ANTI-MOTIVATIONAL SYNDROME – blasty to pełna wiocha!

Niezwykła jak na nasze warunki determinacja, cechująca AMS to coś, co już podczas pierwszego kontaktu zaskakuje i cieszy, bo nie ma nic gorszego od muzyki robionej bez przekonania. Anti-Motivational Syndrome ma dokładny plan, pasję a nade wszystko niesamowite pomysły, co udowadnia debiutanckim albumem „The Corridor”. Mistrzowskie połączenie rozedrganych, niemal progresywnych pasaży z nostalgią i świetnymi, rozbudowanymi, pełnymi technicznych zawijasów aranżacjami zniewala od pierwszego dźwięku. Dla łowców sensacji – jeśli szukaliście bębniarza Yattering, Zombka, to już znaleźliście. Zresztą, sam zainteresowany nie ma najlepszego zdania o minionym etapie swojej kariery, skupiając się na grze w AMS. Jeśli wszystko nadal będzie tak intensywne i emocjonalnie zagęszczone, drugiej płyty możemy spodziewać się… całkiem szybko…

Jak zwykle, na początek standard – jakie były początki zespołu i jak udało się Wam spotkać w odpowiednim miejscu i czasie?

Artur: Trochę to wszystko trwało, zanim tak naprawdę rozpoczęła się regularna działalność pod nazwą AMS. Ciekawostką godną uwagi w tym wszystkim jest fakt, że nikt nikogo nie szukał, każdy znalazł się w tym zespole w odpowiednim momencie i kiedy team był skompletowany, wówczas udało nam się sprawnie zamknąć materiał na debiutancki album.

Zomb: W sumie, z mojego punktu widzenia, proces trwał troszkę długo… Ciężko było znaleźć odpowiednich ludzi (bratnie dusze…), z którymi można by było robić tak miłą nutę… Nawet w momencie, kiedy myśleliśmy, że jest już pełen skład, innymi słowy – cały zespół, okazało się, że prawda wygląda inaczej. Co i tak nie powstrzymało nas przed nagraniem „The Corridor”. I jeszcze jak mogę nadmienić, skład wykrystalizował się po dojściu do zespołu Darka i Meffiusa! Z Darkiem bardzo dawno temu grałem razem w zespole. Naszym pierwszym zespole!!! Nazywał się DRIVEGRAGE. Małolaty straszne byliśmy, ale rypaliśmy ile fabryka dała. Potem oczywiście ja chciałem mocniej grać, jakieś kłótnie… i rozpadliśmy się. Później jeszcze raz się spotkaliśmy w zespole POINT… też zajebista zabawa, ale, niestety, znowu coś nie wyszło… Ja, niestety, w między czasie grałem w jakimś wiejskim, metalowym zespole, ale na szczęście nie mam już z tym nic wspólnego z czego się bardzo cieszę. Natomiast ostatnim „elementem” zespołu był   Meffius, który zamknął skład perfekcyjnie. Właśnie robimy nowe numery i powiem tyle – świetnie się gra !!! Jak np. mam prawie orgazm grając nowy numer, to chyba o czymś świadczy?! Do tego Bass Marysia, wokal Darka….i inny wymiar.

Dar: Fakt, skład krystalizował się dość długo. Ludzie przychodzili i odchodzili, materiał powstawał w zasadzie kilka lat. Formuła była dość otwarta, jeśli ktoś miał ochotę pograć i dał radę z Zombem (he, he…), to zostawał na dłużej. Tak powstawał materiał muzyczny na „The Corridor”, były to luźne kompozycje okraszone godzinami wspólnych prób, spotkań. Po moim dołączeniu do AMS, numery nabrały ostatecznego kształtu, pojawiła się koncepcja albumu i zachęceni działaniami sponsora postanowiliśmy zarejestrować materiał. Przed konkretną propozycją Andrzeja (sfinansowania nagrania płyty…) nikt z nas nie myślał o nagraniu albumu. Było dobrze spotkać się dwa, trzy razy w tygodniu i oderwać od naszej codzienności, upuścić trochę energii, wykrzyczeć swój ból, może o nim zapomnieć? Kto wie, co by się stało, gdyby nie wsparcie Andrzeja. Cieszę się, że nas docisnął i rozdział tej pierwszej działalności AMS został zamknięty. Tak pokrótce dotarliśmy do obecnego składu i cieszę się z tego. Myślę, że obecnie, odkąd Meff jest w zespole, sytuacja się ustabilizowała na dłużej, robimy nowe numery i cieszymy się sobą. Meff dodał AMS świeżości oraz męskiej nuty, he, he.

Przygotowanie debiutanckiej płyty to zawsze stres dla zespołu – jakie mieliście założenia podczas komponowania i szlifowania materiału?

Artur: Nie było jakiś założeń, wszystko układało się w miarę naturalnie. To było fajne, iż pomimo różnic stylistycznych, jakie nas dzielą, w ogóle nie było między nami jakichś kłótni czy bezsensownych wymian zdań podczas procesu powstawania materiału. Każdy z nas chciał jak najlepiej wywiązać się ze swojego zadania i… chyba się udało…

Dar: Ja miałem jeden cel – po prostu wpasować się z wokalami w to, co Panowie przygotowali. Dla mnie temat był trudny, nie moja bajka – słuchałem „In Hiding” i zastanawiałem się, o co tym kolesiom chodzi? Jak można zagrać ponad 12-minutowy numer i nie puścić pawia? Wiedziałem, że jeśli się uda i nie będę czuł wstydu, to cel zostanie osiągnięty. Czy się udało? Nie potrafię odpowiedzieć, ja w każdym razie czuję się dobrze z tym materiałem, zaś jeszcze lepiej czuję się z nowymi numerami – w końcu mam szansę uczestniczyć w komponowaniu…

Zomb: Hmmm… założenia? Zrobić zajebiaszczą płytę !!! Stres był i owszem, przynajmniej z mojej strony. Dawno nie nagrywałem płyty i bardzo się obawiałem, ale… wiedziałem, że mam obok siebie odpowiednie osoby, które mnie wspierają. No, co tu dużo mówić… Darek, Maryś, Piotr Łukaszewski, Andrzej, Pat… przy okazji dziękuję Wam bardzo! Jeszcze dodam, że naprawdę czułem ciśnienie… a chłopaki robili wszystko, żebym się wyluzował i nawet całkiem im się udało. Pierwszy dzień był najgorszy, ale potem już było zaje!!!

Zastanawia mnie wasza nazwa, z różnych punktów widzenia. Po pierwsze jest dość trudna do zapamiętania i skandowania na koncertach, poza tym, słuchając waszej muzyki, wydaje mi się, że z waszą motywacja wszystko jest ok, dlaczego więc zdecydowaliście się na taki szyld – jaka jest jego historia?

Zomb: Ja nie powiem.  Sekret, tajemnica… a nazwa nie jest taka trudna i można skandować AMS!!!( z naszą motywacją jest całkiem, całkiem ).

Artur: Dlatego dla dobra sprawy jest jeszcze skrót AMS i… dzięki niemu jest szansa wyjść z opresji.

Dar: Jeśli wiesz, czego dotyczy to określenie, to łatwo dopiszesz zaplecze he, he, nic więcej nie powiem. Za to powiem, że oddaje stan ducha ludzi, którzy ten zespół tworzyli. Ciekawe, czy ktoś kiedykolwiek będzie skandował AMS, AMS… Ja nie oczekuję uwielbienia, wolę jednego słuchacza, który zrozumie, podzieli z nami energię, niż 1000 osób skandujących bezmyślnie naszą nazwę. Bo w tej muzyce jest solidny kawał naszego życia i to raczej tej ciemnej jego strony. Poza tym, AMS jest na każdym słupie, reklamie czy przystanku, nie widziałeś? Jesteśmy wszędzie.

Ile w waszej muzyce jest improwizacji a ile konkretnej aranżacji – słuchając płyty odniosłem wrażenie, że na koncertach może się dużo dziać…

Zomb: Koncerty ocenia publika, ale wg mnie troszku się dzieje. Niektórym nie pasuje, bo troszkę szybciej niż na płycie… ale jak już ciśniemy to nie ma zmiłuj ! Np. w Toruniu ludki obiad jadły a my próbkę robiliśmy. Kotlety z talerzy spadały… he, he, he, a jeśli chodzi o robienie numerów… My po prostu gramy. Przychodzimy, odpalamy sprzęt i rypiemy. Jak coś nam wpadnie w ucho, to szlifujemy, zamieniamy, podmieniamy. Bawimy się dobrze! Zamykam oczy i gram. Otwieram je i patrzę a Meff i Maryś i Darek mają zamknięte(amok…), no to dalej zamykam a jak znów otwieram, to już ktoś ma otwarte i uśmiecha się do mnie. Tak to wygląda zza bębnów. Czad! Uwielbiam to! A Jak gramy ten nowy numer, to po prostu wychodzę w pewnym miejscu z siebie!!! Przysięgam, uwielbiam ten motyw!!!

Artur: Wszystkie numery były dość skrupulatnie zaaranżowane, natomiast koncert to przede wszystkim emocje, które w połączeniu z żywo reagująca publiką mogą nas zaprowadzić w nieznane dotychczas rejony.

Dar: Powiem tak – jest niewiele miejsca na improwizację w takiej muzyce, ale staramy się podczas koncertu zagrać coś inaczej. Szanujemy ludzi, więc koncerty AMS zawsze będą się nieco różniły od siebie, jakaś niespodzianka zawsze jest w pogotowiu, zdarza się, że przygotowujemy coś specjalnie pod jedno wydarzenie.

Stoicie jako zespół nieco z boku, choć z takim materiałem plasujecie się na samym czele muzycznego peletonu, niekoniecznie tylko polskiego. Czy to celowe działanie?

Zomb: Tak naprawdę to My dopiero zaczynamy, ale z taką muzą nie jest lekko. Poza tym wiemy, jak wygląda polska scena i nie tylko. Ręce mi opadają jak słucham… a właściwie nie słucham.

Artur: Zaczynamy swoją przygodę i potrzebujemy trochę czasu, żeby dotrzeć do większego grona słuchaczy. Cieszy mnie jednak bardzo Twoja opinia i mam nadzieję, że dobre wieści szybko rozejdą się gdzie trzeba…

Dar: Co to znaczy być na czele muzycznego peletonu? Jeśli mówimy o artystach tworzących szczerze, bez pobudek finansowych, czy innych płaskich powodów, to nie możemy mówić o nich jednocześnie wartościując. Ktoś lepszy, ktoś gorszy – taka kategoryzacja nie istnieje. My nie wpasujemy się w „top-trendowe” towarzystwo, szanujemy wszystkich tworzących szczere dźwięki. Ja nie uważam, żeby rozsądny człowiek, chcący tworzyć muzykę, chciał jednocześnie mielić w gównie, zatem jedyne, co możemy zrobić, to tworzyć i grać. Z drugiej strony, co my mielibyśmy zrobić? Wysłałem płytę z prośbą o patronat do Radiowej Trójki, nikt się tym nie zainteresował, w zasadzie wszystkie zapytania o patronat pozostały bez odpowiedzi, albo z decyzją odmowną. Możemy wybijać szyby naszą płytą, ale co to da? Zespół ma już grupę wiernych fanów, sądzę że za rok, dwa pojedziemy na koncert na południe Polski i ktoś przyjdzie posłuchać. I to będzie sukces, a nie udział w machinie „sprzedażowo-artystycznej”. Układy, układziki nas nie interesują, do nikogo się nie będziemy pucować.

Słuchając waszej muzyki, nie mogłem się odpędzić od natrętnego porównania – mianowicie, że brzmicie jak krzyżówka Tool z Riverside. Jeśli mnie za takie porównanie nie zabijecie, to może się do niego ustosunkujcie?

Zomb: Ja odpuszczam. Nie oceniam. Jak Tool ? Miło mi…

Artur: Porównanie do dobrych zespołów, aczkolwiek stylistycznie zupełnie innych, stąd ja potraktuję to jako komplement w stosunku do naszej muzy, do jej różnorodności w szczególności.

Dar: Ja Cię zabiję zatem (śmiech…). Ciekawa krzyżówka, ale ja tego nie czuję. Za to jestem ciekaw, jak odnieśliby się do tego muzycy wspomnianych bandów. Nie czuję się na tyle mocny, żeby stawać w jednej lidze z Tool – dla mnie Maynard to na tyle niepowtarzalna emocja w głosie i warsztat, że chyba bym się ośmieszył zgadzając się na Twoją propozycję. Gramy inaczej, robimy swoje i nie oglądamy się na innych, a jako ciekawostkę powiem Ci, że ja nie jestem wielkim fanem progresywnego grania. Lubię dosłownie kilka zespołów z tego nurtu.

Czy sami macie jakieś określenie na swoją muzykę?

A: Mi się ciśnie jedno słowo ale… tym razem jeszcze sobie daruje (śmiech…).

Z: Ja nie mam. Mogę powiedzieć tylko tyle… Uwielbiam Ją! Karmię się własną sztuką, ale tak długo na to czekałem, że nie mogę się oprzeć…

D: Nie, nawet się nie zastanawiałem nad tym. Pierwsze słowo jakie mi się kojarzy, to „odskocznia”.

Niezwykle ważnym instrumentem jest perkusja, która prowadzi mistrzowskie opowieści – czy mr. Ząbkowi nie brakuje blastów i gęstej podwójnej stopy??

Z: Niczego mi nie brakuje!!! Teraz gram muzykę, a nie wiochę! Poza tym jest tam troszku stopek. (wpisaliśmy je)!! Blasty to pełna wiocha! Przy okazji przepraszam wszystkich, którzy musieli słuchać tego w moim wykonaniu. I w końcu… w końcu jest z kim grać w innym stylu.

A: Zomb już nie umie grać blastów, za stary jest, kondycja nie ta i musiał się przerzucić na jakieś bardziej spokojne granie (śmiech…).

D: Jeszcze o tym nie wiecie Panowie, ale będą blasty na drugiej płycie. Przez jakieś 10 sekund, he, he, więcej Zomb rzeczywiście nie da rady.

Bardzo podoba mi się oprawa Waszej płyty – czy te wszystkie pomysły, luźne karteczki itp. mają jakieś symboliczne znaczenie?

Z: Myślę nieskromnie, że cała płyta jest symboliczna i wolałbym żeby każdy, któremu podoba się ta nuta, sam ocenił i odnalazł symbolikę… a zapewniam, jest tego sporo ( Daro pewnie zdradzi więcej… Darek nic nie mów!!!)

D: Wręcz trzeba powiedzieć, że mają. Przy oprawie graficznej pracowało kilka osób, Che Esse, Paweł Płoszaj, Ksenia Kodymowska, Kaja – moja żona, no i ja. Koresponduje z emocjami człowieka w okresie świadomego docierania się ze światem, ten moment gdy przecierasz oczy, otwierasz drzwi i wychodzisz mu naprzeciw. Jeśli jeszcze nie jesteś gotowy, błądzisz i doznajesz po to, by móc być gotowym wziąć ten świat na klatę. Zły, zakłamany, pusty, jednorazowy. Choć piękny. Ja dopiero po 30-tce się dotarłem i jestem teraz szczęśliwym i silnym człowiekiem. Z pokorą idę przez życie, wiedza i doświadczenie dają mi ten komfort. Bodźcem, kluczem do drzwi, może być ta muza, może widząc moje osobiste przeżycia, ktoś będzie w stanie zdystansować się do swojej sytuacji i zacząć żyć? Bo tam jest to wszystko, z czym ciężko mi się było pogodzić. Jest też drugie dno, ale widać nie odrobiłeś zadania w kwestii grafy, te „karteczki” w myśl pewnej logiki się układają. Poza tym, jeszcze coś… he, he…

Wiem, że był mały falstart z wydaniem – co się tam schrzaniło w tłoczni podczas drukowania płyty czy okładek?

Z: Falstart był, ale już jest ok!!! Zresztą, jak wydajesz płytę samemu, to naprawdę nie jest lekko. Najważniejsze, że wszystko się udało !!!

A: Wkradły się jakieś chochliki ale… nie dały jednak rady przeszkodzić w wydaniu płyty.

Płytę wydaliście własnym sumptem – czy nie pojawiła się żadna firma, skłonna z TAK DOBRYM zespołem podpisać kontrakt?!?

A: Ciężko teraz nowym zespołom o jakiś logiczny kontrakt z dobrą wytwórnią, która prócz tego, że wyda materiał, to jeszcze przyłoży się do reklamy zespołu, do tego by pomóc pograć w kilku ważnych miejscach. Mieliśmy w pełni gotowy materiał i gdybyśmy go oddali dla jakiegokolwiek wydawcy, to po co? Żeby to tylko wydać, byłoby to bez sensu. Mam nadzieję, że za jakiś czas prestiż zespołu będzie znacznie większy na rynku i wówczas łatwiej nam będzie o dobry kontrakt.

Z: Niestety nie… ale może to nawet i dobrze. Nie będę wypowiadał się o wydawcach i ich intencjach, albo będę! Naprawdę wierzycie w muzykę?! ($$$$)

Na szczęście, istnieją jeszcze ludzie, którzy wierzą!!!! I nie są z wytwórni płytowych!!!

D: Nie, uwierz – próbowaliśmy. Czeka nas trudne zadanie, ale jest szansa, że poradzimy sobie bez wytwórni. Jeśli będziemy umieli być bardziej elastyczni, biznesowi. Nie wiem, czy umiemy i chcemy, ale najwyżej poczekamy dłużej. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Żyjemy w kraju, gdzie artysta jest jednocześnie menadżerem, kierowcą, technicznym, pracownikiem, księgowym, grafikiem, komornikiem itd… Kultura jest gdzieś na szarym końcu. Chciałbym żyć w kraju, gdzie knajpa otrzymywałaby dopłaty z UM w związku z imprezą kulturalną. Właściciel lokalu wita Cię z obiadem, nie ma problemu, że mu się biznes nie zwróci – traktuje jak partnera. Dba o nagłośnienie, nie robi przekrętu z umową, płaci ZAIKS, płaci – zespół ma szansę na skoncentrowaniu się na sztuce. Nie chodzi o kokosy, chodzi o przyzwoitość i szacunek.

Jak zamierzacie promować płytę – czy jest szansa na trasę, czy raczej stawiacie na luźne, pojedyncze koncerty?

A: Będziemy starali się zagrać wszędzie tam, gdzie to będzie tylko możliwe.

D: Jest plan trasy na jesień, nie chcę jeszcze zapeszać, ale może nie pojedziemy sami…

Czy możecie już powiedzieć coś na temat odzewu na ten materiał?

A: Na razie – odpukać – odzew jest bardzo fajny i daje to dużą motywację do tego, by jak najlepiej przygotować się do jesiennych koncertów i do następnej płyty, którą już zaczęliśmy robić.

Z: Chyba jeszcze troszkę za wcześnie, żeby cokolwiek powiedzieć. I myślę, że to potrwa, ponieważ sami wszystko robimy i po prostu nie mamy takiej siły przebicia, jak wytwórnia. Tak czy siak, jesteśmy dobrej myśli, bo mamy „dobrego ducha”.

D: Jeszcze za wcześnie, ale co nas bardzo zaskakuje, spotykamy się z akceptacją i w Polsce i za granicą. My nigdy jakoś szczególnie nie wierzyliśmy w sukces AMS, dlatego warto poczekać jeszcze kilka miesięcy. Jesteśmy nowym i wymagającym produktem. Jeśli chcesz poczuć naszą muzę, niestety musisz jedną godzinę z życia poświęcić tylko nam. W dzisiejszych czasach to dużo, ale już jest grupa ludzi w naszym teamie. Napędzają nas dobrym słowem.

Kilka uwag na koniec – co chcielibyście przekazać potencjalnym słuchaczom?

A: Ja powiem od siebie. Dla mnie to najważniejsza płyta, jaką dotychczas miałem możliwość nagrać, taka, o której bardzo długo myślałem i każde wysłuchanie jej z poszanowaniem włożonej w ten materiał pracy, będzie dla mnie wielkim wyróżnieniem i formą spełnienia.

Z: Ja powiem tyle, zrobiliśmy to z sercem na dłoni… Kto wie, o co chodzi, zrozumie…

D: Daj nam i sobie szansę i poświęć nam godzinę. Niczego więcej nie oczekuję.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Agnieszka Matuszewska, Łukasz REDGRIST Komor, Che Esse