ANTIGAMA – wparujemy tam i zmieciemy ich peruczki!

Jeżeli był jakiś czas temu moment, kiedy Antigama zgubiła trop i zaplątała się w otaczającej rzeczywistości, można uznać, że to już odległa przeszłość. Warszawiacy zmienili skład i niedawno przyłożyli po gębie mini albumem „Stop The Chaos”, który z dzisiejszej perspektywy, bogatszej o kontakt z „Meteorem”, jawi się jako preludium do rasowego i niczym nie ograniczonego manta, fundowanego nam przez zespół. Najnowsze dzieło grupy, to obok niezapomnianego „Zeroland” najdoskonalsze dokonanie Antigamy, choć nie sposób nie zauważyć, że nowa odsłona zespołu, to przede wszystkim potworny ciąg na bramkę i muzyka dużo bliższa amerykańskim zespołom death/grind. Co nie zmienia faktu, że płyta rzuciła na kolana chyba każdego fana ekstremy. Do świata zespołu zaprasza syn marnotrawny, wokalista Łukasz Myszkowski.

Czy nowa Antigama jest faktycznie nowa? Jak oceniasz dzisiejsze oblicze zespołu? Napisałem w recenzji, że z dzisiejszego punktu widzenia płyty wydane dla Relapse, czyli „Resonance” i „Warning” są syndromem lekkiego zagubienia zespołu – czy można je tak traktować? Jak oceniasz jedyną płytę, na której się nie udzielasz, czyli „Warning”?

Witam wszystkich czytelników V-online. Wolałbym nie zaczynać od porównań i retrospekcji; ocenianie czegoś, co było, jest nieco bezsensowne bo nie ma to żadnego wpływu na danąANTIGAMA sytuację. Kontrakt z Relapse dawał wielkie możliwości i był zaszczytem dla nas, ale rzeczywistość nie pozwoliła nam na ruszenie w świat. To wymagało zbyt wielu zmian i wspólnego celu. Tego nie mieliśmy. Obecna sytuacja jest bardziej jednomyślna, chcemy grać najlepszą muzykę na świecie, nie mieć żadnych barier w kierunku rozwoju i mieć dostęp do publiczności. To nam daje SMG. Nowa Antigama to wojownik z dużym doświadczeniem ale i świeżością i entuzjazmem. Co do „Warning”. Są tam moje dźwięki, ale szczerze mówiąc, nie znam tej płyty zbyt dobrze.

Na pewno w jakimś zakresie śledzisz scenę ekstremalną na świecie – uważasz, że w takim kontekście Antigamie udało się osiągnąć sukces?

Naszym sukcesem jest to, że jesteśmy w stanie nagrać taką płytę jak Meteor, mieć z niej satysfakcję i dostać tak wiele przychylnych komentarzy z całego świata. To jest sukces. Co do sceny, nie traktował bym jej jako punkt odniesienia, jest zbyt wiele muzyki na świecie żeby obiektywnie stwierdzić, co jest „naj” lub czy to jeszcze ekstremum. Jest w nas potrzeba robienia takiej a nie innej muzyki o takim brzmieniu i takim przekazie.

Tytuł nowej płyty jest bardzo plastyczny – skąd pomysł na tego meteora i czego jest on metaforą? W jaki sposób powstawały teksty na płytę – totalna abstrakcja, czy jest w nich jakieś zespolenie z rzeczywistością?

Kiedy rozmawialiśmy na próbach o nowej koncepcji, uświadomiliśmy sobie, że grozi nam pułapka rzeczywistości. Tak wiele problemów i wyzwań nas otaczało, że automatycznie się ograniczaliśmy. Wtedy zacząłem opowiadać kolegom o otaczającej nas przestrzeni z poziomu skali i fizyki, o kosmosie i jego cechach, które mają wpływ na nas. Wszechświat to nieokreślona do końca przestrzeń, pusta lecz pełna wielu paradoksów, układów i zależności. Jako ludzie mamy niewielkie pojęcie o tym wszystkim, zdaje nam się, że możemy coś wytłumaczyć, ale to są raczej teorie. Meteor to buntownik, jest efektem wybuchu lub kolizji, nie jest związany układem grawitacyjnym. Pędzi i niesie ładunek. Lubię proste słowa, otwarte i wolne, dające pole do interpretacji. Meteor to było to. Jest też drugie, bardziej metafizyczne znaczenie, które widać na okładce. Nasza myśl, której symbolem jest mózg jest jedyną nieskrępowaną, można powiedzieć boską cząstką nas samych. Ona też nie jest w układzie, nie ogranicza się, może być gdzie chcemy. I o tym są teksty. O ograniczeniach i ich braku, o skali, jej wpływie na postrzeganie, o rozwoju i cierpieniu, które jest naszym nauczycielem i o myśli, którą możemy zdziałać wszystko.

Skład zespołu został dość gruntownie przebudowany, czy w związku z tym możesz porównać dawny zespół z tym obecnym? Jak z dzisiejszej perspektywy oceniasz współpracę z Sivym?

Sivy w pewnym momencie zaczął bardzo blokować radość grania, jego neurotyczne problemy i humory były destrukcyjne, nie potrafił iść na żaden kompromis a nie miał własnego sensownego rozwiązania. Obecnie, tak jak pisałem, jesteśmy spójni, potrafimy się razem śmiać, pracować i podejmować decyzje. To podstawa

Pamiętasz moment, kiedy ponownie dołączyłeś do zespołu – jak to wyglądało: spontaniczna akcja, czy długie dyskusje i ustalenia? Która strona pierwsza wyszła z inicjatywą – Ty czy Sebastian?

Sebastian zawsze wierzył, że wrócę, ale wiedział, że sam muszę do tego dojść. W pewnym momencie Antigama dostała ciekawe propozycje związane z teatrem. I to było coś co mnie przyciągnęło, coś nowego, nowe wyzwanie w nowych warunkach. Graliśmy do dziwnych przedstawień i było to ekscytujące. Potem zacząłem znów przychodzić na próby.

Co jest wg Ciebie trudniejsze – zakładanie nowego zespołu, czy właśnie takie „reformowanie” składu już istniejącego?

To zależy, ale chyba trudniej jest utrzymać ciągłość jak w życiu, jak w związkach.

Jak wyglądały prace nad nowymi utworami w nowym składzie? Czy było łatwiej niż w poprzednim wcieleniu zespołu? Jakie były założenia, czy raczej ich nie było?

Założenia były bardzo jasne. Zagrać jak najlepiej. To wymagało wielu prób i determinacji. Tym zajmuje się Sebastian, on jest dyrygentem i w większości na jego riffach opiera się muzyka. Każdy ma swoją działkę do obsiania więc po zapoznaniu się z bazą każdy robił własny aranż. Potem znowu razem przyspieszaliśmy wszystko do tempa z nagrań.

 wparujemy tam i zmieciemy ich peruczki!!

wparujemy tam i zmieciemy ich peruczki!!

Coraz częściej spotykam się z zespołami, których wiek dawno przekroczył przysłowiowe 33 lata, mają rodziny, zobowiązania itp., przy których trudno mówić o szaleństwach i życiu na krawędzi, które przecież często w jakimś sensie stymuluje to, co dzieje się w muzyce. Czy Twoim zdaniem lepiej tworzyć teraz, kiedy jest większa stabilizacja, czy jednak ów przysłowiowy głód jest potrzebny artyście?

W moim przypadku jest chyba odwrotnie. Po pierwsze za młodu muzyka była środkiem na podbudowanie ego. Miałem nieograniczone niczym możliwości i w pewnym sensie byłem najedzony. Teraz mam głód na tworzenie, na przekaz, na muzykę i kreację, na kontakt, ale nie mam czasu na to, więc muszę się organizować, nie tracić czasu na poboczne projekcje.

Mimo zmian, hałas, metal i okolice nadal są postrzegane jako swego rodzaju kuriozum; czy zatem muzyka, proponowana przez Antigamę na
”Meteorze” może zostać ambasadorem technicznego grania, czy raczej nadal preferujecie podziemie i nie zamierzacie pchać się na salony?

Nie mam na to wpływu, czym może się stać nasza muzyka. Chcę żeby ludzie dostrzegali w niej więcej niż tylko szybkość czy wściekłość i przy komentarzach dotyczących Meteora tak jest. To wielka satysfakcja. Co do salonów – prędzej czy później i tak tam wparujemy i zmieciemy ich peruczki.

Meteor puentuje kolejną odsłonę Antigamy, ujawniając większe niż do tej pory otwarcie na świat – muzyka jest zdecydowanie łatwiej przyswajalna, żeby nie powiedzieć przebojowa. Czy w związku z tym zamierzacie inaczej promować płytę, grać więcej koncertów, czy też pozostajecie na „swoim” poziomie?

Chcemy promować Meteor na festiwalach w Polsce i za granicą. Na pewno zagramy mini trasę promocyjną, może nakręcimy klip.

Przesunięcie środka ciężkości z rozbudowywania struktur aranżacyjnych w stronę tzw. „ciągu na bramkę”, czyli wulgarnie mówiąc – napieprzania do przodu, ujawniło wasze ciągoty w stronę death metalu – czy dzisiaj Antigama zasługuje wg Ciebie na miano grupy grindcore’owej?

Nie wiem. Nie ma definicji co jest czym, to sprawa indywidualna. Niech sobie o tym zdecyduje słuchacz. Gramy muzykę ekstremalną i wolę takie sformułowanie.

Obok potężnej dawki death/grind masakry, pojawia się na płycie kilka zaskakujących momentów, z których moim ulubionym jest kawałek „Turbulence”, przechodzący od chilloutu, przez rasowy drum’n’bass aż do noise’owej końcówki. Czy zamierzacie grać go na koncertach, w jakiejś dłuższej wersji, czy raczej skupiacie się na tych najszybszych, bardziej tradycyjnych numerach? Skąd pomysł na ów drum’n’bass? Przypadek czy celowe działanie?

W domu mam studio w którym pracuję nad swoimi osobistymi dźwiękami. Zgrałem Sebastianowi cd z tymi fragmentami i on od razu miał wizję na ten fragment. Chciał połączyć tą melodie z zespołem. Okazało się to super pomysłem. Utwór stał się pełny. To nie jest utwór na koncerty, tam wolimy grać ostro i zdecydowanie.

Jak wyglądały prace w studiu – czy świadomość, że nie ma z Wami Szymona Czecha była mocno obciążająca?

Nie chcieliśmy do tego tak podchodzić. Czuliśmy jego „wsparcie”, nie chcieliśmy go w pewnym sensie zawieść. To był jeden z nas, miał swój konkretny wkład w każde nagranie, ale musieliśmy sobie poradzić bez niego.AntiKraty

Skoro przy osobie tego świetnego producenta i muzyka jesteśmy – jak wspominacie Waszego przyjaciela, z którym przecież spędziliście dużo czasu?

Szymon był bardzo wszechstronną i otwartą osobą. Był świadkiem wielu konfliktów i nieporozumień i potrafił być negocjatorem. Studio to środowisko ciężkie, przebywa się w nim za długo a efekty często są dość powolne, na dodatek każdy może mieć różne oczekiwania. On potrafił to wszystko zebrać i zakończyć. Miał świetne poczucie humoru, często żartowaliśmy przy piwku ale przede wszystkim był tytanem pracy. Bardzo ciężko nam było, kiedy jego choroba nabrała rozpędu i nie chciała się zatrzymać.

Czy podczas prac studyjnych zostały zmienione jakieś utwory, czy weszliście do studia ze sztywno przygotowanym materiałem?

Wszystko miało strukturę oprócz niektórych wokali. Lubię improwizacje i zawsze zostawiam sobie coś do „pojechania”. Ale świadomość mocy Meteora objawiła się podczas mixów.

Jeśli miałbyś troszkę pospekulować – na jaki sukces liczycie? Myślisz, że jest szansa, by dojść z nową płytą dalej, niż udało się to dotychczas?

Tak, Meteor na pewno otworzy nam nowe perspektywy, chcielibyśmy mieć więcej dobrych koncertów i publiczności. Nie liczymy na konkretny sukces, bo on już jest. Spadł i można go posłuchać, robi wrażenie na wszystkich. To nasz sukces.

Meteor to gotowy produkt eksportowy – są szanse, by zaistnieć na zachodnich rynkach, czy na razie o tym nie myślicie?

Co do rynków, to się nie znam. To co ze świata dociera jest mega budujące, ale sprzedaż i kariera tam to inna sprawa. Naszym celem nie jest podbicie świata i trasa ze Slayer, choć byłby na pewno miła, ale satysfakcja i możliwość realizacji naszych pomysłów. Kariera często zabiera taką możliwość. Zespół wtedy kalkuluje, traci pasję i zaczyna muzykę traktować jak pracę. Nie jesAntigamat to reguła oczywiście, ale odnieść sukces międzynarodowy i zachować suwerenność umysłu będąc polakiem jest bardzo trudne.

Na koniec – jeśli możesz – opisz w kilku słowach te utwory z „Meteora”, które są Ci szczególnie bliskie? Które i dlaczego??

Wspominałeś o Turbulence, ten kawałek mnie zaskakuje, jest czymś, na co czekam, jest inny i ma wspaniałe solo. Ale jest też Untruth, ostatni kawałek na płycie. Baza do niego powstała w moim studio w bardzo trudnym dla mnie momencie, kiedy każda informacja była zła, moja córka ciężko chorowała, mój brat przechodził chemioterapię. Byłem bezsilny, nie wiedziałem, co jest prawdą a co efektem strachu. Musiałem coś zrobić i wziąłem gitarę i go nagrałem. Napisałem tekst po polsku i tak go nagrałem potem od razu go zmiksowałem. Wyrzucając go z siebie poczułem ulgę, poczułem że całą sytuację można jakoś opanować. Po 2 latach, kiedy szykowaliśmy repertuar na Meteora i kiedy choroba Szymona była w natarciu przedstawiłem ten kawałek Sebastianowi i on postanowił zaaranżować go na nowo z Antigamą. To symboliczny kawałek, początkowo wolny jak Black Sabbath. W końcówce zmienia się w furię i wygasza się pożegnaniem.

Ostatnie słowo tradycyjnie należy do Was…

Nie ma rzeczy niemożliwych, nie ograniczajcie swojego myślenia do reguł panujących w około. Możecie dokonywać zmian i rozwijać się niezależnie od zamulonego otoczenia. Niech nasz przekaz was wzmacnia i napędza. Houk!

Rozmawiał Arek Lerch

Foto koncertowe: Robert Wierzbicki

Foto Antigamy: Basia Misiurek i Janek Fronczak

KONKURS!!!!

Szanowny czytelniku, jeśli dotarłeś do końca wywiadu, czeka na Ciebie mały konkursik, w którym nagrodą jest ufundowana przez Selfmadegod płyta „Meteor”.

Jak zwykle proste pytanie konkursowe:

„Co to jest meteor?”

Najciekawsza (najdowcipniejsza) w/g redakcji odpowiedź zostanie nagrodzona płytą! Odpowiedzi kierować na adres: arek .violence@gmail.com do 10 czerwca.

UWAGA: nie interesują nas odpowiedzi jedno i dwuwyrazowe oraz odpowiedzi składające się w 80% z przekleństw!