GET IN THE SKM – Część piąta i ostatnia: Na dwoje babka wróżyła.

Jak każda podróż, tak i nasza wyprawa SKM-ką musi mieć swój finał. I właśnie teraz świat zaniemówił w napięciu, podczas gdy autor starannie dobiera słowa do swojej ostatecznej z nim rozprawy. Czy poleje się niewinna krew? Czy popłyną dziecka łzy? Czy ukręcony z ekskrementów bat zemsty spadnie na kark ludzkości? A może na koniec wszystkie te mniej lub bardziej poważne wywody obrócimy w żart, chowając się za niezmiennie bezpieczną maską cynizmu? Płonie już ten lont i zaraz zobaczmy co się stanie…

Przy okazji relacji z koncertu Leprous mój przyjaciel Kuba ubiegł mnie nieco wspominając, iż nie wierzę w przypadki. Otóż faktycznie coraz trudniej mi w nie wierzyć, szczególnie jeśli poważnie potraktuję coś takiego jak rachunek prawdopodobieństwa. Oczywiście, wszystko to jest tak naprawdę kwestią interpretacji, więc na dłuższą metę sprawa w żadnym razie nie jest pewna, ale wiara ma ten zasadniczy plus, że każdy może sobie wierzyć w to, co chce. Przyjmijmy więc na chwilę, że przypadków nie ma i że wszystko co nas na naszej drodze spotyka ma jakimś tam głębszy sens. Sens ten objawi się nam jednak dopiero z perspektywy czasu, bo zdarzenia oceniane na gorąco jako złe mogą przecież mieć dla nas pozytywne konsekwencje. I na odwrót. Ale też samo to, że naszym życiem nie kieruje przypadek nie musi jeszcze oznaczać niczego dobrego. Niektóre stworzenia nieprzypadkowo trafiają do naszych lodówek i na nasze stoły, i tego rodzaju determinizm na pewno nie uwiedzie ich serduszek zanim je skonsumujemy.

Co zatem chcesz nam przekazać z pomocą całej tej paplaniny, drogi Michale? Czy mając pole do popisu w postaci tej odrobiny miejsca na Violence nie upajasz się po prostu samym sobą? Poniekąd łapię się na tym, że mając z grubsza pozytywne intencje, myśli swoje wyrażam z gracją słonia zamkniętego w składzie porcelany. Jest ten słoń stworzeniem wesołym i radośnie trąbą swą wywija, zazwyczaj jednak nie do końca uświadamiając sobie jakie mogą być skutki tego baletu. Mam jednak nadzieję, że będą one z grubsza pozytywne i że jeśli czytelnik nie wyciągnął z tych tekstów żadnej budującej myśli, to chociaż dostarczyły mu one odrobinę rozrywki. Albo przynajmniej dowiedział się, co to właściwie jest to całe SKM.

 Na dwoje babka wróżyła

Na dwoje babka wróżyła

A przecież tak naprawdę i tak się nie rozumiemy, bo tego rodzaju komunikacja między ludźmi pozostawia zbyt duże pole do interpretacji. To samo zdanie może nabrać zupełnie innego znaczenia gdy wypowiemy je na głos, a na papierze czy ekranie nawet niewinny żart może w głowie odbiorcy tej treści zamienić się w szyderczy przytyk, a luźna uwaga w nieodwracalny wyrok. Pozbawieni części informacji przekazywanej z pomocą dźwięku skazani jesteśmy na odgadywanie zabarwienia emocjonalnego z kontekstu, co bywa bardzo trudne.

Wygląda jednak na to, że niżej podpisany się z tym nie liczy i właśnie z pomocą tekstu próbuje jakoś te swoje przemyślenia wyrazić. Może nie zawsze wprost i pewnie nie zawsze z sensem, ale nawet jeśli najbardziej spostrzegawczy czytelnik i tak nie rozgryzie tych wszystkich mniejszych i większych rebusików, to i bez tego cel autora został osiągnięty. Pozbył on się bowiem z głowy tego, co wyjść z niej chciało i tę jedną nietypową podróż z czytelnikami może już zakończyć. Czy jednak wierzy on tak naprawdę w przeznaczenie, wróżby, czary wszelakie i zabobony? I, co najważniejsze, czy wierzy w nie ta babka, co na dwoje wróżyła? Oto jest pytanie, a nie jakieś tam „być albo nie być”.

Michał Spryszak