ROZMOWY NA KONIEC ŚWIATA – Rychu (Embrional)

Embrional to w moich oczach doskonały przykład tego, jak z pomocą wytrwałej i systematycznej pracy można wspiąć się na poziom zarezerwowany dla najlepszych. Płyta „Absolutely Anti-Human Behaviors” to ścisła czołówka jeśli chodzi o tegoroczne wydawnictwa deathmetalowe i dlatego nie musiałem się długo zastanawiać nad tym kogo wziąć na spytki przy okazji tegorocznego podsumowania. Ponieważ poniższy wywiad przeprowadzony został metodą korespondencji mailowej, niektóre pytania przybrały bardzo rozbudowaną formę. Ze względu na charakter tej wymiany zdań uznałem jednak, że nie będę ich edytował i pozostawię naszą korespondencję w jej oryginalnej postaci.

 

Nie pomylę się chyba zbytnio mówiąc, że rok 2012 był dla Embrional udany? Wydaliście znakomity album, pojawiliście się na sporej chyba ilości koncertów, pozytywnych recenzji i wywiadów też było niemało. Ja oceniasz ten okres patrząc przez pryzmat funkcjonowania zespołu?

Hail. Tak, bezsprzecznie to był najbardziej udany rok w naszej 9-letniej historii, pod każdym względem. Wydaliśmy nowy album, z którego całościowo jesteśmy bardzo zadowoleni. W końcu udało nam się połączyć idealnie w całość muzykę, słowo, obraz i jakość dźwięku na, w naszym mniemaniu, wysokim poziomie. Zagraliśmy wiele koncertów promując „Absolutely Anti-Human Behaviors” z kapelami polskimi i zagranicznymi, które bardzo cenimy. Wszystkie występy były bardzo entuzjastycznie odbierane i to może świadczyć o tym, że jesteśmy coraz bardziej zabójczy na żywo jak i o tym, że nowy materiał spodobał się ludziom. Oprócz naszego wydawcy Old Temple, nawiązaliśmy dodatkowo współpracę z Godz Ov War, dzięki której materiał do recenzji pojawił się praktycznie w każdym zakątku świata i co najciekawsze, większość z opinii była bardzo pozytywna. W liczbach to średnio 8/10, więc są powody do zadowolenia z odbioru. Udzieliliśmy mnóstwo odpowiedzi na ciekawe wywiady. Dodatkowo rozwinęliśmy się o kilka stopni jako muzycy, poznaliśmy wielu zajebistych ludzi, sprzedajemy sporo naszych materiałów, więc ten rok jest naprawdę ogromnym sukcesem jak na hobbystyczny zespół, jakim jest Embrional.

Rozumiem, że poprzez „hobbystyczny” masz na myśli to, że nie żyjecie z muzyki, tylko poświęcacie na nią jakąś tam część swojego wolnego czasu. To wszystko wiąże się jednak na pewno z pewnymi wyrzeczeniami i nakładami finansowymi, bo przecież doprowadzenie zespołu do takiego poziomu oprócz regularnej pracy na próbach wymaga także inwestowania w instrumenty, płacenia za salę prób itp. Czy pod względem czysto praktycznym jest wam dzisiaj łatwiej niż na początkowym etapie działalności, czy może wręcz przeciwnie?

Rychu

Rychu

Między innymi tak, bo na przysłowiowe „chleb, dziwki i alkohol” zarabiamy w swoich miejscach regularnej pracy i to nam na nasze potrzeby w zupełności wystarcza. Nie chcielibyśmy żyć z muzyki w pełnym tego słowa znaczeniu, bo to wymaga w pewnym sensie bycia uzależnionym od wielu aspektów w relacji towar-sprzedaż. Co wówczas gdy materiał „nie podejdzie” konsumentowi? Zostaje ci suchy chleb i niezapłacone rachunki. Nie ukrywamy jednak, że z naszej strony Embrional i wszystko co z zespołem i ogólnie graniem związane, pochłania tysiące złotych rocznie, by mogło to wszytko funkcjonować na takim poziomie jak obecnie. Hobbystyczny w naszym rozumieniu to również taki, w którym spełniamy się twórczo, realizujemy swoje pasje, pomysły i zachcianki. Uzewnętrzniamy ego. Poświęcamy temu z przyjemnością każdą wolną od obowiązków codziennych chwilę i tak naprawdę chyba dzięki temu funkcjonujemy w społeczeństwie jako jeszcze normalne jednostki, bo całą kurwicę pakujemy w dźwięki. Inni zbierają znaczki i sklejają modele, my napierdalamy death metal i to jest piękne. Czy pod względem praktycznym jest nam łatwiej jak na początku? I tak i nie. Z roku na rok rośniemy w siłę i szukamy swojego własnego miejsca i pod tym kątem jest łatwiej – będąc bardziej rozpoznawalnym – ale z drugiej strony wymaga to coraz większych nakładów czasu, pracy i finansów, więc coś za coś. Mamy pewien cel, który chcemy osiągnąć i wówczas uzyskamy pełną równowagę między zespołem a życiem codziennym.

No tak, w momencie kiedy pasja staje się źródłem utrzymania, wszystko może stracić swój urok. Z drugiej strony są przecież tacy, którym się to udaje i chyba nie narzekają. Nie tak dawno graliście u boku Cannibal Corpse, którzy są sztandarowym przykładem takiej kapeli. Czy miałeś wrażenie, że w jakiś sposób są zmęczeni takim stylem życia? Jak w ogóle oceniasz ten zespół? Często spotykam się z opiniami, że to tacy „rzemieślnicy”, że ich muzyka jest pozbawiona ducha. Wy chyba nie podzielacie takiego punktu widzenia, skoro wpletliście fragment ich sztandarowego utworu do waszej wiązanki kowerów „Death & Destruction”?

Kiedy pasja daje ci utrzymanie to może świadczyć tylko o tym, że robisz to co lubisz i jeszcze masz z tego na wódkę i niekoniecznie to co robisz musi tracić w tym momencie na wartości. Zamiast zapierdalać np. w fabryce, grasz osiem godzin na próbie i to jest twoja praca, więc jest zajebiście. Miałem bardziej na myśli to, żeby marketing nie przesłonił pasji, bo z historii doskonale wiemy, że różnie z tym bywało. Owszem, CC są doskonałym tego przykładem, ale tak naprawdę nie wiemy jakie tam są układy finansowo-twórczo-pracownicze. Robią co robią na wysokim poziomie i jeszcze świetnie się przy tym bawią, ale mimo wszystko da się wyczuć, że po tylu latach prosperity jest to ich praca. Jak mówiłem, nie ma w tym nic złego, jednak jak w każdej pracy, kiedy kończy się bezinteresowna pasja a zaczyna min. utrzymanie granica samozadowolenia bywa cienka. W ich przypadku, nagrywają płyty, które skopiować niewielu potrafi, więc chyba nie jest aż tak z nimi źle, ha, ha. Nawiązując do numeru ze splitu, miksu znanych numerów, to tak wyszło i tyle. Nie było w tym żadnych szczytnych celów ani kultowych idei. Po prostu znamy, lubimy i jest tego tak dużo, że trudno było wybrać. Zrobiliśmy to co akurat potrafiliśmy. Obecnie nowy „Death and Destruction II” ma więcej z premedytacji.

No to ciekaw jestem jaka idea przyświecała wam tym razem, bo w przypadku pierwszej części pojechaliście w sumie żelazną klasyką i wyszło to moim zdaniem bardzo fajnie. Trzymając się jeszcze wątku utrzymywania się z muzyki, w naszym kraju mamy bodajże dwa takie zespoły związane z ekstremalnym metalem. Lider jednego z nich wyskakuje ostatnio z przysłowiowej lodówki i generalnie sporo jest zamieszania wokół jego osoby. Niejednemu ten fakt spędza sen z powiek i chyba nic nie wywoływało w tym roku tak burzliwych dyskusji i komentarzy wśród fanów metalu jak Nergal. I nie mam tu na myśli wyłącznie dyskusji na forach internetowych, bo i w podziemnych zinach zdarzało mi się czytać to i owo na ten temat. Jaki jest twój stosunek do tego wszystkiego?

Tym razem również jedziemy żelazną klasyką ale może taką mniej oczywistą, bardziej wyrafinowaną, jednak zdania będą pewnie podzielone, he, he.  Jest bardziej różnorodnie stylistycznie. Natomiast co do kwestii parcia na szkło, jak to się ładnie mówi, wśród niektórych osób ze światka muzyki ekstremalnej zauważalną jest jedna podstawowa reguła odnośnie wieszania psów na takowych osobnikach. Generalnie mam to głęboko gdzieś, kto i w jaki sposób kieruje swoim życiem, swoim wyglądem czy pracą lub pasją, kogo i w jaki sposób posuwa w krocze. Jednak w Polsce przybiera to dziwne rozmiary w porównaniu do innych krajów takich jak Norwegia, Szwecja, USA, Niemcy czy UK. Na tym etapie chyba nadal jesteśmy mega zaściankowym krajem, że metalowcy na wzór moherów, emocjonują się co, kto i z kim w kolorowej, gównianej prasie wyczynia. Czy ktoś komuś każe kupować produkty zespołu X czy Y, gazety z ich fotkami, oglądać wiejskie programy? Lubisz to łykasz, nie trawisz to pierdolisz na starcie. W czym problem? Czy moje przykładowo twarde zasady musi wyznawać każdy, kto ma jądra i nosi koszulkę z trupem bez oczu? Twoje życie, twoja sprawa. Raczej nikt z tych, których mamy na myśli się tym zbytnio nie przejmuje, więc wnioskuję, że jest im dobrze jak jest. Więc co mi do tego? Zainteresowanie kieruję zupełnie w inną stronę.

Realizujemy swoje pasje

Realizujemy swoje pasje

I to jest chyba najzdrowsze podejście. Skoro jesteśmy już przy osobie Nergala, to chciałbym płynnie przejść do tematu książek związanych z rodzimą muzyką metalową. W tym roku ukazały się aż trzy i dwie z nich związane były właśnie z nim („Konkwistadorzy Diabła” i „Spowiedź Heretyka”). Trzecia i prawdopodobnie najciekawsza z tego zestawu jeśli patrzeć pod kątem zawartych w niej informacji, „Jaskinia Hałasu”, dokumentuje narodziny ekstremalnej sceny w naszym kraju i jest bodajże pierwszą tego typu publikacją na rynku oficjalnym. Które z tych książek miałeś okazje przeczytać? Czy Twoim zdaniem są one potrzebne i czy jest jeszcze jakiś okres w historii tej muzyki lub zespół, o którym książkę chętnie byś przeczytał?

Żadnej z wymienionych nie miałem okazji czytać, ani nikt z nas, ale tak naprawdę interesuje mnie tylko jedna, nie dotycząca jednej osoby bądź zespołu, napisana min. przez Wojtka Lisa. Słyszałem różne opinie na jej temat, ale wypowiem się odnośnie potrzeby jej wydania i zawartości merytorycznej jak sam poznam jej zawartość. Z podobnych wydawnictw czytałem kiedyś, Marcin również, publikację Szubrychta  dotyczącą  SLAYER i byliśmy pod bardzo pozytywnym wrażeniem. Aż dziwne, że nie została oficjalną biografią zespołu.

Porozmawialiśmy już trochę o kwestiach zespołowych i okołomuzycznych, czas więc chyba najwyższy by przejść do wątku najważniejszego, czyli do samej muzyki – tym razem z punktu widzenia fana. Czy rok 2012 był twoim zdaniem dobrym rokiem dla metalu? Jakie płyty zrobiły na tobie największe wrażenie?

Tak naprawdę to nigdy nie odczułem, aby jakiś rok był lepszy lub gorszy dla muzyki, którą wielbimy. Zawsze coś się dzieje niezależnie od rodzaju i gatunku oraz kraju pochodzenia. Oczywiście, bywają wzloty i upadki dla pewnych odmian, ale to normalne od wielu lat. Problem tkwi tylko w tym, że obok niektórych nowości, zakupujemy również rzeczy starsze i równocześnie katujemy się muzyką z różnego okresu, więc czasem gubię się w tym co jest tegoroczne a co nie, wymaga to nie lada gimnastyki umysłowej. Z płyt, które “na szybko” przychodzą mi do głowy zupełnie nie – alfabetycznie wymieniłbym : Autopsy – Macabre Eternal;  Candlemass – Psalms for the Dead;  Nile – At the Gates of Sethu;  Gojira – L’enfant Sauvage;  Banished From Inferno – Minotaur;  Cannibal Corpse – Torture;  Furia – Marzannie, Królowej Polski;  Impiety – Ravage and Conquer;  Sinister – Carnage Ending;  Amorphous – A Perfect Evil;  Stillborn – Los Asesinos del Sur;  Napalm Death – Utilitarian; Asphyx – Deathhammer;  Pandemonium – Misanthropy;  Voidhanger – Wrathprayers;  Dodsengel – Imperator;  Cynic – The Portal Tapes;  Ogotay – Eve of the Last Day;  Overkill – The Electric Age;  Hell United – Aura Damage;  Desaster – The Arts of Destruction;  Antigama – Stop the Chaos;  Cattle Decapitation – Monolith of Inhumanity;  Evoken – Arta Mors;  Hellspawn – The Great Red Dragon;  Master’s Hammer – Vracejte Konve na Misto;  Gortal – Deamonolith.  Nic więcej nie wymyślę na chwilę obecną a inne płyty mieszają mi się, bo wyszły np. pod sam koniec  2011. O wielu pewnie zapomniałem i olśni mnie za tydzień.

No, „Macabre Eternal” to jeszcze rok 2011… Ale ja też mam z tym problem, ciągle mi się mylą tegoroczne płyty z ubiegłorocznymi. Miło jednak, że wszyscy ci weterani pokroju Autopsy, Sinister, Asphyx czy Napalm Death nadal są w formie. A co z rozczarowaniami? Były w tym roku jakieś płyty, które Cię w jakiś sposób zawiodły?

Zawiodły? He, he, dziwnie to brzmi, bo pewnie większość muzyków jakoś się tam realizuje lepiej lub gorzej, więc trudno mówić o moich/naszych oczekiwaniach względem nich, bo raczej mają to gdzieś. Ale tak na szybko to z oficjalnej półki rozczarował mnie nowy Kreator, bo brzmi jak reszta melodyjnej kupy z Nuclear Blast, typowej dla niemieckiej publiki i mdli mnie od tego. Nowy album Meshuggah, bo wiem na co stać tych facetów, a nawet nie stanęli w tym samym miejscu tylko dziwnie poszli prosto do tyłu. Wspomniałbym o Morbid Angel, ale niestety to 2011. Rozczarował mnie również brak nowego albumu Gorguts i albumu w ogóle Sadistic Intent, no, ale kult to kult. Z naszego podwórka też mam kilku rozdmuchanych faworytów, ale z grzeczności przez znajomość nie będę wymieniał…

Album Sadistic Intent wyjdzie pewnie równie szybko jak debiut Necrovore i druga płyta Thorns. Przyznam, że trochę dziwi mnie podejście takich zespołów, bo odpowiednio długie dopracowywanie muzyki to jedno, ale zapowiadanie płyty przez kilkanaście lat i nie zrobienie przez ten okres czasu prawie niczego to już moim zdaniem lekka przesada. Ale pozostając jeszcze przy temacie płyt, czy sięgasz także po rzeczy spoza metalu i czy ma to jakiś wpływ na muzykę komponowaną dla Embrional?

Panowie nieświadomie tworzą historię wydawniczą, ha, ha. Może wychodzą z założenia, że jak kocha to poczeka?  Z drugiej strony oczekiwania są już tak nadmuchane do granic rozsądku, że może lepiej aby nie ukazały się takie płyty, bo po tylu latach szok dla nas może być wielki. Nie wiadomo co chłopakom chodzi po głowach. Taniego techno nikt się po Morbid Angel też nie spodziewał, mimo ich fascynacji elektro tematami. Jak mawiają drwale, nie ilość a jakość się liczy. Podobnie przecież jest z reaktywacjami kapel, które były uwielbieniem kiedyś a niejednokrotnie nowe oblicza kładą cień na ich dotychczasowej twórczości. Oczywiście nie generalizuję, ale wiadomo o co i kogo chodzi. Wracając do pytania, to tak, sięgam i zawsze to robiłem odkąd pamiętam, do muzyki która nie jest metalem, ale jakoś dziwnie bliźniaczo pod względem emocji i psychozy kroczy tym samym torem. Acid jazz, psychodela, ambient, industrial, drony, djent,  klasyka czy filmowa muza itp. itd. Wszędzie gdzie poczuję ponurą aurę tam  znajdę inspirację. To mnie poraża psychicznie i kształtuje mentalnie. Obłęd jest mym domem a wódka chlebem. Jestem ortodoksem muzycznym tylko jeśli chodzi o emocjonalną chorobę. Gatunek nie ma znaczenia. Kiedyś stworzę coś co połączy to wszystko w całość. Jeszcze kilka lat nauki.

W takim razie pociągnę Cie jeszcze trochę za język i poproszę, żebyś wymienił trochę tych niemetalowych rzeczy „z nazwiska”. Co najczęściej kręciło się w twoim odtwarzaczu w tym roku pomijając wymienione wcześniej płyty metalowe? Nie chodzi mi tu koniecznie o nowości…

Kręci się u mnie nie tylko w tym roku np. (z głowy strzelając…): Berlioz, Wagner, Diamanda Galas, Megaptera, Danzig, No Festival Of Light, Ordo Equlibro, Animals As Leaders, Dead Can Dance, Portishead,  G.G.F.H., Godflesh, Scorn, God Of War Soundtrack, Psyclone Nine, Sonic Violence, Echoes of Yul, Merzbow, Chopin, In Slaughter Natives. Nie wiem, jak u reszty chłopaków.

Embrional

Embrional

A jak było z muzyką oglądaną na żywo? Udało ci się w tym roku zobaczyć coś ciekawego? Wspomniałeś wcześniej o Gorguts, widziałeś może ich występ na Brutal Assault?

Gdzie możemy i czas nam na to pozwala staramy się stawiać. Nie wszędzie razem się udaje z racji obowiązków, ale raczej zawsze jakaś delegacja Embrional jest. Od mega niszowych tematów po oficjalne wielkie spędy. Niestety ze względu na regularną pracę, większość urlopu rozpierdalamy na własne występy i reszta imprez jest mocno okrojona. Brutal Assault zaliczamy od kilku lat ze stałą kilkunastoosobową ekipą z całej Polski i jest to niewątpliwie doskonała okazja do spotkań, koncertów i libacji, bo jak wiadomo ciężko tylu znajomych z różnych miejsc zebrać do kupy. Czesi świetnie organizują ten festiwal, więc jesteśmy i raczej staramy się być na wszystkim co nas interesuje na scenie. Oczywiście, każdy z tego towarzystwa ma przynajmniej jeden festiwal zaliczony w sposób: ile kapel widziałeś z 70? Kurwa cztery, ha, ha, ha. Mój wielbiony od zawsze Gorguts widziałem, a jakże, i nic mnie tak nie rozjebało od wielu, wielu lat jak właśnie oni! Dostałem dokładnie wszystko, czego oczekiwałem a nawet więcej. Klasa! Z lokalnych ekip zajebiście wg mnie wypadły Furia, Stillborn, Christ Agony, Pandemonium, Decline, Gortal, Supreme Lord, Trauma, Vader, Heretique, Warfist, Bloodthirst, Empheris, Throneum, Moloch Letalis, Infatuation of Death, Hellspawn, Deviation, Rotengeist, Sphere, Hell United. Więcej zapomniałem, bo jak zwykle mieszają mi się lata.

No mnie też występ Gorguts przyprawił o silny opad szczęki. Wydawało mi się, że ciężko będzie taką muzykę zaprezentować na żywo i porwać przy tym publikę, a tymczasem okazało się, że to poziom najlepszych i obok Godflesh był to jak dla mnie najbardziej powalający występ na tej edycji Brutala… A skoro jesteśmy już przy temacie koncertów, jak oceniasz kwestię frekwencji? Dużo się mówi o tym, że ludziom nie chce się wychodzić z domu, że widać ciągle te same twarze, że nie opłaca się niczego organizować, bo i tak bilety się nie sprzedadzą. Czy faktycznie tak jest? A jeśli tak, to dlaczego? Czy rzeczywiście winny jest internet, youtube i tym podobne wynalazki, czy może problem tkwi gdzieś indziej?

Fakt. Nawet brzmienie jak z „Obscura”. Było ogólnie na co popatrzeć i posłuchać na całym festiwalu. Frekwencja? Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest. Gdybyśmy hipotetycznie zrobili odejmowanie faktów wpływających na liczebność i zainteresowanie, typu środek tygodnia, mała reklama itp., to reszta koncertów stoi zawsze pod wielkim znakiem zapytania. Na duże nazwy może najebać ludzi po brzegi, żeby kolejnym razem była ledwo setka. To niewiadoma. Jeśli jednak duże miasta jeszcze potrafię zrozumieć, bo liczba i jakość koncertów odbywających się tam jest ogromna i przesyt imprez oraz brak kasy z tego powodu są raczej proporcjonalne, tak zastanawia mnie fakt, że na koncerty w mało odwiedzanych miejscach, które mimo wszystko są znane z liczebnej populacji metalowców, robione z często solidnymi, Podziemnymi nazwami,  przychodzi od 30- 100 osób. Wniosek jest chyba jeden. Każdy pierdoli jak to było kiedyś fajnie, bo były kapele jak Betrayer, Armagedon, Violent Dirge, Vader, Dragon, Pandemonium, Christ Agony, Quo Vadis… itd. i nie sposób się z tym nie  zgodzić, ale – kurwa mać – twór jakim jest Podziemie nadal funkcjonuje, nadal wypluwa zło z siebie i to na bardzo wysokim poziomie, tak jak kiedyś. Dlaczego w takim razie ekipa nie stara się robić tego, o czym tak gadają, albo nie nauczyli młokosów? Internet i youtube są zajebiste, ale nigdy nawet w 1 % nie oddadzą tego czym jest muzyka na żywo. Kto chociaż raz był, ten doskonale to wie. Ale dlaczego im się nie chce? Chuj jeden wielki wie… Dlaczego nam się chce, mimo że zawsze pod górkę? Bo tym się chyba różnimy. Walczymy. Tym się różni obecny, hipotetyczny metalowiec od tego dawniejszego, że nie ten sam telewizor zdobi człowieka.

No tak, ale o ile jestem w stanie zrozumieć, że ludziom po trzydziestce (szczególnie tym, którzy mają rodziny, dzieci itp.) nie zawsze się chce – bo środek tygodnia, bo praca, bo dany zespół widzieli już dziesięć razy – o tyle dziwi mnie, że to właśnie oni stanowią 90% publiczności na niektórych koncertach. Gdzie są ci wszyscy młodzi, którzy potrafią na przykład przyjść tłumnie na koncert Behemoth, a już niekoniecznie na Incantation? Może po prostu nie mają świadomości, że taką muzykę grają także inne zespoły i robią to wcale nie na gorszym poziomie? Być może to Podziemie jest dziś zbyt hermetyczne i dociera tylko do tych, którzy już od dawna o jego istnieniu wiedzą? A może nie ma co oczekiwać cudów i trzeba po prostu poczekać na kolejną falę popularności takiego grania, tak jak stało się to niedawno z thrash metalem?

Wiesz, rodzina, praca to jest jakieś wytłumaczenie, ale niech mi nikt nie pierdoli, że jest zajęty cały czas, bo w to nie uwierzę. Sami mamy obowiązków bardzo dużo, jeszcze dochodzi zespół, nauka i jakoś znajdziemy czas żeby nie wpierdalać schabowego przed TV i wyjść zresetować mózg. Kwestia chcenia i organizacji czasu. Może to Cię zaskoczy, ale grając koncerty w tym roku w bardzo wielu miejscach w kraju spotkaliśmy dużo młodej krwi. Głodnej muzyki i równie wystraszonej jak my 20 lat temu. Obecny „staruch” metalowy zupełnie nie pomaga młodym wejść w to środowisko, więc ten szuka i słucha muzyki w necie. Sami jesteśmy temu winni. Po mnie stara ekipa przychodziła pod dom, witali się z matką i mówili, młody zabieraj szanowną dupę idziemy na koncert, a po wszystkim odstawiali do domu. To było fajne. Teraz nikt tak nie robi poza wyśmiewaniem małolatów, że są tacy i owacy. Czy to jest hermetyzm? Może, lub jakiś strach młodzieży. Dostają papkę z kolorowych gazet sponsorowanych przez molochy wydawnicze i nie mając alternatywy od starszych kolegów, stają się masowymi cipami. Chyba nie o to nam chodzi?  Raczej w każdej dziedzinie życia starszy, bardziej doświadczony człowiek musi pomóc Ci wejść w pewne arkany, dlatego napierdalajmy na koncerty z gówniarzami z osiedla. Kiedyś, któryś z nich może być kolejnym Kerrym Kingiem…  Popularność na takie granie zawsze jest, była i będzie, bo ludzie potrzebują odmiennych doznań od radiowej papki. Fakt, liczebność zmienia się falami, ale kto by się tym przejmował? Mam czekać aż przyjdzie lepszy czas? Tak mogę czekać do usranej śmierci dlatego nie przejmujemy się czy stoi przed nami 10 czy 500 osób. Zabawa musi być jednakowa. Niech się wstydzą ci, którzy nie dopisali. Metal to taka tania mamrocząca dziwka. Kiedyś: „kurwa, jak źle, bo nikt nigdzie nie gra, nie ma dostępu do muzyki, nie ma tego co na zachodzie”. Teraz pierdoli jak to źle, bo za dużo tego i kiedyś było lepiej. No kurwa, chyba ktoś tu ma schizofrenię?!

Zespół hobbystyczny

Zespół hobbystyczny

Masz rację, ludzie zawsze będą narzekać. Na pewno łatwiej jest oczekiwać czegoś od innych zamiast zrobić coś samemu. Z tymi młodymi też nie jest tak źle, skoro na przykład na koncertach kapel thrashowych (często składających się z nastolatków) przeważają właśnie ludzie młodzi. Ktoś może powiedzieć, że z tym thrashem to kolejny trend, ale fajnie jest zobaczyć ludzi w wieku gimnazjalnym z „telewizorami” Nuclear Assault czy Cerebral Fix, którzy przychodzą nie z poczucia obowiązku, ale dlatego, że mają ochotę. Poruszyłeś też kwestię dostępu do muzyki, a zauważyłem, że wszystkie swoje nagrania udostępniliście do odsłuchu na Youtube. Skąd taki pomysł i czy w Twoim odczuciu udało się wam dzięki temu dotrzeć do większej ilości słuchaczy?

Właśnie to jest zajebiste, że wyglądają jak z lat ’80. Oko się cieszy jak widzę to w kraju, bo na zachodzie jest znacznie więcej takiej młodej, gniewnej i żądnej wrażeń thrashmetalowej ekipy. Nie mam nic przeciwko, że cały proces w sztuce, literaturze, modzie itp. zatacza raz na 20-30 lat koło. To jest potrzebne i odświeżające. Internet i Youtube to czas, czas, czas. To jest obecnie bóg. Wszystko szybko, na pstryknięcie. Wiedza, wiadomości, sztuka, seks, zakupy. Ma to niezaprzeczalnie swoje plusy i minusy. Czas i ogrom materiału dostępnego przez kliknięcie myszką to podstawowy plus, jednak łatwość ma duży wpływ na jakość i sposób odbierania czyjejś pracy bardzo pobieżnie i to zdecydowanie minus. Udostępniliśmy nasze wszystkie materiały na Youtube z kilku powodów. Zamieszczają nas inni w często gównianej jakość, a to nie najlepsza wizytówka, więc lepiej zrobić to samemu dobrze. Ludzie mają dostęp do odsłuchania muzyki bez pierwszych kosztów. To jak odsłuchanie CD w sklepie. Podoba się, to może 1/10 kupi lub przyjdzie na koncert. Niewątpliwie pomaga nam to dotrzeć do ludzi nie mających czasu na szukanie i pisanie listów. Chuj, taki XXI wiek. Z innej strony jest taki ogrom muzyki, że aby kogoś zainteresować musisz poświęcić ogromne nakłady kasy na agresywną reklamę, czas. Youtube odpalisz, posłuchasz, zobaczysz urywek koncertu i zawsze to jakaś promocja dla kapel naszego pokroju. Nie widzę nic w tym złego. Sam często przed zakupem, sprawdzam inne materiały danej, nieznanej kapeli i wiele razy byłem zadowolony z płyty. Nikt nie lubi kupować czegoś, co w domu okaże się gównem, bo jeden kawałek był fajny. To jak z degustacją produktów żywnościowych. To ukłon dla osób ceniących czas i pieniądze, a dla nas darmowa reklama i promocja, więc dlaczego nie użyć tego do rozsiewania zarazy? Dzięki temu odezwało się do nas już sporo osób po Cd, koszulkę, czy organizację koncertu. W poprzednim pyt. bardziej miałem na myśli ludzi, którzy tylko tak wysysają czyjąś ciężką pracę lub w ten sposób poznają co to takiego Podziemie. Im chuj na drogę, bo i tak za kilka lat stwierdzą, że „wydorośleli” i metalu już nie słuchają, bo to czy tamto. Równie dobrze można zjebać Allegro, telefony, skype, maile, itp. a każdy korzysta, bo łatwo, szybko i przyjemnie.

Jasna sprawa. Skoro przeanalizowaliśmy już rok 2012 wszerz i wzdłuż, a zapowiadany przez niektórych koniec świata jednak nie nastąpił, zapytam może o twoje oczekiwania względem nadchodzącego roku. Oczywiście mam na myśli przede wszystkim muzykę, a więc na jakie płyty czekasz i jakie zespoły chciałbyś zobaczyć na żywo?

Czekam na nowy Gorguts, Ulcerate, Deathspell Omega, Azarath i Embrional. Na nową wersję „Evil Dead” w kinach. Wygraną w Lotto. Reszta jak będzie, to nie omieszkam sprawdzić w miarę swoich możliwości. Poza tym nie mam względem niczego ani nikogo żadnych oczekiwań, chyba że wiąże się to z pewnymi obowiązkami – owszem oczekuję ich wykonania jak i sam się będę starał. Jestem wolnym człowiekiem pod każdym względem. Na żywo jeszcze wiele nie widziałem lub bardzo dawno nie widziałem, więc jak coś się trafi to spróbuję jeśli będę mógł. Wolę żyć tu i teraz, chwilą. Reszta to dodatki lepsze lub gorsze.

A jakie są plany Embrional na przyszły rok?

Nowa płyta. Przede wszystkim. Pracujemy nad tym.  Reszta jak zwykle wyjdzie po drodze bardziej lub mniej zaplanowana. Mamy już 70% muzyki, Arek Jendzicki wpisuje inteligentną chorobę w teksty, a Mariusz Krajewski rysuje dla nas kolejne opętane rzeczy. Chcemy nagrać małe promo w styczniu, które pokaże nasze obecne możliwości i poszukać partnera do realizacji tego materiału. Poza tym dużo pracy nad sobą i instrumentami z naszym mistrzem Mirkiem Muzykantem. Oczywiście koncerty, bo to nieodłączny element tego zespołu i naszej wizji.

Czyli nie zwalniacie tempa. Czekam zatem na kolejną odsłonę waszej twórczości i życzę, aby wszystkie te plany udało się Wam zrealizować. W tym miejscu będziemy już chyba kończyć naszą rozmowę, dziękuję Ci zatem bardzo za czas, który poświęciłeś aby odpowiedzieć na moje pytania. Jeśli masz jeszcze coś do dodania to teraz jest ostatnia szansa, ha, ha. No i jeśli możesz to na zakończenie powiedz jeszcze jakie płyty kręciły się w ostatnich dniach w twoim odtwarzaczu?

Nie zwalniamy, kiedy nie musimy z przyczyn niezależnych od nas lub przede wszystkim od nas. Bywało tak nie raz i pewnie czasem będzie, że wiele spraw Embrional rozciągnie się w czasie, ale to nie zachwieje tym co lubimy robić i robić będziemy. Dzięki za fajne pytania i wsparcie! W czasie rzeczywistym wnoszą wiele ciekawych wątków. To chyba tyle w temacie rozmowy. Pozdrawiamy zainteresowanych! Ostatnie moje dwa tygodnie pod znakiem muzyki?  Nie-alfabetycznie to: Vildhjarta – Masstaden, Azarath – Blasphemers’ Maledictions, Animals As Leaders – Weightless i Animals as Leaders, Coffin Texts – The Tombs of  Infinite Ritual, Overkill – The Years of Decay, Death – Scream Bloody Gore, Immolation – Providence, Pestilence – Consuming Impulse, Psyopus – Odd Senses, Zimmers Hole – When You Were…, Kalot Enbolot – Regnum Dei, Vexatus – Tortura, Danzig- 4, Righteous Pigs – Stress Related, Judas Priest – Meltdown  ’98 live, Necrophagia – Harvest Ritual vol. 1, My Dying Bride – Songs of Darkness, Words of Light, Nagelfar – Virus West, Abusieveness- Trioditis, Dragon – Fallen Angel, Bulldozer – IX, Wilczy Pająk – Wilczy Pająk, Hell-Born – Darkness , Tiamat – Sumerian Cry, Myrkskog – Deathmachine, Genghis Tron – Board Up the House i Dead Mountain Mouth, No Festival of Light – If God Lived on Earth…, Herbst9 – From a Dark Chasm Below.

 

Wywiadował Michał Spryszak