DIABOLIQUE – w pracy, w domu, w lesie – w dresie, odcinek II

Majówka to nie przelewki. Święto, słońce, zielone drzewa, przyroda eksploduje, wszyscy oddychają pełną piersią. Czyż to nie jest dobry moment, żeby… zejść do śmierdzącego klubu i wciągnąć zapach potu, piwa i fajek? Oczywiście, bo metal to nie rurki z kremem, tylko poważna sprawa. Jak bardzo poważna? Tak jak wizerunek, bo metal musi mieć ponurą minę i mnóstwo, mnóstwo skóry i żelaza, choć wszystko zaczyna się od slipek. Bo z Desecratorem i Abbadonem rozstaliśmy się właśnie w takim, mało poważnym momencie. Czas na docinek drugi… 

Desecrator i Abbadon zakładają na siebie spodnie ze skóry, ćwiekowane pasy, kolce, łańcuchy i „służbowe” T-shirty. Pomagają sobie nawzajem. Przez cały czas rozmawiają.

DESECRATOR

Nie mów, że ty też chcesz odejść.

ABBADON

Nie mówię.

DESECRATOR

Ale chcesz, nie?

ABBADON

Nie wiem, myślę. Pomożesz mi z paskiem?

DESECRATOR

Dobra, potem ty mi. Misiek ci namieszał w głowie, tak?

ABBADON

Nie, mam swoje powody. Ciaśniej trochę.

DESECRATOR

Jakie? Może być?

ABBADON

Osobiste. Nie, no luźniej teraz.

DESECRATOR

Czekaj. Już. Teraz ty. Nawróciłeś się? U Licy będziesz bębnił? Czy u Szcześniaka może? Nie, no, nie aż tak ciasno.

ABBADON

Śmieszne bardzo. Teraz dobrze? Przytyłeś, widzę.

DESECRATOR

Dobrze. Nic nie przytyłem, co ty gadasz. To się kurczy przecież. Czekaj, jeszcze łańcuch.

ABBADON

Gdzie?

DESECRATOR

Tu i tu. Tylko żeby mi się nie pętał pod kolanami.

ABBADON

Łańcuch też ci się skurczył. Dobrze jest?

DESECRATOR

Ujdzie. Ty nie zakładasz swoich?

ABBADON

Nie, kolce tylko.

DESECRATOR

Gdzie są? A, dobra, widzę. Ała!!! Kurwa, jakie to ostre. Gdzie?

ABBADON

W pasie.

DESECRATOR

Żeby zwisało?

ABBADON

Nie, ciasno.

DESECRATOR

Ok. Może być?

ABBADON

Może.

DESECRATOR

Uff. Buty teraz.

Siadają na którejś z kanap. Biorą się za buty.

DESECRATOR

O Jezu, jak ja tego nienawidzę.

ABBADON

Za ciężkie masz.

DESECRATOR

Nie, za ciasne.

ABBADON

Ty rośniesz jeszcze czy jak?

DESECRATOR

O, widzę, że koledze się nagle humor poprawił.

ABBADON

Nie, wkurwiasz mnie już po prostu.

DESECRATOR

No co? Od początku były za ciasne.

ABBADON

To trzeba było kupić inne.

DESECRATOR

A widziałeś kiedyś w CCC takie eleganckie papcie? Przecież ja je z naszej pierwszej trasy po Japonii przywiozłem. Z sex-shopu w Nagasace. Nie pamiętasz?

ABBADON

Nagasaka to mi się jednak z czym innym kojarzy.

DESECRATOR

Za dużo Wołoszańskiego oglądasz. Ciebie twoje nie piją?

ABBADON

Ja sobie męskie kupiłem.

DESECRATOR

Doceniam żart. Forma wraca, widzę. Złapiesz mi pasek?

ABBADON

Ten?

DESECRATOR

Nie, ten drugi. Niżej. O, i mocno teraz. Dobra, dzięki.

ABBADON

Wytrzymasz?

DESECRATOR

Zawsze wytrzymuję. Ale bisy, powiem ci, są dla mnie najgorsze. Człowiek się odpręża, schodzi do garderoby, szluga wypala, a tu trzeba znowu. Hip-hopowcy to jednak mają zajebiście. W pracy, w domu, w lesie – w dresie.

ABBADON

Uhm. Inny komfort pracy. Nic tylko zazdrościć.

DESECRATOR

Ale kierownik się podobno z Tedem, czy jak mu tam, zwąchał ostatnio, chyba na Onecie czytałem, czy na Wirtualnej, więc może niedługo kupi nam adidasy i też będziemy mieli fajnie.

Desecrator rozpiera się na kanapie. Obaj milczą przez chwilę.

DESECRATOR

Kurwa, jeszcze te makijaże jebane.

Desecrator wstaje, podchodzi do toaletki, siada, wyjmuje z szuflad farby, zaczyna nakładać je na twarz. Abbadon dołącza do niego, jakiś czas malują się w milczeniu. Z wprawą robią sobie profesjonalny blackmetalowy makijaż. W końcu – nie przerywając swoich kosmetycznych działań – znowu zaczynają rozmawiać.

DESECRATOR

Ty, jak już tak sobie szczerze gadamy…

ABBADON

To ty ciągle gadasz.

DESECRATOR

…to ja ci szczerze powiem, że ty masz złą strategię. Dobrze mam wokół oczu?

ABBADON

Dobrze. Przy lewym za dużo trochę. Jaką niby mam strategię?

DESECRATOR

Tu?

ABBADON

Przy moim lewym.

DESECRATOR

Aha. Sentymenty tobą kierują. Jesteś w tym biznesie prawie dwadzieścia lat, a zachowujesz się jak frajer.

ABBADON

Ty nic nie kumasz, Jacek. Przy lewym, mówię!

DSECRATOR

Tu? Dobra. Kumam, kumam, człowieku-man. Razem zaczynaliście, razem zakładaliście Beliala, ale to było dawno. Kierownik ma nas w dupie i tyle. Ciebie też. Jesteśmy najemnikami. Musisz się z tym pogodzić. Niesymetrycznie ci wyszło.

ABBADON

Gdzie?

DESECRATOR

Przy prawym oczodole. Prawym!

ABBADON

Ja się z tym już dawno pogodziłem. To ty się ciągle rzucasz.

DESECRATOR

Ja się nie rzucam, ja tylko z dystansu komentuję rzeczywistość. Człowieku, ja myślę sobie tak – jestem dziesięć lat w Belialu, jest dobrze, ale ja mam własną kapelę, ja mam Mephistophelesa, sam tam rządzę, trzecią płytę właśnie robimy, złapaliśmy dobry kontrakt, i Belial nie jest dla mnie żadnym priorytetem, ale w CV się przyda. O, teraz lepiej.

ABBADON

Kierownikowi też tak mówiłeś? Bo nie słyszałem jakoś. Weź ty się przejrzyj w lustrze, co?

DESECRATOR

A co? Aha, tutaj, już poprawiam. A przed nim to ja się tłumaczył nie będę. Robię swoje po cichu. Jak będę miał dość, to spadam. Wiesz, Belial to jest korporacja, jakby co, ja mogę w każdej chwili odejść na swoje. I ty też. Przecież gościnnie bębnisz w Blaspherereionie i Crucifixation, nie? Też możesz przejść tam na stałe. Człowieku, ty jesteś najlepszym metalowym pałkerem w tym kraju, może nawet w Europie, jednym z lepszych na świecie, ty się nie powinieneś niczym przejmować.

Abbadon zaczyna ciężko oddychać. Desecrator na razie nie zwraca na to uwagi. Obaj kończą malowanie. Wyglądają bardzo stylowo.

DESECRATOR

Rób swoje. Każda kapela cię weźmie z pocałowaniem. Możesz nawet wyjechać za granicę. Zabijać się będą za tobą. A jakby co, w Mephistophelesie też znajdzie się dla ciebie miejsce.

ABBADON

Przecież masz dobrego pałkera.

DESECRATOR

Wywalę go. Ja się od kierownika sporo nauczyłem, Pawełku. (po chwili) Co ty tak sapiesz znowu?

ABBADON

Kurwa mać…

Abbadon sapie jak parowóz. Desecrator patrzy na niego z rosnącym niepokojem. Wreszcie Abbadon nie wytrzymuje, biegnie do swoich rzeczy na kanapie, wyjmuje z kieszeni „cywilnych” spodni aplikator i pastylki. Robi użytek z jednego i drugiego. Desecrator wytrzeszcza oczy.

DESECRATOR

Człowieku, co ci jest?

ABBADON

Co mi jest? Kurwa, astmę mam. I napady lęku jednocześnie. I depresję, kurwa. To mi jest. Od trzech miesięcy na Albuterolu i Setalofcie jadę. I na doraźnym propranololu w razie czego.

DESECRATOR

O kurwa.

ABBADON

Więc sobie nie pogram za długo. Ani w Belialu, ani nigdzie indziej.

DESECRATOR

O kurwa.

ABBADON

Bo nie ma jakoś pałkerów z astmą za wielu, nie? Nawet u Meli Koteluk by taki nie dał rady. A ty mi, kurwa, mówisz, że buty cię cisną.

DESECRATOR

Sorry, stary…

ABBADON

Zamknij się wreszcie, dobra?

DESECRATOR

Kierownikowi mówiłeś?

ABBADON

Nie.

DESECRATOR

Kiszka, stary.

ABBADON

Jestem skończony jako muzyk. I tyle.

DESECRATOR

Przecież to się da leczyć.

ABBADON

Zaleczyć.

DESECRATOR

Nie na zawsze?

ABBADON

Zależy za jakie pieniądze.

DESECRATOR

Kurwa.

ABBADON

No właśnie.

W tym momencie otwierają się drzwi garderoby i do wnętrza energicznie wkracza Okkulto z wielkim smartfonem przy uchu. Jest wręcz ostentacyjnie modnie ubrany. Jest modny od butów po apaszkę i wełnianą czapkę i wygląda jak zawodowy lumberseksualny celebryta; żadną miarą nie przypomina muzyka ze sceny metalowej.

DESECRATOR

Witaj, wodzu. (szeptem, do Abbadona) Niech co krwawy Hegemon?

ABBADON (pod nosem, bez entuzjazmu)

Niech żyje.

KONIEC ODC. 2