RED SMOKE – odliczanie trwa!

W dniach 8-10 lipca amfiteatr w Pleszewie po raz kolejny rozbrzmi dźwiękami niskich częstotliwości. Red Smoke Festival konsekwentnie buduje swoją markę, a tegoroczna, trzecia już edycja okazać się może, z kilku powodów, przełomową.

Po pierwsze – istnieje duże prawdopodobieństwo, że festiwal jeszcze przed rozpoczęciem zostanie całkowicie wyprzedany (karnetów brak już od dawna, pozostała ledwie garstka biletów jednodniowych). To sytuacja nowa, ale dziwić raczej nie może, bowiem większość z tych, którzy już kiedyś na Red Smoke’u byli, nie wyobraża sobie, że mogłoby ich zabraknąć na kolejnej edycji. Pomijając wysoki poziom muzyczny występujących 13340087_1024417804278157_3662132879883466670_okapel, jest chyba coś magicznego w klimacie całego wydarzenia. Oprócz tego pojawiają się nowi odbiorcy, przyciągani coraz lepszej jakości line-up’em i wspomnianą atmosferą. „Masówka” jednak imprezie z pewnością nie grozi. Organizatorzy zapowiedzieli już, że z amfiteatru nigdzie ruszać się nie zamierzają, co wiąże się siłą rzeczy z ograniczeniami liczebności. Kto wie – jeśli festiwal nadal będzie rozwijał się w dotychczasowym tempie, może za kilka lat stanie się naszym „małym Roadburn”, a bilety wyprzedawane będą w przeciągu kilku minut? W tym roku po raz pierwszy organizatorom udało się ściągnąć naprawdę „duży” zespół, rozpoznawalny przez każdego, kto choć trochę interesuje się taką muzyką. Mowa oczywiście o Truckfighters. Można tę grupę lubić mniej lub bardziej, ale nie da się zaprzeczyć, że działając nieprzerwanie od 2001 roku i umacniając swoją pozycję na scenie kolejnymi, trzymającymi poziom albumami oraz wypełnionymi energią koncertami, stała się jedną z największych nazw w środowisku. 10247355_748924888462192_402756434_n

Truckfighters przyjedzie na Red Smoke zagrać jeden, jedyny koncert w Polsce i „byle gdzie” (z całym szacunkiem dla ciasnych pubów…) raczej nie gra. Ściągnięcie ich raczej nie było łatwym zadaniem, ale udało się. To dobry prognostyk na przyszłość.

Na koncert jakiego zespołu na tegorocznym Red Smoke’u czekasz najbardziej?” Na tak zadane pytanie każdy zapewne odpowiedziałby co innego i to dopiero po dłuższym namyśle. To symptomatyczne – patrząc na tegoroczną rozpiskę, nie widzę żadnych wypełniaczy. Z tego powodu nie wypada raczej opuścić żadnego koncertu, ponieważ każdy z nich może być właśnie TYM koncertem, najjaśniejszym punktem całej imprezy. W tym roku widoczne jest odejście od formuły: headliner+dodatki. W line-up’ie dominują zespoły utalentowane, na dorobku, ale już dość znane. Potrzebujące jeszcze jednej-dwóch płyt utrzymujących poziom dotychczasowych wydawnictw, aby na stałe zagościć wśród najlepszych. W oczy rzuca się też niezwykły rozstrzał gatunkowy. W różnorodności siła, każdy znajdzie coś dla siebie, a ci dotychczas zamknięci w swojej niszy mogą rozszerzyć horyzonty. Znalazło się na Red Smoke’u miejsce chociażby dla Wucan niemieckiej odpowiedzi na Blood Ceremony, ale też dla Belzebong, polskiego towaru eksportowego, którego koncerty to prawdziwe podróże do wypełnionej dymem krainy.12065820_10153508429327013_3559994968199373983_n

Skoro wspomniałem już o Belzebong, pozwolę sobie pozostać przy zagadnieniu obecności polskich zespołów na Red Smoke’u. W poprzednich edycjach część z nich pełniła rolę przystawek przed zagranicznymi daniami głównymi, traktowana troszkę po macoszemu zarówno przez publiczność, jak i organizatorów. Podczas trzeciej edycji nic takiego na pewno nie będzie miało miejsca. Nie będzie chyba przesadą, jeśli stwierdzę, że występy Dopelord i Belzebong są jednymi z najbardziej wyczekiwanych. Również gospodarze z Red Scalp sroce spod ogona nie wypadli i postarają się z pompą otworzyć całą imprezę.ScreenHunter_2255 Jun. 17 10.10

Z uporem maniaka próbowałem, ale ostatecznie poddaję się: nie mogę wybrać ani teoretycznie najlepiej obsadzonego dnia festiwalowego, ani najciekawszego zespołu. Ciężko również o wybór kapeli, której występ na spokojnie można sobie odpuścić. Zwiastuje to trzy dni po brzegi wypełnione dobrą muzyką; wydaje się, że nikt, kto zdecyduje się w ten lipcowy weekend zawitać do pleszewskiego amfiteatru, nie powinien wyjeżdżać zawiedziony.

Adam Gościniak