ALIENACJA – tylko ciemność

Nasz rozmówca nie jest nieznaną postacią na krajowym podwórku. Plasma będący wokalistą piotrkowskiego The John Doe’s Burial ze swoim macierzystym zespołem z niejednego pieca jadł i niejednym blastem częstował polską i zagraniczną publiczność. Niedawno, ów krzykacz dołączył do składu legendarnej już i cieszącej się ogromną estymą Alienacji. Niegdyś zespół z Płocka a dziś niemal międzynarodowy kombinat z perkusistą stacjonującym w Norwegii, powrócił do żywych. Violence Online nie mogło tego przeoczyć.

Zanim przejdziemy do tego,  skąd wziąłeś się w szeregach Alienacji, chciałbym cofnąć się w czasie mniej więcej do połowy ubiegłej dekady. Twój macierzysty zespół wtedy jeszcze pod nazwą John Doe stawiał kolejne kroki na polskiej i zagranicznej scenie. Inspirowaliście się m.in. The Black Dahlia Murder – a może nawet Alienacją. Chciałbym żebyś porównał tamte czasy na scenie z obecnymi. W końcu, minęło dziesięć lat.

To były świetne czasy. Dużo ludzi wówczas przychodziło na koncerty. Było duże zainteresowanie metalcorem dzięki takim kapelom jak Sunrise czy Coalition. Graliśmy wtedy sporoplasma 1 koncertów z John Doe i coraz bardziej szliśmy w stronę metalu. Deathcore jako taki dopiero zaczynał istnieć w naszej świadomości. Jeśli chodzi dzień dzisiejszy, mamy sporo niezłych kapel, zainteresowanie muzyką jest spore. Tylko frekwencja na koncertach słabiutka, niestety. Ale tak to już jest z tą muzyką.

Zgodzisz się z tym, że popularyzacja Internetu okazała się być mieczem obosiecznym – jednocześnie zabiła chęć chodzenia na koncerty, ale wzmogła samo zainteresowanie niszowymi zespołami?

Dokładnie tak jest. Mamy dostęp do muzyki z całego świata, więc troszkę mniej nam się chce ruszyć tyłek, kiedy w mieście gra jakaś mniej znana kapela. Z drugiej strony dzięki takiemu Fb załatwianie gigów czy wielu innych spraw związanych z muzyką staje się dziecinnie proste. Ha! Pamiętam rok 2002 kiedy musieliśmy z John Doe wysłać kasetę z nagraniem z próby żeby organizator mógł sobie posłuchać… (śmiech).

I przy okazji słyszał „wpadki”. Dziś nagrania studyjne a to, jak kapela brzmi na żywo, to dwa światy. Często zespół X wydaje się być mega zajebisty technicznie, a okazuje się, że w studio nagrali wszystko na połowę szybkości (śmiech). Jak to wyglądało i nadal wygląda w Twoim zespole?

No niestety, „domowe” studia dają takie możliwości. Jeśli chodzi o nas to nigdy robimy takich zabiegów. Perkusja jest nagrywana na żywo. Nie uznajemy „pisania” perkusji. To samo z gitarkami. Wszystko jest nagrywane w tych tempach, które gramy na koncertach. Żal mi trochę kapel, które mówiąc wprost, oszukują, ostatecznie na koncercie wszystko wyjdzie (śmiech).

Masz tutaj na myśli również te z naszego podwórka?

Oczywiście, że tak. Grajmy na miarę swoich możliwości.

Zespół, którego od niedawna jesteś frontmanem – Alienacja – będąca ojcami chrzestnymi deathcore’a jakiego znamy, zawsze cieszył ucho nienaganną techniką. Na chwilę obecną macie w składzie żywą maszynę do zabijania za beczkami. Zatem nie musicie się martwić o aspekty czysto techniczne?  

Jasne, że nie musimy. Mogę śmiało powiedzieć, że materiał, do którego miałem przyjemność położyć wokale to technicznie jedna z najlepszych rzeczy jakie słyszałem. Jest piekielnie szybko, z niesamowitym groovem, do tego zaskakujące zmiany tempa. Chłopaki odwalili kawał dobrej roboty. Cieszę się, że jestem częścią tego co już niedługo wyzionie z waszych głośników (śmiech).

Podobno zostałeś poproszony o dołączenie do kapeli. Bez audycji, bez kumoterstwa. Krótka piłka. Zgadza się?

Chłopaki znali moje dokonania, znaliśmy się zresztą z wspólnych gigów z John Doe. Na podstawie tego co słyszeli, stwierdzili, że się nadam. Napisali do mnie a ja bez wahania się zgodziłem. Krótka piłka (śmiech).Alienacja band

Nagrywaliście w Hertz Studio gdzie po raz pierwszy mogłeś zobaczyć jak wygląda praca z realizatorami-producentami z najwyższej półki. Bracia dali Ci wycisk?

Wiedząc, że będę nagrywał w tak uznanym studiu, solidnie się przygotowałem. Chciałem sprostać wymaganiom, które przede mną postawiono; jak mówiłem, materiał jest bardzo techniczny więc ja też postawiłem sobie wysoko poprzeczkę. Co do braci to świetnie się z nimi pracuje, nie było ściemniana, nie było też mowy o tym żeby ich uszom umknęło najmniejsze potknięcie. Na szczęście, zarówno chłopaki jak i ja chcieliśmy wycisnąć wszystko z mojego gardła, więc nie było marudzenia tylko ciężka praca. Świetne studio.

„Valley of Death” to czterootworowa ep-ka, która powinna ujrzeć światło dzienne gdzieś w okolicy późnej jesieni tego roku. Z tego co wiem, wszystkie cztery numery mają mieć wspólny koncept, który odzwierciedla powyższy tytuł. Jesteś w stanie przybliżyć nam ten zamysł?

Trzyutworowa będąc dokładnym. Nie lubię mówić o treści tekstów żeby nie pozbawiać słuchacza jego własnych skojarzeń. Słowa napisał Kuba Gawroński, ja je zaadaptowałem do naszych potrzeb i z grubsza traktują one o roli człowieka jako jednostki w dzisiejszym świecie. O tym, że jesteśmy tylko trybikami w wielkiej maszynie, o uciekającym, nieubłaganie czasie i o tym że wszyscy kroczymy doliną śmierci nie zdając sobie z tego sprawy.

Co znajduje się na końcu tej doliny?

Tylko ciemność.plasma3

Alienacja ma w zanadrzu całkiem pokaźny i znaczący dorobek, w który musisz się niejako „wgryźć”. Mimo kraju pochodzenia zespołu, jesteś świadom renomy tej kapeli?

Jeśli chodzi o starsze kawałki to nie powinienem mieć z nimi większego problemu. Zresztą, jestem bardzo dobrze obsłuchany z tą muzyką. „Blades Shall Speak” do tej pory nie znalazło godnego następcy. Żadna z rodzimych kapel nie zbliżyła się do tego poziomu mimo siedmiu lat od wydania tego albumu. Jestem świadomy z renomy zespołu i tego jak jest znany i szanowany za granicą. Tym bardziej się cieszę, że mogę grać w kapeli, która jako jedna z pierwszych zaczęła grać deathcore.

Poza solidnym składem – choć póki co bez stałego basisty – Alienacja to poza dorobkiem, również możliwości i oczekiwania. Na co liczysz w przypadku ponownego startu tego zespołu?

Nie zastanawiałem się nad tym. Liczę na to, co chłopaki – na dobre koncerty ze znanymi kapelami . Na to żeby materiał miał tak dobry odbiór jak ich poprzednia produkcja, albo i lepszy. Mam nadzieję, że znajdzie się wydawca , co pozwoli nam zgrać w miejscach w których jeszcze nie byłem. Marzy mi się nagranie LP tym bardziej, że jest kawał naprawdę zajebistego materiału do zrobienia. Takie tam normalne sprawy (śmiech).

Uważasz, że wydawca jest jeszcze potrzebny aby zespół mógł „zaistnieć”?

To zależy co masz na myśli mówiąc „zaistnieć”? Myślę, że pierwszoligowe kapele takie jak Decapitated potrzebują wydawcy. Czas pokaże jak będzie w naszym przypadku. Ja osobiście jestem ciekaw jak nasze rodzime środowisko zareaguje na tę ep-kę.

Nie boisz się fałszywego lizania po fiutach?

Niplasma 2e… niczego się nie boję, jestem na wszystko gotowy (śmiech). Jestem zwyczajnie ciekawy bo ludzie, którzy teraz prowadzą fora i są opiniotwórczy, często są bardzo młodzi a ich muzyczne gusta są dla mnie niezrozumiałe. Co do lizania fiuta, to wiesz – lepsze kiepskie obciąganie niż żadne (śmiech)!

Można i tak. Wiesz, pytam o to trochę celowo, gdyż znakomita większość naszej sceny jest nie dość, że fałszywa, to raczej mocno ograniczona muzycznie.

Dlatego się nie przejmuję. Ja jestem świadomy klasy tej muzyki, jestem przekonany o jej wielkiej jakości i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej.

Z The John Doe’s Burial też?

Oczywiście, że tak. Z The John Doe’s Burial pracujemy właśnie nad nowym longplayem, którego nagrywanie zaczniemy pod koniec roku. Szykuje się kawał kawał dobrej muzy. Cały czas podnosimy sobie poprzeczkę i jesteśmy coraz lepsi, co za tym idzie, nasz rozwój jeszcze się nie skończył. Mamy nowego człowieka w zespole, który swoimi pomysłami nadaje naszej muzyce nowe barwy, z czego się bardzo cieszę. Zresztą, niech fakty mówią same za siebie. Zapraszam na koncerty!

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu