OBYWATEL G.C. – Tak! Tak! (Polskie Nagrania)

Jestem pewien, że spora część czytelników marszczy teraz czoło, unosi brew i przewija stronę w dół aby sprawdzić, który z szanownych redaktorów do reszty stracił rozum. Obywatel G.C. na Violence Online? W cyklu o „zapomnianych” płytach? Tak, tak, ten podpisany niżej to niestety ja i jeśli to ma być kolejna kartka w moim pamiętniku, to na liście „albumów formatywnych” nie może zabraknąć rekolekcji z drugiego solowego albumu Grzegorza Ciechowskiego.

Kluczową sprawą jest fakt, że „Tak! Tak!” towarzyszy mi od dzieciństwa jako jedna z tych płyt, które wynosi się z domu (w moim przypadku – dosłownie). Wciśnięta w samochodowyObywatel GC odtwarzacz kaseta emitowała stały soundtrack pod wożonko Fiatem 126p ulicami Gdańska. Ten obraz zapisał się w głowie małego Bartka i pozostał z nim do dziś. Któregoś dnia zapytam ojca, czemu straszył swojego pierworodnego „Piosenką Kata”, której słuchanie było dla mnie doznaniem transgresywnym jak kilka lat później leczenie kaca pod pierwszą płytę Diamandy Galás. Pamiętam, że nic nie rozumiałem z tej muzyki, o czym ten pan śpiewa i dlaczego tak głośno. Ani czemu jedna piosenka jest spokojna, a druga hałaśliwa. Zostało we mnie uczucie niepokoju i kontrastu z ciepłą domową atmosferą, w którą nagle wbijał się Obywatel G.C. krzycząc, że zaraz zbije lustro i mamrocząc, że w niebie umarłych nikt nie grzebie.

Przypuszczam, że takie wstrząsające traumy były udziałem całego mojego pokolenia 8-10-latków skrzywdzonych polską muzyką. Płyta „Tak! Tak!” rozeszła się wówczas w nakładzie 300 tysięcy egzemplarzy, który pomnożony przez rozprowadzane wśród znajomych kasetowe kopie daje imponujący z dzisiejszego punktu widzenia zasięg. Potem jednak płyta popadła w pewne zapomnienie i aż do reedycji z 2011 roku wyleciała z pierwszego obiegu. Oczywiście utwór tytułowy i „Nie pytaj o Polskę” regularnie grzmiały z radia między jednym Hey’em a drugą IRĄ, ale mało kto kojarzył je z całą płytą i innymi piosenkami z niej. W międzyczasie lat 90. Grzegorz Ciechowski nagrał średnie płyty z Republiką, świetnie odnalazł się jako producent i autor cudzego repertuaru i sterroryzował cały kraj koszmarkiem o piejących, piejących kurach. Aż niespodziewanie odszedł na „planetę, na której nie ma zim”.

Przedwczesna śmierć Ciechowskiego uruchomiła tsunami potwornych inicjatyw „w hołdzie”, która zalewa nas po dziś dzień. Od kilkunastu lat, regularnie obserwujemy ekshumację repertuaru Republiki i, w mniejszym stopniu, Obywatela G.C. Pustkę po wybitnym autorze zapychają wszyscy: szansonistki-sieroty po festiwalu w Sopocie, prawilni hiphopowcy, pstrokaci rockmani i starzejące się gwiazdy alternatywy. Benefisy, trasy, tribute-albumy i ekskluzywne koncerty z orkiestrą mielą schedę po Ciechowskim jak dobre żarna. Pewnie odpowiadają w ten sposób na zapotrzebowanie publiki, która wciąż głosuje nogami, ale przede wszystkim przypominają, że drugiego takiego Obywatela już nie będzie. A oryginału nikt nie przeskoczy, choćby „Nowe Sytuacje” przerobić na operę i wystawić w La Scali.Obywatel2

I tylko „Tak! Tak!” nie pokłonił się nikt poza wspomnianym Eldo, którego interpretacja „Nie Pytaj o Polskę” w stylu „przejęty uczeń na pierwszowrześniowej akademii” wywołuje łzawienie oczu. W gruncie rzeczy nie dziwi mnie to specjalnie. Prawda jest taka, że ten konkretny album Ciechowskiego brzmi dziś archaicznie i w odróżnieniu od płyt Republiki z lat 80., muzycznie broni się słabo. Korgi Wojciecha Karolaka brzmiały nieświeżo pięć minut po nagraniu, chórki Małgorzaty Potockiej wypadają pociesznie, emocjonalny patos drażni podbijany klawiszowymi melodiami a’la „próba Genesis”. Same piosenki są świetne, ale drętwe wykonanie jazzmanów z łapanki (Ścierański, Torres, Karolak) kotwiczy je w minionej epoce, bo nic nie starzeje się tak szybko jak nowinki.

Z perspektywy dwudziestu-kilku lat osadzenie w konkretnym czasie decyduje o słabości muzyki na „Tak! Tak!”, ale to samo stanowi o sile tekstów. Ta płyta to znerwicowany „nowofalowy pop moralnego niepokoju”, dokumentujący szarpanie się szarego człowieka z polską rzeczywistością epoki taktakprzemian ustrojowych. Ten szary człowiek męczy się ze otoczeniem, w którym przyszło mu żyć („Nie Pytaj o Polskę”), ze skundleniem zaszczutego społeczeństwa („Piosenka kata”) i z samym sobą („Tak… Tak… to ja”). Wie już wie, że istnieją lepsze miejsca („Podróż do ciepłych krajów”), i sprzedałby duszę za bilet w jedną stronę („Depesza do producenta”), ale te marzenia to wciąż tylko głupie filmy w telewizji i cudze wspomnienia („Ani ja, ani ty”).

„Tak! Tak!” to w pewnym sensie siostrzana płyta „Nowej Aleksandrii”. Oddycha dymem z tych samych kominów i bije pięściami w ten sam beton. Gdzie Tomasz Adamski artykułował pięć słów pod trzy dźwięki, tam Ciechowski oferuje popowy rozmach i przystępność, choć też w nowofalowym prochowcu. Minimalizm Siekiery lepiej zniósł szczęki czasu, ale „Tak! Tak!” broni się autentycznością, którą podszyta jest nieco przestylizowana forma. Podobnie jak „Nowa Aleksandria”, pozostaje cennym zapisem pewnej epoki, która słusznie minęła, ale refleksje są – niestety – trafne do dziś. I pewnie o dziesięciolecia przeżyją swojego autora.

Bartosz Cieślak