PODSUMOWANIE 2011 – Perły pośród wieprzy

Miniony rok był bardzo udany dla sceny ekstremalnej. Kto sądzi inaczej, niech sięgnie głęboko do podziemia, tam mocne uderzenie ma się dobrze jak nigdy. Ukazała się masa rewelacyjnych płyt. Naprawdę było w czym wybierać. Podsumowanie roku proponuję w kolejności alfabetycznej. Oto najlepsze moim zdaniem wydawnictwa roku 2011.


ACEPHALIX – Interminable Night (Agipunk)

Wulgarny i garażowy deathcore to odtrutka na trend wypolerowanych i wyliczonych kapel, które zamiast porządnie grać zajmują się głównie układaniem włosów i robieniem kolorowych dziar. Kapela wyraźnie wywodzi się z crust/hardcore/punkowego środowiska, ale zionie metalowym brudem i chamstwem. Na album składają się dwie demówki, które przynoszą siedem numerów prymitywnego łojenia, w którym można dosłuchać się wpływów Asphyx oraz Grave.

AZARATH – Blasphemers’ Maledictions (Witching Hour)

Odświeżony skład bestialskiego komanda dowodzonego przez najlepszego polskiego bębniarza, popełnił dojrzały i bardzo dopracowany materiał, o którym nie można po prostu powiedzieć, że to hołd dla Deicide czy Immolation. Azarath wyznaczył własną ścieżkę. Granice ekstremy przesunął ponownie o kilka centymetrów. Od brzmienia, przez oprawę koncertów, a kończąc na samych występach, death metalowy kwartet szachem i matem wygrał na polskiej scenie w 2011 roku.

CROWBAR – Sever the Wicked Hand (Century Media)

Dziewiąty album sludge’owych łomiarzy nie przyniósł rewolucji, ale jest to najlepszy materiał od dziesięciu lat i wyjątkowo udanej płyty „Sonic Excess in Its Purest Form”. Nagranie nie wywołuje tylu emocji, co wczesne płyty grupy, ale jest tu kilka bardzo trafionych momentów. Kirk Windstein jest wyraźnie w wysokiej formie kompozytorskiej, co doskonale rokuje na 2012 i premierowe wydawnictwa Down.

DISMA – Towards the Megalith (Profound Lore)

Kiedy nowe płyty Suffocation, Immolation czy Morbid Angel nie cieszą tak jak kiedyś, na przód brutalnej death metalowej szarży wysuwa się młodszy zespół, naturalnie mający większą świeżość w podejściu do tematu. Poczęta w spleśniałej piwnicy gdzieś w New Jersey Disma to wyjątkowo ohydny twór zwyrodnialców związanych także z Funebrarum, Incantation, Evoken czy Goreaphobia. Podziemna produkcja, zgniłe brzmienie – znalazłem odpowiedni balsam dla duszy.

ESOTERIC – Paragon of Dissonance (Season of Mist)

Angole z Birmingham nie robią muzyki, a przenoszą słuchacza w inny stan świadomości. Albo oddać się temu w zupełności albo trzeba podarować sobie romans z tym blisko stuminutowym potworem. Kolejna podwójna płyta Esoteric to kontynuacja drogi krzyżowej boso przez piekło. Klaustrofobia, duszność, lawa wlewana prosto do płuc, kafar rozgniatający ciało. Album wymaga od słuchacza więcej niż inne płyty. Kto podejmie wyzwanie stanie się kapłanem schizofrenicznego doomowego kultu.

KALOPSIA – Death Starts the Horror

Trzy kawałki składające się na demo tej wcale nie debiutującej kapeli ze Stanów, to wszystko co najlepsze w amerykańskim death metalu. Brzmienie nie przypomina demówki nagranej w piwnicy ze zgniłym tynkiem na ścianach, a raczej z najlepszych płyt Malevolent Creation czy Incantation. Trzeba zdecydowanie mieć na nich oko w 2012.

LEASH EYE – V.I.D.I (Metal Mind)

Jeśli hard rock i heavy metal mają bawić to warszawski Leash Eye wie to najlepiej, bo takim nagraniem jak druga płyta „V.I.D.I” dają powód do radości. Takich nagrań po prostu przyjemnie się słucha, bo wpadają w ucho, a melodie nie uciekają z pamięci. Klimat zalatuje trochę grungem, trochę stonerem, klawisze przywołują na myśl klasyków Spiritual Beggars.

MORNE – Asylum (Profound Lore)

Właściwie trudno powiedzieć czy to sludge, stoner, doom metal czy hardcore, bo styl Morne zupełnie wymyka się łatwej klasyfikacji. Po debiucie „Untold Wait”, kapela w której na gitarze udziela się fundament kultowego Grief Jeff Hayward, poszła odważnie naprzód i skomponowała epicki materiał z dużym rozmachem. Kilkunastominutowe kawałki osadzone na bardzo tłustych riffach i miarowym biciu perkusji, prą jak buldożer, zmiatając z oczu żelbetonowe konstrukcje.

MOURNFUL CONGREGATION – The Book of Kings (Osmose)

Po takiej płycie jak rewelacyjna “The June Frost” nie miałem już żadnych oczekiwań wobec Australijczyków. Czwartym albumem przebili jednak wszystkie swoje poprzednie nagrania i to w sposób dobitny. „The Book of Kings” to tylko cztery numery, ale zegar dobija ponad siedemdziesięciu minut. Piękny, poetycki, przestrzenny funeral doom metal, wielka aria przygnębienia i depresji. Prosta forma, potęga nastroju, serce bije jak po dużej dawce środków uspokajających, czas zapaść w ostatni sen.

TOMBS – Path of Totality (Relapse)

Nihilistyczny black metal punk w wykonaniu nowojorskiego trio to emocjonalna petarda i reaktor energii. Debiut „Winter Hours” był bardziej bezpośredni i prostszy w formie. Teraz kapela uderzyła bardziej pogmatwanymi numerami, które wymagają odrobinę cierpliwości słuchacza. Płyta wciąga, mieli na proch i wypluwa. Potem nie ma już nic.

THE GATES OF SLUMBER – The Wretch (Rise Above)

Nikt w 2011 nie nagrał takiej tradycyjnej doom metalowej płyty jak ci Amerykanie. Bezpośredni spadkobiercy brzmienia Saint Vitus, swoim piątym albumem osiągnęli top w rzeźbieniu posępnych, napędzanych gitarowym paliwem, pomników autentycznie ciężkiego grania. Szczególnie teraz po odejściu Cathedral, to trzej brodacze z Indianapolis wychodzą na liderów w tej kategorii wagowej.

VALLENFYRE – A Fragile King (Century Media)

Trudno było się spodziewać takiej płyty po Gregu Mackintoshu, ponieważ Paradise Lost nigdy nie grało tak ciężko i brutalnie. Widocznie zatęsknił za starym dobrym brzmieniem takich kapel jak Bolt Thrower czy Autopsy i postanowił zrobić coś oldschoolowego z wykopem. Gdy instrumenty pielęgnują ludzie z My Dying Bride, At the Gates czy Doom, efekt nie może zostawiać obojętnym. Jedenaście surowych kawałków death metalowego spustoszenia i zakały.

Inne płyty 2011 roku, o których należy pamiętać:

Altar of Plagues – Mammal

Ancient VVisdom – A Godlike Inferno

Bloodthirst – Żądza krwi

Diocletian – War of All Against All

Kat – Biało-czarna

Krallice – Diotima

Miasmal – Miasmal

Ravencult – Morbid Blood

Seagulls Insane and Swans Deceased Mining out the Void – st

The Rotted – Ad Nauseam

Wolvhammer – The Obsidian Plains

Polski wydawca roku 2011: Witching Hour (Azarath, Voidhanger, Nomad, Deus Mortem, Seagulls Insane and Swans Deceased Mining out the Void, Supreme Lord)

Zespoły, na których płyty czekam w 2012:

Asphyx, Beaten Back to Pure, Emptiness, Eyehategod, Evoken, Neurosis, Saint Vitus.

Adam Drzewucki