ALTAAR – Emocje na ołtaarzu

Mam mnóstwo sympatii dla takich zespołów jak Altaar, odważnie realizujących swoją autorską wizję na przekór temu, że wyznawców znajdą pewnie raz do roku na Roadburn Festival, a płytę kupi pięć osób. O płycie „Altaar” już na Violence było, czas na wywiad, który, kto wie, może zwiększy grono nabywców o półtora człowieka. Na pytania odpowiadał Andreas Tylden, który może nie jest największym gadułą w Norwegii, ale okazał się być dużo bardziej przytomnym i rozumnym rozmówcą, niż można by oczekiwać po członku zespołu Jeden Ogon, Jedna Głowa… hyhy… 


„Altaar”  jest jednym z najbardziej frapujących i obiecujących debiutów ostatnich miesięcy. Album krąży wśród pismaków już od paru tygodni, czy natknąłeś się w tym czasie na jakieś negatywne lub zaskakujące opinie?

Andreas Tylden

Andreas Tylden

Dzięki! Cóż, przede wszystkim muszę przyznać, że jestem bardzo zaskoczony rozmiarem odzewu, jaki dociera do nas od chwili wydania, a każda kolejna recenzja jest lepsza od poprzedniej. W ogóle się tego nie spodziewałem. Jednak niektóre są nieco dziwne pod względem porównań do Hellhammer/Celtic Frost i tym podobnych zespołów. Nie wydaje mi się, żebyśmy brzmieli jak kapela metalowa z 1984 roku, chociaż to miły komplement.

Altaar powstał jako twój projekt solowy, jednak dziś zrzesza jakiś tuzin członków. Czy twoim zdaniem stał się on pełnoprawnym zespołem, czy raczej ewoluował w kolektyw typu „Desert Sessions” Josha Homme?

Na początku Altaar był projektem solowym, jednak szybko przerodził sie w zespół po tym, jak zaproponowano nam koncert ze Stephenem O’Malley’em i Sunn O))). W tamtym czasie Toft był już częścią Altaar, więc poprosiłem jeszcze paru kumpli, aby mi pomogli – Didrik Telle (Obliteration) na basie, Espen Hangård (KILLL/Nunfuck Ritual) na gitarze i Kenneth Lamond (JR Ewing) na perkusji. Od tamtego czasu są w zespole i jest to nasze wspólne przedsięwzięcie.

Czy „Altaar” został skomponowany i nagrany z założeniem jak powinien brzmieć?

Raczej nie. Kiedy zaczynałem pisać materiał, nie miałem pojęcia co z tego wyjdzie, choć miałem w głowie klarowną wizję. Chciałem, aby materiał był bardzo ciężki, ale przy tym wielowarstwowy, urozmaicony i wielobarwny. Utwory nie były ogrywane na próbach, więc wszystko powstało w studio, zwłaszcza podczas miksowania. Sztuka z przypadku, można by powiedzieć.

 Emocje na ołtaarzu

Emocje na ołtaarzu

Indie Recordings opisuje waszą muzykę jako klasyczny doom metal z odwołaniami do rocka psychodelicznego. Prawdę mówiąc, moim zdaniem korzenie waszej muzyki tkwią gdzie indziej – we współczesnym drone (Earth, Boris), krautrocku i tak zwanym „postmetalu”. Zgodziłbyś się z tym?

Jasne. Lubię jednak podkreślać, że płyta ma w sobie mnóstwo wszystkiego – krautrocka, doomu, psychodelii i tak dalej. Co do tej ostatniej, album rzeczywiście jest daleki od takiego „The Piper At The Gates Of Dawn” na przykład, ale chciałbym wierzyć, że uchwyciliśmy tę atmosferę, co jest dla nas bardzo ważne. Muzyka jest bardzo nowoczesna, ale nagrywaliśmy ją na starym sprzęcie, żeby osiągnąć ten klimat.

Czy potrafisz wskazać konkretną kapelę lub płytę, która miała bezpośredni wpływ na muzykę i postawę Altaar?

Zdecydowanie tak – „El Mudno Frio” japońskiego zespołu Corrupted miał ogromny wpływ na mnie. Arcydzieło.

Co sprawiło, że Indie Recordings zainteresowała się wami? Jak by nie patrzeć, współczynnik komercyjny muzyki Altaar nie zrobi z was raczej nowego Kvelertak, jeśli wiesz, co mam na myśli…

Dobre pytanie. Chyba musiałbyś ich zapytać. Wierzę, że zobaczyli w zespole potencjał i szczerze powiedzieli nam, że szukają kapeli o bardziej artystycznym nastawieniu do muzyki niż na przykład Kvelertak, który jest bardziej typowym rockowym bandem.

Podkreślasz, że zmysł symboliki i emocjonalna reakcja słuchacza są o wiele ważniejsze, niż jakikolwiek koncept stworzony przez zespół. Czy interesuje was to, jak ludzie przyjmują waszą muzykę, czy dla was to transmisja w jednym kierunku i niech sobie każdy myśli co chce?

Pewnie, że interesuje. Poświęcam mnóstwo czasu, wysiłku i energii na wszystkie moje zespoły, w takiej sytuacji zawsze masz nadzieję, że ludzie docenią to, co robisz. Przede wszystkim tworzę muzykę dla siebie i jest to jedyna rzecz, jaką potrafię robić dobrze, a gram od wielu lat. Co do pytania, emocjonalna sfera Altaar jest bardzo ważna. W tym tkwi koncept. Ten zespół to dla mnie coś więcej niż tylko muzyka.

Jak ma się warstwa wizualna albumu do atmosfery waszej muzyki?

Altaar Live

Altaar Live

Myślę, że pasuje do niej i, w warstwie wizualnej, również reprezentuje muzykę. Jest bardzo minimalistyczna, a ilustracja na okładce jest przepełnionym detalami, abstrakcyjnym, a przy tym doskonale wykonanym rysunkiem – dwie tajemnicze postaci jako dwa utwory na płycie, itd. Moglibyśmy pójść w klimaty typu czarne okładki, drzeworyty, symbolika ezoteryczna, ale to byłoby zdecydowanie zbyt tanie i wyświechtane.

Czy twoim zdaniem jest jakiś rodzaj artystycznej lub emocjonalnej więzi między Altaar a twoim drugim zespołem, One Tail, One Head?

Myślę, że to doświadczenie „poza ciałem – poza świadomością” jest podobne w obu zespołach. Zwłaszcza na koncertach. Muzyczne jednak One Tail, One Head jest czystą brutalnością i szaleństwem, podczas gdy Altaar jest bardziej eksperymentalną platformą do rozwoju i próbowania nowych rzeczy. One Tail, One Head również posiada sprecyzowaną wizję, ale jest ona kompletnie inna. Sądzę, że tu kończą się podobieństwa.

Doceniam fakt, że „Altaar” ma idealny czas trwania. 34 minuty dźwięków bez kiepścizny i bzdur, nudy nie stwierdzono. Czy zgodziłbyś się, że idea płyt trwających obowiązkowo ponad godzinę jest dość absurdalna?

I tak, i nie. W czasach muzyki w formacie cyfrowym, zespoły szybko przychodzą i odchodzą. Łatwo ludziom przeskoczyć od jednego do drugiego. Tworząc długie utwory, w pewnym sensie zmuszamy słuchacza, by faktyczniAltaar Okładkae przysłuchał się muzyce przez 34 minuty. Nie wystarczy po prostu włączyć jakiś przypadkowy riff. Płyta musi zostać skonsumowana w całości. Nie jest to oczywiście żadna nowa koncepcja, zespoły robiły tak już w latach 70. Jest to bardzo wymagające (nie tylko dla słuchacza, ale i dla nas jako wykonawców), ale wierzę, że taki wysiłek ostatecznie daje satysfakcję. 

Długość albumu i jego oprawa graficzna sugerują, że został on dopasowany do formatu 12-calowej płyty winylowej. Jak istotnym jest dla ciebie to, by wydać płytę na jedynie słusznym nośniku fizycznym?

Bardzo istotne. Utwory były pisane i nagrywane wyłącznie z myślą o formacie winylowym. Pierwotnie numer na stronie A miał być jednym, długim kawałkiem, ale musiałem skrócić go z 60 do 20 minut, aby mieścił się na jednej stronie. Potem zdecydowaliśmy się dorzucić drugi utwór dla urozmaicenia całości.

Czy wierzysz w elitarność muzyki? Chciałbyś, aby płyty Altaar były dostępne na darmowych serwisach, jak Bandcamp czy Spotify?

Cóż, mamy stronę na Bandcamp (choć obecnie nie jest aktualizowana), a płyta jest dostępna na Spotify i tym podobnych. Nie za bardzo rozumiem co to ma wspólnego z „elitarnością”. Wiem tylko, że muzyka powinna być tak szeroko rozpowszechniona, jak to tylko możliwe.

Czy Altaar ma być regularnie nagrywającym i koncertującym zespołem?

Jak najbardziej. Zacząłem już pracować nad nowym albumem, który będzie szalony. Bardzo ekscytuje mnie zabieranie się za nowe rzeczy, w tym również koncerty i trasy. Nie graliśmy dotąd za często, ale chętnie podjąłbym to wyzwanie. Myślę, że muzyka Altaar musi być odbierana również na żywo.

Dziękuję za rozmowę, wszystkiego dobrego na przyszłość! Ostatnie słowo należy do ciebie.

Dziękuję za wywiad i wsparcie, bardzo to doceniam!

Rozmawiał Bartosz Cieślak