KATATONIA – Discouraged Ones (Avantgarde Music)

Końcówka lat 90. to chyba najciekawszy okres w muzyce metalowej. Tak, najciekawszy. Nigdy wcześniej ani później kapele kojarzone z ujmującą niezależnością i rozpalającym wnętrza buntem nie rozsierdziły tak negatywnych emocji w sercach swych nawet najzagorzalszych fanów. A przecież dalej był to niemiłosierny bunt i kurczowy związek ze słynnym „my way or highway”. Jak bowiem określić kompletną transformację stylistyczną i zdefiniowanie siebie na nowo? Popatrzcie na Paradise Lost. Jak bezczelnym trzeba być, aby po kochanym na każdym krańcu świata „Draconian Times” wypuścić synth-popowe „One Second” i utrzymane w do bólu depresyjnej estetyce „Host”? Jak głęboko w swych odwłokach miała fanów Sepultura, która od „Roots” uskuteczniała loty w plemienne krańce dzikiej Brazylii? Czy Dave Mustaine nie okazał się prawdziwym chamem, gdy 16 lat temu dokonał pastiszu BonJovi? Bohaterowie tego tekstu prawdopodobnie jako jedyni nie dostali po głowach za nagłe zmodernizowanie brzmienia. Dlaczego? Ano dlatego, że – o ironio – dopiero po przejściu w rejony zarezerwowane dla hilarystycznie wręcz podkreślających swój smutek i niezrozumienie gotek, Katatonia wreszcie została dostrzeżona na szerszym poletku.

Tak, tak. Stanowiące już żelazną klasykę obleczonego w potężne melodie death/doom „Dance of December Souls” i „Brave Murder Day” zostały należycie docenione kilka ładnych lat po premierze. Kto wie, czy Szwedzi nie kultywowaliby tworzenia w tej konwencji, gdyby nie nagła niedyspozycja wokalna Jonasa. Szczęście w nieszczęściu, bo to właśnie ona otworzyła przed Skandynawami rozdział, z którego czerpią hektolitrami po dziś dzień. Wydaje się to nierealne, ale schematycznie „Discouraged Ones” wcale nie jest tak różne od miażdżącego „Brave Murder Day”. Piosenki dalej swe zręby mają w kilku dosadnych, melodyjnych riffach i monotonnej – chciałoby się rzec – sekcji rytmicznej. Zresztą, między jedną a drugą nie ma tak naprawdę wyraźnie zarysowanego podziału, co tylko umacnia spójną strukturę i perfekcyjne operowanie harmoniami. Dużo zrobiło zatem wykastrowanie i złagodzenie nagrań i wspomniany wcześniej Jonas. Tak, ten wzorowy nihilista już w kawałku „Day” zademonstrował małą próbkę swych intrygujących możliwości. Trzeci długograj Katatonii tylko potwierdził, jak duży potencjał drzemie w jego głosie. Wyobrażacie sobie jeszcze bardziej pozbawionego sensu istnienia Roberta Smitha? Nie? Jonas to perfekcyjne uosobienie tych słów.Katatonia

A że do unoszącej się w eterze aury spotęgowanego bólu istnienia potrzeba jeszcze sprzyjających ku temu liryków, Jonas wzorowo wymaganiu sprostał. Osnowa liryczna „Discouraged Ones” to prawdziwie dekadencka poezja stanowiąca brakujące ogniwo między świadomością rodem z sennych koszmarów a ograniczonym bytem na Ziemi. Zwłaszcza w singlowym „Saw You Drown” Renkse doszedł do apogeum prawdziwie wzruszającego smutku i przemijania. Anders zaś znowu pełnymi garściami czerpał z rzewnych melodii serwowanych obficie przez Grega Mackintosha. Oczywiście,1315047775mzd sprawnie przeniósł owe na swój grunt i subtelnej melodyce nadał nieco niechlujnego, spowitego brudem wydźwięku. Chociaż Nystrom także nie stronił od swoistego wachlarzu dźwiękowego. Takiego „Instrumental” nie powstydziliby się prog rockowcy, a kruszące wewnętrzne demony „Gone” w absolutnie świetny sposób porusza prostotą i oszczędnym dawkowaniem uczuć. Negatywnych oczywiście.

Na dzień dzisiejszy szwedzka ekipa para się, jak to oni sami określają, atmosferycznym metalem. Czy ich świeże dokonania są mierne? W żadnym wypadku, ale można poczuć się zawiedzionym, kiedy do świadomości dojdzie już, że jesienny, niepowtarzalny klimat „Discouraged Ones” i „Tonight’s Decision” zniknął na dobre, niczym smuga pozostawiona na bezchmurnym niebie…

Łukasz Brzozowski