AUTOPSY – szaleństwo, hałas i whiskey

Wspominaliśmy niedawno w gronie przyjaciół wywiad, jakiego na początku lat 90. Chris Reifert udzielił magazynowi Thrash’em All. Niemałym szokiem dla nas, dość młodych wówczas ludzi, były wypowiedzi wyżej wymienionego na temat uroków spółkowania z trupami i niejeden z nas uwierzył wtedy, że Chris faktycznie to robi. Z dzisiejszej perspektywy musi się to wydawać śmieszne (szczególnie w kontekście jednej z najbardziej sympatycznych osób w deathmetalowym światku), ale wtedy wszystko wydawało się możliwe, bo wyobraźnia młodych fanów metalu nie znała granic. Sobie i czytelnikom życzę, aby ten duch pozostał w nas wiecznie żywy… tak samo jak żywy jest duch Autopsy, o czym z ochotą opowiada Chris.

Czołem, jak zdrówko? Czy jesteś gotów by odpowiedzieć na jedne z najtrudniejszych pytań w historii dziennikarstwa muzycznego?

Witaj. U mnie wszystko w porządku, mimo panującego na zewnątrz, roztapiającego jaja upału. A czy jestem gotów? To zależy od tego, czy wspomniane pytania zamienią mój mózg w masęAutopsy G lejącego się Strogonowa. Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to jestem jak najbardziej gotów, z łyżką i widelcem w ręku!

Mamy rok 2013, świat nie uległ zagładzie w grudniu ubiegłego roku, no i jest kolejna płyta Autopsy. Czy sądzisz, że gdyby sprawdziła się obiegowa interpretacja kalendarza Majów i rzeczywiście doszłoby do Armagedonu, to powstrzymałoby to was od nagrania „The Headless Ritual”?

A może to właśnie „The Headless Ritual” uratowała świat od katastrofy? Ale oczywiście większość ludzi nigdy się o tym nie dowie. Lepiej niech to pozostanie miedzy nami. I oczywiście tymi odważnymi duszyczkami, które to czytają. Psssst!

Gdybyś jednak mógł zadecydować w jaki sposób świat ulegnie zagładzie, to jaki byłby twój wymarzony scenariusz apokalipsy?

Oczywiście cały świat przemieniający się w lejącego się Strogonowa. To zresztą chyba oczywiste. Żywe trupy zrobiły się ostatnio zbyt popularne, więc odpadają. Chore na wściekliznę wiewiórki zwyczajnie nie są wystarczająco wredne, by opanować całą planetę. Co zatem zostaje poza wymienionym wyżej, przepysznym i pożywnym daniem?

W mojej recenzji „The Headless Ritual” opisałem waszą płytę jako mokry sen nieboszczyka. Nie wydaje ci się, że zgadywanie co mogłoby kręcić rozkładającego się trupa było z mojej strony dość aroganckie?

Hej, trupom rosną przecież włosy i paznokcie u rąk i nóg. Zdarza im się nawet pierdnąć. Dlaczego zatem nie mogłyby mieć nocnej ejakulacji wywołanej twórczością skromnego rockowego zespołu z Oakland w stanie Kalifornia? Arogancja arogancją, ale odnoszę wrażenie, że jesteś wzorowym i produktywnym obywatelem, więc możesz w tym przypadku być bliżej prawdy, niż ci się wydaje. W każdym razie mój psychiatra poradził mi, abym tak powiedział.

Czy mógłbyś szczegółowo opisać mi rytuały, które odprawiliście w studio by osiągnąć tak mordercze brzmienie? Jakieś ofiary z ludzi? Obiecuję nikomu nie pisnąć ani słowa…

Złożyliśmy w ofierze całkiem sporo butelek whiskey i puszek piwa, to na pewno. Wyssaliśmy z nich ich życiodajne soki aby zyskać większą moc. Prawie tak, jak The Rolling Stones wyssali cały młodzieńczy wigor z Micka Taylora, tylko że naszą ofiarą padły naczynia wypełnione alkoholem. Przyznaję, że jesteśmy bezwzględnymi skurwielami i nie zawahamy się przed niczym gdy chodzi o nagranie metalowej płyty.

Tytuł waszej ostatniej ep – ki to oczywisty ukłon w stronę The Velvet Underground. Czyżbyś był ich fanem i czy według ciebie dałoby się przeprowadzić jakieś paralele pomiędzy ich twórczością a waszą?

Ta, Velveci byli świetni. Dobra, zdrowa muza, lśniące skórzane buty i tak dalej. Wszelkie paralele powinny być jednak zarezerwowane dla równoległoboków. Ale o tym już na pewno wiedziałeś.

 szaleństwo, hałas i whiskey

szaleństwo, hałas i whiskey

Wiem, że lubisz Einstürzende Neubauten i być może inne zespoły wrzucane do szuflady z napisem „industrial”. Na ostatniej płycie Abscess było nawet kilka fragmentów, które wydawały się być bezpośrednio zainspirowane tym gatunkiem. Biorąc pod uwagę, że tytuł płyty „Shitfun” pochodzi od kawałka Whitehouse, czy powiedziałbyś, że muzyka industrialna, noise albo power electronics mają jakiś wpływ na twórczość Autopsy?

Każda muzyka jest w pewnym sensie hałasem. Różnice tkwią w częstotliwościach, podejściu do dźwięku, wykorzystanych instrumentach, sposobie interpretacji itp. Nie trzeba podkreślać, że Autopsy przynależy do nurtu deathmetalowego, ale nie zmienia to faktu, że przez nasze mózgi regularnie przepływa gorący strumień nieznośnego hałasu. Potem wystarczy wybrać z niego te najbrzydsze elementy i uczynić je jeszcze brzydszymi.

Biorąc pod uwagę, że wiele spośród waszych muzycznych i pozamuzycznych inspiracji wykracza poza metalowe rejony, czy jesteście w stanie wykorzystać wszystkie swoje pomysły w Autopsy? Może są jakieś rzeczy, które chcielibyście zrobić, ale nie pasują do stylu wypracowanego przez ten zespół?

Mieliśmy pomysł na koncept album wykorzystujący połączenie kwartetu fryzjerskiego z jodłującą sekcją dętą, ale skończyło się na rozmowach. Być może któregoś dnia ten projekt się zmaterializuje, ale póki co musi wam wystarczyć ten sam skrajny muzyczny brud, którego najwyraźniej nie możemy przestać z siebie wypluwać.

Czy w tym kontekście powiedziałbyś, że macie taką samą wolność twórczą w Autopsy jak w Abscess?

Abscess był pod wieloma względami odmienną bestią, ale ciężki i brutalny hałas stanowi tutaj wspólny mianownik. Jak by nie patrzeć ten odór przeminął już z wiatrem, więc pozwól, że rozmyślając nad tym wszystkim naleję sobie drinka…

Nagrywanie „The Headless Ritual” rozpoczęliście pierwszego kwietnia 2013. Były jakieś primaaprilisowe kawały w studio?

Tak!

Autopsy w Brazylii

Autopsy w Brazylii

Czy w muzyce jest miejsce na humor?

Być może, ale czy jest na niego miejsce w wywiadach? W tym przypadku wygląda na to, że odpowiedź jest twierdząca.

Tytuł waszej nowej płyty był pomysłem Dennisa Dreada, z którym w przeszłości już nie raz współpracowaliście. Czy pamiętasz początki tej współpracy i wasze pierwsze spotkanie?

Tak, Dennis wyratował nas z opresji i rozwiązał nasz dylemat. Poznaliśmy się przez wspólnego znajomego i od razu przypadliśmy sobie do gustu. Hmm, to było chyba podczas Maryland Deathfest w 2009 roku, wtedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Szczegóły trochę mi umykają, ale wydaje mi się, że to było tam. Dennis to konkretny gość i na pewno warto zapoznać się z jego książką Entartete Kunts, kiedy już zostanie opublikowana. Jest zajebiście fajna, z pewnością warta waszej kasy i gałek ocznych. No, na co jeszcze czekacie?!

To trzynaste pytanie, jesteś przesądny?

Odmawiam odpowiedzi na to pytanie z obawy przed nieszczęściem. O cholera, właśnie chcąc nie chcąc na nie odpowiedziałem! Mam przesrane! Aaaaaaaaaa!

Biorąc po uwagę, że większość waszych tekstach bazuje na rzeczywistych wydarzeniach, czy spodziewacie się jakichś pozwów?

AutopsyWszystkie nasze teksty bazują na prawdziwych zdarzeniach. Lubimy jednak pisać o rzeczach, które umykają uwadze telewizyjnych reporterów. Uważamy, że trzeba o nich mówić głośno, więc uważajcie się za uprzywilejowanych, oświeconych i posiadających kupę wartościowych informacji. Nie lękamy się pozwów!

No dobra, wielkie dzięki za udzielenie odpowiedzi na te pytania dla brutalnych czytelników Violence Magazine! Chciałbyś coś jeszcze dodać?

Chciałbym podzielić się z wami lodami, które właśnie zajadam, ale chyba tego nie zrobię. Są po prostu zbyt pyszne. Dziękuję ci jednak za twój czas i kreatywność. Myślę, że po tym wywiadzie stałem się kimś lepszym. Muszę koniecznie cofnąć ten proces, zanim stanie się nieodwracalny. Zdrówko!

Rozmawiał Michał Spryszak