ARTYKUŁY ROLNE – Efemeryda…

Z dnia na dzień Artykuły Rolne z lokalnej ciekawostki wyrastają na poważnego gracza krajowej alternatywy. Mało tego, debiutują pełnometrażowym krążkiem, który jest efektem… improwizacji, wynikającej ze spotkania z pewnym Włochem. Kilka godzin w studiu zaowocowało intrygującym, trudnym do sklasyfikowania dziełem. Kilka słów na temat płyty znajdziecie gdzieś obok, a teraz czas na przekaz od samych zainteresowanych. W imieniu zespołu zeznaje Bartek Leśniewski.

Trochę jakby z zaskoczenia pojawia się Wasz pełnometrażowy debiut. Z zaskoczenia i –  mam wrażenie – bardzo spontanicznie, mam rację?

Tak. Nic konkretnego nie planowaliśmy w najbliższym czasie wydawać. Było natomiast sporo koncertów, które zagraliśmy i na których wspierał nas nasz włoski kompan, Alessandro Incorvaia. On jest naszym kumplem i otwierał koncerty swoimi solowymi recitalami. No i gdzieś podczas tych godzin spędzonych w samochodzie pojawiła się idea, żeby może spróbować zagrać w kwartecie. Taki improwizowany materiał, bez przygotowywania – zero prób przed nagraniem. No i jak będzie nam się podobać, to puścimy go w świat. Okazało się, że nam się podoba – więc po rejestracji usiadł nad tym Greg Toma i dokonał post produkcyjnych działań. Tak narodził się nasz pierwszy długograj…

Przyznam, że to miłe zaskoczenie – pamiętam, że niektóre zespoły pół życia cyzelują swój debiut (pomijam nazwy, żeby nikogo nie obrazić…), a tu proszę – bach! – i jest płyta. Takie spontaniczne akcje najlepiej pokazują potencjał muzyków, bo gwarantują, że na koncertach będzie jeszcze ciekawiej. Nie mieliście żadnych obaw?

A co nam szkodziło zaryzykować? Wiadomo, że można było zacząć przygotowywać materiał w kwartecie, robić próby, ogrywać pomysły szlifować je, urozmaicać, wzbogacać czy też redukować. I wszystko super, ale wtedy stracilibyśmy to, co jest bardzo ważną cechą tego materiału – świeżość, nieprzewidywalność, swoboda. A tego nie chcieliśmy tracić. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na takie, a nie inne rozwiązanie. Alessandro wniósł też swój własny i niepowtarzalny flow – bez niego z pewnością nie poszlibyśmy w takie właśnie rejony. Zadziałał jak katalizator.

No właśnie – ta egzotyczna współpraca… Jak w zasadzie do niej doszło, co spowodowało, że zaiskrzyło między wami ? Z Twojego punktu widzenia?

Alessandro znał się z Gregiem. Włoch wielokrotnie u niego nagrywał. A jak Artykuły Rolne zaczęły grać wyjazdowe koncerty, to padła propozycja, żeby je otwierać krótkimi ambientowymi setami. No i, tak jak wspomniałem, gdzieś tam między słowami pojawił się pomysł, żeby się spotkać w większym składzie i poeksperymentować. To było całkowicie naturalne, bez żadnego przymusu – po prostu padła data, przyjechaliśmy, podpięliśmy się i Greg to nagrał. Zgodność pojawiła się na każdej płaszczyźnie.

Efemeryda...

Efemeryda…

Ok, to brzmi bardzo ładnie – zgodność, mentalne porozumienie itp. Wiesz, ktoś może uznać, że to jednak trochę marketingowe jest, bo przecież są tu i teksty i pewne założenia kompozycyjne. Czy są to np. tematy, które wy wcześniej przygotowywaliście i zostały one tu wykorzystane? Ile trwała ta sesja i czy były jakieś, hmmm, teoretyczne założenia?

Nic nie zostało wcześniej zaplanowane. Sesja trwała około 3h. Wchodziliśmy do studia, nagrywaliśmy dwa tematy, które ktoś inicjował, potem była przerwa na papierosa, odsłuch i powrót do sali nagraniowej. Pełna improwizacja. Nawet punk rockowe, najbardziej piosenkowe „Trupy” to jedno podejście bez żadnego ustalania tego, co mamy grać. Poszedł riff i kawałek zrobił się sam. I tak kilka razy. Potem oczywiście były dograne wokale – długo zastanawialiśmy się, czy one są potrzebne, no i stanęło na tym, że je zarejestrujemy i sprawdzimy, czy siedzą. Jak będą pasować – zostają. Jak nie, to ich po prostu nie będzie. Dodatkowo Greg dograł później ksylofon w utworze „Perugia nocą”. Nie wykorzystaliśmy wszystkich nagrań z tej sesji – dwa tematy leżą w archiwum i kto wie, może kiedyś coś jeszcze z nimi zrobimy. Wracając jednak do Twojego pytania – zero założeń, zero riffów, zero przygotowanych figur perkusyjnych. Nagrywamy i sprawdzamy co z tego może wyjść. Serio.

Przyznam, że w takim razie należą się wam gratulacje. Duży talent i trzymanie gardy. Pozostaje teraz jedynie takie pytanie: czy zamierzacie uczyć się materiału przed koncertami, żeby go odtworzyć w zbliżonej formie czy też idziecie na żywioł. No i kolejna kwestia – czy wasz „włoski kompan” ma zamiar zjawiać się na potencjalnych koncertach, czy też nie bierzecie tego pod uwagę?

Dzięki. Koncertowo wygląda to w tym momencie tak, że istniejemy w dwóch odsłonach. Gramy jako trio oraz gramy jako kwartet. Wszystko zależy od dostępności Alessandro. To zapracowany chłopak i nie zawsze wszystkie terminy mu pasują. Natomiast co do repertuaru – to w secie koncertowym kwartetu są trzy nowe utwory, natomiast w secie trzyosobowym tylko dwa. Na próbach próbowaliśmy jeszcze dwie kompozycje – i też siadły, ale nie było czasu, żeby je jakoś ograć. Dodatkowo gramy cały czas nasz materiał z pierwszych dwóch ep-ek – a że nasze koncerty trwają tak 35-40 minut, to właśnie tak wygląda.

Ale czy to znaczy, że możemy się spodziewać kolejnej płyty, tym razem nagranej przez „właściwe” Artykuły Rolne?

Tak, zakładam, że w przyszłości pojawi się jakiś kolejny materiał nagrany w składzie trzyosobowym. Skład czteroosobowy to efemeryda – przynajmniej na ten moment. Jest szansa grać w kwartecie, to to robimy. A co będzie potem? Nie wiadomo…AR

Strasznie to się robi zagmatwane i psychodeliczne. A propos psychodelii – ten materiał zdradza zupełnie inne kierunki poszukiwań. Kwaśne loty, pogłosy, narkotyczne wizje. Ktoś, kto znał Wasze ep-ki, może się nieźle zdziwić. Jednocześnie mam wrażenie, że na tym materiale ujawnia się Wasza skłonność do post rocka…  

No tak, to jest inna muzyka. Natomiast co do tematu post rocka, to chyba tylko Alessandro jest jakimś większym fanem tej stylistyki. Ja ograniczam się do klasyki gatunku i całkowicie mi to wystarcza. Natomiast ech wspomnianego stylu można się tu pewnie doszukać – luźna forma sprawia, że tego typu rzeczy pojawiają się niejako naturalnie. Faktycznie, muzyka z ep-ek i z długograja jest nieco inna – ale to nadal ten sam zespół. Nagrywaliśmy znów w Studiu Centrum, całość produkował również Greg Toma. I to też jest słyszalne. Po prostu w tym momencie z powodów personalnych nastąpiło jakieś przemagnesowanie i stąd te wszystkie różnice.

Dla mnie jest to bardzo miłe, że AR z tak otwartymi głowami podszedł do materii muzycznej. Psychodelia, trochę nowej fali w „Trupach”, dużo transu. To dobry kierunek na przyszłość. Pozostaje pytanie, co z tym materiałem zrobicie i jak zamierzacie go rozpropagować? Na razie jest wirtualny, kiedy nabierze fizycznego kształtu?

Najpierw puściliśmy cyfrę w świat, żeby już to się niosło, żeby materiał był jak najbardziej świeży. Ale fizyczny też będzie. Mamy jedną propozycję z fajnego labelu. Musimy tylko poustalać szczegóły. Ale powiedz mi – kto dziś jeszcze kupuje fizyczne egzemplarze? Kilka osób się znajdzie, jasne, ale to przecież niemal granica błędu statystycznego… Płyta jednak przybierze namacalny kształt – poprosimy o chwilę cierpliwości. Natomiast co do promocji – po wydaniu płyty dwa razy zagraliśmy w kwartecie, za moment jedziemy do Gdańska na Fląder Fest, a potem mamy jeszcze jeden termin we wrześniu zabukowany. Wiadomo też, że Alessandro za moment opuszcza nasz kraj, więc występy w kwartecie się pewnie skończą. Efemeryda – to słowo idealnie oddaje charakter tego, co się teraz z Artykułami Rolnymi dzieje…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Jacek Kosiba (studio)