BEHEADING MACHINE – death metal XXI wieku

„Zobacz jak ja widzę. Usłysz jak ja słyszę. Poczuj jak ja czuję. Pomyśl przez chwilę jak ja kiedy to pisałem i kiedy to ryczę, gdy tego słuchasz. A teraz stój! Całkowicie się zatrzymaj. Oczyść uszy i nozdrza, otwórz oczy, umysł, a przede wszystkim serce! Przestań spać! Przebudź się! Nie śnij już! Żyj! Poczuj! Uświadom sobie co się właśnie dzieje. Zapytaj siebie: Myślę więc jestem, ale czy jestem tym, czym myślę, że jestem?”

Lubię zespoły, które są w 100% przekonane do swojej twórczości i obranej drogi. Takie, co oprócz umiejętności i pomysłu na muzykę mają odpowiednie samozaparcie, bo tylko dzięki temu w naszym kraju można coś osiągnąć. Kwestia czy owo „coś” może jeszcze satysfakcjonować w kontekście ogarniającego marazmu biznesowego. Dlatego krośnieński Beheading Machine zamiast czekać aż ktoś padnie przed nimi na kolana, bezskutecznie pukać do różnych wrót, sam wziął sprawy w swoje ręce i wydał płytę, zachowując tym samym godność, którą czuć w każdym, poniższym słowie. Dodam – wydał płytę, która może zawstydzić wydawców – świetna grafika, dobre brzmienie, produkt doskonały. Nie wspominam o samej muzyce, bo ta, choć do końca nie wiem, do jakiego nurtu zaliczyć Beheading Machine, jest świetnie zagrana, jeszcze lepiej skomponowana i prezentuje nowoczesną odmianę death metalu. Nie wiem, czy płytę kupią maniacy oldschool’owej, śmiertelnej sztuki czy siłacze od deathcore’a; tak czy inaczej – chcecie mieć urwane jaja, posłuchajcie „Narcobiological Upgrade”…


Zamiast tradycyjnego pytania – co, gdzie, kiedy, rozpocznę od mocnego akcentu – czy uważacie, że w dzisiejszych czasach ma sens granie takiej muzyki i wydawanie płyt?

Tak, oczywiście. Robienie czegoś, co nie ma sensu jest przecież niedorzeczne. Jesteśmy świadomymi ludźmi i jeśli inwestujemy w coś nasze energię i czas, to musi mieć sens. Jeśli nasze zaangażowanie przetworzone jest na muzyczną materię, dobrze się nią dzielić z innymi.

Beheading Machine reklamowany jest jako death metal, co zapewne wielu gatunkowych purystów zdenerwuje. Osobiście słyszę w Waszych dźwiękach sporo nowoczesnych zakrętów w stronę technicznego deathcore’a. Czy sami macie jakąś jasną definicję granej muzyki?

Najpopularniejszym określeniem dla muzyki BM i jak dotąd chyba najmniej chybionym i okrawającym, jest Mechaniczny Death Metal. Styl jaki reprezentujemy ciągle jednak morfuje i mam nadzieję, że nigdy nie zastygnie. Znamy zasady i nie jesteśmy na wczasach. Tworzymy Death Metal XXI-szego wieku.

Zanim przejdziemy do nowej płyty, kilka słów odnośnie promocyjnego singla – dlaczego przedstawiliście na nim taki nieco awangardowy odcień BM? Nie baliście się, że może to zmylić potencjalnego odbiorcę?

„The Psalm of Trippin’g God” miał i nadal ma na celu zweryfikować podejście odbiorców. Usunąć przeciwnych i przyciągnąć właściwych. Jeśli kogoś odrzuca zaserwowany w nim eksperyment, to bardzo dobrze. Jeśli kogoś ciekawi i skłania do głębszego wglądu w działania naszej bandy, to jeszcze lepiej.

Czy nowy album jest spełnieniem Waszych wizji – z dzisiejszego punktu widzenia są elementy, które na etapie produkcji zrobilibyście inaczej/lepiej?

„Narcobiological Upgrade” jest realizacją abstrakcji wytworzonej naszymi ciałami, umysłami i duszami. Nie żyjemy wczoraj, nie żyjemy jutro. Żyjemy teraz, i teraz skupiamy się na obecnych przedsięwzięciach, które jedynie wypływają z przeszłości i zwiastują przyszłość. Zastanawianie się nad tym co by było gdyby, jest marnotrawieniem chwili obecnej, którą można wykorzystać dużo bardziej konstruktywnie.

Cieszy mnie brzmienie tej płyty – nie jest przesadzone, zbyt sterylne, ale też w żadnej mierze analogowo-brudne. W pewnym sensie nawiązuje do estetyki nagrań, jaka dominowała gdzieś z 10 lat temu (charakterystyczne „piaskowe” werble, jeśli wiecie o co mi chodzi). Mieliście jakieś założenia, czy zdaliście się na producenta?

Nie sympatyzujemy z nowymi trendami, ale też nie przywieramy do tego, co już jest dokonane i sprawdzone. Dźwięki tworzące brzmienie albumu są sumą naszych upodobań i wymagań co do powstałej muzyki. Chcieliśmy dostosować charakter nagrania do tego, co mamy do przekazania. Wraz z producentem udało nam się wypośrodkować selektywność i klarowność oraz hałas i natężenie kompozycji. Ten zabieg wywołał coś w rodzaju „niespokojnej” harmonii. Lubię też określenie „chaos kontrolowany”, w które można wpasować naszą muzę. Doświadczenie i zalecenia ze strony producenta były bezcenne.

Nawiązując do poprzedniego pytania – gdzie z kim i na jakim sprzęcie powstawał materiał na płytę?

Death Metal XXI wieku
Death Metal XXI wieku

Nagranie popełniono w „Screw Factory”, studio, któremu zawiaduje Janusz Bryt – genialny i oddany dźwiękowiec. Znany jest ze współpracy z Decapitated, Behemoth, Vader czy Blindead. Wyposażenie i ekwipunek wykorzystany do zarejestrowania 9-ciu utworów składających się na „Narcobiological Upgrade” pozostanie dla wszystkich z zewnątrz tajemnicą. Wspomnę jedynie, że stosowaliśmy rozwiązania o jakich nawet nie śniliśmy, a płyta jest efektem misternych poszukiwań i eksperymentów na wielu płaszczyznach. Prawdopodobnie niewielu z tych, którzy przeczytają ten wywiad, dałoby wiarę w metody, którymi się posługiwaliśmy.

„Narcobiological Upgrade” zaskakuje intensywnością przekazu, mocno angażuje słuchacza. Widać, że wszystko zostało dokładnie przemyślane – czy od początku mieliście wizję, jak wyglądać ma ta płyta?

Cieszą nas takie wrażenia płynące z przyjęcia materiału. Nie zagłębialiśmy się w spiralę mentalnego tworzenia. Po prostu nawiedziliśmy „Screw Factory”, w którym każdy z nas wszedł w swój trans, a kiedy wyszliśmy z transu – album był zarejestrowany. Wtedy dopiero mogliśmy opuścić studio. Wizja albumu przed nagraniem przedstawiała jego odbiorcę pozbawionego głowy. Wiadomo nam, że cel krążka został osiągnięty, zwłaszcza w przypadku słuchaczy o dostatecznie otwartych umysłach i sercach oraz wystarczająco wrażliwych zmysłach.

Co, kto i w jakim zakresie wpłynęło na wasze pojęcie ekstremalnej muzyki – na ile inspirowaliście się konkretnymi zespołami, czy też może staraliście się iść własną ścieżką?

Na to stosunkowo częste pytanie, zawsze staram się odpowiadać nieco inaczej, gdyż jest to rozległa kwestia. Każdy z nas wniósł co najmniej 100% siebie w to nagranie. Każdy z nas jest indywidualnym twórcą i na każdego z nas mają wpływ różne bodźce. Żyjemy w swoich autonomicznych enklawach świadomości, dlatego właściwie mogę udzielić odpowiedzi, która będzie łączyć nasze wspólne inspiracje i zamiłowania. Największy i najistotniejszy wpływ na to, co robimy miał zespół z naszego rodzinnego miasta – Decapitated. Bracia Vitek i Vogg zaistnieli w naszych umysłach jako tytanowe posągi bogów podziemnej, muzycznej sztuki. Dali nam wiarę, nadzieję i determinację, które pozwoliły mi odpowiedzieć na pierwsze pytanie tego wywiadu właśnie tak jak to zrobiłem. Zaczęli tworzyć zaawansowaną muzykę w jeszcze młodszym wieku od nas, w nieco trudniejszych, choć pewnie też mniej skomplikowanych warunkach i mniej nasyconym środowisku, pochodząc z tego samego miasta, z którego wywodzimy się my. Mimo tego, a jednocześnie dzięki temu udało im się wypłynąć i zaistnieć. Pokazali nam, że bez względu na wszystko, nie ma rzeczy niemożliwych. Za to należy im się wieczna wdzięczność, szacunek i podziw. To są szczere słowa prawdy. Jeśli ktoś uzna je za coś innego – to nie nasz problem.

Poza tym zespołem, wpływów i inspiracji jest zbyt wiele, aby móc je wymienić. Muszę jednak zaznaczyć, że oprócz fascynacji ogólnie pojętą muzyką odbieramy świat w całej swojej krasie. Nie zamykamy się absolutnie na nic. Dlatego właśnie, nawet jeśli na naszej drodze pojawiają się drogowskazy postawione przez innych – to wciąż nasza i tylko nasza droga i jest ona jedyna w swoim rodzaju. Mapy jednak bywają przydatne. Trzeba wiedzieć skąd się wyrusza, żeby dotrzeć do obranego celu i żeby w ogóle móc go wyznaczyć. Nasz znajduje się dalej niż sięga nasza percepcja i zrobimy wszystko, żeby ciągle się do niego zbliżać i nigdy się na nim nie zatrzymać.

Moje pojęcie muzycznej ekstremy zrodziło się głównie z przeżyć koncertowych. Pierwsza styczność z tym rodzajem muzyki na żywo, wywołała we mnie pożar. Od tamtej pory muszę podsycać ten ogień, aby płonął bez przerwy i bez końca. Szukałem coraz mocniejszych, co raz bardziej intensywnych i brutalnych form ekspresji. Bogactwo tego świata w którym, żyjemy dostarcza niekończące się pokłady natchnienia.

Tytuł jest intrygujący i prowokuje pytanie o tekstową zawartość płyty. Co chcieliście przekazać, czy może tekst jest tylko potrzebny, żeby wokalista mógł spełniać swoją rolę?

Nazwa albumu wyraża w pełni to czym on jest. Podkreśla proces nieustannego rozwoju i wzrostu uwzględniając potrzebne do tego środki i jego zakres. Narkobiologiczne Ulepszenie. Warto jednak zwrócić na czysto słownikowe znaczenie tych wyrażeń.

Zobacz jak ja widzę. Usłysz jak ja słyszę. Poczuj jak ja czuję. Pomyśl przez chwilę jak ja kiedy to pisałem i kiedy to ryczę, gdy tego słuchasz. A teraz stój! Całkowicie się zatrzymaj. Oczyść uszy i nozdrza, otwórz oczy, umysł, a przede wszystkim serce! Przestań spać! Przebudź się! Nie śnij już! Żyj! Poczuj! Uświadom sobie co się właśnie dzieje. Zapytaj siebie: Myślę więc jestem, ale czy jestem tym, czym myślę, że jestem? Kim jestem? Dlaczego i po co się w ogóle urodziłem tutaj, w tym ciele? Co ja zrobiłem do tej pory ze sobą i ze swoim otoczeniem? Kto za to wszystko odpowiada jeśli nie ja? Czy to mi się podoba? Czy jest to spełnienie moich marzeń? Jeśli tak, wyrzuć ten krążek. Jeśli nie, pytaj dalej: Co chcę = mogę z tym zrobić? A teraz rób to i więcej nie myśl i nie pytaj, bo już wiesz. Pierwsza odpowiedź na każde powyższe pytanie jest najprawdziwsza, jeśli stać Cię na szczerość wobec samego siebie. Tak wielu z nas szuka odpowiedzi na te pytania na zewnątrz, w świecie w którym zdajemy się egzystować, ale tam ich nie ma. Trzeba zwrócić się ku sobie aby je odnaleźć. Obserwować siebie i uczyć się prawdy na nowo, zapominając o kłamstwach i ignorując iluzje – w wielkim skrócie właśnie to chciałem przekazać od siebie.

Zależy mi na tym, żeby każdy kto tylko chce, mógł odkryć coś czego nie znał do tej pory poprzez moje liryki – ja odkryłem więcej niż mogłem się spodziewać, a sam je napisałem!

Jeśli chociaż, rzuciłeś okiem na te teksty to znasz odpowiedź na drugą część pytania. Wokalista doskonale może spełniać swoją rolę w kwestii muzyki bez żadnego tekstu. Gdyby interesowała nas tylko muzyka, bełkotałbym z Maki’m dźwiękami nie mającymi żadnego znaczenia i może nawet wartości czysto wokalne tej płyty, mogły by się podnieść właśnie dzięki temu. Uważam, że takie rozwiązanie było by prostsze, zwłaszcza, że wielu traktuje ten rodzaj wokalu za nie mający sensu, ślepy hałas. Muzyka nie musi być tylko sumą dźwięków. Może zawierać w sobie konkretne uczucia, emocje i myśli zmaterializowane również w słowach przekazanych za pośrednictwem naturalnych, żywych dźwięków. Staram się korzystać z mojego głosu jak z biologicznego instrumentu muzycznego co nie oznacza, że nie mogę jednocześnie ubierać go w jakąś formę przekazu, ekspresji która tworzy też przesłanie. Coś opisuje – po prostu mówi, oprócz tego że brzmi. Kocham to robić i wywodzi się to z najgłębszych otchłani wnętrza mojej całej istoty.

Podobnie wyróżniająca jest grafika – w jaki sposób związana jest ona z przekazem, czy może to autonomiczna wizja autora tego obrazka?

To autonomiczna wizja autora tego obrazka, która nawiązuje w pełni zarówno do przekazu z tej płyty, jak do okładki naszego pierwszego wydawnictwa którym jest EP „StillbirTHCivilisation”. Grafika została wykonana przez jednego z nas – Maki’ego. Maki ma swoją wizję i koncepcję co do grafiki, którą infekuje nasza muzyka i moje teksty. Razem tworzy to wszystko spójną i złożoną konstrukcję, która cięgle się rozwija i przenika, wynikając sama z siebie i w sobie się zatracając, tracąc granice i płynąc ciągle ze swego źródła którym jesteśmy. Zachęcam każdego do własnej interpretacji tej struktury, ale radzę zwrócić uwagę na każdy, najmniejszy szczegół i wtedy ujrzeć całość. Na podstawie obrazu przedstawiającego „Narcobiological Upgrade” można wiele wywnioskować odnośnie tego czym było, czym jest i czym może się stać zespół Beheading Machine.

Polska jest krajem, gdzie mamy zatrzęsienie death metalowych zespołów – jak czujecie się w tej gromadzie i jak oceniacie własne dzieło na tle muzyki produkowanej przez bliższych i dalszych kolegów po fachu?

Odważę się powiedzieć, że Polska na mapie świata, jest globalną stolicą Metalu. Zespołów jest faktycznie mrowie, a odbiorców jeszcze więcej. Nie mogę jednak sprecyzować odpowiedzi na pytanie jak się czujemy w tej gromadzie, gdyż nie czujemy się w niej wcale obecni. Pochodzimy z Planety Ziemi i jedynie funkcjonujemy w tej pięknej, polskiej krainie. Ta muzyka połączyła naszą piątkę w jeden organizm będący gatunkowym wyrzutkiem. Czujemy się bardziej jak mutant pośród w miarę regularnej populacji. Nikt z nas tego nie oczekiwał i żaden z nas się tego nie wyrzeka. Nikt z nas się też do tego nie przywiązuje. Czujemy, że robimy coś inaczej, z innym podejściem. Dowodem jest reakcja ludzi na koncertach. Zanikają jakiekolwiek oczekiwania i założenia, pozostawiając miejsce czystej, naturalnej i niewymuszonej kreacji. Potrzebne są do tego odpowiednie predyspozycje i energia, która pochodzi nie z tego świata. Nie musisz tego słuchać, ale zaakceptuj to jakim jest – nie pójdziemy na żaden kompromis.

Beheading znajduje się w troszkę dziwnym punkcie – nie należycie do grupy olschoolowych szatanistów, trudno was łączyć także ze sceną hc czy metalcore – jak radzicie sobie z takim „między – scenowym” zawieszeniem, szczególnie w Polsce, gdzie te podziały nadal są dość wyraźnie?

Skoro ktoś oprócz nas to zauważa, to znaczy, że faktycznie tak jest i cieszy mnie to. Nikt nie potrzebuje żadnego udowadniania tego stanu rzeczy, ale dobrze, że jest to zauważane. Myślę, że radzimy sobie świetnie bo nie stanowi to dla nas żadnego problemu. Wraz z upływem czasu podziały będą zanikać, gdyż są zbędne, a wtedy kwestia przynależności do jakichkolwiek grup nie będzie miała znaczenia.

Zastanawiam się nad kwestią wydawcy – materiał został nagrany już jakiś czas temu, zaś pojawia się dopiero teraz – czy znaczy to, że nikt nie był zainteresowany wydaniem płyty?

To znaczy, że nie byliśmy zainteresowani ofertami, które spływały, dlatego pozostawiliśmy kwestię wydania albumu sieci Loud Now, którą założył Maki.

Wraz z tym pytaniem pojawia się też kwestia promocji w Internecie – uważacie, że Internet pomaga młodym wykonawcom czy wręcz przeciwnie – niszczy możliwość godziwej (tradycyjnej?) promocji?

Jedyne co Internet niszczy to nierówności i brak dostępu do informacji, z czym związane były tradycyjne metody promocji. Dzisiaj jest łatwiej od strony technicznej i praktycznej, ale tym samym znacznie trudniej jest zyskać rozgłos i zainteresowanie nie mówiąc już o uznaniu. Uważam to za bardzo pozytywne zjawisko. Wymaga ono od twórcy jeszcze więcej pracy, jeszcze więcej świeżości, co wywołuje wzmożony i bardziej aktywny rozwój muzyki i nie tylko. Wszelkie tworzenie nabiera dzięki temu dynamizmu.

Zespoły rockowe i metalowe swój poziom potwierdzają głównie podczas koncertowych wojaży – jak wygląda ta strona działalności BM? Jak wspominacie dotychczasowe koncerty?

Każdy koncert jest dla nas najważniejszy. Żaden z nas nigdy się nie oszczędza, bez względu na to ile łbów jest do ścięcia. Graliśmy już przed kilkusetosobową publiką. Graliśmy również przed kilkunastoosobową garstką maniaków. Każdy z tych gigów był niepowtarzalny i znakomity, ze swoimi niedociągnięciami lub bez nich. Nasza muzyka na żywo jest jak żywioł wyzwolony z niewoli ciszy i stałości. Napędza nas i nie pozwala się nasycić.

Jeśli moglibyście wybrać trasę/wykonawców, z którymi chcielibyście przemierzyć Polskę czy Europę – jaki to byłby skład?

Bez większego zastanowienia, dla mnie byłoby to Decapitated, Meshuggah, Fear Factory i The Faceless. Żeby móc zagrać z wszystkimi z którymi chcielibyśmy zagrać, to musiałby być naprawdę gruby festiwal.

Czy jest szansa, by BM wyszedł poza granice Polski? Czynicie w tym względzie jakieś ruchy? Czy ma to sens w kontekście ogólnego marazmu w muzycznym biznesie?

Szansa jest, działamy w tym kierunku bez przerwy i jest to bardzo sensowne, ponieważ zapotrzebowanie na naszą muzykę jest znacznie większe poza granicami Polski niż w ich obrębie. Muzyczny biznes nas nie dotyczy.

Na koniec – plany na najbliższą przyszłość – czego możemy spodziewać się z Waszej strony?

BM to nieprzewidywalny twór. Będziemy grać tak dużo koncertów jak to możliwe, a prace nad nowym albumem są w toku. Miejcie oczy i uszy szeroko otwarte.

Rozmawiał Arek Lerch

Foto koncertowe:  Marcin Chrabąszcz

Sesja: Dominika Dzióba