ABUSIVENESS – Zmagania z losem

Prawdę mówiąc, jeszcze niedawno wieści o nowej płycie Abusiveness traktowałem jako swoistą legendę, która krążyła gdzieś w podziemiu. Jednak okazało się iż problemy związane z długą rehabilitacją Wizna udało się przezwyciężyć i zespół dokończył to co ponoć zaczął już dość dawno temu czyli czwarty album studyjny. Jak oceniam tą produkcję możecie przeczytać w recenzji, ale powiem tylko tyle, że zgadzam się z opinią wygłoszoną gdzieś w sieci – „jest to album za dobry na pagan metal”. Jako iż materiał ten zespół jakiś czas temu udostępnił w całości do odsłuchu pewnie już macie wyrobioną własną opinię. Na kilka pytań dotyczących kulisów powstawania nowego dzieła Abusiveness odpowiadał Mścisław. Na deser zapraszamy Was też na mały konkurs w którym do wygrania są dwa świeżutkie, pachnące jeszcze farbą drukarską egzemplarze Bramy Nawii – szczegóły znajdziecie na naszym facebook’u.

Witaj Mścisław! Na początek chciałbym pogratulować Ci determinacji bo chyba cecha ta miała swój udział w tym by nowy album Abusiveness ujrzał światło dzienne!

Witaj Wiesławie! Tak, jestem zdeterminowany i rad wielce, że na kilka twoich pytań odpowiedzieć mogę. Głównie determinowała mnie jednak myśl, że po tej płycie będę mógł wreszcie kupić sobie chatę w zamożnej części LA.

Nieoficjalne wieści o tym, że materiał na nowy LP Abusiweness jest już jakoby prawie gotowy, krążyły w podziemiu już jakiś czas. Czy choć przez chwilę dopuszczałeś fakt, że w przypadku przedłużającej się rehabilitacji Wizuna, nagracie płytę z innym bębniarzem?

Ano, mamy pod ręką zawsze zapasowego bubenika. Napierdziela niemiłosiernie – jak go ustawisz. A tak w ogóle, to muzyka jest o wiele lepsza bez tych murzyńskich łomotów, ale co zrobić. Było już nagrane, długo przed tym, nim Wizun próbował do Nawii się udać. Sterroryzował nas – powiedział, że sobie kręgosłup połamie, jak nie weźmiemy jego partii. No i co było czynić.

„Bramy Nawii” oficjalną premierę mają w dniu dzisiejszym; jedna z najbardziej dobitnych opinii o tej płycie jakie słyszałem, brzmi: „album ten jest za dobry na pagan metal” – nie sądzisz, że jest w tym trochę racji iż kategoryzowanie Abusiveness jako zespołu pagan/black z jednej strony trochę zawęża potencjalne grono odbiorców, zaś z drugiej sprawia, że ludzie mogą oczekiwać po was grania bardziej banalnego…

No patrz pan, dzisiaj wielka premiera, a tu już jakieś opinie krążą. Jak ta technika do przodu idzie. Ja tam się nie znam. Pagan metal – to ten, taki folk z gitarami à la metal core i przytupajką? Jeśli potencjalni odbiorcy tego po nas oczekują, to cóż mogę powiedzieć – nie słuchajcie tej płyty. Nasze założenie jest podobne, jak mówił gość z Sarcofago – pozer umiera w 5 sekund, a ksiądz w 3. No może jeszcze ze szczyptą klimaciku i melodyjek, żeby dla dziewczyn coś było.

Nie sądzisz, że udostępnianie materiału w sieci przed premierą sprawia, że ten szczególny dzień traci wartość?

Nadejszła wiekopomna chwiła… Poniedziałek, wicie, to taki szczególny dzień… Kiedyś może i by tak było, ale to se ne wrati. Właściwie, to nie wiem, dlaczego akurat piętnastego jest premiera. Jak już, to dałbym siedemnastego.

Hasło „pagan” to trochę takie słowo wytrych, które dla wielu osób znaczy co innego. Czym jest pogaństwo według Ciebie? Co sądzisz organizacjach w rodzaju Zachodniosłowiańskiego Związku Wyznaniowego, które starają się przywrócić pamięć dawnych wierzeń i rytuałów związanych z wiarą Słowian?

To żeś Waszmość zadał temat na wypracowanie. Tak ogólnikowo – pogaństwo to wiara, szacunek i duma ze swojej tradycji, krwi i ziemi, światopogląd i sposób na życie, ale wszystko to w sumie, z wiary wynika. Organizacje, jak Słowiańska Wiara oczywiście popieram, choć sam trzymam się raczej na uboczu. Głównie przez brak czasu i pieniędzy. Jak żyć?

Zmagania z losem

Zmagania z losem

Przyznam, że już pierwszy kontakt z nowym Abusiveness cholernie mnie zaskoczył. Nie spodziewałem się po was muzyki tak rozbudowanej, tak bogatej brzmieniowo. Mamy tu solidne partie blastów, mamy chaos, odrobinę patosu i zróżnicowanych wokali. Płyta ta w przewrotny sposób jest po prostu porywająca – czy w procesie tworzenia tego materiału zrealizowaliście wszystkie założenia i pomysły sprzed sesji nagraniowej?

Ano. Mnie też porywa i pląsam przy tej muzie niczym Zaratustra na polanie. O naszym założeniu mówiłem już wyżej. Do tego pozera i ksiundza trza jeszcze dodać wątek polityczny, ale nie będę już tu… domyślni będą wiedzieć o co chodzi, he, he. Czy wszystko zrealizowaliśmy? Dopieściłbym jeszcze kilka szczegółów, ale trza było w końcu zamknąć temat, no i wyszło jak wyszło. Jak mam się chwalić, to w ciul się dzieje – a czego nie słychać, partii klawiszy. Taka trochę inna płyta się robi. Niestety, demokraci w zespole mnie zakrzyczeli. Może kiedyś, jak Samael, z samymi klawichami to wydamy.

Płyta brzmi bardzo dobrze, ale nie chwalicie się udaną sesją w jakimś modnym studio. W jakich warunkach powstawał ten album i kto zajął się rejestracją dźwięku i nadaniem mu ostatecznego szlifu? Podczas nagrywania, miksu napotkaliście jakieś problemy, których przejście było koszmarem spędzającym sen z powiek?

Studia nagraniowe to fajna, ale kosztowna sprawa. Dzisiaj, Panie, technika tak do przodu idzie, że w amatorskich warunkach możesz osiągnąć rzeczy, na które trzeba poświęcić długie godziny w studio. Pieczę nad całością miał Greg z Sinquest Sound, ale zarejestrował on tylko partie bębnów. Resztę nagrywaliśmy sami, gdzie popadło, np. gitary nagrałem w domu, później poszły do popularnego dziś reampingu, dzięki czemu mamy żywy dźwięk wzmacniaczy Peavey i Laboga, oraz kolumny DL. Z Gregiem się bardzo ciężko współpracuje – nerwowy chłopak strasznie – a miksy z nim istna mordęga. Jednak nie ma w mieście lepszego fachowca od nagrywania ciężkiej muzy. A przy tej płycie powiedział, że nawet mu się podoba, to co uzyskaliśmy. Po tylu latach współpracy.

Zawsze interesowało mnie to jak przebiega rozwój zespołów, których muzyka po prostu mi odpowiada, Abusiveness od czasu debiutu, z każdym kolejnym albumem zalicza pokaźny progress. „Bramy Nawii” to co najmniej trzy kroki do przodu. Z czego wynika tak bogata forma tego albumu? Jesteście już na tyle dojrzałymi muzykami, że granie muzyki prostej nie daje wam satysfakcji?

Sypiesz Waść komplementa, aż mi się lico zapłoniło, jak dziewczęciu niewinnemu. Jakimi tam muzykami. Grajek, szarpidrut, to może tak, ale muzyki to som w filharmonii. Muzyki zazwyczaj odgrywajom to, co im się zada i dostajom za to kasę. A my łupiemy pogański black metal dla radości z mordowania. Fakt: „Młodości dawny blask…” już minął i znudziło się nam granie na jednej strunie i bębenku. Z tym większą euforią i zadziwieniem jednocześnie, odkryliśmy, że jest jeszcze druga struna, a te blaszane chinki, co ma Wizun, nie służą tylko do robienia sobie śmiesznych kapeluszy. Dobra, kończę tę przydługą wypowiedź, bo pierdzielę już od rzeczy.

„Bramy Nawii” to tytuł, który daje duże pole do interpretacji. Termin Nawie oznaczać może zarówno demony wywodzące się z dusz tragicznie zmarłych jak i krainę umarłych, którą władał Weles… Nie chciałbym na siłę interpretować Twoich tekstów, dlatego też proszę opowiedz w kilku słowach wokół jakiej historii zbudowałeś koncept tej płyty?

Znaczy się pytanie z cyklu: co autor chciał przez to powiedzieć? A kto go tam wie… W tytułach pojawia się Prawia – Jawia – Nawia, takie przejście przez trzy światy. Ale, jak słusznie zauważył kolega wokalista XO, teksty nie za bardzo zajmują się zamierzchłymi czasami, a raczej mają wiele współczesnych odniesień. Mitologia słowiańska jest użyta w kontekście symbolicznym, co by tak ładnie „półgłówkowo” powiedzieć. Dużo jest o patriotyzmie, woli i kondycji człeka, i takie tam zmagania z losem – co pokazuje okładka.SONY DSC

Bardziej od tego co autor chciał powiedzieć, liczyłem na ukazanie odbiorcom kierunku w jakim szukać należy. Z jakich źródeł czerpiesz, szukając wiedzy na temat wierzeń Słowian? Publikacje takich autorów jak Strzelczyk, Białczyński czy Bruckner to główne źródło informacji o sferze duchowej tamtych czasów?

Aaa… zatem chodzi o taki krótki przewodnik „Małego Słowianina”? Po pierwsze: Słowianinem trza się urodzić, a dalej… pójdzie już z górki – ale ja chyba nie na temat. Białczyński, z tego, co słyszałem, jedzie po Strzelczyku, zarzucając mu ignorancję i naukowe zacietrzewienie, a Strzelczyk nazywa Białczyńskiego bajkopisarzem. Brucknerowi chwała za to, że zajął się tematem, chyba jako pierwszy, w rzetelny sposób – ale jego ustalenia, w większości, są już dziś odrzucane. Ogólnie, dziś dostęp do wiedzy o dawnych dziejach, mitologii itd. jest dużo łatwiejszy i jest o wiele więcej różnych opracowań. Większy jest też chaos, bo prawie, co autor, to inna opinia. Mnie bardzo podoba się pozycja Artura Kowalika – „Kosmologia dawnych Słowian”, bo skłaniam się coraz bardziej, do komparastycznego podejścia do religii. Kiedyś byłem bardziej regionalny.

Świetny materiał aż prosi się o równie efektowne wydanie i tym razem również powiedzieć można bez grama przesady, że jest to nie tylko najlepszy muzycznie materiał Abusiveness, ale i zdecydowanie najlepiej wyglądający. Okładka, layout powstawały wespół z Twoją wizją czy grafik miał wolną rękę przy tworzeniu tego jakże udanego dzieła?

Najbardziej, to mi się podoba okładka „Krzyk Świtu”, zespołu Abusiveness. Ale ta też jest spoko. Rysownik dobrze się spisał. Początkowo miał zająć się tym Qras i jemu przedstawiłem, co by tam miało na tej okładce być. Znaczy się motyw Żmija strzegącego wyspy – bo Nawia często była wyobrażana właśnie jako wyspa. Miała też być łódka, znaczy się takie przejście, a rysownik dodał na tej łódce człeka, z trudem próbującego utrzymać ster. I to była bardzo słuszna koncepcja.

Jeśli jesteśmy przy wydaniu płyty to zmieniliście label – Old Temple zastąpiła mocno rozpychająca się łokciami w skostniałym porządku naszego undergroundu Arachnophobia Records. Póki co, obie strony są zadowolone z umowy? Nie da się ukryć, że label Krzysztofa jest mocno zaangażowany w promowanie swoich zespołów. Sądzisz, że jest w stanie zrobić dla Abusiveness więcej niż poprzednie wytwórnie z jakimi przyszło wam współpracować?

I elegancko, niech się chłop angażuje. Co zdziała, to jego. Jak na razie działa zgodnie z planem i dobrze, że nie rzuca się na wydawanie 13-tu pozycji na miesiąc. Płytka jest, promocja jest, ale ja się pytam – gdzie wódeczka? Bo bez hop, na jedną i drugą nóżkę, płyta nie pójdzie.

Muszę Cię zapytać również o wokale, które doskonale wpisują w ogólny klimat płyty, są zróżnicowane, potężne i wściekłe. W nagraniach wokaliz oprócz Ciebie brali też udział Xaos Oblivion, Sonneillon i Knjaz Varggoth; uważasz, że praca całej waszej czwórki nadała tej płycie wyjątkowy ton? Abusiveness tradycyjnie przemawia w języku polskim lecz znalazło się też miejsce dla kilku melodeklamacji w języku ukraińskim – dlaczego akurat ten język znów zawitał na płytę Abusiveness?

Ano, na pewno jest ciekawie, dzięki zróżnicowanym wokalizom. XO od początku był brany pod uwagę i wiedziałem, że pewne partie musi zrobić właśnie on. Gdy nagrałem swoje, stwierdziłem, że jest zbyt jednostajnie i namówiłem Sonneillona do wykrzyczenia paru kwestii, a przy okazji udzielił się także Lucass. Zresztą, parę okrzyków wydali też z siebie Gonthy i Wojbor. Kwestie Varggoth’a początkowo miał wyartykułować XO, tzn. miał tam być tekst polski – coś o Nawii – ale, że nie za bardzo wiedziałem, co tam wstawić… aż oświeciło mnie, żeBramy Nawii przecie jest Wołosowa Kniga. Polskiego tłumaczenia nie ma, więc musiał uczynić to ktoś z Ukrainy. No a któż lepiej nadaje się do takiej roboty niż Varggoth? Świetnie się to wpasowuje, jako taki komentarz, podsumowanie i scalenie całego pomysłu na tę płytę.

W ostatnim czasie z wiadomych powodów nie graliście koncertów, jeśli dobrze pamiętam to jednym z ostatnich był bardzo udany występ na urodzinach Saltus w Warszawie. Nowa płyta sprowokuje was do tego by częściej niż do tej pory zacząć odwiedzać sceniczne deski?

Ehhh… nie wiem, Panie. Ja tam nie mam parcia do produkowania się na żywca. Zresztą, kto tam chciałby nas oglądać, nie mówiąc o słuchaniu. Za dużo hałasu robimy. Tatuaży ładnych nie mamy – a nie, czekaj, Lucass coś tam ma i Wizun – ale to na plecach się nie liczy – włosów też już nie ma – jeden tylko został. Z czym do ludzi. Pojechać na koncert, spotkać się ze znajomkami, napić, owszem, czemu nie. Jak ktoś zaprosi, to przyjedziem, ale pchać się na siłę i dopłacać do interesu nie będziem.

Jeszcze chwila i Abusiveness będzie mógł podpisać się na elitarnej liście zespołów, które istnieją od ćwierćwiecza. Dziś wydajecie czwartą, pełną płytę a jak Twoim zdaniem wyglądać będą kolejne miesiące w życiu zespołu?

Wiesz Pan, zależy kiedy przyjąć datę założenia kapeli. Bo ten 1991-szy, to tak, na wyrost trochę. Gnojki wtedy byliśmy i żeby się dojrzalszym i ważniejszym trochę poczuć, przyjmowaliśmy datę, kiedy powstały pomysły na nazwę, logo i takie tam, ale grać to w ogóle nie potrafiliśmy i jakieś próby muzyczne z tamtych czasów nadają się jedynie do kącika zabaw. Tak jakoś bardziej „poważnie” zaczęło się pod koniec roku 93, jak Wizun zastąpił dotychczasowego garkotłuka. Jeszcze trochę brakuje do tego ćwierćwiecza. Wtedy żeśmy się postarzali, a teraz się odmładzamy. Taka kolej rzeczy.

Był taki czas gdy Ty i Wizun graliście jednocześnie w tylu zespołach, że ciężko to było zliczyć nawet najbardziej zagorzałym podziemnym szperaczom. Jak kwestia ta wygląda w dniu dzisiejszym? Na zakończenie powiedz proszę jakich muzycznych form aktywności można spodziewać się po Tobie w najbliższym czasie?

Mam wrażenie, że teraz jest tych wszystkich kapel i projektów jeszcze więcej, kto by tam to liczył. Potrzebujemy tego, żeby się w miejscu nie zapętlić. Wiadomo, że przy jednej dziurze, to i kot zdechnie. Stan dzisiejszy, to rozpoczęte trzy sesje nagraniowe, a w planach, to chyba z dziesięć, które czekają na swój czas. Z Deivos, BoP i Dira Mortis zostały do nagrania jeszcze bas i wokale – także, jeśli wiatry będą sprzyjać, w tym roku będą od nas jeszcze trzy, pełne wydawnictwa. Z Abusiveness jest plan, żeby nagrać kower Nokturnal Mortum, na ich jubileuszową składankę i tym się pewnie zajmiemy w najbliższym czasie. Dzięki Wiesławie, tobie za wywiad i dzięki czytającym, jeśli dobrnęli do tego miejsca. Bywajcie.

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu