BIPOLAR BEARS – Życie bez muzyki byłoby koszmarem

Bipolar Bears nobilitują kolor różowy do rangi sztuki, tworząc na trzeciej płycie Aina Makua eklektyczną mieszankę brzmień, pozornie do siebie nie pasujących, a jednak w rękach zespołu stających się plastyczną masą, z której tworzą ciekawe i przebogate piosenki. Jasne, jeśli ktoś nie lubi ingerencji elektroniki w sferę rocka, może poczuć się przytłoczony masą pomysłów, jednak bardzo szybko wszystko układa się w logiczną całość, gdzie obok siebie egzystują zarówno noise’owe hałasy oraz indie rockowe szlagiery wymieszane z jungle i drum’n’bass. O tym, czy Biolar Bears to zespół czy raczej laboratorium dźwięków, rozmawiałem z mister Szymonem [d’] Danisem.

Absolutnie nie wierzę w to, żeby artyści nie słuchali innych artystów. To jest niemożliwe.

Dlaczego kolor różowy??

A nie sądzisz, że łysy, wypakowany mężczyzna z gotykiem na plecach lepiej wygląda na różowym tle?

Czyli można potraktować okładkę, jako coś w rodzaju streszczenia płyty, na której głównym elementem jest kontrast?

Wiesz co, nie. Płyta zahacza o koncept tożsamości narodowej przez pryzmat naszych subiektywnych emocji i naszego zespołowego poczucia humoru. Więcej nie mogę Ci powiedzieć, bobbb tytuł płyty i tekst tytułowego utworu wyjaśniają wszystko na tyle, na ile powinny – nie chcę odbierać bardziej wnikliwym słuchaczom frajdy z odkrywania tego. A to, że operujemy kontrastami, to coś, na co zachorowałem, kiedy mając 12 lat usłyszałem Faith No More, potem przeniosłem to na CO.IN., nie udało mi się tym zarazić chłopaków z Fate Unknown, później wniosłem to do Bipolar Bears i IdiotHead – w skrócie, to nic nowego, że ta płyta taka jest.

W waszym przypadku ów kontrast jest bardzo szeroki – czerpiecie z rocka, ale równie chętnie z jungle czy brytyjskiego indie. Czy można znaleźć coś w rodzaju stylistycznego, wspólnego mianownika na tej płycie? Czy jest jakiś schemat doboru środków wyrazu?

To jest temat na 0,7 wódki przy Youtubie i śledziu. Musielibyśmy poruszyć wiele aspektów muzyki, w tym psycho- i socjologicznych, ustalić własne definicje a potem dopiero porozmawiać o gustach, a w efekcie i tak bylibyśmy zbyt pijani by do czegoś dojść. Tymczasem, w skrócie i w uproszczeniu, myślę, że wszyscy jesteśmy sumą naszych świadomych i podświadomych inspiracji pomniejszoną o to na ile z tymi świadomymi próbujemy walczyć i na ile się im sprzeciwiamy. Poza tym, pozostaje już tylko dobieranie środków wyrazu do emocji, które chce się przekazać. A wspólnym mianownikiem, chyba jedynym, na każdej naszej płycie jest kompulsywna kreatywność.

W Polsce zawsze królowała stylistyczna „określoność”. Albo punk albo funk jednym słowem. A właściwie metal. Tymczasem takie zespoły jak Wasz burzą ten porządek, niszcząc wszelkie granice. Myślisz, że zasługujecie na miano rewolucjonistów muzyki popularnej?

Nie, raczej, bo na rewolucję się nie zanosi. Nie wydaje mi się też, żeby to była cecha Polaków; spójrz tylko na wszelkiej maści fora artystów, którzy „mieli czelność” po kilku płytach ściśle gatunkowych spróbować poszukać czegoś nowego, typu Sepultura, tam popatrz na komentarze większości fanów. A za eklektyzm w obrębie jednej płyty zawsze płaci się dosyć wysoką cenę, a walutą jest popularność. Pomijając Björk oraz projekty Pattona i Aphex Twina, chyba mało kto bywa szalenie popularny inwestując w różnorodność i stylistyczną żonglerkę. Popatrz chociażby na środowisko hip-hopowe. Bywają tak hermetyczni, że używają w swoich tekstach określenia „rap/hip-hop” zamiast „muzyka” i 90% z nich nie wie już nawet o istnieniu Saula Williamsa lub Dälek, prawdopodobnie tylko ze względu na to, że Ci artyści za bardzo odstają, żeby reprezentować subkulturę. Stają się mutantami, które zamiast supportować Method Mana, grają przed Isis, bo tam mają większą szansę być zrozumianym.

Życie bez muzyki byłoby koszmarem

Życie bez muzyki byłoby koszmarem

Skoro mówisz o zrozumieniu – jak to jest z Wami? Gdzie wasz dźwiękowy koktajl Mołotowa został przyjęty najlepiej? Macie, jako zespół, takie miejsca/środowiska, gdzie znajdujecie „fanów” czy też świadomych odbiorców?

Jest pewna grupa ludzi, którzy znajdują się tu i tam i podoba im się to, jak myślimy o muzyce. Ponieważ Sieć jest częścią naszego życia, są raczej rozsypani po mapie. Podobnie, do żadnego ze środowisk, które miałoby nazwę, też nie da się nas przypisać.

Słucham muzyki BB i zastanawiam się – jak wygląda Wasza kuchnia?? Najpierw są sample, bity na komputerze, które potem ożywiacie, czy odwrotnie – muzyka grana na żywca, w studiu jest odpowiednio przetwarzana? Ile procentowo w muzyce BB zajmuje elektronika?

Elektroniki stricte software’owej jest znacznie mniej, niż mogłoby się wydawać. Jesteśmy uzbrojeni w całą masę syntezatorów, dziwnych instrumentów i przetworników analogowych i nie wahamy się z nich korzystać. A kolejność w kuchni jest odwrotna niż to zwykle bywa – nie dżemujemy w salce, krzycząc: „to było fajne!”, lecz raczej staramy się od początku myśleć aranżacyjnie i producencko o utworze. Rejestrujemy, produkujemy, miksujemy, a kiedy utwór jest gotowy na płytę, dopiero podchodzimy do grania go na żywo.

Czyli miałem rację, zestawiając Was w recenzji z ostatnim Kasabian i pisząc, że Wy jesteście bardziej zdyscyplinowani w swoim działaniu niż Wyspiarze. A tak w ogóle – porównanie z Kasabian uważasz za herezję?

Boże, głupio mi, ale ja znam ich jeden numer…

Ostatnio zauważam, że wielu artystów nie słucha tego, co dzieje się wokół, wsłuchując się raczej we własną duszę. Czasami wydaje mi się wręcz, że to jakaś forma egzaltacji. Jak jest z Wami – czy coś na Was wpływa, inspiruje, są jacyś wykonawcy czy płyty, które działają na was stymulująco? A może unikacie takich zależności jak ognia?

Absolutnie nie wierzę w to, żeby artyści nie słuchali innych artystów. To jest niemożliwe. Prędzej posądzałbym muzyków o to, że z wiekiem coraz mniejszą uwagę zwracają na nowości a chętniej wracają do swoich ulubionych inspiracji. Z nami dokładnie tak jest. Powolutku chłoniemy nowsze rzeczy, ale coraz chętniej cofamy się w przeszłość. Może poza naszym Hedejkiem, który taśmowo przerabia nową muzę i uczy się na pamięć line-upów festiwali.

No to jaka jest np. Twoja święta trójca ostatnich miesięcy?

Z rzeczy mniej-więcej nowych, wciąż katuję „Coloring Book” Glassjaw, „Immunity” Jona Hopkinsa i „Next Day” Bowiego. A trójca staroci, które mielę ostatnio, to Morphine, Godflesh i klasycznie, Aphex Twin, ale to ostatnie to u mnie nałóg.Bipolar2

Czyli rozstrzał baaardzo duży. Czy słuchasz tych wykonawców na zasadzie analizowania rozwiązań aranżacyjnych i pomysłów, czy udaje Ci się oddzielić „muzyka” od „słuchacza”?

Chyba jest już dla mnie za późno. Zawsze, w każdej chwili część mnie analizuje rozwiązania produkcyjne, tym bardziej, że najczęściej je rozumiem. Ale na szczęście, wciąż jednak słucham muzyki głównie emocjami, więc jednak zwykle jestem bardziej słuchaczem niż twórcą. Tym bardziej, kiedy coś „mielę” miesiącami – to przecież nie dlatego, żeby zachwycać się brzmieniem werbla.

Zajmujesz się wieloma sprawami, projektami, produkcją itp. Czyli muzyka zajmuje większą część życia – czy na dzień dzisiejszy możesz powiedzieć co jest ważniejsze – granie, czy produkowanie? Jesteś w stanie wyobrazić sobie życie bez muzyki?

Życie bez muzyki byłoby dla mnie koszmarem. Gdybym w skutek urazu stracił słuch, pewnie trudno byłoby mi nie zwariować lub nie targnąć się na swoje życie. Miałem 6 lat, kiedy byłem już świadomy czym jest dla mnie muzyka i do czego jest mi potrzebna. A w kwestii grania i produkcji… Jest to już teraz dla mnie jedna całość. Będąc na scenie, jestem producentem i w warunkach studyjnych jestem wykonawcą.

Czym jest zatem Bipolar Bears – czymś w rodzaju kumulacji poszukiwań, zaworem bezpieczeństwa, czy może po prostu zwyczajnym zespołem?

Chyba to ostatnie, ponieważ nikt tu nie ma większego wpływu na muzykę niż pozostali, w przeciwieństwie do np. IdiotHead, gdzie komponuję głównie ja, Poprzytuli, gdzie Tworzy w większości Kuba, czy Digit All Love, gdzie głównym kompozytorem jest Hedejk. Myślę, że nadrzędną wartością w Bipolar Bears jest nasza świadomość, że żaden z nas nie stworzyłby tej muzyki sam.

Ok – już nie będę męczył – na koniec zdradź nam, jakie macie z BB plany na resztę roku – co szalonego nam przygotowujecie?

Płytę Justyny Steczkowskiej, której około połowa to nasza robota. A z osobna, najbliższym wydarzeniem będzie trzeci Digit All Love, chwilę potem zaś solowy d’ oraz, jeśli się uda zmieścić w ramach tego roku, pełna płyta IdiotHead.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu