The Analogs – nie jesteśmy zjebanymi jazzmanami!

The Analogs to formacja, o której powiedziano/napisano bardzo wiele. Grają od lat i mają wierne grono fanów, ale też i całkiem sporą grupę zdeklarowanych przeciwników. Mimo wielu lat na scenie The Analogs nadal mają w sobie rock’n’roll’owy ogień czego dowodem jest świetna nowa płyta. „XIII. Ballady Czasu Upadku” to nie jedyny temat jaki poruszyłem podczas rozmowy z Pawłem – jeśli chcecie dowiedzieć się więcej to zwyczajnie musicie przeczytać tekst, który znajduje się pod tym przydługim i cokolwiek nudnym wstępem…

 

 

Witaj Paweł! Często się zdarza że odpowiadasz na wywiady do magazynów/zinów traktujących głównie o cięższych gatunkowo dźwiękach niż te, które uprawiasz z The Analogs?

Punk rock to tak szerokie pojęcie muzyczne, że trudno wyznaczyć jego granice. Zdarzało się, że materiały o Analogs sąsiadowały z wywiadami z kapelami, przy których większość sceny death metalowej to natapirowane maminsynki (śmiech…). Nie zapominaj, że początki thrash metalu, metalcore, crossover, grind itp. mają swoje źródło w skażeniu pudli w leginsach i w adidasach za kostkę, którzy brandzlowali się pół godzinnymi solówkami, przez surowego i brudnego rock’n’roll’a jakim jest punk rock.

Na początku chciałbym zapytać Cię o to co Twoim zdaniem znaczy dziś, w XXI–WIEKU, być punkiem? Czujesz się związany z ideologią punkową, istnieje w ogóle coś takiego czy też punk to po prostu sposób na dobrą, ostrą zabawę?

Nie orientuję się, bo wywodzę się z kultury skinhead, która poza tradycyjnym reggae i ska, używa również punk rocka jako swojej platformy przekazywania idei. Zresztą kiedy 20 lat temu skończyłem 22 lata, przestało być dla mnie istotne kto jak się określa a bardziej to, jakim jest człowiekiem i czy w ogóle można go nazwać człowiekiem. Jeśli chodzi o moje przywiązanie, to jestem przywiązany do mojej dziewczyny, mojej córki, ojca i przyjaciół a patrzenie na świat poprzez pryzmat takiej czy innej ideologii uważam za ograniczanie samego siebie.

„XIII. Ballady Czasu Upadku” to płyta jeszcze bardzo świeża, Wasze najnowsze muzyczne dziecko – jesteś zadowolony z tego jak został przyjęty ten album?

To nasz trzynasty album, więc ważne dla nas jest to, że nadal gramy, pokonujemy trudności, że udaje nam się jakoś tak prowadzić nasz okręt, że nie wpadamy na mieliznę. Nie przywiązujemy uwagi do opinii na temat tego, co robimy, bo robimy to tak jak chcemy a nie zgodnie z modą, oczekiwaniami, tendencjami czy zapotrzebowaniem. Recenzje na temat naszych płyt są zazwyczaj takie, że jesteśmy przewidywalni i solidni i to chyba zgadza się z prawdą.

W ostatnim czasie dużo mówi się o kryzysie, który miałby panować w świecie muzyki rockowej, jeśli chodzi o metal da się zauważyć  choćby to, że mniej ludzi chodzi na koncerty… jak to wygląda z perspektywy The Analogs? Gracie w ostatnim czasie dość często, czyli mam rozumieć, że Was kryzys nie dotyczy i macie wierną publikę,  która staje na wysokości zadania?

nie jesteśmy zjebanymi jazzmanami!

nie jesteśmy zjebanymi jazzmanami!

Od kilku lat gramy koncerty przez całą wiosnę, jesień i zimę. Czasem zagramy kilka również latem.  Nie możemy narzekać na publiczność, chociaż jak wszystkim, zdarza nam się zagrać dla 40-50 osób. Mamy miasta lepsze i gorsze frekwencyjnie, co nie zawsze pokrywa się z wielkością danego miejsca, ale ogólnie jest dobrze.

Widzisz różnicę w tym jak fani odbierają Wasze nowe a stare numery? Większy ogień pod sceną jest gdy gracie któryś z „klasyków” a może wtedy gdy serwujecie gawiedzi coś z nowego krążka?

Nasza publiczność jest bardzo różnorodna. Obecnie na nasze koncerty przychodzą ludzie, którzy pamiętają nasze początki, ale również ludzie bardzo młodzi. Przychodzą osoby związane ze sceną punk oraz ogólnie rockowa publika. Nasz set koncertowy staramy się dobierać tak, żeby znalazły się w nim najbardziej popularne piosenki z każdej z płyt, co zapewnia nam żywą reakcję publiczności przez cały czas występu. To łatwe jak masz w arsenale ponad 200 piosenek (śmiech…).

Punk uchodzi za muzykę raczej prostą (znamienne „trzy akordy, darcie mordy”) czy w związku z tym stworzenie materiału muzycznego zajmuje Wam pięć minut przed sesją nagraniową? Nowe numery The Analogs powstają podczas wspólnego jamowania czy może Ty tworzysz gotowe kawałki, które tylko ogrywacie  razem na próbach?

Nowe piosenki powstają niejako przy okazji prób, które gramy. Niektóre z numerów Analogs mają już ponad 15 lat i uwierz, że gramy je tylko po to, żeby sprawić ludziom przyjemność na koncercie. Dlatego też wolimy zawsze popracować nad jakimś nowym utworem przy okazji prób, żeby nie umrzeć z nudów. Wygląda to tak, że Kuba albo ja przynosimy gotową muzykę a ja dopasowuję do niej wcześniej napisany tekst. To się sprawdza i po jakimś czasie mamy tyle nowych numerów, że jesteśmy gotowi je nagrać i wydać kolejny album. Nie jamujemy- nie jesteśmy przecież jakimiś zjebanymi jazzmanami (śmiech).

Co jest Twoim zdaniem najważniejsze by zespół mógł bez przeszkód funkcjonować – zdrowe relacje wewnątrz kapeli, czysty układ zespół-wytwórnia a może to by po koncercie porządnie się wspólnie zresetować?

Najważniejsze jest to, żeby wszyscy w zespole mieli ochotę grać, byli gotowi zmarnować każdy weekend w roku, mieli dupy odporne na zgniatanie w busie i żeby po spędzeniu z sobą więcej czasu niż z własną rodziną, mieli nadal ochotę na siebie patrzeć. Wytwórnia też jest oczywiście ważna, ale nie demonizujmy – w rock’n’rollu nie ma możliwości wypromowania czegoś na siłę. Wytwórnia za was tego nie zrobi…

Zagraliście kilka koncertów poza granicami Polski, które oprócz dobrego przyjęcia Waszych dźwięków przyniosły Wam również rozgłos jako nieposkromionym imprezowiczom. W tej chwili zdarza się Wam jeszcze, że afterparty kończy się wraz z zapasami alkoholu w barze?

Teraz, ze względu na to, że z wiekiem przychodzi mądrość, ja i wokalista nie pijemy, ale za to reszta zespołu, sporo od nas młodsza, napierdala całkiem nieźle. Nie zdarza im się wyczerpać zapasów, bo teraz można kupić alkohol na stacji benzynowej przez całą dobę i czasem ich to dosłownie niszczy…

W tekstach na nowej płycie pojawiają się odniesienia do pojęć,  które leżą u podstaw punkowej rebelii – „no future”, „babilon”. Czym jest według Ciebie dzisiejszy „babilon”? Nie uważasz, że te hasła trochę straciły na aktualności?

Uuups – babilon to pojęcie biblijne, pewnie w biblii szatana też występuje, więc powinieneś je znać (jeśli nie to zadzwonię do Kostrzewskiego i dostaniesz zjeby…). A tak poważnie, to sfera naszych zainteresowań znajduje się za oknami naszych mieszkań, na ulicach, po których chodzimy. Opisuję to, co widzę dookoła a rzeczywistość nie jest różowa. Bogaci gnoją biednych, niewolnictwo trwa nadal mimo mitu demokracji, jeśli chcesz żyć, to musisz zapierdalać ponad siły i nie masz tak naprawdę czasu na życie, przyjaźń itp. Jedyna forma rozrywki jaka jest nam wciskana na siłę to telewizor przy pomocy którego jesteśmy manipulowani. Aby to wszystko opisać używamy pewnych schematów przekazowych, ale „no future”? Gdzie ty to słyszałeś, bracie?!

Oprócz muzyki piszesz też dla The Analogs teksty,  są to historie z życia wzięte czy wymyślone opowiastki, które po prostu dobrze pasują do muzyki?

Część z piosenek jest autobiograficzna, dotyczy tego, co sam przeżyłem, widziałem, poczułem, inne mówią o ludziach, których znam, niektóre to zasłyszane historie, czasem opowiedziane mi przez moich przyjaciół a część po prostu przekazuje pewne obserwacje. Punk rock to muzyka pełna przekazu i ocen otaczającej nas rzeczywistości, choć nie zawsze zespoły o tym pamiętają i śpiewają   po prostu o niczym…

Gdybyś miał się pokusić o podsumowanie dotychczasowej działalności The Analogs, to co było do tej pory Waszym największym sukcesem a co najbardziej dotkliwą porażką?

Sukces – to, że nadal gramy, że jest w tym progres, że staliśmy się zespołem rozpoznawalnym, że mamy swoje miejsce na scenie niezależnej. Nie przypominam sobie niczego, co można by było nazwać porażką, poza faktem, że niektórzy z naszych ex-muzyków powinni mieć tak na imię…

Zagracie w tym roku na Przystanku Woodstock, przygotowujecie na tą okazję specjalny set? Czujesz tremę przed występem dla kilkusettysięcznego tłumu?

Zagramy set składający się z gatunku „The best of…” czyli po 2 utwory z wszystkich płyt. Mamy nadzieję, że zadowoli to publiczność. Czy mamy tremę? Chyba nie, ale trudno mi sobie wyobrazić taką masę ludzi…

Woodstock to Owsiak i WOŚP – co sądzisz o Orkiestrze? Zdarzyło Ci się już wcześniej wspierać działania fundacji swoją muzyką?

Kilka lat temu grywaliśmy koncerty na Punkowych Orkiestrach organizowanych w Krakowie i to były naprawdę dobre imprezy. Grała na nich cała pierwsza liga europejskiego punk rocka. Mieliśmy tam okazję zagrać z A.N.L. Skarface, Klasse Kriminale, Oxymoron i masą innych zespołów. Imprezy związane z orkiestrą pozwalają przy okazji występu gwiazd na prezentację młodych, początkujących zespołów, dla których jest to duża szansa na zaistnienie. Poza tym to całe zamieszanie związane ze zbieraniem szmalu na pomoc innym ludziom jest bardzo pozytywne.

Na zakończenie chciałbym żebyś przedstawił naszym czytelnikom plany zespołu na najbliższe miesiące. Pracujecie już powoli nad kolejnymi utworami czy też jeszcze na to zbyt wcześnie? Dzięki za rozmowę i poświęcony czas!

Na razie odpoczywamy, bo lato to dla nas tradycyjnie czas zmniejszonej aktywności koncertowej, ale od końca września zaczynamy granie praktycznie co weekend, więc musimy podładować akumulatory. Pracę nad nowymi utworami zaczniemy pewnie po Nowym Roku, bo nie można wydawać płyt zbyt często. Oczywiście, zapraszam serdecznie na nasze koncerty (nie musicie ścinać włosów, możecie przyjść nawet w koszulce Venom…) Pamiętajcie – gdyby nie punk rock, nie było by tak zajebistych kapel jak Napalm Death, Cryptic Slaughter, D.R.I., Kreator, Voi Vod, Cro-Mags itd. Szukajcie tego co łączy a nie tego co dzieli!!! Pozdrawiam!

Rozmawiał Wiesław Czajkowski