Z WIDELCEM WŚRÓD ZWIERZĄT – Tupot małych odnóży

Wnętrze baru Insekt jest całkiem przytulne. Chciałoby się, aby przypominało scenografię filmu „Nagi Lunch”, ale niestety, nie odbiega aż tak bardzo od wystroju innych knajpek zajmujących przestrzeń łódzkiego OFFu. Stojące na barze słoje z owadami mogłyby równie dobrze zawierać suszone liście herbaty albo ziarna kawy i dopiero patrząc na nie z niewielkiej odległości człowiek ma prawo poczuć dyskomfort. Owady nie są żywe, ale i tak perspektywa włożenia jednego z nich do ust może niejednego przyprawić o dreszcze. Nie dotyczy to szpanerów, dziwaków czy w końcu pospolitych głupków, spośród których niejeden zawita w progi tego lokalu.

Czując się w jakimś stopniu reprezentantem każdej z powyższych grup mogę doznać spełnienia przeżuwając w ustach prażoną larwę mączniaka. Jednocześnie pozostaje we mnie niedosyt związany z tym, że robale są tu jedynie skromnym dodatkiem do serwowanych dań. Zamiast pojedynczego świerszcza dodanego do kanapki chciałoby się dostać cały talerz starannie przyrządzonych owadów. Nie wiadomo jednak jaka byłaby cena takiego dania i co by na to powiedział wszechmocny Sanepid, który podobno nie do końca wie jak ten temat ugryźć. Póki co trudno więc w kontekście baru Insekt mówić o nowych doznaniach kulinarnych, ale nawet jeśli funkcjonuje on na zasadzie ciekawostki, to i tak mam ochotę tej inicjatywie przyklasnąć. Ale skąd ja się w takim miejscu wziąłem i dlaczego piszę o tym na łamach Violence? Otóż lubię pisać, a jeszcze bardziej lubię jeść, więc jeśli połączyć jedno z drugim, to mamy dwie pieczenie na jednym ogniu. Założenie było jednak takie, żeby w jakiś sposób związać to wszystko z muzyką i tutaj będę musiał się trochę nagimnastykować. Ale tylko trochę.lodz

Co prawda motyw jedzenia nie jest tak popularny w muzyce jak pocałunki o zachodzie słońca czy spacery w deszczu, ale nie znaczy to, że jest całkowicie pomijany. Żeby nie szukać daleko od „naszych” muzycznych rejonów, pojawia się na przykład w twórczości Cannibal Corpse, Impetigo, Autopsy, Exhumed czy Macabre. I nawet jeśli proponowane w tych piosenkach menu bywa dość skromne, to jednak traktują one o rozkoszach podniebienia. Zatem my też chyba o jedzeniu na łamach Violence pisać możemy. Uprzedzam jednak, że dalekie mi są wszelkie związane z jedzeniem wątki ideologiczne, więc skupię się na tym, co nas wszystkich łączy, a nie dzieli, czyli na przyjemności płynącej z konsumpcji.DIGITAL CAMERA

Ale co z bohaterami tego odcinka, owadami? Czy one też są ważnym źródłem inspiracji dla artystów? Dowodem na to niech będzie choćby okładka „Consuming Impulse” holenderskiego Pestilence. Albo płyta „Bride of Insect” Nuclear Death. Alice In Chains też nie oparli się urokowi much na swoim „Jar of Flies”. A Insect Warfare? The Bug? Przykładów jest cała masa, ale wszystkie bledną w momencie, kiedy podróżujący ze mną kolega Michał wymienia The Beatles. Nie mam więcej pytań, wysoki sądzie! Możemy zatem przyjąć, że wszystko to jest ze sobą powiązane niczym makaron na talerzu, albo jelita wyskakujące ze spodni bohatera okładki „Eaten Back to Life”. W tej metodzie jest szaleństwo, a ja jestem tu po to, aby o tym pisać. Spodziewajcie się zatem kolejnych odcinków, w których postaram się przybliżyć wam mniej lub bardziej znane ośrodki kultu jedzenia. Tymczasem napełniajcie swoje brzuchy owadami, zwierzakami, roślinami, rybkami lub innego rodzaju pożywną strawą, w zależności od upodobań i światopoglądu.

Tekst: Michał Spryszak

Zdjęcia: Michał Ziółkowski i Michał Spryszak