BLINDEAD  – Coś zupełnie innego…

Na mapie krajowego, ekstremalnego łomotu Blindead to nazwa wyjątkowa. Jeden z najciężej pracujących zespołów, który od czasów demówki poczynił milowe kroki, szczytujące gdzieś w okolicach „Autoscopii” i wypuszczając się w nieznane rejony za sprawą „Impulse”. Tym bardziej zagadkowa wydaje się być nowa płyta „Affliction XXIX MXMVI”, która już w tym miesiącu znajdzie się w sprzedaży za sprawą wydawniczego potentata Mystic Prod. Konsekwentne budowanie wizerunku i własnej muzyki każe nam spodziewać się… niespodziewanego. Blindead to ciężka praca i przeświadczenie, że nawet w tak skurwionej branży jak polski, muzyczny biznes, można zachować autonomiczność i wygrać, tworząc muzykę trudną, oryginalną i raczej mało optymistyczną. Radio tego nie puści, kobiece magazyny nie będą wzdychać nad krążkiem, jedynie otwarte jednostki, szaleńcy i mizantropi znajdą tu coś dla siebie, w sam raz na jesienny dół. Poniższy wywiad, przeprowadzony tuż po nagraniach, jest wstępem do debaty na temat nowej płyty zespołu a rąbka tajemnicy uchylili nam Patryk „Nick” Zwoliński i Bartosz Hervy…

Zanim przejdziemy do nowych rzeczy, chciałem się zapytać, jak po latach od wydania  Autoscopii oceniasz ten materiał. Dla mnie to nadal Wasze opus magnum!

P. Z. : Powiem nieskromnie, że to zajebista płyta jest! Jasne, że teraz inaczej byśmy ją nagrali, ale jak na tamte nasze warunki to nie ma wstydu. Lubię ten album i cieszę się że nadal ma dobrą opinię wśród słuchaczy.

Zagraliście całe mnóstwo koncertów, szlifowaliście brzmienie i sceniczną prezentację – możesz porównać Blindead z początków Waszej drogi i ten obecny – jakie są największe i najbardziej zaskakujące różnice?

P.Z.: Myślę, że największą różnicą jest to, że wiemy, co chcemy na tej scenie pokazać, osiągnąć i zagrać. Najważniejszym i największym dorobkiem kilku lat na scenie jest doświadczenie i dojrzałość oraz świadomość muzyczna którą zespół zyskał, czyli to co napisałem w pierwszym zdaniu…
Gracie muzykę, która swoją specyfiką trafia w dość konkretne grono fanów psychodelicznego sludge metalu. Czy macie swoich faworytów w takiej działce, jakieś zespoły, które ostatnio Wami wstrząsnęły?
P.Z.: Nie słucham ostatnio takiej muzyki, nie za bardzo się orientuję, co dobre a co złe w tym gatunku.
Dość ciekawa była metamorfoza, jaką pokazaliście na ep „ImPulse”. Rezygnacja z ściany dźwięku na rzecz przestrzeni czy nawet swego rodzaju dronów mogła zaskakiwać. Czy była to reakcja na potęgę i rozmach drugiej płyty?
B. H.: Myślę, że była to przede wszystkim chęć zrobienia czegoś innego. Wtedy też w pełni ja się pojawiłem w zespole i było to też coś na kształt prezentacji nowych możliwości . Po za tym rzeczywiście, jak wspomniałeś, Autoscopia była potężna i duszna, Impulse był pewnie odreagowaniem na te dźwięki i pokazaniem, że możemy zboczyć trochę z trasy nie tracąc najważniejszych cech brzmienia Blindead.
Staliście się jednym z bardziej rozpoznawalnych zespołów na polskiej scenie. Czy są jakieś rzeczy, które mogły zostać zrobione lepiej? Nie czujecie, że w tym kraju i z taką muzyką dotarliście do przysłowiowej ściany?
P.Z.: Zawsze się coś znajdzie do poprawienia do przerobienia, to chyba taka choroba każdego muzyka czy artysty. Mam nadzieję, że owa ściana nam nie grozi, do czasu gdy mamy pomysły i chęci na tworzenie muzyki.
B.H.: Zawsze będą rzeczy, które można zrobić lepiej i myślę, że przy następnym wydawnictwie będzie można pójść o krok dalej. Myślę, że jest jeszcze wielu potencjalnych słuchaczy Blindead w tym kraju, którzy nie wiedzą jeszcze o naszym istnieniu. Mam nadzieję, że to się zmieni z wydaniem albumu „Affliction”
Jesteście jednym z bardziej otwartych zespołów, jakie znam, dlatego tym trudniej wyobrazić mi sobie Wasze najnowsze dzieło – w jaką stronę podąża Wasza muzyka?

P.Z.: Jak zwykle ciężko będzie naszą muzykę zaszufladkować i bardzo dobrze. Powstała płyta bardzo zróżnicowana stylistycznie, napakowana emocjami, bardzo melodyjna. Strasznie jestem ciekawy reakcji słuchaczy…
B.H.: Nie chciałbym opisywać tego albumu. Właśnie skończyliśmy go nagrywać, a za chwilę będzie ostateczne wykończenie/dopieszczenie, czyli mastering. Na pewno nie mam dystansu do nowych utworów. Jedno co mi się cały czas nasuwa, to aby powiedzieć, że będzie to zupełnie coś innego niż Autoscopia i zupełnie coś innego niż Impulse. Choć nie jest to łatwe, jesteśmy stworzeni do obierania nie jednej ale wielu dróg.
Za Wami już nagrania płyty – gdzie powstawał materiał i jak się nad nim pracowało?

B.H.: Materiał powstawał przez dwa letnie miesiące sierpnia i września w gdyńskim studiu Sounds Great Promotion pod okiem Kuby Mańkowskiego i Jana Galbasa. Pierwszy miesiąc zajęło nagrywanie, drugi w całości poświęciliśmy na miksowanie. Pracowało się świetnie. Już podczas rejestracji mini albumu Impulse pracowaliśmy z Kubą w jego studiu i to zaważyło, aby nową płytę właśnie tam nagrywać. Z Kubą pracuje się świetnie. Spokojnie, ale inspirująco. Mamy też bardzo duże pole i kontrolę nad kreowaniem własnego brzmienia, a to jest dla nas bardzo ważne. Myślę, że efekt wolności ‚muzycznych myśli’ będzie doskonale słyszalny.
Coraz częściej na naszym rynku zespoły zamykają się w studiu i dopiero na miejscu tworzą muzykę, dla mnie to trochę słaba opcja. Ja wyglądało przygotowanie Waszej płyty z punktu widzenia zespołu?

B.H.: My zaczęliśmy prace nad płytą we wrześniu 2009 i w sumie powstawała, jak na dziecko przystało, dziewięć miesięcy. Wchodząc do studia wszystko było w zasadzie zaaranżowane. Parę rzeczy zostało do dokończenia w studiu, ale nawet kolejność utworów była ustalona więc można było się spokojnie skupić na nagrywaniu i produkcji. To jest też kwestia podejścia bo myślę, że ciekawym także może być wchodzenie bez materiału do studia i tworzenie go na miejscu…

Każdy zapewne zastanawia się, czy na nowej płycie pojawia się jakieś zaskakujące zmiany w stosunku do poprzednich krążków? Możecie zdradzić, co tym razem przyprawi fanów o palpitacje serca?

B.H.: Pewnie całość będzie sporym zaskoczeniem. Tak jak Patryk wspomniał na początku – płyta jest bardzo zróżnicowana. Mogę, myślę, zdradzić, że zostały nagrane dodatkowe instrumenty takie jak kontrabas czy trąbka. Mamy cztery gościnne udziały na nowej płycie…
Co będzie się dziać po premierze płyty – są już jakieś plany, czy na razie to zbyt odległa przyszłość, by ja zdradzać?
B.H. : Na pewno można zdradzić, przynajmniej parę rzeczy. W listopadzie planujemy w trójmieście release party z odsłuchaniem, kupieniem płyty po przystępnej cenie i napiciem się piwka. Pod koniec grudnia jedziemy na parę koncertów promujących tę płytę. Na pewno zagramy w Gdyni, Poznaniu, Katowicach, Bydgoszczy. W ramach tych wyjazdów zagramy także (razem z zaprzyjaźnioną Proghma-C) jako support przed Ulver. Myślę, że to będzie jeden z ważniejszych koncertów. Jednak tak naprawdę promocję nowej płyty w większym zakresie planujemy na przyszły rok. O tym za wcześnie jednak mówić, ale planujemy dużo grać. Mamy już zabukowany jeden festiwal w lipcu 2011. Będzie tego o wiele więcej…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia Katarzyna Sójka, Katarzyna Kusztelak