AMPACITY – feeling wspólnego grania

Po Broken Betty zostało wspomnienie, jednak nie czas na żałobę, bo na salony wkracza zdecydowanie Ampacity. Nowy – jak chcą sami zainteresowani – zespół z nie do końca nowym składem. Po rozszerzeniu instrumentarium o klawiatury (Marek Kostecki) i basistę (Wojtek Lacki) oraz lekkim retuszu (Jan Galbas chwycił za sześć strun…), grupa rozpoczyna promocję debiutanckiej płyty „Encounter One”, która wyraźnie pokazuje, że fascynacje muzyków przesunęły się w stronę zamierzchłych lat 70 – tych oraz niesamowitych, improwizowanych i psychodelicznych lotów. Na scenie retro – rocka jest Ampacity ewenementem, bo jak sami podkreślają, w ich muzyce rolę nadrzędną odgrywa improwizacja, co jeszcze bardziej zbliżaich do siwych idoli ery space rocka. Resztę informacji znajdziecie w poniższym wywiadzie, którego udzielił perkusista zespołu – Sebastian Sawicz.

Sytuacja, jaka stała się Waszym udziałem, zazwyczaj wygląda tak – muzycy kłócą się, rozstają i zakładają odrębne zespoły. W waszym przypadku okazuje się, że po prostu dobraliście sobie kolegów i zmieniliście nazwę. Skąd ten pomysł? Pytanie tym bardziej istotne, że przecież Broken Betty nie był w jakimś sensie zespołem ograniczonym stylistycznie i można było kontynuować muzykowanie pod tą nazwą?

Kosmos!

Kosmos!

W Broken Betty nie byliśmy może ograniczeni stylistycznie, ale na pewno instrumentalnie. To było power trio i nigdy nie zamierzaliśmy tego zmieniać! Granie w trójkę przynosiło tyle samo frajdy co frustracji. Wiem, że robiliśmy na scenie rozpierduchę większą od wielu szerszych składów, jednocześnie czuliśmy, że czegoś zaczyna nam brakować. To coś znaleźliśmy grając w piątkę! Nie dobraliśmy sobie kolegów i zmieniliśmy nazwę, jak sugerujesz. Powstał nowy zespół, w nowym składzie, który potrzebował nowej nazwy. To dla nas zupełnie naturalne. Gdyby Broken Betty była nazwą rozpoznawalną jak Slayer też byśmy tak postąpili. Swoją drogą, właśnie próbowałem sobie wyobrazić Slayera z klawiszami (śmiech…).   

Jakie cele wyznaczacie sobie wraz ze startem z Ampacity?

Trudno mówić o jakichś konkretnych celach komercyjnych, czy o naszej przyszłości na polskiej scenie. Można sobie chcieć, a i tak rzeczywistość szybko to weryfikuje! Nie zapeszając jednak, odzew po pierwszych koncertach i premierze płyty jest pozytywnie zaskakujący. Łatwiej jest planować coś w kwestiach muzycznych.  W przypadku naszej trójki z Broken Betty, zawiesiliśmy działalność kapeli i założyliśmy z Markiem i Wojtkiem AMPACITY, chcąc grać coś na wyższym poziomie. Już wiemy, że w tym składzie jest to możliwe, a wspólne granie przynosi dużo radochy.

Druga sprawa to kwestia wokali – przecież wokalista nadal jest, dlaczego zatem formuła instrumentalna?

Formuła w przypadku Ampacity nie jest w żaden sposób ograniczona. W „Masters of Earth” słychać wokale Dziablasa! Są one jednak subtelniejsze, zarówno w wyrazie jak i w produkcji, niż gdziekolwiek do tej pory. Wokale będą się pewnie jeszcze pojawiać, jednak zamierzamy traktować je jako kolejny instrument. Robiąc nowy kawałek, musimy być pewni, że może on funkcjonować bez wokalu. Jeśli uznamy, że „śpiew” tego nie spieprzy, dopuszczamy jego obecność w naszej muzyce.

klimat wspólnego grania...

klimat wspólnego grania…

Jak wyglądało konstytuowanie się nowego zespołu – nowi muzycy musieli Was słuchać czy raczej odwrotnie – poddaliście się wpływom nowych ludzi? 

Naprawdę traktujemy Ampacity jako zupełnie nowy zespół. Ma to swe odzwierciedlenie w najważniejszej kwestii – komponowaniu utworów. Praktycznie w całości powstały one w oparciu o jam session, które graliśmy w piątkę i każdy z nas miał w nich tyle samo „do powiedzenia”.

Nowy zespół to przede wszystkim krok w stronę lat 70 – tych. Bardzo odważny, bo przecież trudno oczekiwać, że ta muzyka osiągnie jakiś tam sukces komercyjny. Skąd zatem pomysł i fascynacja takim rockiem psychodelicznym sprzed lat?

Nie mieliśmy wstępnie żadnego pomysłu na nasze granie. Po prostu chcieliśmy zrobić coś innego niż do tej pory. Trudno też mówić o jakiejś fascynacji taką muzyką z lat 70-tych. Przyznam, że wiele kapel z tamtego okresu, do których nas luźno porównują, usłyszałem pierwszy raz już za czasów Ampacity. Każdy z nas słucha bardzo różnych rzeczy, fascynacje się zmieniają i nie wiadomo, w jakim kierunku pójdziemy.

Płyta zawiera trzy bardzo długie kompozycje, które w dużej mierze wskazują na improwizowany charakter prac, zarówno w czasie komponowania jak i nagrań. Ile % w tej miksturze należy do takiego swobodnego lotu a ile tu konkretnego aranżu?

W studiu Custom 34

W studiu Custom 34

Jak już mówiłem, wszystkie motywy powstały w wyniku, jak to określiłeś, „takiego swobodnego lotu”. Całość została później usystematyzowana, a kompozycje nabrały ostatecznego kształtu. Mając gotowy materiał postanowiliśmy nagrać go „na setkę”. Cała sesja zajęła nam 8 godzin! W tym czasie rozpakowaliśmy i podłączyliśmy graty, ustawiliśmy mikrofony i brzmienia, potem dwa razy zagraliśmy materiał. Było to wykonalne dzięki możliwościom, jakie daje studio Custom 34. Jak tam się wchodzi, po prostu chce się grać. Pięć instrumentów naraz, bez dogrywek, równania, łatania itd. Myślę, że ten feeling wspólnego grania na żywo jest odczuwalny na „Encounter One”.

Zamierzacie podczas koncertów stawiać na taką właśnie swobodną i improwizowaną zabawę, czy sztywne odtwarzanie nagrań?

Struktura naszych utworów pozostawia sporo miejsca na improwizację i zamierzamy z tego korzystać na koncertach. Zaznaczyć muszę, że w studio praktycznie wszystkie partie solowe gitar i klawiszy były improwizowane. Ja również nie miałem wszystkiego ułożonego na „tip top”. Szczerze mówiąc, niektórych swoich partii uczyłem się z nagrań. Nie zależy nam na odtwarzaniu numerów tak jak są nagrane na płycie i myślę, że nikt od nas tego nie oczekuje. Pewnie moglibyśmy to zrobić, ale po co?

Trzy utwory  to na razie całość przygotowanego materiału czy też jedynie zapowiedź czegoś większego?

Te trzy utwory to ponad 40 minut materiału, który z czystym sumieniem oddajemy w ręce słuchaczy. Każda płyta jest moim zdaniem podsumowaniem jakiegoś okresu w działalności każdej kapeli. „Encounter One” to wczesne Ampacity. Od nagrania płyty cały czas spotykamy się na próbach, jamujemy i z tych jamów powstanie na pewno coś na drugą płytę. Mamy nadzieję, że będzie to „coś większego”…

Ampacity na żywo

Ampacity na żywo

Podróż wstecz staje się powoli symbolem naszych czasów. Zastanawiam się, skąd się bierze ta fascynacja przeszłością? Czy chodzi o to, że muzycy doszli do ściany, nic nowego nie da się już wymyślić?

Myślę, że to już stało się dawno! Serio, czasem jestem o tym przekonany. Tak jak mówiłem, nie znam zbyt dobrze muzyki z lat 60-tych i 70-tych, pomijając oczywiście wielkie nazwy z tamtego okresu. Słuchając niektórych, nowych dla mnie, rzeczy z tamtych czasów, myślę sobie z niedowierzaniem: „ja pierdzielę, przecież kapela „X” gra w 2013 to samo co kapela „Y” grała w 1973”. W innych przypadkach, wielu kapelom radziłbym odrobienie lekcji z historii rocka, bez względu na stylistykę, w jakiej się poruszają.

Do zespołu dołączył klawiszowiec, co mocno zmienia pewne aspekty brzmieniowe. Czy ciężko zgrać się z klawiszami, jeśli wcześniej używało się klasycznego, gitarowego instrumentarium – to poszerzenie świadomości, czy pewna moda na takie retro – brzmienia z pudełka?

Przyznam, że mając doświadczenie kilkunastu lat grania w przeróżnych składach, pierwszy raz gram z klawiszami! Nie widzę jednak różnicy między zgrywaniem się z tym czy innym instrumentem. Co do mody na retro brzmienie? Nie wiem, w ogóle nie znam się na modzie.

Macie ładnie wydaną płytę, czas zatem na promocyjne ruchy. Jest  jakiś pomysł na rozkręcenie zespołu, czy raczej podchodzicie do takich kwestii ostrożnie, wiedząc, że ten biznes jest raczej mało przychylny ambitnym muzykantom?

Pomysł mamy chyba dosyć klasyczny. Wraz z naszym wydawcą – Nasiono Records – puszczamy płytę w świat: portale muzyczne, stacje radiowe, organizatorzy koncertów. Pojawiają się recenzje, propozycje koncertowe, również za granicą. Mamy zamiar grać ile się da. Być może pozytywny odzew coraz większej liczby słuchaczy sprawi, ku naszemu zaskoczeniu, zwiększenie przychylności biznesu.

Okładkę płyty narysował osobnik co równie dobrze włada pałeczkami. Ten obrazek to jakieś Wasze sugestie, czy po prAmpacity Okładkaostu spodobała się Wam idea, przedstawiona przez Kubę?

My rzuciliśmy hasło „KOSMOS” i tyle. Kuba jest mistrzem w swym fachu. Ma głowę pełną pomysłów i umiejętność przerzucania ich na papier. Wiedzieliśmy, że zrobi coś zajebistego. Oprócz całej oprawy graficznej płyty, przygotował również wzór koszulki. Płyta i koszulka są dostępne na naszych koncertach i w Internecie: ampacity.8merch.com

Na koniec kilka słów dla potencjalnych nabywców Waszego longa – co chcecie przekazać waszym przyszłym fanatykom?

Nie zostawajcie fanatykami nikogo i niczego, to niezdrowe (śmiech). Jeśli zechcecie wesprzeć nas kupując płytę, będzie nam niezmiernie miło. Zapraszamy na koncerty oraz nasze profile na popularnych portalach społecznościowych.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu