ABYSMAL DAWN – o muzyce nie myślimy biznesowo…

Amerykański Abysmal Dawn to kliniczny przykład death metalu wolnego od ideologicznych bagaży przeszłości, śniedzi tradycji, patrzący raczej w przyszłość, choć nie można mu odmówić braku znajomości klasyki gatunku. Nowoczesność w przypadku Abysmal Dawn oznacza głównie sprawność wykonawczą z być może delikatnymi naleciałościami death core’a. Na szczęście, rdzeń pozostaje niezmienny. Jeśli macie ochotę na kawał porządnie zagranej muzyki bez większych pretensji, możecie poszukać tu i ówdzie (gdzie „ówdzie” będzie pewnie oznaczało Internet…) najnowszego, bękarciego płodu o nazwie „Leveling The Plane Of Existence”. Na potrzeby poniższego wywiadu zeznawał Charles Elliott…

Na dobry i klasyczny początek kilka słów o tym dlaczego i jak zaczęła się Wasza przygoda z muzyką?

Abysmal Dawn powstał w 2003 roku, założyliśmy zespół wspólnie z gitarzystą Jamie Boulangerem, którego poznałem, jak graliśmy w zespole o nazwie Inhuman Visions, jeszcze w szkole średniej. Zaczęliśmy próby razem z moim kumplem Terry Barajasem, który przychodził wcześniej na nasze koncerty. To był pierwszy skład zespołu. W międzyczasie mieliśmy kilku basistów, min. Mike’a Bear’a, który produkował nasz nowy album. Jamie odszedł z zespołu tuż przed wydaniem „Programmed…”. Z kolei Terry odszedł może w połowie trasy promocyjnej wspomnianej płyty. Powody? Jamie został ojcem swojego pierwszego dziecka i nie był w stanie poświęcić czasu zespołowi a Terry zwyczajnie zmęczył się ciągłymi podróżami. Wypalił się… Mieliśmy więc kilka zmian w składzie, w końcu jednak znaleźliśmy bębniarza Scotta Fullera, który okazał się być dla nas idealnym muzykiem. Teraz gramy we trójkę, ale ciągle szukamy jeszcze jednego gitarzysty, który wpasuje siew ten zespół i jego chemię. Na razie wynajmujemy znajomych muzyków, żeby grali z nami koncerty.

Zastanawiam się, jak zmieniła się wasza muzyka na nowym albumie w stosunku do poprzednika. Są jakieś znaczące różnice?

Myślę, że nowy album jest lepszym produktem na wszystkich poziomach. Wykonanie, kompozycje, produkcja… Nowy materiał jest też bardziej chwytliwy niż „Programmed…” z kilku powodów. Wydaje mi się, że tym razem udało nam się wtłoczyć w nowe nagranie nieco melodyki i skupiliśmy się bardziej na tworzeniu zaraźliwych, wpadających w pamięć riffów, niż na niepotrzebnym brutalizowaniu muzyki. Chcemy tworzyć muzykę, która będzie miała szerokie audytorium, nie tylko zdeklarowanych ekstremistów. W swojej karierze graliśmy z wieloma brutalnymi zespołami, to miało na nas pewien wpływ. Na naszym pierwszym albumie było więcej thrash’owych elementów a także tzw. szwedzkiego death metalu. Najnowszy krążek ma po trosze wszystkiego, tyle, że jest to zdecydowanie lepiej zagrane i stoi na wyższym poziomie techniczny, szczególnie pod względem pracy sekcji rytmicznej. Ja także staram się coraz lepiej prowadzić i wykonywać swoje partie solowe i dopracowywać stronę tekstową kawałków.

Czasami ludzie, starając się opisywać jakąś muzykę, porównują ją z innymi wykonawcami. Z jakimi grupami nie chcielibyście być porównywani?

Muszę przyznać, że jestem lekko sfrustrowany, kiedy słyszę, że ludzie porównują nas do tzw. old schoolowych, death’owych kapel, tylko dlatego, że wszyscy tych kapel słuchają. Ok, rozumiem to, dorastałem słuchając takiej muzyki kocham to, ale do cholery, nie chcemy brzmieć jak kopia np. Deicide czy Cannibal Corpse i Morbid Angel! Być może jest to im potrzebne by dotykać takich miejsc i prawie nieuniknione dla zespołów. Jeśli grasz muzykę death metalową, taki punkt widzenia to norma. Rozumiem, że te wymienione wcześniej zespoły były zarodkiem i fundamentem tej muzyki, zdefiniowały jej zakres czy charakter. Należy jednak pamiętać, że wpływy, jakim nie oparła się ta muzyka są niezwykle szerokie i dzięki temu mamy tak wiele świetnych, ekstremalnych zespołów, które zdecydowanie wymykają się tym narzuconym i utrwalonym schematom…

Skoro tak, to zdradź, kto miał największy wpływ na wasze dźwięki i sposób podejścia do death metalu…

Myślę, że większość ciężkich i ważnych rzeczy, które wydarzyły się w moim i naszym życiu były znaczące dla muzyki jaką tworzymy. Przeszliśmy przez wiele syfu w ostatnich czasach, szczególnie w ostatnim roku i myślę, że ten ciężar, złość i intensywność czuć w naszej nowej muzyce. Przebij przez nią gniew, depresja a czasami, w małych ilościach nadzieja. To emocje, zaś sama muzyka, jak już mówiłem, to naturalny rozwój, dźwięki, które są dla nas oczywiste. Myślę, że kiedy byłem młodszy, siadałem i słuchałem pewnych, określonych kapel, od których starałem się zapożyczać pewne idee i próbowałem je przekuć na własną muzykę. Dzisiaj wszystko opiera się na naturalnym locie, wszystko ma płynąć a poszczególne tematy są łączone bez szwów, gładko. Chodzi o to, by muzyka była kompozycyjnie zmiksowana z różnych elementów, jednak w finale ma być miażdżąco spójna i mieć własny charakter…

Czyli jakbyś opisał waszą muzykę komuś, kto nigdy nie słyszał o Abysmal Dawn?

Jesteśmy nowoczesnym, death metalowym zespołem, który czasem wykorzystuje elementy black metalowe, thrash’owe, doom, nie stroni od technicznych zagrywek czy grindowych blastów. Staramy się tworzyć interesującą muzykę ale jednocześnie nie zaniedbujemy tego starego ducha, który powoduje, że muzyka jest autentyczna. Jak się skupicie, znajdziecie tu także kilka typowych, core’owych zagrywek, bo nie boimy się wprowadzać do naszej muzyki tego charakterystycznego groove. Jest trochę charakterystycznej dla Abysmal Dawn melodyki, epickich solówek, mogących kojarzyć się ze starymi thrash’owymi załogami.W tekstach jest sporo komentarzy na temat spraw socjalnych, codziennego życia, walk, jakie ciągle toczą ze sobą ludzie…

Czym jest dla was zespół? Czy to tylko zabawa, która rozkłada się na koncerty, nagrywanie płyt i próby czy coś więcej?

To bardzo ważne, żeby się dobrze bawić. Jeśli nie masz zabawy, to lepiej zrezygnować, bo kasy z tego biznesu nie ma, pozostaje więc tylko radocha. Zazwyczaj jest tak, że kiedy ludzie przestają mieć radość z grania, z robienia muzyki, zaczynają odchodzić z zespołów. W moim przypadku jest tak, że kiedy zdarza mi się za bardzo myśleć „biznesowo” o mojej muzyce, o zespole, staram się sobie przypomnieć moje początki, cofnąć się do momentu, kiedy zaczynałem. To dobra terapia…

Wspomniałeś o tym, co wpływa na pisanie tekstów – czy są one ważne dla Abysmal Dawn, czy to tylko wypełniacz, co niestety często zdarza się w przypadku death metalowych zespołów?

Nie, oczywiście, teksty są bardzo ważne, to dodatkowa forma ekspresji. Ta płaszczyzna naszej muzyki jest istotna dla zidentyfikowania tożsamości Abysmal Dawn. Autentycznie staram się pisać teksty w ten sposób, że mają charakter i mogą funkcjonować także w oderwaniu od muzyki. Chodzi o to, by miały swój własny, indywidualny rytm, poetykę i wzbudzały w ludziach pewne, konkretne emocje. Tylko takie teksty mogą stać się integralną częścią naszego przekazu.

Na koniec może kilka słów odnośnie twojego życia poza zespołem – co robisz i jak wyglądają te momenty, kiedy nie jesteś w trasie?

Moja rodzina, przyjaciele i wszystko, co możesz sobie wyobrazić jeśli chodzi o poza – zespołowe życie to dla mnie najważniejsze sprawy, szczególnie, jak ma się 20 lat, ha, ha… Najważniejsze są kobiety, praca i to, by pozostać zdrowym na ciele i umyśle. Staram się rozwijać jako osoba i muzyk i to wszystko razem stanowi esencję życia. Zarówno na sali jak i poza nią…

Na zakończenie kila słów dla polskich fanów death metalowej zwieruchy…

Jestem wielkim i oddanym fanem waszego death metalu! Kocham Decapitated, Behemoth, Vader, Hate, Sceptic, Vesania, Yattering i wiele innych zespołów! Graliśmy niedawno z Decapitated i bardzo się cieszymy, że powrócili tak silni po tym strasznym wydarzeniu z 2006 roku. Stale kumplujemy się z ich starym basistą, Martinem, który mieszka tutaj ze swoją żoną. Co ciekawe, on ją spotkał podczas trasy, jaką graliśmy razem wiele lat temu! I nadal nie możemy otrząsnąć się po tym, co stało się Covanem i Vitkiem… To są niesamowici ludzie… Mam wielką nadzieje, że Covan wróci do zdrowia. Rozmawiałem z Voggiem, kiedy graliśmy na Summer Slaughter i wiem, że nowy skład jest mistrzowski! Dziwnie się trochę czułem, patrząc na odnowiony zespół, kiedy nie widziałem za Voggiem starych muzyków i jego brata, ale cieszę się, że zdecydował się reaktywować Decapitated. Tak więc podsumowując – Polska na równi ze Szwecją produkuje najlepsze zespoły metalowe, jakie dane mi było usłyszeć!!

Rozmawiał Arek Lerch