METALFEST 2013 – rozmowa ze Szczurem (KnockOut Productions)

Mocna muza to gitara, pot, smród fajek i piwa. No i koncerty. Bez nich nie byłoby weryfikacji zespołowej arogancji. Nie byłoby adrenaliny i wielu innych rzeczy, które decydują o tym, że nadal, od kilku dekad, spocony gość na scenie, w dodatku dzierżący w łapach gitarę, przyprawia nie tylko płeć piękną o zawrót głowy. Gdzieś za kulisami, za sprzętem i ekipą techniczną, uwija się ktoś, bez kogo nie byłoby imprezy – organizator. Od pojedynczego człowieka, robiącego DIY szoł w klubiku na dwadzieścia osób, aż po poważne agencje, organizujące wielkie festiwale. Takie jak  METALFEST, który rusza już 20 czerwca w Jaworznie. Organizatorem jest znany i lubiany KnockOutProductions, z którego połowicą, sympatycznym Szczurem, przeprowadziliśmy rozmowę. Nie tylko o festiwalu…

Na dobry początek – opowiedz, jakie grzechy przywiodły Cię do muzyki rockowej i metalowej? Mama biła w dzieciństwie i dlatego słuchasz ciężkiego grania? Co Cię w nim fascynuje?

Szczur pozdrawia!

Szczur pozdrawia!

To wszystko przez mojego tatę. Ja mam wrażenie, że nigdy nie słuchałem np. The Doors po raz pierwszy, bo od kiedy pamiętam, wokół mnie zawsze była muzyka. Właśnie The Doors, Pink Floyd, Zeppelini… Nie słucham tylko mocnej muzyki. Ale to, co mi się w niej najbardziej podoba to różnorodność, energia i autentyczność. Plus oczywiście koncerty, które w wykonaniu dobrego bandu są esencją mocnej muzyki.

Wiadomo, że scena muzyczna jest dzisiaj podzielona na różne frakcje, odłamy style itp. itd. Czy kiedykolwiek deklarowałeś jakąś przynależność, byłeś punkiem, metalowcem czy hip-hopowcem?

No właśnie o to chodzi, że nigdy tak nie miałem. To nie było dla mnie istotne – wygląd czy jakaś konkretna postawa. Może właśnie min przez to, że słucham wszystkiego, co w moim mniemaniu dobre: od rapu, jezzu, przez elektronikę, HC, skończywszy na grind-core. Totalnie bez sensu wyglądałby miks tych wszystkich subkultur na jednej osobie, he, he… Nie ocenia się płyty po okładce, tak samo z ludźmi (śmiech…).

Pamiętasz jeszcze, jaki pierwszy koncert świadomie zaliczyłeś i jakie okoliczności temu towarzyszyły?

Nie jestem pewien, szczerze powiedziawszy, to mogło być Guano Apes w Proximie. Nie pamiętam …

Od lat obijasz się po scenie stołecznej – możesz wymienić, jakie zespoły, z którymi zetknąłeś się w swoim życiu zrobiły na Tobie wrażenie? Bardziej cenisz grupy ze względu na ich możliwości jako muzyków, czy bardziej interesuje Cię, jakimi są ludźmi?

Zdecydowanie opcja numer dwa. Gdybym nie robił tego, co robię, nie wyobrażam sobie, bym powiedział dobre słowo o np. zespole Sabaton (śmiech…). Totalnie nie jest to moja bajka. Ale wiele czasu spędziłem z chłopakami i kiedy ktoś teraz po nich „jedzie”, zawsze ich bronię. To są mega mili, prawdziwi, zaangażowani w to co robią kolesie. A kto zrobił na mnie pozytywne wrażenie? Na pewno Gojira, na pewno Cannibal Corpse, Suffocation, Trivium, H2O, Sworn Enemy… generalnie zespoły albo są bardzo w porządku albo po prostu normalne. Całe szczęście, rzadko zdarzają się gbury i gwiazdeczki.

Kiedy wpadłeś na pomysł, że fajnie byłoby stać po drugiej stronie i organizować, obsługiwać koncerty? Czy to daje jakieś – że tak to ujmę – poczucie władzy?

Pierwszy koncert zrobiłem w 2003 roku zupełnie dla zajawy, z inicjatywy prawie DIY (prawie, bo próbowaliśmy wykombinować sponsorów). Z perspektywy czasu myślę, że sporo rzeczy można było zrobić lepiej, ale i tak jak najpierwszy raz wyszło ekstra. Pamiętam sporo stresu, by przyszli ludzie, by wszystko się zgadzało… Jak zszedłem na dół do klubu i zobaczyłem ponad 300 osób z których połowa się bawiła, miałem ciarki na plecach. Te koncerty nazwały się „Independent Arena” i zagrali na nich (jak to bywa często) sami znajomi: None, Headfirst, Ametria i Deadline. Odbyło się to w klubie „Paragraf 51” na Skrze. Na bank nie przypuszczałem, że to się wszystko tak rozwinie. A bycie promotorem to żadna władza. To kupa obowiązków, spore ryzyko, ale też cała masa satysfakcji i zabawy.

Przygotowywanie imprez to duże wyzwanie, tak logistyczne jak i artystyczne. Z czym są największe problemy?

Rzadko zdarzają się ridery, które byłyby problemem. Problemem bywa frekwencja na koncertach. Smutne jest to, że ludzie bardzo często olewają coś, czego nie znają. Zupełnie nie chcą poznać czegoś nowego, zaryzykować. Szkoda, że tak ciężko jest zainteresować kogoś koncertem, który na pewno będzie dobry. Tak było np. z gigami The Ocean, Burst i Bison DC, tak było ostatnio z Bleeding Throught czy np. Nasum (gdzie, umówmy się, prawie 200 osób to raczej słaby wynik).

Jeśli miałbyś wymienić najlepszy i najgorszy koncert, do jakiego przyłożyłeś rękę?

Pod względem muzycznym czy imprezowym? Najlepszy muzycznie: Sworn Enemy & 100 Demons, Napalm Death & Suffo, Blindead nie raz, Nasum, Molesta Ewenement… Najlepszym imprezowo: zdecydowanie tego jest za dużo. Najgorszy? Było parę koncertów, które zupełnie nie były dla mnie muzycznie, ale to tylko kwestia gustu. Fani tych zespołów i tak wychodzili zachwyceni. I o to chodzi!

KnockOut Productions to dzisiaj potentat na rynku imprez niezależnych, w szczególności metalowych – możesz zdradzić kulisy działalności tego molocha? Co jest podstawą, jakie są założenia przy doborze imprez?

Jejku, jaki potentat i moloch? Serio tak to wygląda? To chyba miłe (śmiech…). Do tego roku robiliśmy te koncerty we dwóch: Toma i ja. Od jakiegoś czasu działa z nami nasza kochana Kasia. I to tyle. Nie jesteśmy jakąś korporacją czy ogromną firmą. Robimy swoje i to, delikatnie mówiąc, nas kręci. Oczywiście, mamy ogromną grupę znajomych (min UnWorking Crew!), która nam pomaga i bez nich nie dalibyśmy rady i wielkia piona dla nich za to ! Założenie? Nie ma takiego; robimy wszystko, co naszym skromnym zdaniem ma sens.

Czy kryterium decyzji odnośnie jakiejś trasy czy koncertu jest strona ekonomiczna, czy fascynacja danym zespołem? Co decyduje o wyborze?

Jak już wspominałem, zrobiliśmy koncerty, którymi się strasznie jaraliśmy a wyszła, niestety, wtopa. Ale dzięki temu, że robimy dużo „różnych” gigów, czymś innym można tę wtopę „pokryć”. Oczywiście, ekonomiczna akcja jest bardzo istotna, bo gaża dla artysty musi się zgadzać, ale nie jest to najważniejszy czynnik przy decyzji czy coś bookujemy czy nie.

same plusy

same plusy

Czy istnieje coś takiego jak konkurencja na rynku, typu podbieranie sobie zespołów, podkładanie nóg itd. Pytanie o tyle zasadne, że w Polsce zawsze ciężko było prowadzić działalność?

Zdarzają się takie sytuacje. Ale ten rynek jest na tyle mały, że jak ktoś zrobi jakieś chamstwo, bardzo szybko to wychodzi na jaw i wiadomo kogo unikać. Generalnie wszyscy są jakoś ze sobą powiązani. Małe koncerty DIY w podziemiu są moim zdaniem tak samo istotne (albo może i bardziej) niż jakieś Madonny czy inne Coldplaye.

Przejdźmy zatem do MetalFestu, czyli Waszego dziecka. Nie ma co ukrywać, że głównymi wzorcami, jak dla mnie, są tu festiwale Brutal Assault i Wacken Open Air – czy faktycznie obserwując te wydarzenia przygotowywaliście MF?

MetalFest rozpiska godzinowa

MetalFest rozpiska godzinowa

To nie do końca tak. W zeszłym roku line-up MetalFest był zbliżony we wszystkich krajach. Byliśmy ograniczeni do danego pakietu zespołów i z nich stworzyliśmy tamten skład (min Megadeath, Kreator, W.A.S.P., Soulfly itp.). To był właśnie skład w klimacie Wacken. Przy tegorocznej edycji mieliśmy 100% swobody przy wybieraniu składu. Nie ukrywamy, że naszymi inspiracjami są festiwale With Full Force czy właśnie Brutal. Chodzi o to, by było różnorodnie, na poziomie i ciekawie. Mam nadzieje, że mniej więcej nam się to udało.

Co jest największą trudnością w organizacji takiego wydarzenia? Lokalizacja, sprawy administracyjne?

Zdecydowanie logistyka. Proces bookowania zespołów na takie duże wydarzenie jest długi i skomplikowany. Jest też bardzo dużo papierkowej, męczącej roboty. Koncesje, zezwolenia itp. Ale organizowanie takiego wydarzenia ma zdecydowanie więcej plusów niż minusów.

Kilka słów o historii tego wydarzenia – co utkwiło Wam szczególnie w pamięci?

To był nasz pierwszy festiwal, więc wszystko mam w pamięci i nie zapomnę tego do końca życia. Czwartek przed otwarciem festiwalu i pierwszy dzień, kiedy festiwal grał, były dla mnie najbardziej zapracowanymi chwilami w życiu. Wstaliśmy, by wszystko ogarniać o 6 rano, kiedy się zorientowałem była już 16, a położyłem się chyba o 2 w nocy, zastanawiając się, kiedy ten dzień minął. Fajna sprawa (śmiech…).

Ile osób, jeśli chodzi o personel, obsługuje festiwal?

W tym roku będzie nas, nie licząc ochrony i techniki od sceny, około 120 osób. I w 90% są to nasi znajomi, więc się już doczekać nie mogę (śmiech…).

Dobór kapel. Temat kontrowersyjny i subiektywny. Jak wiadomo, wszystkim się nie dogodzi. Jaki jest klucz i jak wyglądają negocjacje z zespołami?

Nam chodzi o to, by było różnorodnie, ciekawie i na poziomie. Nie chcemy się ograniczać tylko do thrashu czy heavy. W każdej stylistyce znajdują się zespoły, które warto zaprezentować szerszej publiczności. Taki klimat festiwali idealnie się sprawdza na zachodzie, więc mamy nadzieję, że u nas też się to przyjmie. Jeśli sprawdzisz sobie np. Veil Of Maya i Ci nie podejdzie, to jest tysiąc innych rzeczy, które możesz zrobić w międzyczasie na festiwalu i czekasz na np. Finntroll’a. O to chodzi w dobrych festiwalach: skład powinien być przekrojowy, ale jednocześnie trzymający się danej koncepcji.

 DOWN - jeden z gwoździ tegorocznego MetalFestu...

DOWN – jeden z gwoździ tegorocznego MetalFestu…

Jakie macie oczekiwania, jeśli chodzi o tegoroczną imprezę?

Chcielibyśmy, by było lepiej frekwencyjnie niż w zeszłym roku. A patrząc po przedsprzedaży i zainteresowaniu, jest to bardzo realne. Konsekwentne budowanie renomy festiwalu to jedna z najważniejszych rzeczy.

Subiektywnie – które występy będą, Twoim zdaniem, gwoździem imprezy w tym roku?

Dla mnie Red Fang, Karma To Burn, Down, Entombed (niestety już nie Dillinger). Strasznie się tego doczekać nie mogę. Chętnie pośpiewam przy Accept czy Volbeat… Dużo się będzie działo, oj dużo (śmiech…).

Interesuje mnie, ile trzeba sprzedać biletów, ile osób musi pojawić się na MF, by można było uznać, że budżet został domknięty?

W tym temacie nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej (śmiech). Jeśli uda się poprawić zeszłoroczny wynik, to będzie super (w 2012 roku przez 3 dni MetalFest odwiedziło 10 tysięcy osób).

Jak wygląda współpraca z gminą Jaworzno odnośnie organizacji takiego dużego wydarzenia – pełny support, czy mozolne przełamywanie lodów?

Jesteśmy bardzo wdzięczni władzom Jaworzna za zaufanie i pomoc. Naprawdę, super jest ich mieć „po swojej stronie”. Dużo nam pomagają i jesteśmy im bardzo wdzięczni za to. Pozdrawiamy serdecznie!

I na koniec wolne wnioski…

Koncerty są kwintesencją muzyki. Nie YouTube czy inne substytuty. Chodźcie na koncerty i wspierajcie artystów, którymi się jaracie, bo ciarki na ciele od dobrej muzyki są jedną z najfajniejszych rzeczy na świecie… Pozdrawiamy! Knock Out Productions!

Rozmawiał Arek Lerch

Fota koncertowa: Janek Fronczak