SILENT SCREAM STUDIO – Rozmowa z Marcinem „Czają” Czajką

Delektujemy się kolejnymi, świetnymi nagraniami, odkrywamy nowe zespoły. Ileż to razy na nasze głowy spadały mega ciężkie riffy, a bębny dudniły aż miło. Wiemy o tym, jednak często zapominamy, kto stoi za brzmieniowym sukcesem takiego czy innego zespołu. Jest to taki niepozorny pan, co kręci gałkami i upierdliwie każe powtarzać muzykom swoje partie, bo nie było idealnie. To właśnie dzięki nim możemy cieszyć się świetnie nagraną muzyką. Symbolem naszych czasów jest też to, że realizator to już nie wąsacz, który traktuje z góry muzykantów a często ziom znany wszystkim ze sceny, tak jak Marcin Czajka, znany wszystkim jako Czaja. Część kojarzy go z takich zespołów jak Coalition, Hundred Inch Shadow, Earn The Crown czy nawet Sunrise. Mniej osób wie, że dżentelmen ów potrafi nie tylko grać, ale także świetnie nagrywać. Zapraszamy zatem do miejsca zwącego się groźnie Silent Scream Studio, gdzie od niedawna swoje dźwięki mogą pod okiem i uchem mojego rozmówcy wykuwać wszelkiej maści hałasujący wykolejeńcy…

Firmowym patentem wszystkich realizatorów na dobrą produkcję jest po prostu dobry zespół.

Pamiętasz, jak zaczęła się Twoja przygoda z nagrywaniem, kiedy stwierdziłeś, że równie fajnie jest po tej „drugiej stornie”?

Zaczynałem od rejestrowania swoich numerów w partyzanckich warunkach, do tej pory w wolnych chwilach nagrywam swoje kawałki, uzbierało się ich już chyba kilkaset. Na początku wychodziło bardzo słabo, ale mimo to koledzy, którzy sami nie ogarniali nagrywania uznali, że warto nagrać jakieś proste demo u mnie. Oczywiście, najpierw odbywało się to z minimalnąCzaja ilością sprzętu, myślę że to było jakieś 7-8 lat temu. Potem zacząłem zbierać sprzęt i powoli zacząłem miksować demówki kolegów, potem jakieś większe wydawnictwa, potem wydawnictwa kolegów kolegów i tak jakoś doszło do tego, że uznałem, że to świetny plan na zarabianie pieniędzy w przyszłości. No i niedawno dzięki Adamowi i Aśce z Silent Scream mogłem zacząć pracę w studio.

Możesz porównać jakoś emocje towarzyszące trzymaniu gitary w łapach a machaniem heblami mikserskimi – można znaleźć podobieństwa, czy raczej się nie da?

Podobieństwa są, przede wszystkim chodzi o tworzenie czegoś z niczego, na pewno jest to podobnie ekscytujące uczucie. Tyle, że w przypadku grania swojej muzyki tworzy się własne rzeczy, i to głównie ty masz być zadowolony, a w przypadku nagrywania tworzy się brzmienie we współpracy z zespołem, i to ten zespół ma być przede wszystkim zadowolony, a moja satysfakcja jest w sumie na drugim miejscu.

Jako gitarzysta miałeś swoich idoli, na których się wzorowałeś. Czy jako realizator także masz kogoś takiego? Kto był twoim mikserskim mistrzem?

Właśnie problem polega na tym, że ja nie wzorowałem się jako gitarzysta na nikim konkretnym, to był jakiś zlepek inspiracji i do tego zawsze ważniejsze dla mnie było tworzenie niż odtwarzanie. Nie grałem cowerów, tylko wymyślałem swoje kawałki, i w ten sposób uczyłem się techniki, przy okazji rozwijając wyobraźnię muzyczną. W tej chwili bardzo się cieszę, że wybrałem tą drogę. Może nie jestem najlepszy technicznie, ale za to nie mam problemu z wymyślaniem kawałków, to dla mnie dużo lepsza zabawa. No i podobnie jest w studio – nie mam żadnego konkretnego realizatora, który jest moim idolem, lubię dobrze brzmiące płyty, ale też nie mam swoich ulubionych brzmień i wzorców. Nie staram się dorównać komuś konkretnemu, staram się być sobą ucząc się jak najwięcej od najlepszych.

Pamiętasz pierwszy zespół, jaki „własnoręcznie” nagrałeś? Kiedy słuchasz dzisiaj tych pierwszych nagrań, krzywisz się, czy nadal uważasz, że dobrze wyszły?

Pierwszy zespół który nagrałem w całości sam? To było całkiem niedawno, do tej pory brak możliwości technicznych ograniczał mnie do miksowania nagrań. Miksuję od paru lat, ale tak naprawdę nagrywam od niedawna, na szczęście, przez te lata mniej więcej zorientowałem się jak to robić, ha, ha. No ale chyba pierwszą rzeczą, którą nagrałem było demo zespołu Fast Forward, na elektronicznej perkusji i cyfrowych symulatorach wszystkiego, u mnie w pokoju, całkiem zabawne. Nie mogło wyjść świetnie, ale jak na demo parę lat temu było chyba znośnie. Dawno tego nie słyszałem, ale jest wiele nagrań, które teraz bym zrobił dużo lepiej, a na pewno inaczej, no i trochę się krzywię.

Mam taką teorię, że są zawody, które wymagają formalnego wykształcenia i takie, w których trzeba po prostu samemu zdobyć doświadczenie. Uważasz, że zawód reżysera dźwięku wymaga bardziej doświadczenia czy szkół? Żałujesz, że nie kształciłeś się w tym kierunku?

Nie wiem jak reżyser dźwięku, podejrzewam, że potrzeba jakiegoś wykształcenia, to chyba inny zawód? Ja jestem realizatorem i czasami producentem w jednym. Ale jeśli chodzi o to co robię – myślę, że jednak doświadczenie zawsze wygrywa w jakichkolwiek zawodach powiązanych z tzw. sztuką różnego rodzaju. Nawet jeśli to wymaga jakiejś wiedzy technicznej, to ludzie po szkołach rzadko zostają charakterystycznymi postaciami. Są świetnie wyszkoleni, ale mam wrażenie, że brakuje im trochę indywidualności, wiadomo, że szkoła to nie jest miejsce na kształcenie indywidualistów. Robisz to co ci każe nauczyciel, masz z tego egzamin i tyle. Na tym trochę polega szkoła. A przy zajęciach wymagających tworzenia czegoś z niczego, o czym pisałem, nikt cię nie tego chyba nie nauczy. Możesz być naprawdę świetny technicznie, ale przeciętny jako artysta. Dużo trudniej jest wymyślić światowy hit, który każdy zna, niż nauczyć się grać najszybciej na gitarze, mam nadzieję że rozumiesz. Podobnie jest chyba w studio – nie chodzi o to, że jesteś dobry, tylko o to że jesteś dobry i masz charakter. W końcu dobrych realizatorów nie jest tak mało, jeśli przyjdą do ciebie to znaczy, że podoba im się twój styl, a to już kwestia doświadczenia i kreatywności moim zdaniem. No ale na pewno można też być takim po szkole, żeby nie było. Ja nie żałuję, że się nie kształciłem, ale na pewno gdybym się dowiedział kilku nowych rzeczy od kogoś, to bym się nie obraził. Cały czas używam Internetu do nauki, szukam nowych patentów na forach dla realizatorów itd itp.Studio

Jesteś znany głównie z miksowania rzeczy hardcore’owych i okolic. Miałeś/masz ochotę spróbować realizacji muzy spoza hc działki? A może już miałeś tego typu doświadczenia?

Raz miksowałem zespół nu metalowy, ale nie wspominam tego za dobrze, ha, ha. Ale być może akurat tak się trafiło. Już nie pamiętam czy robiłem jeszcze coś innego? Na pewno jestem otwarty na nagrywanie i miksowanie tzw. ostrzejszej muzyki różnego rodzaju. Raczej nie chcę wchodzić w pop, jazz, reggae czy cokolwiek takiego. Ja się czuję najlepiej w hardcore i punku, na pewno bym się dobrze odnalazł w metalu, może jakiś sludge’owych rzeczach, mocniejszym rocku itd itp. Uważam, że specjalizacja to droga do sukcesu, bez sensu jest umieć trochę nagrywać metal i trochę reggae, lepiej po prostu dobrze metal albo dobrze reggae. A do tego trzeba być osłuchanym z taką muzyką i się w niej czuć swobodnie. Ja czasami słucham popu, ale serio nie chciałbym próbować tego realizować bo są w tym lepsi ode mnie, wolę się rozwijać w nagrywaniu muzyki, którą po prostu lubię. Na razie jest taki komfort, że nie muszę ze względów finansowych wchodzić w tzw. chałtury, mam nadzieję że już tak zostanie.

Od jakiegoś czasu obserwujemy dosłowny wysyp wszelkiej maści studiów nagraniowych. Czasami wydaje mi się, że każdy, kto ma kasę żeby kupić Mac’a i ProTools’a, zostaje realizatorem dźwięku. Nie uważasz, że to trochę spłyca ten fach? Może przydałoby się tu coś w rodzaju „zamknięcia zawodu”?

Tego się nie uniknie, nikomu nie można zabronić, to by było bez sensu. Ja uważam, że ostateczną weryfikacją jest jakość nagrań, jeśli jesteś słaby to nikt do ciebie nie przyjdzie przy takiej konkurencji, nie ma potrzeby zabraniania niczego nikomu itd. Być może ja za jakiś czas będę musiał się poddać bo ludzie uznają, że jestem za słaby i będą nagrywać gdzie indziej, ale takie jest ryzyko (śmiech…).

Często realizatorzy podkreślają, że nie tylko sprzęt, ale iskra realizacyjna decyduje o powodzeniu produkcji. Masz jakieś swoje „firmowe” patenty na to, żeby dana produkcja była dobra?

Sprzęt to tylko narzędzia, mogą być lepsze albo gorsze, ale od pewnej półki sprzętowej w górę, w grę wchodzą już głównie umiejętności. Oczywiście, mam swoje rozwiązania, może ich nie wymyśliłem i nie jestem jedynym, który je stosuje, ale zawsze zaczynam z podobnego punktu i potem to się rozwija w różny sposób, w zależności od nagrania. Rozmawiałem ze znajomymi realizatorami i oni pewne rzeczy robią zupełnie inaczej, chyba każdy ma swoje patenty na to czy tamto. Czy dana produkcja jest dobra to też zależy od zespołu, który musi mieć świadomość swoich instrumentów, swojego brzmienia, umieć to wydobyć itd itp. Ja jestem od tego żeby jak najlepiej zarejestrować własne brzmienie zespołu i jak najwięcej z niego wyciągnąć, wiadomo że i zespół i ja idziemy na kompromis w wielu kwestiach, no ale chyba firmowym patentem wszystkich realizatorów na dobrą produkcję jest po prostu dobry zespół.

Istnieje kilka sposobów nagrywania – nagrywa się tylko cyfrowo, albo analogowo (ostatnio modna sprawa), można wbijać ślady każdego instrumentu oddzielnie (najpopularniejsze) albo nagrywać na tzw. setkę (zespół gra razem, na żywo…). Jakie są twoim zdaniem wady i zalety każdej z tych opcji – masz swój ideał sesji nagraniowej?

Zaletą cyfrowego nagrywania jest cena, i łatwość z jaką to się wszystko robi. Ostatnio brzmienie cyfry jest coraz lepsze, są sprzęty do gitary które praktycznie kopiują brzmienie „prawdziwego” wzmacniacza i jest to tak podobne, że w sumie nikt nie słyszy różnicy. Analog z kolei to pewna magia, na pewno też brzmienie, no i moda dla hipsterów, ha, ha. Fajniej wygląda na zdjęciach. Minusy to cena na ogół, poziom skomplikowania takiej produkcji i różne utrudnienia typu – lampy po paru godzinach się nagrzały i inaczej brzmi. Nagrywanie oddzielnie daje więcej możliwości zrobienia tego dokładniej, może brzmieć lepiej ze względu na pewne ograniczenia nagrywania na setkę, ale może też brzmieć gorzej, zależy od sytuacji, nie ma reguły. Na setkę z kolei zespół czuje się jak zespół, gra razem i czuje się nawzajem podczas nagrywania, przez co nagrania wychodzą naturalniejsze i może być w nich więcej emocji i energii. Ja osobiście nagrywam z przewagą sprzętu cyfrowego, wbijając ślady oddzielnie, ale to nie kwestia mojego pomysłu na nagrywanie, tylko raczej warunków i możliwości.

Może to głupie pytanie, ale zapewne masz jakieś swoje typy studiów w Polsce – są miejsca, które uważasz za szczególnie ciekawe, czy jako realizator nie chcesz wskazywać palcem?

Muszę cię rozczarować, nie mam. Mam kolegów, którzy nagrywają i uważam ich za dobrych realizatorów, np. Grinu z Satanic Audio, czy Jarek Z Soundscope, albo Robert i Magda z Serakosa. Ale tak szczerze to jakoś nie śledzę polskiego rynku studiów nagraniowych. Poza tym to ciężkie pytanie, bo jak powiem co mi się podoba to wyjdzie że kurtuazja, a co nie podoba to że konkurencja i zazdrość, ha, ha.Sprzęcior

Dużo słyszy się o podrasowywaniu śladów nagranych przez muzyków, korygowaniu błędów itd. Irytuje cię, kiedy zespół jest nieprzygotowany, bo gorzej siego nagrywa? Starasz się być takim studyjnym terrorystą, co każe muzykom powtarzać ich partie aż do skutku, czy machasz ręką i poprawiasz?

Jest to na pewno męczące jeśli chodzi o pracę nad tym, do tego obecne nagrania to w 90% wypadków nadprodukcja, nawet jak zespół umie grać to i tak się robi z tego czasami coś nieludzkiego. Ja tego unikam, ale jest sporo takich nagrań. Wiadomo, że to część pracy, trzeba zrobić jak najlepsze nagranie, czasami ktoś jest w gorszej dyspozycji podczas nagrywania a nagranie powinno jednak być porządne. Na nagraniach są wpadki, których się już z jakiegoś powodu nie da poprawić, ale i tak i tak wiadomo, że to już nie lata 80-te, gdzie płyta Slayera jest totalnie niedoskonała pod różnymi względami a mimo to nikomu to nie przeszkadza. Teraz już demówki są nadprodukcją. Nie wiem czy to dobrze, szczerze mówiąc, ale tak się porobiło i nie można zostać z tyłu, robiąc naturalne w 100% niedoskonałe nagrania, bo nikt nie będzie chciał tego słuchać w 2014. Wiadomo, że wolę żywe bębny itd itp, staram się tak robić, ale nie ukrywam że czasami z różnych względów trzeba użyć sztuczek typu sample na perce, i nie do końca jestem pewien czy to takie karygodne. Znam takich, dla których istnieją tylko żywe bębny, a potem ich nagrań nie da się słuchać, bo np. perkusista miał werbel pożyczony od taty który grał w orkiestrze strażackiej, no a musi być naturalnie i nie można użyć sampla. Wszystko dla ludzi moim zdaniem. Wracając do pytania, często poprawiam, dochodzimy do tzw. ściany, czyli momentu, w którym obaj wiemy, że już się lepiej nie nagra, no i potem reszta to moja robota. To nie wojsko, z tego musi być trochę przyjemności. Ale i tak już słyszałem, że niektórzy nie chcą ze mną nagrywać, bo się boją, ha, ha.

Zdarzy Ci się jakieś szczególnie dziwne przypadki w studiu – historie z zespołami, wpadki, zdarzenia, które nie powinny wyjść poza mury studia? Zdradzisz nam takie ciekawostki?

Zawsze się zdarzają takie rzeczy, ale na szczęście nie było żadnych spektakularnych do tej pory. Więc chyba nie będzie żadnych pikantnych historyjek, ha, ha. No może tylko taka, że przypadkowo mieliśmy nagrywać jednego finalistę X-Factor czy czegoś takiego, którego producentem jest były basista KSU, ale do tego nie doszło.

W tej chwili jesteś rezydentem studia Silent Scream, które działa od grudnia 2013 roku. Zostało ono od podstaw zbudowane na bazie istniejącej sali prób. Jak w ogóle zaczyna się tworzenie takiego miejsca? Co było największym wyzwaniem?

Największym wyzwaniem jak zwykle jest zdobycie pieniędzy. Potem już jest stosunkowo prosto (śmiech). Ciągle z powodu ograniczonego budżetu mamy wrażenie, że musimy zrobić jeszcze kilka rzeczy, to taka niekończąca się opowieść. No ale na pewno znalezienie odpowiedniego miejsca też nie jest łatwe, u nas niewykorzystane pomieszczenia w Silent Scream zostały przystosowane na potrzeby studia.

Nazwa studia, wiadomo – zobowiązuje, jednak jeśli chciałyby się do was zgłosić zespoły spoza metalowo-hardcore’owego światka, co możecie im zaoferować?

Jak już pisałem, wolałbym zostać w naszym tzw. getcie, i nie nagrywać rzeczy, których nie umiem za bardzo i się nimi nie interesuję. Zespoły chyba to wiedzą i jak na razie zgłaszają się tylko takie zgodne z profilem studia, a gdyby zgłosiły się do nas zespoły zupełnie niezwiązane z naszym profilem, to chyba musielibyśmy im wytłumaczyć, że na pewno znajdą lepsze miejsca do zarejestrowania swojej muzyki.

SSS działa krótko, jednak może pokusisz się o wymienienie największych zalet tego miejsca? Co powinno zwrócić uwagę zespołów, chcących nagrać swoje wypociny?

Źle się czuję odpowiadając na takie pytania, jakoś mam wrażenie, że autopromocja to nie nasza najmocniejsza strona. Na pewno proponujemy wydobycie jak najwięcej z zespołu, zrozumienie ich pomysłów na swoje brzmienie i brak tzw. polskiej profeski, kiedy to realizatorowi wydaje się, że jest najlepszy na świecie i to wszystkim próbuje udowodnić. Nie czujemy się najlepiej w kopiowaniu brzmień, za to świetnie w wydobywaniu jak najwięcej z brzmienia zespołów, więc jeśli koniecznie chcecie brzmieć perkę jak Metallica, bas jak Primus a gitary jak Pantera, to chyba możemy się nie dogadać. A jeśli chcecie perkę jak wasz perkusista, bas jak wasz basista, i gitary jak wasi gitarzyści, i realizatora, który postara się wydobyć z tego jak najwięcej, to świetnie trafiliście.

Obok studia działa też sympatyczna sala prób – rozumiem, że zespoły tu grające mają specjalną zniżkę, jeśli zdecydują się wybrać wasze studio?

Na razie nie jest prowadzony żaden tego typu program lojalnościowy, ale myśleliśmy o czymś takim, na pewno Adam i Aśka (właściciele sali prób Silent Scream) powiedzą więcej na ten temat.Czaja 2

Dotychczasowe portfolio SS nie jest jeszcze zbyt wypchane, ale może możesz polecić produkcje godne uwagi made by SSS?

To prawda, działamy dość krótko, i zrobiliśmy tylko 2 nagrania w całości u nas, oba polecam. Czerń – Nie ze skały a ze strachu i Bullet Belt ze splita z Testerem Gier. Poza tym zrobiliśmy w większość (oprócz nagrania wokalu) „XI” Indication, no i polecamy zrealizowaną we współpracy z wrocławskim Soundscope We Are Idols No Apologies. Do tego pracowaliśmy do tej pory z różnym wkładem nad najnowszymi materiałami zespołów Earn The Crown, Hundred Inch Shadow, Iron To Gold, Knockdown, Street Chaos, The Dog i What Friendship Means.

Z kwestii technicznych – czym dysponujecie, na jaki sprzęt mogą liczyć muzycy, którzy będą chcieli skorzystać z Waszej oferty?

To najlepiej sprawdzić na naszym facebooku, nie wiem czy jest sens wymieniać teraz wszystko, ale na pewno dysponujemy wszystkim do potrzeba do porządnego nagrania zespołu, a także w podstawowej ofercie studia mamy trochę backline gitarowego i basowego.

Czy specjalnością SSS jest nagrywanie, czy też wolicie raczej realizacje „pod klucz” – od wbijania śladów do masteru?

Najbardziej lubimy robić wszystko, od początku do końca, ale samo miksowanie, albo rejestrowanie śladów to również świetna zabawa. Można się do nas zgłaszać z różnymi tematami.

Wiadomo, że podstawą jest dobre miejsce i instrument – na ile obróbka studyjna może ożywić nagranie, dodać mu rumieńców? Czy są takie momenty, kiedy mówisz – stop, za dużo ingerencji? Narzucasz swoją wizję i ramy pracy, czy spełniasz „zachcianki” zespołów?

To wszystko zależy od sytuacji, umowy z zespołem, albo tego, że widzę na jak dużo mogę sobie pozwolić, i na jak dużo pozwolić zespołowi. Obróbka studyjna potrafi sporo pomóc, albo sporo zaszkodzić, nie wiem jak to się rozkłada procentowo, ale myślę, że każdy element układanki ma znaczenie, niektóre trochę większe. Od tzw. brzmienia z łapy, przez struny i naciągi, instrumenty, wzmacniacze, kolumny, przez mikrofony, preampy i potem miks. Każdy element może nie zadziałać i to wpływa na całość, no ale na pewno dobra realizacja jest konieczna w przypadku każdego zespołu. Nawet najlepszy zespół świata chyba da się zepsuć jak się bardzo chce (śmiech…).

Jak wyglądają plany studia – rozwój, nowy sprzęt, jakieś zakontraktowane sesje? Co ciekawego wydarzy się w najbliższym czasie?

Aktualnie robimy miks zespołu Ansa i nagrywamy materiały So Called Life i Fire Whispers, mamy już wpisany Wounded Knee na nagranie płyty, niedługo zaczynamy nagranie zespołu mojego i Adama, czyli Earn The Crown, nagrywamy jakieś dwa numery mojego drugiego zespołu These Go To Eleven. Niedługo mamy nagrywać drugi materiał Czerni, materiał Reality Check, materiał 365 Dni no i ktoś tam jeszcze był chętny, ale nie dzielmy skóry na niedźwiedziu. Nowy sprzęt jak najbardziej, rozwój też, ale w tej chwili staramy się jak najbardziej wypromować, bo wiadomo, że istniejemy dość krótko i większość ludzi po prostu nie wie o naszym istnieniu. Staramy się też zasłużyć na renomę, dając z siebie wszystko przy nagraniach. No i to tyle jeśli chodzi o bieżące wydarzenia i plany.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum/Janek Fronczak