ARMAGEDON – Robimy swoje niezależnie od czasów…

Powroty zespołów z lat 80-tych to taki specyficzny znak czasów, którego nie dostrzegają jedynie Ci, którzy dostrzec nie chcą. Inną sprawą jest, że tak naprawdę większość bandów lansowanych dziś jako kultowe formacje sprzed lat, w tamtych czasach nie znaczyła zgoła nic. Czasami jednak zdarzają się na fali powrotów prawdziwe perełki, czego idealnym wręcz przykładem jest swoiste zmartwychwstanie Armagedon, zespołu, który współtworzył polski death metal, zespołu, którego powrót był wielkim zaskoczeniem… Dziś mamy okazję zapoznać się z trzecim dużym albumem grupy ukazującym bardzo dojrzałe oblicze śmierć metalowej sztuki. Moim rozmówcą był Slavo, jeden z filarów zespołu…

Witaj Slavo! Armagedon sformował szeregi w roku 1987 a dziś w 2013 ukazał się trzeci, pełny album grupy. Uważasz, że to sukces czy porażka? Domyślam się, że w zespole jest dobra chemia, skoro wasz powrót na scenę nie skończył się, jak to często bywa, na jednej płycie?

Witaj! Wiesz, mówi się o nas, że jesteśmy zespołem z historią i mamy za sobą wiele różnych przygód… To prawda. Prawdą jest również to, że nasza działalność nie jest czymśSLAVO „standardowym” na rodzimym, metalowym rynku. Najpierw intensywny i dość owocny okres młodzieńczego grania, później długa przerwa, ponowne zwarcie szeregów i powrót z płytami, koncertami. Wszystko, co robimy zawsze jest jakimś odzwierciedleniem czasu, miejsca, sytuacji, czy zdarzenia, które są dookoła zespołu. Myślę zatem, że nowa, kolejna płyta to nasz duży sukces, no i zarazem duża radość z kolejnego dzieła !

Jak sam mówisz, jesteście zespołem z historią lecz patrząc na wasze działania po powrocie Armagedon do świata żywych widać, że świetnie odnaleźliście się w nowych realiach, promujecie materiał w sieci, macie profesjonalną witrynę www, słowem, w pełni korzystacie z tego co dziś jest dostępne. Bardziej czujesz się związany ze starą sceną z lat 80-tych czy z dzisiejszą globalną jej wersją?

Jesteśmy związani z muzyką cały czas. Bez względu na to, czy było to kiedyś, czy jest teraz. Nieobecność medialna Armagedon była spowodowana okolicznościami, które nie zawsze zależały od nas. Nie mniej, nie mieliśmy przerwy w „całościowym” obcowaniu z muzyką. W naszych klimatach zawsze byliśmy i jesteśmy na bieżąco. A scena kiedyś, czy teraz… wiesz, my zawsze robimy swoje niezależnie od czasów. Jedziemy naszym walcem po prostu do przodu !

Jeśli o powrotach mowa to śledzisz poczynania starych kapel, które wróciły na scenę po latach niebytu? Niedawno wrócił do życia niezapomniany Betrayer… sądzisz, że stać ich dziś na dobrą, mocną płytę i prawdziwy powrót do świata żywych?

Czas pokaże. Ja trzymam za nich kciuki.

Nowy album „Thanatology” miał oficjalną premierę w październiku, w zapowiedziach tej produkcji można było przeczytać i do słownie (i między słowami), że jest to materiał, z którego jesteście dumni… co jest w tej płycie wyjątkowego, że uważacie go za najlepszy do tej pory krążek Armagedon?

Najkrócej mówiąc: wszystko! Materiał jest „pełny” i dojrzały muzycznie. Utwory są rozbudowane, ale nie przesadzone. Mnie ten album po prostu wciągnął i wciąga coraz bardziej. To dość dziwne, bo myślałem, że będzie jak zwykle, czyli po okresie początkowym zwyczajnie się „ogra” i będzie norma. A tu taka zamiana! Wiele osób, które już zapoznało się z „Thanatology” ma bardzo podobne odczucia. Na tej płycie po prostu jest wszystko: przemyślane i zostające długo w pamięci kompozycje, dużo grania i pracy zespołowej, „rozpaczliwy” ale również dość „śpiewny” vocal, potężne i selektywne brzmienie (uwydatnia się zwłaszcza przy głośnym odsłuchu), sporo ciekawych i niepokojących melodii. Uważamy zgodnie, że jest to najlepsza płyta Armagedon. To wysoka jakość muzyczno – brzmieniowa. Dla nas to taki High End/ Top Quality Product!

Docierają już do was pierwsze opinie fanów na temat „Thanatology”? Jestem ciekaw tego czy piszą do was również starzy fani, wasi rówieśnicy, którzy odkrywali tą muzykę w tym samym czasie co wy?

No tak! Mamy dość liczne grono fanów ze starych czasów, jak też i tych, którzy poznają Armagedon na nowo w dzisiejszej odsłonie. I jednych i drugich jest dość wielu i widzimy, że zainteresowanie zespołem systematycznie rośnie! To jest bardzo budujące i nakręca nas do kolejnych działań.

Robimy swoje niezależnie od czasów...

Robimy swoje niezależnie od czasów…

W moim odczuciu „Thanatology” to konsekwentne rozwinięcie „DTN”, dojrzały materiał, który nazwać można hybrydą łączącą nowe standardy brzmieniowe i realizacyjne z w gruncie rzeczy old schoolową muzyką. Jest to też płyta bogatsza muzycznie niż „DTN”, który był albumem bardzo intensywnym, szybkim i brutalnym; nowy materiał zwyczajnie oferuje dużo więcej. Komponując płytę zakładaliście, że ma ona łączyć stare z nowym? Jak dziś oceniacie zawartość muzyczną „DTN”?

Rzeczywiście „Thanatology” jest naturalną kontynuacją muzyczną naszego wcześniejszego grania, odzwierciadlającą również znaczący rozwój zespołu, który się dokonał w ciągu tych kilku ostatnich lat. My raczej nie myślimy zasadniczo o łączeniu starego z nowym. Prawdopodobnie, to wychodzi z nas samo… Lubimy po prostu dźwięki, które tworzymy. Nie siłujemy się z nowymi utworami. Wypluwamy z siebie, to co w nas siedzi, nigdy nie kalkulując, czy to będzie takie, czy inne. Nie zakładamy sobie kierunku muzycznego, czy zmian. Jakoś w naturalny sposób ewoluujemy, rozwijamy się i zgrywamy jako zespół a nowy materiał jest tego efektem. Nie ma tu żadnej kalkulacji! Wracając do DTN, myślę, że sytuacja była podobna. Był to materiał odzwierciedlający naszą ówczesną formę i kondycję. Takie dźwięki z nas się wtedy wydobyły. Myślę, że były całkiem sensowne.

Ludzie, którzy poznają was dziś za sprawą „Thanatology” mogą się trochę zdziwić faktem iż na płycie znalazło się sporo inteligentnie i ze smakiem wkomponowanej w death metalowe dźwięki elektroniki. Jednak jeśli ktoś zna waszą twórczość, ta elektronika wydaje się czymś co naturalnie powinno się na tej płycie znaleźć. Jesteś zadowolony z tego jak udało się połączyć syntetyczne brzmienia i metalowe riffy? Na „Thanatology” osiągnęliście optymalny poziom nasycenia elektroniką czy może w przyszłości takich zimnych plam i sampli może być w Armagedon jeszcze więcej?

Tak, jak powiedziałeś, kto nas zna, wie, że zawsze staraliśmy się podkreślać charakterystyczne muzycznie fragmenty używając różnych „dodatkowych” form dźwiękowych: od smyczków, przez gitary klasyczne, sample, czy wręcz (jak w przypadku nowej płyty intro „SOMA”) do specjalnie skomponowanych utworów. Według nas wszystko się ciekawie uzupełnia, a przenikanie się różnych form powoduje, że całość jest znacznie ciekawsza. Armagedon już taki będzie zawsze! Nie tylko surowe, gitarowe granie, ale również dodatkowe instrumenty lub dźwięki podkreślające klimat wybranych utworów.

Wypluwamy z siebie, to co w nas siedzi, nigdy nie kalkulując

Wypluwamy z siebie, to co w nas siedzi, nigdy nie kalkulując

Wieść niesie, że bardzo dużo pracy poświęciłeś partiom wokalnym na „Thanatology”, podobno w miarę jak materiał ten nabierał kształtu, ewoluowały również aranżacje twoich wokali? Jesteś zadowolony z efektu finalnego?

Faktycznie, partie wokalne powstawały równolegle z tworzonym i zmienianym do samego końca materiałem. Wersji i zmian było dość dużo. Możliwość nagrywania w naszym studio pozwalała na tworzenie wielu wariantów, odsłuchiwanie ich i wybieranie najlepiej nam pasujących form. Myślę, że z materiału, który mamy zarejestrowany, moglibyśmy spokojnie wydać jeszcze dwie lub trzy inne wersje tej płyty! Efekt końcowy bardzo mi się podoba. Jest trochę inaczej, niż na typowych płytach deathmetalowych.

Materiał powstawał w trzech studiach nagraniowych – w studiu Politechniki Gdańskiej, waszym Piano Art oraz Sound Division. Czy taka długa i rozrzucona w czasie oraz przestrzeni sesja nagraniowa dała wam świeżość i dystans do tego materiału a może po kilkunastu miesiącach pracy nad „Thanatology” byliście już zwyczajnie zmęczeni?

Była to na pewno inna i nowa dla nas forma pracy nad realizacją płyty. To było interesujące doświadczenie i myślę, że bardziej nam pasujące, niż po prostu jednorazowa, kilkutygodniowa wizyta w studio. Zakładam, że w przyszłości będziemy pracować podobnie. Kilkutygodniowe przerwy powodowały chęć dokonywania kolejnych zmian i napędzały nas do dalszej pracy. Nigdy podczas prac nad „Thanatology” nie mieliśmy „dość”! Po zakończeniu prac i końcowym masteringu z jednej strony była radość z gotowego dzieła, a z drugiej strony trochę smutno, Armagedon Okładkaże to już koniec prac, wyjazdów, spotkań etc. Nasz miks i mastering w SDS w wa-wie, to niekończące się spotkania towarzyskie w gronie przyjaciół!

Można w takim razie powiedzieć, że metoda twórcza jaką obraliście bardzo mocno wpłynęła na kształt tego materiału?

Myślę, że tak. Poszukiwania, zmiany, nowe aranże, to wszystko jest wypadkową czasu i okoliczności w jakich powstawała płyta. Poświęciliśmy jej kawał czasu (i życia) i najważniejsze jest to, że mamy wewnętrzną pewność, że było warto !

Świetną robotę wykonał Arek „Malta” Malczewski, miksując materiał w Sound Division Studio osiągnął efekt, o którym już pisałem, czyli swoiste zespolenie nowego, potężnego brzmienia z old schoolową surowizną. Arek miał wolną rękę podczas finalnych prac nad „Thanatology” czy cały czas podlegał waszej kontroli?

Nie nazwałbym tego kontrolą. To była raczej dobra współpraca oparta o jego i nasze doświadczenia. My do końca poszukiwaliśmy naszego brzmienia na tej płycie, forsując takie, czy inne rozwiązania. Arek cierpliwie to znosił i na końcu spotykaliśmy się w satysfakcjonującym nas wspólnie punkcie. Bardzo jesteśmy zadowoleni ze współpracy z Maltą i efektu, jaki wspólnie osiągnęliśmy.

Jesteś w Armagedon odpowiedzialny za wokale, więc opowiedz o koncepcie, wokół którego skupiają się teksty na płycie. Cytując encyklopedię, Thanatology to – naukowe studium śmierci… Śmierć w wielu kulturach to temat tabu, w innych swoisty obiekt kultu i afirmacji. Zagadnienie to fascynuje Cię czy może bardziej prozaicznie – jest po prostu dobrym tematem dla death metalowych tekstów?

Wiesz, my zawsze kręcimy się dookoła tematów „realnych”. Życie, śmierć i wszystkie ich pochodne są dla nas godnymi tematami do zaśpiewów. Taki przekaz jest spójny i dość mocny. Nie jest infantylny, czy wręcz groteskowy (jak znaczna większość liryków metalowych). Rozwijanie zasadniczego tematu przewodniego, jakim jest niewątpliwie dla Armagedon „death then nothing” – to nasza droga!

Armagedon to Ty i Krizz, od 2006 również Adam oraz Bartek, który wspiera was gitarą basową od 2010. Do tej pory podkreślaliście, że ten skład jest optymalny, skąd zatem decyzja o przyjęciu do zespołu kolejnego muzyka? Czy Bart (Azarath) brał również udział w tworzeniu dźwięków na „Thanatology”?

 nowa siła w zespole

nowa siła w zespole

Tak naprawdę, zawsze chcieliśmy grać na dwie gitary, ale z różnych powodów nie wychodziło. Nasze aranże wymagają dwóch gitar na koncertach. Stąd nasza decyzja a Bart, nasz wieloletni przyjaciel jest doskonałym dopełnieniem dzisiejszego Armagedon! Mam nadzieję, że w przyszłości wspomoże nas swoimi pomysłami podczas prac nad kolejnymi dziełami!

„Thanatology” to kolejny materiał Armagedon jaki wydaje nasz rodzimy potentat czyli Mystic. Mam wrażenie, że nie przyłożyli się do promocji tego krążka tak mocno jak można to było zrobić; w końcu scena death metalowa to nie tylko duże magazyny…

Staramy się wspólnie promować „Thanatology” najlepiej, jak możemy. Temat nie jest łatwy i oczywisty. Nie rzuciliśmy wszystkich „zasobów” na jeden moment. Chcemy, aby Armagedon był obecny medialnie i koncertowo na dłużej, niż tylko podczas bezpośredniej promocji „Thanatology”. Mam nadzieje, że to się uda!

Wzmocniony Bartem Armagedon musi być prawdziwą koncertową machiną zniszczenia, powiem szczerze, że osobiście nie mogę się już doczekać waszego styczniowego szoł w Warszawie. Czy planujecie w najbliższym czasie jakąś zwiększoną aktywność koncertową, może jakąś trasę po kraju?

Rzeczywiście, nowy skład miażdży!!! Jesteśmy już po wielu wspólnych próbach i z nieukrywaną radością muszę stwierdzić, że jest MOC!!! Ruszamy z miejsca i zaczynamy objazd po kraju. Na początek Wrocław i Poznań (13 i 14 grudnia). Później 17 stycznia Szczecin, 31 styczeń Wa-wa. Sukcesywnie będziemy odwiedzać większe i mniejsze miejscowości. Chcemy i będziemy dużo grać w 2014! Przybywajcie, gdziekolwiek się pojawimy!

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu/Carolin B./Kriz