BIFF – szukamy złotego środka

BiFF to zespół, który potrafi poprawić nastrój. Przyznaję, debiut zwyczajnie mi się nie podobał, ale nowa, druga płyta Attenzione Bambino, ma w sobie takie pokłady przebojowego lukru, bezpretensjonalnej zabawy dźwiękiem, że od razu dałem się porwać. Jest to przy tym całkiem solidna porcja rockowego, riffowego grania, choć niemal w każdym numerze można znaleźć zupełnie inne nastroje, melodie i inspiracje. Słychać, że muzykę stworzyła grupa dobrych przyjaciół, miejscami zaś można usłyszeć echa Pogodno, z którego w pewnym sensie BiFF się wywodzi. Wszystko to spina  subtelny głos Ani Brachaczek, z którą pewną, wieczorową porą konwersowaliśmy na mniej lub bardziej poważne tematy…

Może na początek mało intelektualnie, ale co tam – jak doszło do powstanie BiFF’a? Mieliście założenia co do muzycznego kierunku? Mam wrażenie, że debiutancki album był taka próbą testowania bardzo różnych możliwości, szukaniem furtki…

To była naturalna kolej rzeczy. Odeszliśmy z Fochmannem z Pogodno i musieliśmy grać dalej. Najpierw graliśmy piosenki i potem koncerty w duecie. Do dziś czasem tak występujemy. Zgarnęliśmy do zespołu Michała Pfeifa i Jarka Kozłowskiego z Pogodno, bo z nimi grało nam się najlepiej. Tak ten zespół funkcjonował do 2009, kiedy dołączył do nas Piotrek Drążkiewicz i odciążył mnie na klawiszach. jeszcze w czwórkę nagraliśmy „ano”. Były to piosenki, które powstawały jak graliśmy jeszcze z Pogodno. Nie sililiśmy się na eksperymentowanie, ta płyta to wypadkowa naszych charakterów, ale też obraz tego jak dobrze nam się razem gra. Piosenki robimy wspólnie, czasem siedząc po prostu w domu, przy gitarze. Lubimy razem śpiewać.

wiem, że trafiamy do fajnych ludzi

wiem, że trafiamy do fajnych ludzi

Jak dzisiaj oceniasz „Ano”- broni się nadal? Są jakieś elementy, które dzisiaj chciałabyś zmienić?

Bardzo lubię tę płytę. Niczego bym w niej nie zmieniła. Cieszę się, że tak się spodobała ludziom. Mieliśmy sporo nominacji do Fryderyków co na debiutujący zespół było ciosem – to świadczy o tym, że ta płyta (bez podnoszenia nosa) jest po prostu fajna.

Macie jakieś swoje określenia na własną sztukę? Bardzo różnie się Was nazywa. Indie, alternatywa itp.

Przy pierwszej płycie to był avant pop. Teraz jeden z redaktorów użył sformułowania „rock z klasą”…

Przyznam Ci się, że o ile nową płytę katuję non stop, o tyle jedynki nie rozumiałem. Wpływ na taką sytuację ma fakt, że nowa płyta jest zdecydowanie dociążona, bardziej rockowa, riffowa – mieliście ochotę bardziej uderzyć, czy ten mocny, rockowy riff wyszedł mimochodem?

Na koncertach gramy bardziej rokendrolowe wersje piosenek z „Ano”. W ogóle gramy rokendrolowo. Zamysłem drugiej płyty było pokazanie tej żywej strony naszej muzyki. Chcieliśmy, żeby brzmiała bardziej „organicznie” żeby było czuć krew, pot i łzy. Druga rzecz to fakt, że nagrywaliśmy ją u Perły. Nie ma tutaj tylu kosmetycznych, galanteryjnych ulepszaczy, których autorem był Marcin Bors na pierwszej płycie. „Attenzione Bambino” jest bardziej surowa.

Ho, ho, black metal prawie: krew i łzy. Ok, jest mocno, ale jednocześnie największą zaletą nowej płyty jest baaardzo duże zróżnicowanie jeśli chodzi o melodykę i muzyczne inspiracje – pamiętasz, co was motywowało i pchało do pracy nad „Attenzione…”?

Ania_Brachaczek_Biff_ekran_2Nikt z nas nie przyznaje się do inspiracji. Lubimy podobne rzeczy. Ja słucham głównie radia. Warto podkreślić, że miks robił Francuz Cyrille Champagne. To on jest też winny brzmienia tej płyty. Chociaż podejrzewam, że z jego strony miało wyjść coś bardziej vintage’owego.

Odczuwaliście coś w rodzaju presji? Wiesz – „jedynka” została utytułowana, byliście „nową twarzą”, nadzieją itp. U wielu osób wzbudziłoby to ciśnienie…

U mnie pojawił się syndrom „drugiej płyty”. Martwiłam się jak ludzie ją odbiorą. Na szczęście, pojawiają się bardzo dobre recenzje. Niektórym nawet ta płyta podoba się bardziej od debiutu. Teraz czekamy na koncerty i sprawdzimy jak ludzie reagują na ten materiał.

No mnie się bardziej podoba. Słucham jej codziennie rano kiedy jadę do biura i mam depresję (śmiech…). Udała się Wam niesamowita sztuka – stworzyliście 11 maksymalnie zróżnicowanych piosenek, które, pomimo ładunku intelektualnego i owego „artystowskiego” zacięcia, wpadają w ucho. Można je rozbierać na czynniki pierwsze a można zwyczajnie nucić. Jaki jest ten Wasz złoty środek na tworzenie muzyki?

Wydaje mi się czasem, że bardzo kombinujemy na próbach kiedy robimy piosenki, ale i tak staramy się je robić po to, żeby nam się podobały. Żeby to było szczere. I wiem, że trafiamy do fajnych ludzi. Widzę to na koncercie. Nieuczciwe byłoby wciskać naszym słuchaczom coś nieszczerego. Piosenki muszą być ciekawe. Nawet teksty staramy się pisać tak, żeby nie obrazić słuchacza, bo najważniejszy jest szacunek. Nie wyobrażam sobie stworzenia płyty, na której wszystkie numery są na to samo kopyto, a teksty o niczym. To byłby wstyd i hańba!

Ale jednocześnie nie można wszystkich zadowolić. Spotkaliście się z jakąś krytyką? Jaki najbardziej absurdalny zarzut pod swoim adresem usłyszeliście?

Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Płakałabym.

Dobra, to będę okrutny – powiem, że np. „Bojkot” brzmi jak kompozycja Gaby Kulki. Tak mi się to cały czas ciśnie na usta, że w końcu muszę wyartykułować. Jako, że jesteście w tej samej wytwórni – myślisz że Gaba słyszała ten kawałek?

Nie wiem, czy Gaba słyszała naszą płytę. A „Bojkot” to piosenka naszego Bojkota. On pisze takie zwiewne, jak dla mnie troszkę beatlesowskie numery.

Wyjaśnij mi, skąd skłonności do zabawy językami („Terapeuta”) – czy to ma jakiś konkretny cel, czy ot, po prostu żonglowanie słowami i zabawa brzmieniem różnych języków?

Tekst do tej piosenki to pomysł Fochmanna. Ja to tłumaczę tak, że po prostu chcemy zagrać na Eurowizji, więc musimy być gotowi na taką sytuację.

Właśnie – macie jakieś „chcenia” odnośnie waszej kariery? Jeśli miałabyś wymienić jakieś cele, które chcecie osiągnąć, to byłyby to…

Chciałabym grać dużo koncertów. zapełniać kluby, grać na festiwalach wieczorami. Mieć kupę kasiury i domek z ogródkiem. Jednocześnie chciałabym grać piosenki, które lubię. Mam w planie jeszcze jeden projekt muzyczny, ale o tym na razie nie mogę nic powiedzieć. To będzie coś dziwnego…

Na płycie pojawia się mr. Ślimak – jak doszło do współpracy? Przypadek, czy zaplanowane, celowe działanie mające na celu zwrócenie jego uwagi?

Ślimak bardzo chce grać w BiFFie! Nawet zagrał z nami dwa koncerty jako zastępca Jarka. Poznaliśmy się na festiwalu w Kołobrzegu, potem nagrałam z Acid Drinkers piosenkę roku. Wszyscy bardzo lubimy Ślimaka. Chciał zagrać, a akurat Acidzi wchodzili do studia po nas. Gdy rozłożył bębny to nagrał „Chłopaka”. Zadbał też o jego brzmienie przy miksie.

 Nieuczciwe byłoby wciskać naszym słuchaczom coś nieszczerego

Nieuczciwe byłoby wciskać naszym słuchaczom coś nieszczerego

Kiedy tak sobie analizowałem Waszą muzykę, doszedłem do wniosku, że jest w taki jak najbardziej pozytywny sposób polska. Bez obciążeń naszymi tzw. urazami muzycznymi, które powodują, że sformułowanie „polski rock” ma konotację negatywną. W związku z tym mam pytanie – uważasz, że z tym materiałem warto wyjść poza granice naszego kraju? Mieliście już takie próby czy na razie skupiacie się na rodzimym gruncie?

Mamy dużo fajnych, rockowych zespołów. Myślę, że nie mamy się czego wstydzić. Owszem, są kapele, które powinny zniknąć. Chciałabym grać za granicą, ale chcę też śpiewać po polsku. Wiele mówi się o tym, że język polski jest trudny, mało elastyczny, że trudno pisać piosenki po polsku. Owszem, dla mnie to bardzo trudna sprawa – żeby napisać coś lekkiego, zaskakującego, ale też niebanalnego. Dopóki dobrze pisze mi się i śpiewa po polsku to skupimy się na graniu w Polsce. Jasne, że marzy mi się tournee po Azji i Ameryce Południowej!

Pokutuje taka teoria, że dużo łatwiej zrobić zakręcony, awangardowy song, niż prostą a melodyjną piosenkę. Wy jesteście gdzieś w połowie drogi, bo macie sporo zakręconych motywów a jednocześnie bardzo chwytliwe melodycznie tematy. Jak do tego dochodzicie – zaczyna się od melodii, obudowywanej instrumentalnymi fakturami, czy raczej od riffów, pomysłów rytmicznych, do których dopasowuje się linie wokalne?

Zaczyna się od tego, że albo Fochmann gra akordy, albo od tego, że Pfeif gra swój pokręcony riff na basie i śpiewa, albo Bojkot przynosi już prawie gotową piosenkę. Wtedy wszyscy się do tego dokładają. Szukamy złotego środka, kompromisu, również między sobą, bo nie zawsze się zgadzamy.

Z tego wszystkiego wyłania się obraz bardzo spokojnej, miłej współpracy. Zawsze jest tak miękko, czy iskry i bluzgi też przelatują między wami?

Bywa, że są spięcia, ale są to konstruktywne awantury. Kochamy się, jesteśmy jak rodzina. Interesujemy się sobą. Po prostu bardzo się lubimy i znamy się jak łyse konie. Uwielbiam mój zespół.

Jaki jest fan BiFF’a? Nosi wąskie spodnie, trampki i okulary Ray Ban, czy kolorowe, post hippiesowskie ciuchy?

Z tego co widzę, to na naszych koncertach są dzieci (takie w wieku 6 lat), starsi faceci  i całe towarzystwo pomiędzy. Czyli młodzieżówka w tramkpach, hippiski, metalowcy.

Skoro przy koncertach jesteśmy – jaki był najbardziej udany występ BiFF? Co to dla was znaczy – „dobry koncert”?

Ojej, to trudne pytanie. Najlepiej jest kiedy jest dużo ludzi i zgadza się nagłośnienie, ale dobry koncert to też taki mały, kameralny, gdy maleje dystans między sceną a słuchaczami. Ja lubię dużo gadać na koncercie i zależy mi na miłej relacji z ludźmi. Dobry koncert to po prostu taki, gdzie czujesz, że ludziom się podoba, gdy się uśmiechają a Ty czujesz, że robisz coś fajnego. Jest bosko, gdy ktoś przystanie, posłucha, a na koniec zagada a może nawet kupi płytę mówiąc, że nie wiedział o nas i że jest tak super i kiedy znowu przyjedziecie…

Zdarzył się Wam kiedyś taki koncert, że „nie pasowaliście”?

Czasem zdarza się tak na dniach miasta. Jesteśmy jednym z wielu zespołów grających dla przechodniów.BiFF grafika

Czy jest coś takiego jak „filozofia BiFF”? Przekaz, jakaś idea, która spaja wasze działania, czy raczej stronicie od konkretnych „mesydżów”?

Filozofia BiFF? Bawić ucząc, uczyć bawiąc.

Ok, na zakończenie tej przemiłej konwersacji zdradź, jakie BiFF ma plany na najbliższe miesiące. Czyli – co, gdzie i kiedy? I już nie męczę…

W lutym gramy parę koncertów, potem w marcu, mam nadzieję, że będzie ich przybywało. Wczoraj wróciłam ze zjazdu grupowego. przez parę dni robiliśmy nowe piosenki. Zamierzamy je nagrywać na bieżąco. Na następną płytę nie będziemy czekać tak długo. Ostatnio to już było przegięcie!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia:  Matylda Sałajewska