BRUNO ŚWIATŁOCIEŃ – lekka muzyka mnie irytuje…

Depresyjnym dźwiękom oddajemy należną im cześć. Wreszcie jest to możliwe, bo z powierzchni ziemi – co jest zapewne skutkiem zmian klimatycznych – poznikały wszystkie koszmarki spod znaku „gotycki metal„. Dzięki temu, mogę się zdołować na poważnie, zasmucić bez histerycznego malowania ryja białą farbką i wyciągnąć z przepastnej szafy płyty The Wolfgang Press, Joy Division czy My Bloody Valentine. Triumfalny powrót zimna i depresji, obwieszcza druga płyta pochodzącego z Wejherowa niezwykłego tworu Bruno ŚwiatłoCień. Wielce to artystowski projekt, co nie dziwi, skoro na jego czele stoi Bronisław Ehrlich – malarz, poeta, biegacz długodystansowy, wegetarianin i śpiewak, co swoim głosem i tekstami zostawia trwałą rysę w pamięci. „Czerń i Cień II” to  wreszcie pełny skład i walka między post nowofalowymi przymrozkami, chroniczną ociężałością shoegaze a gotycką katakumbą. Zespół ciągle dobija się do drzwi sławy, deklarując chęć grania nawet z Lady Pank, ja jednak wiem swoje – nie dla nich blichtr popkultury, bo w świecie Bruna panuje noc. Czy tak jest? Być może odpowiedź na to pytanie da Wam rozmowa, jaką dobyłem z  liderem zespołu, Bronisławem Ehrlichem i perkusistą Kordianem Sikorskim.

Najważniejszym składnikiem, definiującym Waszą muzykę jest klimat. Dodajmy, dość depresyjny. Czy to odbicie życia, odreagowanie, może wyrzucenie złych emocji, albo jeszcze coś innego?

Bronisław: To jest odbicie wnętrza, melodie, które wędrują po moim ciele. Odbicie moich stanów neurotycznych. Próbowałem robić wesołe piosenki dla mojej córki, ale niestety, nie udało się…

Kordian: Dodatkowo nasze miasto otoczone jest lasami, blisko morza, taki jesienny klimat; to wszystko potęguje nastrój, jaki oddajemy w naszej muzyce.

Kwestia, jak zdefiniujemy „wesołe piosenki”. Najbardziej depresyjny album The Cure „Pornography” spotkał się z niesamowitym przyjęciem. Myślisz, że dzisiaj jest szansa, żeby ludziska tak reagowały na dźwiękowy smutek?

Bronisław: Uwielbiam album „Pornography”, ale i również „Faith”, „Seventeen Seconds” – po tych albumach The Cure mogłoby przestać istnieć. Natomiast jeżeli chodzi o wesołe piosenki: sztuka jest rozrywką w sferze intelektualnej; jako melancholik postrzegam zatem bardzo pozytywnie „Pornography”, lżejsza muzyka mnie irytuje…

W gruncie rzeczy taka muzyka – nie wiem czy się zgodzicie – została splugawiona przez metalowców. Gotycki metal to chyba najgorsza krzyżówka, jaką wymyślono na tej planecie. Choć obserwuję niejakie odrodzenie smutnych dźwięków, nowej fali, chociażby Wieże Fabryk, Martim Monitz itp. Jak oceniacie taką scenę – jeśli istnieje – w Polsce. Możecie kogoś polecić?

Bronisław: Zgadzam się, w większości tych utworów nie ma romantyzmu. Ja bym jednak odłączył to od zimnej fali. Rzeczywiście, Wieże Fabryk to wspaniała kapela, podobnie zespół Cieplarnia, DHM, 1984, 1926 z Gdyni. Jest sporo fajnych kapel. Artyści nie powinni kierować się trendami, bo muzyka jest jak ptak, którego trzeba uwolnić…

 lekka muzyka mnie irytuje

lekka muzyka mnie irytuje

Na chwilę wrócę do tematu historycznego – debiut – jeśli dobrze skonstatowałem, był nagrywany przy pomocy automatu perkusyjnego, teraz zespół ma pełny skład. Czy można zatem przyjąć, że właściwy debiut – wyjście z cienia – następuje dopiero teraz?

Bronisław: Jako bard, grałem nawet kiedyś trzygodzinne koncerty, dodatkowo tworząc ambient. Kapela nie wychodzi z cienia; pierwszą płytę nagrałem sam, ponieważ jestem monotematyczny jeśli chodzi o dźwięki… Tym razem uznałem, że drugą płytę nagramy zespołowo, przez co warsztatowo brzmi bardziej bogato.

Kordian: Jeśli chodzi o „medialnie wyjście z cienia” to możliwe, że takie nastąpiło. Działamy na wielu płaszczyznach kulturalnych i jest miło, kiedy ktoś nas zauważa.

Nawa pyta jest dosyć spolaryzowana brzmieniowo, np. w części podkłady perkusyjne są jednak samplowane. Ja sobie radzicie z tym na koncertach? Odgrywacie wszystko zgodnie z koncepcją płytową, czy aranże są dostosowywane do potrzeb scenicznych?

Bronisław: Na koncertach gramy energiczniej z uwagi na nasz trudny w odbiorze mantrowy styl. Gdyby przyszło nam zagrać na Castle Party, z całą pewnością jesteśmy w stanie oddać klimat płyty. Na koncerty w małych klubach chodzą młode osoby, które chcą pogować.

Kordian: Na koncertach spotykamy się z krzykiem młodej publiki: „napierdalać!” a więc dajemy im kawałki z sosem gitarowym, ale przy tym nie gubimy naszego ducha. Zresztą, jak mówiłem, gramy przekrój naszych utworów, i czasami lubimy sami zmienić kolejność czy dodać jakiś niezaplanowany kawałek, patrząc na to, co się dzieje. Taka spontaniczność jest jak najbardziej naturalna.

Ciekawe, bo w sumie na nowej płycie gitary są, że tak to ujmę, mocno w odwrocie, przez co właśnie ów hipnotyczny klimat dominuje, co mnie zresztą najbardziej pociąga w Waszej muzyce. Z drugiej strony, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wiele elementów brzmieniowo – aranżacyjnych „dwójki” z premedytacją nawiązuje do klimatu lat 80 – tych. Te pogłosy, ekspozycja basu, niektóre brzmienia bębnów itp…

Bronisław: Ja bym się nie porównywał do lat 80-tych, choć były to dobre czasy dla zimnej muzyki. Protoplastą muzyki zimnofalowej nie jest dla mnie wcale Joy Division, ale Nico z Velvet Undergorund (1974 r – album o wiele zimniejszy niż kapele zimnofalowe lat 80-tych). Z pięknem jest jak z kobietą. Kobiety zawsze były piękne, nie tylko w latach 80-tych. Przykład: Dies Irae (dobry jezu) jest pieśnią XII -wieczną a przytłacza swoim chłodem wielu współczesnych zimno-falowców.

Kordian: Gitar jest momentami nawet więcej niż na debiucie, są one tylko w pewien sposób inaczej podane. Ta płyta jest bardziej klimatyczna od debiutu. Tutaj jest melancholia, mrok podany w innej postaci.

Skupiłbym się na chwilę na przekazie. Czy jest jakiś kluczowy element definiujący to, co chcecie opowiedzieć na tej płycie?

Bronisław: Ja przez wiele lat zajmowałem się teologią, socjologią i polityką. Jeśli chodzi o płytę, nie ma spójności tekstowej. Jest to zbiór rozproszonych, depresyjnych myśli.

To wszystko wypada bardzo poważnie, poważniej niż jest w stanie znieść rozrywkowy biznes. Pytanie brzmi: ile jest w tym kreacji a ile Was, takich prawdziwych? Przecież sztuka to właśnie umiejętność kreowania czegoś…

Kordian Co do muzyki z „Czerń i Cień 2”, na drodze obserwacji, każdemu podoba się inny utwór, ale ludzie płyną z nimi. Są jak liście rzucone przez wiatr na wodę (rzekę). Płyną i płyną…..

Bronisław: Obnażanie się z melancholią publicznie wyklucza człowieka towarzysko. Do tego melancholik będzie się dużo śmiał, ponieważ jak mówił Nietzche: tylko człowiek nieszczęśliwy wymyślił coś takiego jak śmiech. I to nie jest pozerstwo.

Zaczynam postrzegać zatem Bruno Światłocień bardziej jako pewien projekt artystyczny, czy może nawet gabinet terapeutyczny, niż zwykły, rockowy a co za tym idzie banalny czy nawet głupawy zespolik. Co Wy na to?

Kordian: Nie nam osądzać, jak nas postrzegają. My sami poszerzamy swoją wartość artystyczną, poznajemy nowe płaszczyzny, chcemy się rozwijać. Jesteśmy zdeterminowani by dalej tworzyć… W zespole jest nas pięciu i każdy jest inny. Ale na co dzień nie jesteśmy tylko ponurymi panami widzącymi świat w czarnych barwach. Jest dużo ironii, lubimy się bawić, ale wiemy do czego dążymy i jesteśmy w tym konsekwentni.

Bronisław: Dla mnie muzyka jest jak modlitwa. Kreowanie jej jako pewnego stylu muzycznego do celów komercyjnych jest bezsensem, ponieważ jest trudna i skierowana do wytrawnych koneserów. John Balance z Coil stwierdził kiedyś: Artysta nie wyróżnia się tym kim jest a tym co robi. Sztuka wypełnia jego życie… Poza tym, trudno utrzymywać ascezę w ciągu normalnego dnia. Lider Blood Axis na swoim profilu fb napisał , że lubi literaturę, sex i muzykę…Bruno2

Brzmi to wszystko bardzo fajnie – tyle, że sformułowanie „zespół” stoi niejako w sprzeczności do tych określeń, powodujących, że postrzegani będziecie jako swego rodzaju grupa rewolucyjna. Co mi się osobiście podoba, bo sam kabaretu nie lubię. Martwię się raczej, że w Waszym przypadku tzw. aspekt komercyjny nawet w podstawowym wymiarze jest nieosiągalny…

Bronisław: Jak już mówiłem, dla mnie sukces komercyjny jest rzeczą nieistotną. Muzyka jest jak ptak w klatce, którego trzeba uwolnić. Też nie lubię aktorstwa. Są dwie grupy artystów – jedna robi sztukę pod zapotrzebowanie rynku, a druga wyraża siebie. Ja należę do tej drugiej grupy.

Takie rozumienie sztuki pociąga za sobą coś w rodzaju momentu końcowego. Na zasadzie dzieła, które ma punkt, kiedy osiągnie doskonałość. Co jest takim momentem (Akropolem?) dla Bruno ŚwiatłoCień?

Bronisław: Nie znam przyszłości. Na chwilę obecną apogeum mojej twórczości jest dark ambientowy kawałek „Dies Irea” (do wysłuchania poniżej…). To tego powstają nowe utwory, skomponowałem ostatnio utwór „Fobie” – totalnie dołujący, wręcz łapie mnie za gardło do tego stopnia, że muszę wyjść na powietrze. Piszę poważne rzeczy.

Kordian: Jedną z najgorszych cech człowieka jest owe dążenie do doskonałości. Wiemy jak to się kończy. Sądzę, że nasz zespół jest na etapie wchodzenia na górę – pokonujemy pewne bariery, czerpiemy z tego również przyjemność. Wchodzimy w nieznane, ale czy chcemy osiągnąć szczyt? Nie wiemy, czas pokaże…

Dobrze. Jeśli nie szczyt, to cele. Jakie cele stawiacie przed sobą, jako artystami, tworzącymi Bruno Światłocień?

Bronisław: Nie mamy fizycznych celów. Sztuka jest jak filozofia, wibruje ponad wszystkim. Mark Twain powiedział: „Człowiek jest jak księżyc, ma swoją drugą, ciemną stronę„. Tacy jesteśmy…

Nie dajecie łatwych odpowiedzi jako zespół. A jeśli ktoś Was zaprosi do programu typu voice of poland? Co wtedy?

Kordian: Odmówimy!

Bronisław: Odmówimy. Żaden szanujący się artysta nie weźmie udziału w programie tego typu…

Teraz odwrotnie – z kim chcielibyście zagrać, gdzie dotrzeć i z kim dzielić splita? Jakie są wasze preferencje?

Bronisław: Każdy zespół to indywiduum. Nie ma czegoś takiego jak wspólne granie. Zespół wychodzi i gra własnym materiałem. Nawet jak np. teoretycznie zagramy z Marylą Rodowicz, to mamy swój czas i robimy swoje. Przecież nie ona stoi przy mikrofonie. Ja lubię zespoły Trupa Trupa , 1926, 1984. DHM. Zagraniczne to Current 93, Blood Axis. Z nimi można zagrać wspólny koncert.

Ale czy ten indywidualizm nie zostanie odebrany jako snobizm? Na zasadzie – jesteśmy sami dla siebie najlepszym towarzystwem…

Kordian: Uwierz mi, my kochamy grać na żywo i robić swoje. Naprawdę możemy zagrać z wieloma zespołami, ale mamy swój świat. Z kim? Niektóre kapele już się pojawiły, ale są i inne, pomijając oczywiście grupy popowe. Możemy grac z kapelami tzw. środka – Lady Pank czy Oddział Zamknięty. Nie zdziw się, jak nas zobaczysz na wspólnej scenie. My działamy intuicyjnie, wiemy, na co możemy sobie pozwolić.

Ostatnie słowo pozostawiam Wam…

Bronisław: Ostanie słowo: Przestań śnić tu nie ma nic – Czerń i Cień

Kordian: Przyjemnych temperatur dla Wszystkich i Wilgotnych Nocy

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu