BORN ANEW  – Panuje tu zamordyzm…

Na chorobliwie zapatrzonej w zachodnie wzorce krajowej scenie hc/punk co jakiś czas pojawiają się zespoły, które za nic mając stadną mentalność reszty środowiska, postanawiają wziąć sprawy we własne ręce i wyłamać się od niepisanych kanonów tego, jak należy grać. Warszawski Born Anew nie był takim wyjątkiem od samego początku swej działalności, lecz wydaną jeszcze pod koniec ubiegłego roku EP’ką „Path” dość jasno postawił sprawę, wcielając w życie swój własny pomysł na hardcore.

Od wydania „Path” zdołało zlecieć już kilka ładnych miesięcy. Jak podsumowalibyście ten okres? Zdarzyło się w nim coś, co miało szczególne znaczenie dla Born Anew i jego dalszej działalności?

Arek: Każde wydarzenie było ważne. Koncerty, bo mogliśmy się zaprezentować zdezorientowanej braci czekającej na metalkora, każda próba, docieranie się itp. Na pewno ważnym wydarzeniem było odejście basisty Sebastiana. Szkoda, że poświęcił muzykę dla kariery inżyniera – sportowca. Teraz istotne jest przygotowanie nowego singla z trzema kawałkami i kowerem, z powodu którego w niektórych środowiskach będziemy mieli przejebane…

Piotrek: Zdaje się że paradoksalnie najważniejsze co zaszło po wspomnianym wcześniej ukazaniu się MCD „Path” jest stworzenie nowego materiału który jak nadmienił kolega Arek ma się ukazać w formie singla. Fajnie ,że przy tworzeniu tych numerów postanowiliśmy bardziej polegać na sobie i dzięki temu nie wszystko jest na moich barkach, he, he. Jedyne co mogę w tej chwili powiedzieć to to, że Born Anew nie jest skazane na wydawanie płyt podobnych do siebie, a ta powstająca, mimo stałej zawartości cora, okazać się może mroczniejsza od poprzedniczki.

Ostatni materiał można potraktować jako swego rodzaju wyzerowanie licznika, bo punktów wspólnych z debiutancką płytą ma raczej niewiele. Powiedzcie mi, czy to otrzepanie się z metalcore’owych piórek, to – że nawiążę do tytułu – odważniejsze poszukiwanie własnej ścieżki czy już raczej osiągnięcie wcześniej sprecyzowanego celu?

A: Nie wiem, jakie były marzenia kolegów przed moim dojściem, ale na pewno wszyscy mieli już dość metalkora. Zresztą, gdyby chcieli grać taką muzykę to raczej bym się nie zdecydował dołączyć do pakiety, bo ta stylistyka zdechła i śmierdzi już od dawna. Na palcach jednej ręki policzyć można zespoły, które mają coś sensownego do powiedzenia w tym temacie. Na pewno jest to nowe otwarcie. Otwarcie się na muzykę bardziej wszechstronną. Nadal gramy hard core’a, ale z licznymi wpływami i przede wszystkim z pomysłem, co jest najważniejsze, a o czym połowa zespołów w Polsce, niestety, nie pamięta.

P: Ze swojej strony mogę powiedzieć ,że moje zmęczenie metalcorem nadeszło na długo przed dojściem Arka do zespołu i już we wcześniejszym składzie praktycznie odeszliśmy od tego co grane było na płycie. Pomijając fakt ,że większość numerów na płytę „No More Days Like Yesterday” wymyśliłem mając 15 lat, chyba był to najwyższy czas żeby się z nimi rozstać.

Jesteście zadowoleni z tego, jak obecnie postrzega się Born Anew i to, co pod tym szyldem robicie? Przede wszystkim, czy w ogóle zauważyliście taką zmianę optyki u środowiska hardcore/punk i wśród osób postronnych w stosunku do waszego zespołu?

A: Nie wiem, jaka jest optyka i mało mnie to interesuje. Już od wielu lat gram, bo lubię i mam w dupie, co kto o mojej muzyce sądzi. Postrzeganie jest takie, że jeśli należysz do jakiegoś ruchu, odłamu, środowiska, partii i kościoła, to to środowisko cię supportuje, niezależnie, czy masz coś do powiedzenia czy nie. Kiedy Born Anew grał metalcore’owo z wokalistką, był lepszy odzew, bo wszyscy szufladkowali zespół jako „polski Walls Of Jericho” i dalej już nie musieli myśleć. Teraz jest trudniej, bo niby hard core, ale jakoś inaczej i z różnymi wpływami, więc ludziska się zdezorientowały i mają problem. No i nie ma metalowego „dżyn dżyn” na gitarach oraz „ta, ta, ta, ta” na stopach, więc nie ma słuchaczy.

P: Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jak postrzega się BA i jakoś nie bardzo mnie to interesuje. Zupełnie odwrotnie jest z tym co robimy, bo akurat tutaj pierwszy raz jestem zadowolony z tego, jak zespół działa i co w nim się dzieje. Mam ogromną satysfakcję z MCD które wydaliśmy mimo hmmm, no właśnie…umiarkowanego odbioru? Jeśli chodzi o środowisko to w tej kwestii chyba nic się nie zmienia , nadal gramy na punkowych squotach, małych hardcore’owych koncertach i jest nam z tym bardzo dobrze. Nawiązując do wypowiedzi Arka, moje obserwacje są podobne, chyba ludzie nie do końca mogą nas sobie zaszufladkować i przypisać do danej grupy. Czy jesteśmy wystarczająco hardcore’owi ,żeby można było się zajarać? Czy mamy koszulki odpowiednich zespołów? Czy kolega na forum napisał, że można słuchać? FUCK IT, mam nadzieję, że są jeszcze ludzie ponad tym.

Pytania takie, jak to, które chcę właśnie zadać, balansują na granicy poszukiwania sensacji, ale w końcu to sensacją karmią się wszelkie sceny, więc co mi tam. Mógłbyś przytoczyć powody, z których rozeszliście się z Joaśką oraz dotychczasowym bębniarzem?

P: Chciałbym uniknąć zbytecznej sensacji więc streszczając nieco odpowiedź na to pytanie można by powiedzieć , że na odejście Aśki z zespołu złożyło się dużo czynników. Myślę ,że głównym była różnica w poziomie zaangażowania w zespół. Chyba każdy kto kiedykolwiek grał w jakimś zespole – niekoniecznie muzycznym – zna zjawisko które ja nazywam „ciągnięciem do góry za uszy” . Część z nas miała już dość owego procesu i to zmęczenie chyba w mocnym stopniu wpłynęło na podjętą decyzję. Jeśli chodzi o bębniarza, to pozostanie w zespole, z którego została wydalona Twoja dziewczyna jest chyba dostatecznym powodem do wieczornych kłótni, który można sobie darować.

„Path” to materiał skondensowany, szybki i skutecznie wyegzekwowany. Czy prace nad nim różniły się w jakiś szczególny sposób od procesu komponowania „No More Days Like Yesterday”?

A: Piotrek, twórca matexu, to terrorysta i zmuszał mnie do grania takich a nie innych rzeczy, więc tym samym rozwiewam mit, jakobym przyniósł do zespołu „te wszystkie świetne bity”, jak ktoś zasugerował w recenzji. Panuje tu zamordyzm, a ja robię, co mi każą. A jeśli ktoś uzna te słowa za prawdę, to znaczy że jest idiotą.

P: Jeżeli chodzi o mnie to zmieniło się na pewno to, że przy „Path” dane mi było pracować z bębniarzem który umie zagrać to co gra i sam ma bardzo fajne pomysły, co nie zdarza się często. Nie mogę zaprzeczyć ,że ksywa „Hitler”, jaka została mi nadana nie ma w sobie cząstki prawdy. Jak to dobrze kiedyś powiedział Bogusław Linda „Jestem leniem , ale jak już się za coś zabieram, to musi to być zrobione z niemiecką doskonałością”. Podziwiam kolegów, że mogą ze mną wytrzymać.

Poza dość oczywistą zmianą, jaka dokonała się na stanowisku wokalisty, podczas każdego odsłuchu „Path” mocno daje o sobie znać praca perkusji. Nie da się ukryć, że ta EP’ka to materiał znacznie bardziej zrytmizowany, napędzany solidnym, żywym uderzeniem. Jak dogadujecie się z tym wieloletnim scenowym tułaczem, który w końcu zasiadł za bębnami w zespole? Zdarzają się wam takie sytuacje, w których różnice wieku i ścieranie się różnych zapatrywań na muzykę daje o sobie znać?

A: Nie jestem tułaczem. Po prostu z wszystkich zespołów mnie wypierdalali. A perkusja daje znać o sobie, bo w miksie ją bez sensu wyeksponowano. Nie wiadomo po co…

P: Arek jest tak stary, że nie mamy ani jednego zespołu, którego wspólnie słuchamy. Albo to dlatego, że ja jestem taki młody? Nie wiem, jak się dogadujemy, ale uznaję za sukces naszej współpracy to , że jeszcze nikt nie porównał wydanej EP do jakiegokolwiek innego zespołu. Brak stwierdzeń „grają jak…” jest moim osobistym największym sukcesem.

Podczas lektury jednego z ostatnich wywiadów, jakich udzieliliście dla pewnego krakowskiego periodyku, zapadło mi w pamięć stwierdzenie, że jednym z założeń przy okazji powstawania piosenek na „Path” było to, by teksty nie były o pierdołach. Czego nie lubicie w tekstach innych zespołów? O czym powinny śpiewać zespoły hc/punk, i czy są jakieś tematy, których powinny się bezwzględnie wystrzegać?

A: Zawsze lubiłem, kiedy tekst w zespole ma jakieś znaczenie i wywołuje konkretne emocje, bo przecież emocje leżały zapewne u podstaw jego powstania. Niestety, w Polsce często jest tak, że jak zespół ma coś do powiedzenia, to nie potrafi grać, a jeśli dobrze gra, to zazwyczaj teksty są o niczym, czyli, jak to się szumnie określa „nie mówimy o czym są, żeby zostawić możliwość interpretacji słuchaczowi”. To najgłupsze, co może powiedzieć zespół. Już lepiej, jakby w wywiadach ludziska mówili, że piszą o niczym. Przynajmniej szczerze by wyszło. Inny problem mam, kiedy czytam teksty pisane przez nastolatków, w których pozują na steranych życiem weteranów. To jest dopiero dowcip. Ech, za dużo tych wszystkich zespołów ostatnio powstaje… Podczas tworzenia „Path” sporo czasu poświęciliśmy na omawianie tekstów, analizowanie, czy nawet szukanie właściwych słów, które znalazły się w komentarzach do każdego utworu. Dzięki temu powstał konspekt liryczny bardzo wyrazisty i pokazujący nasze postrzeganie rzeczywistości nie oderwanej od naszego życia. Tu nie ma za dużo poezji trudnej do zrozumienia. Nasze życie jest bardzo intensywne, z wieloma rzeczami się nie zgadzamy, o czym daliśmy chyba dość wyraźny wyraz w tych lirykach.

P: Moje osobiste odczucie po przesłuchaniu całej płyty można by opisać słowami: „Większość tych tekstów jest dla mnie tak subiektywna i pokręcona, że nie wierzę, że ktoś je zrozumie , a co dopiero się z nimi utożsami”. Na szczęście Janek wpadł na pomysł, żeby opatrzyć je komentarzem.

Czas nam się pomału żegnać, uchyl zatem rąbka tajemnicy, co Born Anew ma w perspektywie najbliższych paru miesięcy.

A: Nagranie singla z trzema nowymi kawałkami i kowerem. W bardzo drogim studiu, gdzie chcemy osiągnąć brzmienie rodem z sali prób. A może nagramy ten matex na sali prób, osiągając brzmienie a la Hertz czy inny Serakos? Kto wie… Na pewno za to chcemy zgrać się z nowym basistą (jak się pojawi…), przygotować się do koncertów. Traktujemy ten singiel jako kolejne otwarcie po odejściu Sebastiana. Będzie jeszcze dalej od metalkora, jeszcze bardziej niezrozumiałe i jeszcze bardziej przemyślane granie. Czyli jeszcze mniej ludzi będzie chciało nas słuchać.

Dzięki za rozmowę i do zobaczenia prędzej czy później!

P: ELO!

Rozmawiał Cyprian Łakomy