BLINDEAD – między żywymi a umarłymi

W ciągu ostatniej dekady na polskim, gitarowym poletku tylko kilka zespołów zrobiło na mnie mniej lub bardziej piorunujące wrażenie. Formacją z puli tych nietuzinkowych, niemal genialnych i ze wszech miar przeze mnie lubianych jest trójmiejski Blindead. Twór już z chwilą wydania swojego debiutu okazał się być niezwykle interesującym projektem, który – jak wszyscy doskonale wiemy – miał się sukcesywnie rozwijać i wznosić na kolejne wyżyny. Niezależnie od gatunku jakim w danej chwili parają się muzycy Blindead, za każdym razem nie umiałem wyjść z podziwu, że to nasze polskie granie. Dziś, anno domini 2013 grupa święci kolejne i w pełni zasłużone sukcesy za sprawą doskonale przyjętego przez krytyków albumu „Absence” oraz misternie budowanego show na koncertach. Niestety, w życiu musi być tak, że na swoich ulubieńcach trzeba się też zawieść. Padło akurat na mnie i na nasz magazyn. Jak dla mnie, rzecz to niepodobna aby do wywiadu z własnym rodakiem wysyłać włoskiego internacjonała, który [podobno] miał duży wpływ na kształt albumu. Zagranie dziwne, a co najciekawsze przeprowadzone tylko w naszym wypadku. Co więcej, mój rozmówca, Matteo Bassoli jest typem skromnego i lakonicznego rozmówcy. Może to wina bycia w trasie, a może po prostu takie usposobienie.

Na wstępie chciałbym pogratulować Ci doskonałego albumu. Uważam, że „Absence” to duży krok naprzód dla Blindead, ale również dla Ciebie jako muzykaAwatar Alternatywny znanego z innych zespołów. Jak opisałbyś Twój wkład w powstawanie tego materiału? Oczywiście, o ile był jakiś…

Dzięki za miłe słowa. Chłopaki zdecydowali się podążać w nowym kierunku i to właśnie wtedy zostałem poproszony o dołączenie do kapeli. Wiedzieli, że zarówno gram jak i całkiem nieźle radze sobie ze śpiewem. Sam chciałbym przyznać, że dałem z siebie kompletne 100 %. Śpiewałem, zagrałem partie pianina, ścieżki gitar akustycznych a nawet dodałem nieco elektroniki. Grunt, że wszystko wyszło jak należy.

Całkowita zmiana kierunku z post/sludge metalu na rock atmosferyczny a’la Katatonia to duże zaskoczenie nawet dla najbardziej hardcore’owych fanów zespołu. Chociaż, z drugiej strony, o inspiracji tego typu graniem chłopacy z kapeli przekonywali już wcześniej. To przejście na lżejszą stronę mocy (śmiech) jest wynikiem demokratycznej decyzji czy konsekwencją wcześniej założonego planu?

Myślę, że mogę się wypowiedzieć za nas wszystkich. Nigdy nie rozpatrywaliśmy tego albumu w jakiś konkretnych kategoriach. Wiem, że nie lubisz tego stwierdzenia, ale wiele rzeczy przyszło nam zupełnie naturalnie i w takim stanie je pozostawiliśmy. Nie zadajemy sobie pytań, czy „to pasuje”, czy „tak mamy brzmieć”. Co do relacji Blindead – Katatonia, to w jej miejsce wskazałbym Burst, a potem grupę Jonasa Renkse. Pewnie przez te wokale…

 między żywymi a umarłymi

między żywymi a umarłymi

„Abscene” to po raz kolejny koncept album. Mroczny, ciężki, niezwykle liryczny, pełny metafor i odniesień do spirytualizmu. Idea opuszczonych miast oraz intymnego kontaktu pomiędzy zmarłymi a ludźmi z rzeczywistości oraz kwestionowanie życia i śmierci to wyłącznie pomysł Patryka? Chodzi mi o to, czy to wyłącznie jego idea, która powstała bez konsultacji z resztą kapeli?

To jego pomysł. Oczywiście, dyskutowaliśmy o kształcie tej historii, ale generalnie, to on miał ostatnie – nomen omen – słowo do powiedzenia w tej materii. Pokochaliśmy ten koncept od samego początku. Jedyne co wymagało poprawy, a raczej solidnego opracowania, to translacja tekstów z polskiego na angielski.

Jak Ty oceniasz ten pomysł? Masz własne przemyślenia na temat historii opowiadanej przez Patryka?

gramy cały nowy materiał bez pierwszego kawałka

gramy cały nowy materiał bez pierwszego kawałka

Jestem wielkim zwolennikiem tego typu rozważań. Zresztą, kontakt pomiędzy zmarłymi a nami poprzez listy to fantastyczne ujęcie tematu. O ile muzyka sama w sobie jest chyba dość pozytywna, tak te teksty dodają solidnego „dołu” (popatrz na początek numeru 7!). Po raz pierwszy w mojej karierze miałem łzy w oczach, kiedy słuchałem własnego albumu.

Koledzy z innych magazynów zaznaczają niemal teatralny charakter „Abscene”. Zgadzasz się z tym?

Hmm…  wiem, co mają na myśli. Wydaje mi się, że to rezultat większego wyeksponowania pewnych elementów oraz osiągnięcia pewnej dojrzałości jako artyści. Poza tym, nie ukrywam, że doświadczenie Patryka w teatrze pomogło w aranżu niektórych elementów.

Od jakiegoś czasu jesteście w trasie promującej album. Które utwory gracie live? Jak reaguje na nie publiczność?

Mamy dość okrojony czas na tej trasie, dlatego gramy cały nowy album, za wyjątkiem pierwszego numeru. Niestety, nie mamy możliwości grania starszych rzeczy (mówię akurat o „Affliction”), ale kiedy zagramy kilka koncertów w Polsce, z pewnością setlista ulegnie zmianie. Ogólnie baliśmy się, że publika nie łyknie tego materiału. Serio. Sami nie do końca byliśmy pewni czy to dobre posunięcie aby grać ten materiał w całości – ale proszę – jest dobrze. Bardzo dobrze. Pewnie niektórych fanów stracimy, ale innych zyskamy. To najważniejsze.

Koncertujecie z Leprous. Czego możesz/możecie się od nich nauczyć?

Chyba wszystkiego (śmiech). To niezwykle profesjonalni muzycy i oglądam ich show z przyjemnością każdego wieczora. Fantastyczna kapela i niezwykle sprawni instrumentaliści. Sam co wieczór dużo śpiewam, a możliwość niejako brania „lekcji” od mistrza Einara (z Leprous – przyp.red) to wielka nobilitacja.

Dystrybucja albumu oraz zagadnieniami promocyjnymi zajmuje się Mystic Production. Po raz kolejny polska oficyna wspiera Blindead. Zastanawiam się, czy z takim materiałem jak „Absence” nie było odzewu z zagranicy?

 w studiu...

w studiu…

Niestety, ale w tych kwestiach nie mogę się wypowiedzieć. Po prostu nie wiem.

Współczesny metal cierpi na przeciętność. Jakich zespołów ty słuchasz? Na kogo powinniśmy zwrócić uwagę?

Pochodzę z Włoch i większość kapel, których słucham, to właśnie reprezentanci mojego narodu. Mamy naprawdę bardzo bogatą scenę muzyczną i jeśli miałbym wskazać kilka nazw, to oprócz mojego byłego zespołu, to z całą pewnością Jesus Ain’t In Poland, Morkobot, Zeus!, Nero di Marte, Void of Sleep czy Subhuman. Jest tego za dużo. Osobiście zakochałem się w ostatnim Kongh, Clutch, OM, czy, co cię raczej nie zdziwi, Leprous.

Dzięki za Twój czas. Udanej reszty trasy.

Również dzięki. Do zobaczenia w Polsce.

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu/Bartosz Hervy/Oskar Szramka