3MOONBOYS – jesteśmy próżni jak wszyscy

Piękny koniec roku upływa przy dźwiękach najnowszej produkcji bydgoskiego zespołu 3moonboys. Płyta Na tym zdjęciu wcale nie wyglądasz grubo to esencja transu, hipnotycznych wokali, rozbudowanej rytmiki, przy zachowaniu przystępnej i całkiem melodyjnej formuły. Zespół upakował na płycie całą masę pomysłów, dając nam do ręki dzieło wielokrotnego użytku. O wpływie przeszłości, taperach i poświęceniu dla sztuki rozmawiałem z basistą zespołu, Piotrem Michalskim.  

Cofnę się na moment do zespołu, który jest w pewnym sensie prekursorem 3moonboys – 5 Strony Świata. Pamiętasz jeszcze tamten okres?

Jasne że pamiętam… może nie wszystko, ale…

Pytam, bo jest taka teoria, że czym się w młodości nasiąknie itp. To były lata 90 – te, uważane za jeden z najciekawszych okresów w muzyce. Wspominasz ten czas z sentymentem?

Jasne, że tak, tyle, że ze mną było trochę inaczej – nie od razu interesowałem się sceną tzw.niezależną, to przyszło trochę później, najpierw było stare U2, The Cure, Joy Division, takie klimaty, dopiero potem „weszło” Fugazi i Sonic Youth… Oczywiście, że lata 90 były dla nas fajne bo tak na dobrą sprawę wszystko się wtedy u nas zaczynało i granie i w moim przypadku wejście w dorosłość, nowe przyjaźnie, które dzięki muzyce trwają do dziś. Z Marcinem Karnowskim, perkusistą 3mb. znamy się i gramy od 23 lat…

Patrząc na całokształt 3moonboys, jawicie mi się bardziej jako artystyczny kolektyw niż zwykły zespół. Jest coś w takim określeniu?

Na pewnym etapie działalności, faktycznie tak się stało, że muzyka stała się częścią tego co chcemy robić, pokazać swoją3moon band działalnością. To chyba po drugiej płycie tak się stało, że Marcin zaproponował spotkanie i powiedział ,słuchajcie panowie chciałbym zrobić taki projekt. Chodziło o płytę z wypaloną dziurą w okładce. Od tamtego czasu robimy różne dziwne rzeczy – a to zagramy do niemego filmu, a to udźwiękowimy animacje, wydamy płytę w dziwnym pudełku, zdarza się też, że koledzy popełnią książkę albo napiszą mądre słowo w literackich periodykach. Jednak na koncertach jesteśmy żywym pełnym bandem grającym z pasją na dwa zestawy perkusyjne.

Ooo, no to musimy o tym pogadać. Zacznijmy od dwóch zestawów. Skąd ten pomysł i dlaczego stało się to pod wpływem… Fugazi?

Ci co w życiu nie słyszeli Fugazi, twierdzą, że pomysł wzięliśmy od Radiohead (śmiech). Nie, tak naprawdę pomysł narodził się podczas pracy nad nowym materiałem. Zaczęliśmy skromnie, bo od małych padów perkusyjnych, które Miłosz, perkusista z powołania i zamiłowania, postawił sobie obok syntezatora. Potem doszła regularna elektronika perkusyjna, pady, stopy itp. Skończyło się na dwóch akustycznych zestawach plus trochę elektroniki… Pomysł nie jest nowy i nie my go, że tak powiem, wynaleźliśmy, jednak poszukując nowych rozwiązań, nowej drogi dla 3mb. postawiliśmy na rytm, tym bardziej, że w składzie jest dwóch wyśmienitych bębniarzy. Dało nam to dużo nowych możliwości aranżacyjnych, a chłopaki cały czas się rozwijają i patrzą na siebie z pokorą, bo chodzi też o to aby w tym perkusyjnym rozgardiaszu było miejsce dla reszty zespołu.

Przeskoczę na inny kwiatek – skąd pomysły na te wszystkie, dizajnerskie wydania płyt. Tu wspomniana płyta z wypaloną dziurą, tu piramidka… W dobie coraz większych oszczędności edycyjnych, Wy robicie coś przeciwnego…

Nadrabiamy miną. No widzisz, ja mam trochę inne patrzenie na to, i wydaje mi się, że mówię tu w imieniu zespołu. Wychodzimy z założenia, że zespół nie jest tylko od grania… Zespół jest też od spełniania własnych marzeń (śmiech). Wszyscy lubimy ładne przedmioty, lubimy powąchać fajnie wydaną książkę, dotknąć dobrego instrumentu, czy innej fajnej rzeczy. Dlaczego zatem okładka płyty miałaby być gorsza, dlaczego muzyki nie spakować w atrakcyjną formę? Nawiązałeś do oszczędności… że drogie to dziś itd. Wszystko zależy od pomysłu; naprawdę widziałem już dużo większe dziwactwa (śmiech). Jeśli chodzi o nasze wydawnictwa, tak naprawdę wyróżniają się solidnie tylko dwa, czyli „16” – płyta z dziurą w pudełku (dziury wypalaliśmy wspólnie, sami u mnie w ogrodzie) i „Skakankan” czyli opakowanie w kształcie trójkąta. Tutaj faktycznie było drogo, ale mocno się wtedy zawzięliśmy i kiedy prace były już na półmetku, nie było odwrotu.

I to jest właśnie podejście a la lata 90-te. Musi być co dotknąć i obejrzeć. Ja tego nie mogę się wyzbyć… W związku z tym, w tym dzisiejszym świecie nie czujecie się trochę dinozaurami? Takie podejście, gdzie robi się wszystko albo nic w dobie bandcampów i FB jest nieco ryzykowne.

Ależ oczywiście, że jest! Tylko nas to nie dotyczy (śmiech). Mamy takie a inne myślenie na ten temat i to raczej się nie zmieni. Były przemyślenia, że po co to komu, że może tylko cyfrowo… Ostatecznie zawsze kończy się na tym, że wydajemy płytę fizycznie. Jest jednak spore grono tych, którzy myślą podobnie, zadają sobie trud i zamawiają egzemplarze przez stronę, bo nie ma nas w oficjalnej dystrybucji.

jesteśmy próżni jak wszyscy...

jesteśmy próżni jak wszyscy…

Czyli – mówiąc brutalnie (choć nie chcę obnażać mechanizmów i wchodzić w temat za głęboko…) – dokładacie do imprezy?

Jasne, że dokładamy… patrząc po całości, dokładamy jak nic. Tak jak oprawie wszyscy w tym kraju. Oczywiście, szukamy różnych rozwiązań, piszemy projekty, szukamy jakiegoś dofinansowania z miasta, niekiedy się udaje, ale oczywiście, nic na siłę. Jeśli chodzi o ostatnią płytę, udało się wydać ją w gdyńskim Music Is The Weapon.

Przemknęła Ci kiedyś przez głowę myśl, żeby utrzymać się z muzyki? Taka abstrakcja?

Chyba każdy z nas na jakimś tam etapie ma takie marzenia, aby żyć z tego co kocha się robić, czemu tak czy inaczej poświęcasz swój czas, nierzadko wyrwany rodzinie, czy komuś bliskiemu. Pewnie, że o tym myślałem, ale prawdę mówiąc, to jest tak, że albo jesteś pieprzonym geniuszem, albo jesteś sprytny i zaradny, albo jesteś wariatem i egoistą w jednym, który jest w stanie rzucić wszystko i wszystkich aby dojść do celu. Żadna z tych opcji mnie nie dotyczy (śmiech). Natomiast mam kilkoro znajomych którym się to udało; nie wiem, czy wszyscy robią to co kochają, ale żyją z grania…

Jest jeszcze jedne wątek, związany z 3moonboys, mianowicie tworzenie podkładów do filmów. To się chyba taping nazywa, nie? Skąd ten pomysł, jakie to wyzwanie i jak do czegoś takiego trzeba się przygotować?

Pomysł przyszedł do nas z Białegostoku, gdzie odbywa się festiwal filmów niemych z muzyką na żywo. Faktycznie pana, który przygrywał kiedyś podczas filmu nazywano taperem. Jak nazwać cały zespół, nie wiem… Dostaliśmy propozycję zagrania do filmu „Upiór w Operze”. Film okazał się prawie dwugodzinnym molochem, z którym nie zaprawieni w takich akcjach, trochę się namęczyliśmy.

Jakie to wrażenia/emocje, w porównaniu z „normalnym” koncertem? Jest trudniej?

Film na pewno trzeba obejrzeć (śmiech). Słyszałem o takich, co nie oglądają… Jest dużo trudniej, w zasadzie cały czas grasz na emocjach, bo musisz swoimi dźwiękami podkreślić grę aktorów, którzy są takimi trochę mimami.

Coś jak podwójna improwizacja. Ok, przechodzimy do nowej płyty. Skąd idea polskich tekstów? Czy jest to związane z chęcią zintensyfikowania przekazu? „Upiosenkowieniem”?

Z tym polskim wyszło trochę jak z tym dwiema perkusjami. Chodziło nam to po głowach już od 16 – tki. Obawy były głównie po stronie Wojtka, nie mógł się przekonać, trochę się bał, że nie da rady… Na początku faktycznie wychodziło to dość dziwacznie, ale po „Skakankan” zapadła ostateczna decyzja, robimy po polsku. Nie mnie oceniać, ale uważam, że płyta jest prawdziwa a i my znowu się czegoś jako zespół nauczyliśmy. Natomiast to upiosenkowienie…. trudne słowo po polsku (śmiech). Jest kilka kompozycji na tej płycie, które z piosenką nie mają zbyt wiele wspólnego.

Fakt, inaczej odbiera się polskojęzyczny materiał. Ogólnie mam wrażenie, że stworzyliście dzieło nie tyle kompletne, ile optymalne, pod kątem emocji i warstwy instrumentalnej. Słowem najlepsza płyta 3moonboys? Nie boicie się wysokości ustawienia poprzeczki?

Dla nas pewnie w tej chwili najlepsza, bo najnowsza. Świetnie gra się ten materiał na koncertach. Jest bardzo dynamiczny. Należałoby wspomnieć o jeszcze jednym, ważnym zabiegu. Płytę miksował, ale też zadbał o nią od strony producenckiej nasz kolega Jarek Hejmann. Tak więc to co jest na krążku, nie przekłada się w stu procentach na to, co jest na koncercie. Właśnie dlatego zależało nam na tym aby tym razem płytę produkował ktoś z zewnątrz, ktoś, komu ufamy i kto jest dla nas jakimś tam autorytetem. Jarek może po swojemu zadbał o to aby te numery buły „słuchalne”.3moon live2

Dobra, to teraz mój opis płyty: TRANS+GIRLS VS BOYS. Głupio brzmi czy może wcale nie?

Jak dla mnie bomba! Sprawa jest jednak bardziej złożona; w tym zespole nie ma jednej idei, tu mieszają się i kotłują tysiące pomysłów, odniesień, inspiracji, niekiedy sprzecznych i wzajemnie się wykluczających. Dlatego tak bardzo lubię ten zespół. Ktoś wczoraj słuchał Daft Punk a ktoś Behemotha, komuś innemu dziecko grało trzy godziny poważkę na wiolonczeli. Potem znosimy to wszystko na próbę i zaczyna się jazda (śmiech).

No tak. Z kolei takie „Kroki” i „Casili” to dla mnie są najlepszymi indie rockowymi kawałkami, jakie w tym roku słyszałem. Bez dwóch zdań, jakem hipster…

Jesteśmy próżni jak wszyscy, lubimy czasem pogwiazdorzyć. A tak na poważnie, jeśli coś nas łączy, jest jakiś wspólny mianownik w tym zespole, to upodobanie do ładnych melodii. Dlatego np. „Kroki” poszły na singla.

No a teraz jeszcze „w/od/pływy” i ten klawisz na końcu. Jak zaginiony soundtrack do „Blade Runnera” (śmiech…). Czy Wy przypadkiem nie macie za bujnej wyobraźni??

Ten numer ma swoja historię… Powstał nad morzem. Po prostu pewnego październikowego wieczora spakowaliśmy studyjny dobytek i pojechaliśmy do domku w lesie 5 km od morza, gdzie oddawaliśmy się kontemplacji, oczywiście, na różne sposoby. W takich okolicznościach przyrody powstało kilka numerów z tej płyty. No i ten Radkowy klawisz (śmiech).

Na koniec mam jedno jeszcze pytanie – dlaczego na tym zdjęciu nie jestem gruby?

Sam sobie odpowiedz na to pytanie… Ja np. nie jestem gruby z natury ,ale czasami jak tak porównuję i patrzę na stare zdjęcia z przed 10-15 lat to zaczynam się niepokoić i szukam potwierdzenia u bliskich że nadal jest wszystko ok.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu