mam w głowie, zakiełkowało właśnie wtedy. To jest taka trudna miłość – uwielbiam tę muzykę, ale muszę mieć na to wszystko spory filtr i mnóstwo dystansu. Jako skład jesteśmy pół na pół – połowa zespołu to hc/punki, reszta to metale, nawet jak nie mają włosów, ale przede wszystkim koledzy. „Stety” lub niestety, punk przyszedł z czasem; najpierw było się sierściuchem, kłamać nikt nie będzie. Obawiam się jednak, że dla ogółu sceny metalowej chyba jesteśmy zespołem mimo wszystko hardcore, stwierdzam to, kiedy przypominam sobie opinie przed i po koncercie z Exodus w zeszłym roku.

Przejdźmy do Bullet Belt – jakie były Wasze początki, co zdecydowało o założeniu zespołu o takim właśnie profilu? Jesteście punkowcami lubiącymi trasz czy traszowcami odkrywającymi punk?

Zespół powstał z powodu koleżeńskiej obietnicy. Obydwaj gitarzyści pochodzą z Chełma. Kiedy Grzesiek wyprowadzał się do Warszawy, ustalili sobie, że jeżeli skończy się tak, że obydwaj będą mieszkać w stolicy, założą zespół, którego nie udało się im zrobić wcześniej. Łukasz po kilku latach dostał tu pracę i stało się. Nie stanęło na przeszkodzie też to, że w międzyczasie Grzesiek grał już w dwóch innych zespołach, w Death Row i dołączył do Burst In. Podstawowe założenie też zostało spełnione – miał być thrash, mieli grać to, co było dla nich najważniejsze za małolata. Potem każda osoba, która doszła, dołożyła coś od siebie. Między innymi punk.

między innymi punk

między innymi punk

Na pewno BB zostanie zapamiętany z powodu nietypowego wydania materiału czyli kasety. O co chodzi – snobizm, żart, chęć zwrócenia uwagi? To ciekawe, bo w dobie upadku kompaktów i renesansu winyla Wy sięgacie jeszcze głębiej…

Wbrew pozorom kaseta też przezywa swój renesans. Wyglądało to tak, po nagraniu dema od razu wylądowało ono w Internecie, za darmo. Nie ma co ściemniać, demo nagrywasz, by pokazać ludziom z czym mają do czynienia. Nie robisz tego aby zarobić, ba, nie wiem, czy nawet jest ktoś tak naiwny aby liczyć na zwrot, to nie priorytet, najważniejsze jest aby ktokolwiek usłyszał to, co robisz. Z drugiej strony głupio nie mieć fizycznego dowodu na nagranie tych sześciu kawałków, dlatego jak parę inKasetynych zespołów przed nami w ostatnich latach, wzięliśmy od znajomych namiary i wydaliśmy to na kasecie. Dlaczego akurat kaseta? Po pierwsze sentyment do czasów kupowania piratów bazarowych ze źle wydrukowanymi okładkami. Jesteśmy dzieciakami, które wydawały na te kasety kieszonkowe, na te piraty,  jak i na oryginały w Planet Music, cholera, pamiętam pielgrzymki do tego sklepu… Idąc dalej, wydawanie dziś muzyki to czysto kolekcjonerska sprawa, dla mnie winyl, kaseta i CD ma taką samą wartość, nie dbam o format tak długo jak posiadam oryginał fizycznie. No i demo na kasecie. To naprawdę fajnie wygląda. Ja jestem dumny z tego jak nam wyszło, a 3/4 roboty to DIY. A jak ktoś nie lubi formatu, trudno, bandcamp pozwala Ci ściągnąć te kawałki w naprawdę świetnym formacie, nie tylko mp3.

Ten materiał to, jak rozumiem, „zajawka”. Co zatem dalej – macie w planie normalną płytę, czy jeszcze za wcześnie by o tym mówić?

Piszemy nowe kawałki, utwory z demo mają już pół roku, więc po prostu jest potrzeba spróbować zrobić coś więcej. Ale z planami konkretnymi jest ciężko coś powiedzieć. Fakt, zaproponowano nam jedną opcję, ale „co i jak”, będziemy wiedzieć w ciągu najbliższego tygodnia, max dwóch, nie powinienem pisać nic więcej. Na pewno coś nagramy, jedno albo może i dwa wydawnictwa, na pewno będzie to w tym roku, mam nadzieję, że szybciej niż później. Styl się nie zmieni, może co najwyżej długość kawałków przekroczy trzy minuty, ale raczej też nikt z nas do tego jakoś uparcie nie dąży. W dwóch minutach można naprawdę zamknąć wszystko, co lubię w crossover.

W recenzji zastanawiałem się, ile w waszej muzyce jest powagi a ile pastiszu i „puszczania oka” do słuchacza. Czy teksty też korespondują z muzyką? O czym chcecie nam opowiedzieć?

Na pewno nie mam zamiaru robić z tego spiętego i przesadnie poważnego zespołu, ale tak samo ani przez chwilę nie miał z tego wyjść kabaret. Z tekstami był problem; na początku chciałem aby było trochę śmieszniej – alkohol, komiksy, religia. Niezbyt mi wyszło, nie potrafię pisać zabawnie tak, bym sam po chwili nie wstydził się swoich słów. Tak więc tekst mający być kawałkiem o piciu z kolegami w weekendy, stał się nagle tekstem o zapijaniu stresu w pracy, teksty o Silver Surferze zniknęły, a na ich miejsce trafiło trochę rozliczania się z samym sobą, najbliższym otoczeniem, tylko religii obrywa się tak jak pierwotnie planowałem. O tym mogę pisać bez skrępowania. Ale też trafił się jeden problem, gdzie sam bałem się, że popłynąłem za bardzo: kawałek „Right To Die” jest, a przynajmniej miał być, głosem w kwestii czegoś, co z angielska funkcjonuje jako „assisted suicide”, nie można nazwać tego stricte eutanazją, ale chodziło o kwestię prawa, które pozwala decydować jednostkom, kiedy chcą skończyć swoje życie, coś, co każdy powinien kojarzyć z nazwiskiem Jacka Kevorkiana. To był moment, kiedy bałem się, że poszedłem z powagą za daleko, ale z drugiej strony, w tylu tekstach gdzieś zaBullet wrzeszczyhaczam o tematykę wolności, czemu zatem miałem nie stać za wolnością nawet w tej kwestii, w końcu w to wierzę. Niezależnie jak trudny to temat. Ale pamiętam, o co chodzi Ci z puszczaniem oka: o Romka Kostrzewskiego we wkładce do kasety. Wiesz, nie gramy oryginalnej muzyki, naśladujemy coś, co powstało 30 lat temu i oddajemy po swojemu trybut. Tak jest w muzyce, w tekstach, gdzie często cytuję fragmenty cudzych słów, tak jest z otoczką, czego przykładem sąBullet bębni okładki kasety z Mustainem i Hetfieldem, czy Flanaganem i Josephem, no i właśnie Romek we wkładce jako patron zespołu. Nie ma pastiszu, ale jeżeli ktoś widzi to puszczanie oka czytając tekst, patrząc na okładkę, słuchając sampli, to udało nam się osiągnąć cel. Nie trzeba do tego koniecznie ubierać się od góry do dołu tak jak chłopaki w 86.

Pięć najważniejszych płyt, które ukształtowały Was jako muzyków odpowiedzialnych za „Divided Youth”?

Cholera, bez reszty będzie to trochę naciągana odpowiedź… Jeśli chodzi o pierwszą płytę, ręczę za wszystkich: Kat „Oddech wymarłych światów” – to jest po prostu coś, czego nie da się olać, zignorować i nie docenić. Krajowe podwórko zaserwowało płytę, którą można naprawdę z dumą eksponować na tle wszystkich kamieni milowych thrashu… Resztę dobieram już sam, ale myślę, że też będzie to o czymś świadczyć: Schizma „Pod naciskiem” – tę płytę wrzucam w każde podsumowanie jak mantrę. Slayer „Divine Intervention” – wiem, że inne albumy Slayera są uważane za te „naj”, ale ta płyta ma coś co sprawia, że zawsze ją docenię, absolutnie chory klimat. Suicidal Tendencies „How Will I Laugh Tomorrow” – czy można chcieć grać taką muzykę, nie kochając tego, co dzieje się na tej płycie?! Post Regiment „Czarzły” – to tak, jak ze Schizmą, te płyty za małolata układały to, co mam w głowie i bez tego pisałbym rycerzach, smokach i valhalli…

Na zakończenie kilka słów o tym co spotka nas ze strony BB w najbliższych miesiącach – dzięki za poświęcony czas!

Wielkie dzięki za zainteresowanie z Twojej strony. A w najbliższym czasie będziemy grać, oby… W Katowicach z Testerem Gier i Snake Eyes. No i będziemy szukać (niestety, pewnie nadal głównie weekendowych…) dat, aby kręciło się dalej. W wakacje na 100% gramy na Punk Piknik w Bronowicach, w naprawdę fajnym składzie, a co lepsze, jedziemy tam z Death Row i Hard To Breathe…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Paulina Mirowska i Janek Fronczak/shadesofgrey.pl