BROKEN BETTY – ciągle poszukujemy swojego miejsca…

Gdyńskie trio Broken Betty zaintrygowało mnie już debiutancką ep – ką, zaś najnowsze, pełnometrażowe dzieło potwierdziło w pełni klasę zespołu. BB to kolejny, ciekawy świata, młody twór, który ma dużo odwagi, by grać muzykę, wymykającą się w dużej części klasyfikacjom. Bo wrzucenie „The Sorry Eye” do worka z napisem „stoner” byłoby rzeczywiście nierozsądne, zważywszy, że grupa ma dużo więcej do powiedzenia, kierując się często w psychodeliczne rejony, eksperymentując z aranżami, czy po prostu zapodając ciekawe, wpadające w ucho kompozycje. Nie wiem, jak potoczą się losy zespołu, jednak jest to niewątpliwie jeden z fajniejszych ansambli, parających się rockiem nad Wisłą, choć pewnie dla wychowanej na nachalnej promocji gawiedzi nic to nie znaczy… Poniżej zapis wywiadu, jaki udało się przeprowadzić z gitarzystą zespołu – Piotrem Paciorkowskim.

Dlaczego stoner metal jest najfajniejszą muzyką na świecie?

Tego się nie da opowiedzieć  – tego trzeba posłuchać…

Słucham waszej muzyki i ciągle nie mogę się oprzeć wrażeniu, że takie dźwięki mogą powstać tylko w Trójmieście. Może przesadzam, ale to było zawsze dla mnie magiczne miejsce. Czy faktycznie odcisnęło na Was piętno?

W zasadzie na to pytanie powinien odpowiedzieć Seba, bo my z Dziablasem mieszkamy w Gdyni od urodzenia, i nie znamy za bardzo innego życia, poza Trójmiastem. Ale coś w tym musi być, może duże stężenie jodu w powietrzu, nie wiem – mi się tutaj po prostu dobrze żyje.

Nowa płyta sprawi muzycznym purystom problem, bo jest bardzo wielowątkowa. Odnoszę wrażenie, że testujecie na niej szereg rozwiązań, z których dopiero później wybierzecie najciekawsze kierunki. Czy faktycznie dzisiejszy obraz BB to tylko okres przejściowy, czy też już finał poszukiwań?

Trafiłeś w sedno – The Sorry Eye to okres przejściowy, chcieliśmy pójść w dość niespodziewanym dla odbiorców kierunku, ale w tej chwili znów robimy zwrot w inną stronę – nowy materiał, który szykujemy będzie na pewno różnił się od ostatniej płyty. Ciągle poszukujemy swojego miejsca, tak to ujmę, ale z drugiej strony cieszą nas opinie, że nie jesteśmy łatwi do zaszufladkowania.

Występujecie w mojej ulubionej formule, czyli jako trio. Z drugiej strony – czy nie boicie się, że Wasza muzyka, dość miejscami rozbudowana w takiej opcji na koncercie będzie zbyt oszczędna, żeby nie powiedzieć – niepełna?

To faktycznie od początku było dla nas wyzwanie, któremu nie zawsze umieliśmy podołać w przeszłości. Teraz chyba trochę świadomiej aranżujemy utwory i świadomiej dobieramy brzmienia instrumentów na żywo, żeby zapełnić pustą przestrzeń. Wbrew pozorom, numery z The Sorry Eye nie wymagają zbyt dużego kombinowania, większe problemy mamy z niektórymi kawałkami z EP-ki. Nowsze numery są też bardziej przemyślane pod tym względem, staramy się też odpowiednio zaaranżować wersje koncertowe, żeby nie trąciło pustką. Nie nam to oceniać, ale wydaje mi się, że wychodzi to teraz całkiem nieźle. Co jakiś czas rozmawiamy o poszerzeniu składu koncertowego, ale jednak zawsze decydujemy się pozostać przy trio – gra się nam razem dobrze, a taka formuła to też dużo większa selektywność.

Obok stonera słuchać na „The Sorry Eye” nieco psychodelii i tzw. post rockowe poszukiwania. Zastanawiam się, czy w tych fragmentach, na żywo nieco improwizujecie, rozbudowujecie utwory, czy wszystko odgrywacie z żelazna konsekwencją?

ciągle poszukujemy swojego miejsca...

ciągle poszukujemy swojego miejsca...

Większość pomysłów na numery z tej płyty, powstało podczas jednej długiej improwizacji, także jak najbardziej nie bronimy się przed nią i na koncertach. To oczywiście zależy od numeru, niektóre kawałki mają bardzo zwarty i konkretny aranż, w innych można pozwolić sobie na trochę luzu – domyślam się, o których fragmentach piszesz, i je gramy inaczej praktycznie za każdym razem.

Do kogo w zasadzie adresowana jest Wasza muzyka? Nie obawiacie się, że taki eklektyzm może Wam zagrozić?

Nigdy nie kierowaliśmy jej do konkretnego grona odbiorców – pisaliśmy tak naprawdę pod siebie, a wszyscy w kapeli jesteśmy dosyć otwarci na bardzo różną muzykę. Chcemy łączyć pewne elementy z gatunków, które są dla nas fajne. Jednocześnie nie jesteśmy na tyle wszechstronni, żeby w jednym kawałku brzmieć jak King Crimson a w innym jak Clutch, więc nie boimy się, że wyjdzie z tego jakiś totalny miszmasz. Nie wiem, czy w tej chwili można mówić o jakimś totalnym zagrożeniu, bo ciągle jesteśmy na etapie docierania do ludzi i pozyskiwania nowych słuchaczy. Wiem, że dla pewnej części osób The Sorry Eye była rozczarowaniem, w stosunku do tego, co zrobiliśmy na EP, ale z drugiej strony zyskaliśmy dzięki niej też nowych fanów. Ciągle poszukujemy naszego brzmienia, więc pewnie z kolejnymi wydawnictwami będzie podobnie.

Przyznam się, że Waszej muzyki świetnie się słucha, a kiedy zaczynam analizować poszczególne utwory, okazuje się, że nie są wcale proste a wręcz całkiem skomplikowane formalnie – mieliście takie założenie, czy po prostu „wyszło” tak a nie inaczej?

Założenie formalne jest jedno – kawałek ma brzmieć dobrze, naturalnie, ma przykuwać uwagę. Kładziemy duży nacisk na aranżacje, co nie znaczy, że ciągle kombinujemy i komplikujemy sobie życie. Uwielbiam numery na jednym motywie, ale niestety nie każda zagrywka ma taką nośność jak „The Passenger”. W takich przypadkach często ciekawy, nieszablonowy aranż podnosi utwór na inny poziom.

Zastanawia mnie jaka jest relacja okładki, tytułu płyty i tekstów – czy jest tu jakiś koncept,  o którym warto wspomnieć?

Kiedyś mieliśmy taki plan, ale ostatecznie poszliśmy raczej w kierunku klimatu – nie ma tutaj żadnego szerszego konceptu.

Działacie już od jakiegoś czasu – czy udało się Wam wykonać plan, jaki sobie założyliście, czy uważacie, że w kontekście naszego kraju nie ma sensu niczego zakładać?

Gdy zakładaliśmy kapelę, mieliśmy praktycznie zerowe doświadczenie w kwestii koncertów, nagrywania itp. – więc plan był taki, żeby trochę koncertów pograć, może nagrać jakieś demo, i dobrze się przy tym bawić. To zrealizowaliśmy w 100%, i nawet chyba trochę więcej, działając tak naprawdę bez specjalnego ciśnienia. Teraz nasze oczekiwania, i oczekiwania ludzi w stosunku do nas, są już większe – i nie możemy tego ignorować. Poza tym, będziemy starali się położyć większy nacisk także na sprawy promocyjne i organizacyjne. Jak sam zasugerowałeś, nastawianie się na spektakularny sukces nie ma większego sensu, chodzi bardziej o to, by dać z siebie jak najwięcej.

Jak to się stało, że sami wydaliście płytę – autentycznie nie było zainteresowania takim świetnym materiałem, czy też mieliście wygórowane oczekiwania wobec potencjalnych wydawców?

Przede wszystkim, chcieliśmy upublicznić materiał zaraz po nagraniu – od wydania EP-ki minęły wtedy dwa lata, i nie chcieliśmy czekać dłużej w nadziei na to, że ktoś to może wyda za kolejne pół roku. Zrobiliśmy niewielki nakład ok. 200 sztuk, który praktycznie rozszedł się już cały, promowany w zasadzie tylko słowem szeptanym. Sprzedaliśmy też trochę płyt przez Bandcamp. Marketingowo mogliśmy rozegrać to zdecydowanie lepiej, ale z drugiej strony dotarliśmy do wszystkich naszych starych odbiorców, zanim o nas zapomnieli. Do tej pory nie mieliśmy do czynienia z potencjalnymi wydawcami, ale na ewentualną współpracę jesteśmy jak najbardziej otwarci. Tym bardziej, że wciąż pracujemy nad nowym materiałem, chcemy konsekwentnie rozwijać się, konkretna pomoc na pewno byłaby mile widziana.

Niedawno odbyliście w doborowym towarzystwie mały tour po kraju – jak było? Uwagi, komentarze, frekwencja i zaskakujące sytuacje?

Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że mogliśmy uczestniczyć w tej trasie – to był rock’n’roll w całej okazałości. Z frekwencją bywało różnie, (jak zwykle magiczne Trójmiasto nie zawiodło, i zjawiło się tłumnie, pozytywnie zaskoczył też Garwolin), ale każda kapela tak czy siak dawała z siebie wszystko. Nie było rywalizacji, było za to wsparcie na scenie i poza nią ze strony wszystkich kapel, świetni ludzie na koncertach.  Gdyby nie ta szwankująca miejscami frekwencja, byłoby idealnie – ale wierzę, że wypchane  w każdym mieście sale są jeszcze przed nami, i naszymi przyjaciółmi z Pneumy, Empire i Psychollywood.

Co dalej – jakie macie plany i co dla nas szykujecie?

W najbliższym czasie skupimy się na pracy nad nowym materiałem. Tym razem efektami pracy chcielibyśmy podzielić się dużo wcześniej, dlatego mamy plan wypuszczenia EPki z przedsmakiem tego, co znajdzie się na następnej płycie. Mamy nadzieję, że uda się to zrobić w przeciągu najbliższych 3 – 4 miesięcy. Samą płytę z kolei chcielibyśmy wydać najpóźniej na jesień przyszłego roku. No i oczywiście koncerty – jak tylko będziemy mieli coś nowego, na pewno będziemy to chcieli ograć na żywo.

Rozmawiał Arek Lerch